linda83
17.03.12, 15:25
Musze to z siebie wyrzucić..
Kilka miesiecy temu poznałąm faceta. Oboje jesteśmy około 30-tki. Po kilku spotkaniach zaczęło iskrzyć. On przy bliższym poznaniu bardzo zyskiwał. Widywaliśmy sie w miarę możliwości dość często. Wiadomo-nie ma ludzi czy związkó idealnych ale było to coś co pozwalło mi liczyć na coś więcej. Lekki klrysys przyszeł jakieś 1,5 miesiąca temu-przez głupie niedomówienie. On poczuł się bardzo dotknięty moim mailem ( nie złapał żartu) Nie odzywał się przez kilka dni-ja kompletnie nie widziałam o co chodzi. Przyparty wyjasnił. Wszystko sobie wyjasniliśmy, sprawa przeszła bez echa. Później było spoko. Znajomośc bardzo się zacieśniała. Nie przeszkadzało mi,że nie we wszystkim może się zgadzamy. Podczas szczerych rozmów m.in o naszych rodzinach opowiedziałam mu m.in o nieudanym małżeństwie rodziców, nie zawsze szczęśliwym dzieciństwie. Uważałam,że w związku liczy się szczerość i dlatego to zrobiłam. Dodam,że on pochodzi z porządnej, katolickiej rodziny bez tego typu historii. Od tego czasu coś zaczęło się psuć. Gwałtownie. On demonstracyjnie obnosi się z zainteresowaniem naszą współną znajomą... Kilka dni temu proponował spotkanie, później praktycznie się z tego wycofał. Wczoraj jednak ponowił prośbę.Mimo wszystko miałam ochotę iść...Ale napisałam,że mam już inne plany i że się spóźnił. Chicłam wyjsć z twarzą i dać mu do myślenia.
Z jednej strony mam nadzieję,że to tylko chwilowy kryzys i że da się to pokonać... ale z drugiej...już sama nie wiem...
Naprawde wierzyłam,że to będzie ten jedyny...czemu niby-porządni faceci potrafią krzywdzić w taki sposób?
Czemu patrzą w ten sposób na innych ludzi-tak z góry?