magmajew
05.04.12, 12:46
Mam 38 lat, dwójkę dzieci (6 lat i 2,5 roku) i męża. Pobraliśmy się 9 lat temu. Dla mnie nie była to wielka miłość, raczej małżeństwo z rozsądku. Chciałam zdążyć mieć dzieci a po wcześniejszych toksycznych związkach mąż dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Niestety nigdy nie pociągał mnie fizycznie. Myślałam, że z tym da się żyć, że problem Tkwi we mnie a pożądanie, miłość przyjdą z czasem. Po dwóch latach pobraliśmy się. Nie było między nami wielkich uniesień, ale stabilizacja, poczucie bezpieczeństwa. Mąż jest dobrym człowiekiem. Dużo pracuje, żeby nam się lepiej żyło. Rzadko bywa w domu. Kocha dzieci. Dba o nie, choć jak jest już w domu, to chce zwykle odpoczywać i nie ma siły na zabawy z dziećmi. W domu nie wykazuje inicjatywy. Jeśli chcę, żeby było coś zrobione, muszę przygotować mu listę prac. Nie docenia mnie jako kobiety, jako matki jego dzieci, nie mówi komplementów. Zresztą mnie można zarzucić to samo. Ale tak sobie żyłam, pogodzona z losem, że tak ma być. Seksu między nami w sumie nie ma. Nie mogę się przemóc, nie mam na niego ochoty, zawsze tak było. On już też raczej zrezygnował.
A teraz poznałam mężczyznę totalnie innego od mojego męża. Spotykamy się od trzech miesięcy. Przy nim jestem szczęśliwa. On dba o mnie jako o kobietę, docenia, komplementuje, wyczuwa zmiany nastroju i reaguje na nie. Kocha mnie i chce być ze mną. Zna moją sytuację rodzinną. Poznał młodszego synka. Chce być ze mną i z dziećmi. Mówi, że będzie na mnie czekał, na moją decyzję. Zawsze podkreśla, że ja i dzieci to dla niego naczynia połączone. Myślę, ze ja też go kocham. Rozmawiamy ze sobą o rzeczach, o których z nikim innym wcześniej nie rozmawiałam. On mnie otworzył na takie rozmowy, o moich uczuciach, emocjach. Uwielbiam seks z nim. Okazuje się, że nie jestem oziębła, jak myślałam, że czerpię radość z seksu i mogę mieć orgazm. Będąc z nim jestem po prostu szczęśliwa.
Teraz jestem rozdarta, czy tkwić w małżeństwie z dobrym człowiekiem dla dobra dzieci, ale nie być szczęśliwą, czy walczyć o MOJE prawo do szczęścia i rozstać się z mężem? Czy jeśli odejdę (z dziećmi), to będę egoistką, która zniszczyła rodzinę?
Żal mi męża, bo wiem, że jak go opuszczę, to straci wszystko co ma: żonę, którą kocha i poniekąd dzieci, swoje dotychczasowe spokojne życie. Zostanie bez niczego. Ale czy to jest powód, dla którego mam zostać w tym małżeństwie?
Czy może powinnam się jeszcze wstrzymać z decyzją? Zobaczyć, co przyniesie życie? Ale jak długo ja tak jeszcze wytrzymam? Oszukując męża i cierpiąc, że nie mogę się spotykać z moim nowym partnerem częściej?
Jeśli byłyście w takiej sytuacji i możecie mi coś doradzić, będę wdzięczna.