nufc_fan
21.03.12, 16:00
Historia jakich wiele, ale jak kazdego zzera od srodka i musze to z siebie wyrzucic. A zatem to idzie tak: jest sobie pan A z ktorym znam sie ladnych pare lat i przez wiekszos tego czasu bylismy razem, generalnie jest on cudowna osoba, wiele mi w nim imponuje, mam ogromna slabosc i ciagle nie moge sie uporac z moimi uczuciami, ale rozni nas podejscie do zycia - on bardziej niezalezny ja rodzinna, rozni podejscie do wydawania pieniedzy, on lubi miec tu i teraz, ja z natury oszczedna, itp. Generalnie roznia nas sprawy przyziemne, ale we wspolniej przyszloscu bardzo wazne. Nie jestesmy razem, po ostatnich nieporozumieniach rozeszlismy sie, ale zlosc minela i zznoe mamy sie ku sobie. I tu wkracza pan B, z ktorym od jakiegos czasu sie spotykam, z nim widze wspolna przyszlosc, bo patrzy na te sprawy, rodzine, kase i tak dalej podobnie jak ja. Swietnie sie dogadujemy, dba o mnie jak nikt dotad. Ale chyba nie nie czuje nic wiecej poza wielka sympatia, ciagle mysle o A i zastanawiam sie czy moze tym razem sie uda. Wlasciwie to chcialabym miec ich obu. Niszczy mnie to od sroka bo nie potrafie podjac zadnej decyzji...