oxy_gen_86
21.03.12, 10:20
być może zabrzmiało to jak zamach na własną płeć ale co mi tam...
poczytuję sobie forumowe wątki i średnio 5 razy w tyg. pojawiają się tematy typu "o co mu chodzi/co on ma na myśli/dlaczego faceci są skomplikowani". Otóż Drogie Panie, faceci nie są skomplikowani tylko my mamy skłonności do nadinterpretacji i dopowiadania, usprawiedliwiania zachowania facetów i "przetłumaczania" ich zachowania na naszą korzyść - wmawiamy sobie, ze on nas kocha i jest zainteresowany tylko biedaczek ma taką czasochłonną pracę bo w to właśnie chcemy wierzyć!
A rzeczywistość jest okrutna więc dlatego jej nie przyjmujemy. Pan najczęśniej nie jest zainteresowany poważną relacją z NAMI, nie traktuje NAS jak kandydatki na partnerkę czy matkę woich dzieci i ma NAS w dupie. Ale skoro same się narzucamy i podtrzymujemy kontakt na siłe to co mu tam.
Zeby nie było, że wyjeżdzam z wyemancypowanymi refleksjami;P to sama kiedyś byłam taką naiwną gąską i weekendową panienką do towarzystwa (ale nieopierzona jeszcze byłam to i głupia:P). Kiedy ja chciałam się spotykać częściej - nie tylko w weelendowe wieczory - w odp. usłyszałam, że w tyg. to nie ma sensu bo studia, praca i trzeba się szybko zbierać do domu, a w weekendy nie ma takiego ciśnienia, że zaraz odjeżdza ostatni dzienny autobus itd. Oczywiście uwierzyłam, a co więcej stwierdziłam, że to bardzo racjonlane podejście! . Dziś wiem, że jak facetowi zależy to choćby pracował 1000m pod ziemią albo nad jej powierzchnią a CHCE i JEST ZAINTERESOWANY znajdzie czas nawet w środku tygodnia iw środku nocy żeby się z nami zobaczyć.
Wkręciłam się w dziwną relację polegającą na utrzymywaniu jako-takiego kontaktu smsowego od pon. do pt. między 8 a 16, a więc w czasie nudy i rytyny, czyli pracy. W weekendy (kiedy nie mogliśmy się widzieć) oczywiście kontakt "zamierał" bo przecież on miał swoją rozrywkę i przypominał sobie o głupiej gąsce w pon. po 3ciej kawie, a więc wtedy kiedy zbliżało się południe i dopadała monotonia.
Kiedy byliśmy sami to byliśmy parą ale kiedy znaleźliśmy się w wiekszej grupie to nasza relacja "przechodziła" w koleżeńską. Zajmował się wszystkimi i wszystki ale nie mną. Pytał moją najlepszą koleżankę i siostrę, "przyjaciółke" swojego brata czy chcą się czegoś napić, coś zjeść podczas gdy ja znajdowałam się w pobliżu.
O naiwności!! teraz jak to napisałam to zaczęłam się śmiać sama do siebie jaka byłam głupiutka i naiwna, haha. NA swoje usprawiedliwienie mogę tylko powiedzieć, że to wszystko działo się w wieku wczesnostudenckim, a ja jeszcze wtedy wierzyłam chyba w "grimmowską" miłość:P