twojabogini
24.03.12, 11:56
Sprostowanie paru stereotypów o gwałcie.
Zacznijmy od tego, że prawo karne definiuje czym jest gwałt (czyli jakie zachowania podlegają karaniu):
Art. 197.
§ 1. Kto przemocą, groźbą bezprawną lub podstępem doprowadza inną osobę do
obcowania płciowego,
podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.
§ 2. Jeżeli sprawca, w sposób określony w § 1, doprowadza inną osobę do poddania
się innej czynności seksualnej albo wykonania takiej czynności, podlega
karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.
§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się zgwałcenia:
1) wspólnie z inną osobą,
2) wobec małoletniego poniżej lat 15,
3) wobec wstępnego, zstępnego, przysposobionego, przysposabiającego, brata
lub siostry,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 3.
§ 4. Jeżeli sprawca czynu określonego w §1–3 działa ze szczególnym okrucieństwem,
podlega karze pozbawienia wolności na czas nie krótszy od lat 5.
Teraz mity:
Gwałt to zdarzenie następujące ciemną nocą w krzakach w które obcy wciągnął kobietę. Bzdura. Większość gwałtów na kobietach dokonują osoby im znajome lub członkowie rodziny. Kobiety znają gwałcicieli i dlatego im ufają.
Gwałt to stosunek seksualny. Bzdura. Prawo jako gwałt traktuje także inne czynności seksualne lub przymuszenie do nich. To mogą być zachowania typu dotykanie piersi kobiety lub zmuszenie jej do obnażenia się.
Ofiara gwałtu powinna się bronić. Jeśli się nie broni to znaczy, że na stosunek przyzwala. To najbardziej szkodliwy mit z punktu widzenia ofiar gwałtów. Większość z nich podczas gwałtów zachowuje się biernie, nie jest w stanie wyrazić sprzeciwu. To powód ogromnego poczucia winy w późniejszym życiu. Tymczasem jest to normalna reakcja na gwałt, nosząca nazwę "traumatycznego infantylizmu psychologicznego".
"Ofiara może więc zareagować całkowitym brakiem okazywania emocji, na skutek doznanego szoku i nieumiejętności dopasowania żadnych z dostępnych jej schematów poznawczych do zaistniałej sytuacji. Dwie najczęstsze reakcje kobiet na sytuację gwałtu to obezwładnienie strachem, lub odszczepienie świadomości od emocji, tzw. dysocjacja emocjonalna. Oznacza to, iż sytuacja w której sprawca gwałtu nie napotyka na czynny opór ze strony ofiary, jest sytuacją z psychologicznego punktu widzenia naturalną i zrozumiałą."
Cytat za: www.us.szc.pl/main.php/lexus_arch/?xml=load_page&st=13270&ar=1&id=7726&gs=&pid=19248
Kolejny mit: jeśli ofiara negocjuje ze sprawcą to znaczy, że przyzwala na stosunek. Negocjacje mogą np. obejmować prośbę o użycie prezerwatywy. Zgodnie z taką logika ujawnienie sprawcy napadu miejsca ukrycia kosztowności i kodu do sejfu oznacza, iż właściciel rzeczy przyzwolił na to, aby włamywacz je zabrał. Oczywiście takie negocjacje nie mają nic wspólnego z chęcią ochrony zdrowia i życia. Jak negocjuje to się zgadza.
Dlaczego zatem siedzi tylu złodziei, którym ofiary (lekko zastraszone) zwyczajnie podały portfel - w tym gronie ofiar również duzi silni mężczyźni. Przecież powinni się bronić, wrzeszczeć krzyczeć i pobić złodzieja, a nie potulnie się zgadzać na akt okradzenia. Może ten złodziej myślał, że ofiara nagle nabrała chęci na oddanie mu swojego portfela, dokumentów osobistych i kart kredytowych plus kluczyków do auta i zdjęcia żony?
Ściganie gwałcicieli na wniosek jest korzystne dla ofiar, bo umożliwia im uniknięcie wstydu. Czego ma wstydzić się ofiara gwałtu? Czy to raczej nie gwałciciel ma powód do wstydu? Nie wiem jakimi kategoriami trzeba myśleć, aby tak podchodzić do sprawy.