nanelka
22.03.12, 14:17
mój mąż powtarza mi codziennie, że powinnam więcej ćwiczyć, wytyka każdą fałdkę u napotkanych kobiet, potępia wszystkich, którzy choć odrobinę przytyli, czyli wg niego potwornie się zapuścili. i oskarżycielsko patrzy na mnie. a ja zdziwiona niepomiernie lecę do lustra, przyglądam się moim 49 kilogramom i szukam jakichś fałd. pytam wprost: czy ja jestem gruba, twoim zdaniem? a on na to, że teraz nie, ale na pewno przytyję w przyszłości. i już teraz powinnam temu zapobiec. a potem demonstruje mi swoje umięśnione, zupełnie pozbawione tłuszczu ciało, z którego jest tak bardzo dumny, że przy każdej okazji przegląda się w lustrze. a ja, do tej pory zadowolona ze swojej szczupłej, dziewczęcej figury, zaczynam dostrzegać jakieś nierówności, celulity i inne pierdoły tam, gdzie ich nie ma. doprowadziło to do tego, że przestałam nosić krótkie spódnice, bo czuję się niezgrabna...