headvig
12.03.12, 15:50
Się tylko wyżalam. Człowiek się wysila, poci, kombinuje jak coś zrobić/osiągnąć, poświęca czas, zaniedbuje inne rzeczy na korzyść tej jednej, a potem przychodzi sęp, podpina się pod czyjąś robotę, składa podpisik i zbiera laury. Na totalnego bezczela, z jeszcze bezczelniejszym uśmiechem, rżnie głupa, jak gdyby nigdy nic. Gdyby to było jednorazowe – nawet bym o tym nie myślała, ale to jest notoryczne, cotygodniowe.
Co w takiej sytuacji zrobić?
a) Zrobić się „chamem” i przed wszystkimi wytknąć prawdę, mieć poczucie sprawiedliwości, ale zostać tym „chamem” co się nie chce podzielić, bo inni wiedzą jak jest i nie reagują, liczyć się z tym, że ja w potrzebie zostanę potraktowana tak samo
b) Grzecznie się zgadzać na taki stan rzeczy, wkurzać się w duchu - w końcu przecież mi przejdzie, wmawiać sobie, że należy ludziom w biedzie pomagać
ostatecznie pewnie wybiorę opcję b), jestem mało asertywna, a poza tym rozważając zyski i straty, to strat mogę sobie więcej narobić wyborem a).
Jak wy postępujecie w takich sytuacjach?