organza26
16.03.12, 17:12
Pan Narzeczony do ślubu i mieszkania z rodzicami (jego oczywiście) w jednym domu rwie się niesamowicie, na razie mieszkamy dosyc daleko (na szczęście).
Jakoś tak ostatnio wyszło, że od kilku miesięcy nie pracuje, ale ma sporo oszczędności, więc nadal dokłada się do domowego budżetu, więcej niż ja (zarabiająca mniej). To tak gwoli ścisłości, żeby ktoś sobie nie ubzdurał, że trutnia utrzymuję:P Pracę ma nagraną od maja.
Siedzi więc na razie całymi dniami we wspólnie wynajmowanym mieszkaniu w bloku. Ja pracuję w innym mieście, dojazdy zajmują mi 1,5-2h dziennie + 8h pracy rzecz jasna.
Jako, że N. jest w domu i lubi gotować, robi codziennie obiady dla nas dwojga i... to by było na tyle jesli chodzi o jego obowiązki domowe...
Dodam, że dorabiam sobie jeszcze w soboty od rana do wczesnego popołudnia, więc na sprzątanie mam praktycznie tylko sobotnie popołudnie, kiedy jestem już naprawdę wykończona po całym tygodniu. Zawsze staram się podzielić jakoś to sprzątanie, żeby nie wyszło, że ja tylko to robię. Niestety tylko ja inicjuję porządki, tylko ja praktycznie robię pranie itp.
Wkurzam się drogie Kobiety, bo gdyby analogiczna sytuacja miała miejsce z kobietą jako przebywającą non-stop w domu i chłopem tyrającym 6 dni w tygodniu to oczywistym byłoby, że to kobieta zajmuje się całym domem - pierze, sprząta, gotuje i podsuwa Ukochanemu obiad pod sam nos. TAk z resztą było kedy on jeszcze pracował (prawie w ogóle nie było go w domu). Podzieliłam się tą myślą z N. - nie na zasadzie pretensji, tylko uwagi w stylu 'ale zobacz jak to dziwnie jest, że kobieta...'. Minę miał nietęgą i zauważyłam później większe zaangażowanie w porządki, ale jednak nie takie jakie bym chciala, wrrrrrr.
Jeszcze rozumiem, jeśli kobieta pracuje + zajmuje się 95% obowiązków domowych, kiedy mąż/partner pracuje po 10-12 h dziennie.
Ostatnio nachodzą mnie myśli, że życie jako stara panna z kotem i kawalerką z kredytem na 40 lat jawi sie jako zbawienie, w porównaniu, z życiem mojej matki, ciotek, zdecydowanej większości koleżanek i sorry, ale i wielu z was...