marysia_wroc
12.04.12, 16:18
Jestem 28letnią singielką (starą panną jak to woli ;), która ma problemy ze znalezieniem partnera. Wiadomo- w tym wieku większość jest już zajętych, mimo że żyję w dużym mieście. Moje relacje z rówieśnikami jakos nie wychodzą. Jestem wg mężczyzn atrakcyjną dziewczyną, ładną, z dobrą figurą. Jestem wykształcona, kończę drugi kierunek. Mimo że podobam się mężczyznom, to rówieśnicy trochę jakby obawiali się mnie, mimo że jestem lubiana i nie uchodzę za wyniosłą. Podobam się bardziej na odleglość, "na żony" wybierają przeciętne, nieraz mało urodziwe kobiety- kolega powiedział mi, że mężczyzna pewniej przy takich się czuje. Sporo płakałam przez to, że z chłopakami w moim wieku nie wychodzi, wycofują się. Jednak zakochał się we mnie 50letni mężczyzna - poznaliśmy się rok temu. Na początku, mimo ciągłych starań z jego strony, myślałam jak większość: kryzys wieku średniego, chce się odmłodzić przy młodej dziewczynie itd. Jednak mijały miesiące, a on nie odpuszczał- maile, telefony. Ja odmawiałam, a on wyznał , że się zakochał. To bogaty, na poziomie facet- mógłby miec młodych na pęczki, więc myślę, że faktycznie coś czuje do mnie. Świetnie się dogadujemy, mamy mnóstwo wspolnych tematów i pasji. Gdyby chodziło mu o młode ciało- dawno by mógł mieć młodsze ode mnie. Wyprowadził się od żony, mieszka sam. I tak sobie myśle: skoro rówieśnicy to dzieci, często przestraszone, skoro ciągle mi z nimi nie wychodzi, to czy powinnam Go odtrącac? A może w końcu zacząć życ, korzystać z życia? Zwłaszcza że bardzo przezywa to, że ja nie chcę, łącznie z epizodem depresyjnym. Ne obawiam się, że ktoś powie, że lecę na kasę- mam własne mieszkanie i samochód, zarabiam, jestem niezależna. A on mi się podoba. Co myślicie?