nika-1979
20.03.12, 09:27
Za pół roku kończy mi się urlop wychowawczy i boję się co będzie dalej. Pracowałam w biurze zakładu produkcyjnego, najpierw po 10 godzin dziennie i w każdą sobotę i święto, a potem, gdy wreszcie doprosiłam się o drugą dziewczynę do biura, to szef wprowadził nam zmiany. Obecnie szanse na powrót do pracy mam marne, bo 1) przedszkole czynne 8 godzin, a tam praca zmianowa 2) dziecko często choruje, strach pomyśleć, co będzie, gdy pójdzie do przedszkola 3) mąż cały tydzień w delegacji, dziadkowie starzy i niedołężni, nie ma kto pomóc 4) najgorsza jest zima, jak pomyślę, że mam ściągać zaspanego dzieciaka skoro świt z łóżka, martwić się, czy samochód mi zapali na mrozie, czy dam radę wyjechać z garażu, bo jeśli podwórko będzie zawiane, to trzeba najpierw odśnieżyć ok. 50 metrów, w dodatku w zimie jestem często przeziębiona, a w pracy nikogo nie będzie obchodziło, jak dojadę, ani co z dzieckiem, czy jest zdrowe, czy ma opiekę 5) przedszkole jest nieczynne w soboty ani w święta, ani w wakacje, a ja pracować muszę i mogę ewentualnie wyżebrać 2 tygodnie urlopu w ciągu roku, bo to jest pojebany zakład i szefostwo 6) zarobki wynoszą najniższą krajową, ewentualnie, jak się jest dyspozycyjnym i siedzi po godzinach, to można wyciągnąć 1500 netto, jak odliczę koszty dojazdu i opłaty za przedszkole, to zostanie niewiele 7) musiałabym kupić samochód na gaz, tzn mąż by musiał mi kupić, bo ja nie mam kasy, teraz mam starego grata na benzynę na swoje potrzeby, ale dojeżdżać codziennie się nim nie da, bo się psuje i pali tyle, że pensji by mi zabrakło na pokrycie kosztów(dojazd 7km w jedną stronę) Nie wiem, co mam zrobić, boję się, że sobie nie poradzę, a praca stresująca, ale innej tu na prowincji nie ma, ja w każdym razie nie mam pleców, żeby się wkręcić do lepszej roboty