milusinka5
08.05.12, 14:29
Witajcie.
Poroniłam w 4 miesiącu. To moja druga ciąża. Z partnerem byłam od dwóch lat. Nie mieszkaliśmy ze soba ale to był poważny związek. Ciąża wzbudziła w nas mieszane uczucia (mamy dzieci z poprzednich związków) ale postanowiliśmy mieć to dziecko i wychowywać je razem. W planach było oczywiście wspólne zamieszkanie i wspólne życie. Partner bywał u mnie jak często się dało. pomagał w domu, opiekował się mną.
Jak poroniłam(stało się to nagle) zdążyłam tylko do niego zadzwonić. Byłam w szpitalu. Przyjechał po mnie, odwiózł do domu, wrócił do pracy. Wieczorem tego dnia wpadł na parę minut zobaczyć jak się czuję i wrócił do swojego mieszkania. Fizycznie czułam się dość dobrze, psychicznie gorzej. Następnego dnia miał do mnie przyjechać, ale twierdził, że jest w pracy cały dzień i jest bardzo zmęczony. Jeszcze następnego dnia wyjechał do innego miasta załatwiać swoje sprawy. I dopiero na trzeci dzień rano przysłał mi sms-a czy może wpaść na kawę. Kurczę, uważam to za przegięcie. Czy nie jest tak, że jak partnerka traci ciążę, to rzuca się wszystko i jest przy niej dzień i noc? Czy mi się tak tylko wydaje? Byłam sama przez 3 najgorsze dni. Owszem, przysyłal mi smsy jak się czuję i że mnie kocha, itd. No ale jakoś to chyba nie tak... Co uważacie?