kropidlo5
09.05.12, 00:44
Zaznaczam, ze tylko do tych, ktorzy sledzili czesc moich wpisow i sa zainteresowani tematyka (pewnie niewielkie, ale wierne grono:D). Postronne osoby, jesli nie sa zainteresowane, prosze nie czytac i nie komentowac, ostrzegalem i uprzedzilem.
Tak wiec, moje odkrycie jest takie. Pisalem wiele razy o problemie z rodzicami, pisalem o problemie z falszywym przyjacielem, pisalem o wiecznych dylematach. Dzis czytalem ksiazke i robilem maly eksperyment, ktory polegal na odtworzeniu pewnej sytuacji z przeszlosci, w ktorej bylem wyjatkowo zawstydzony (czy nadal jestem), i przeanalizowanie czego dokladnie sie boje, wstydze, co mnie uwiera i jakie wewnetrzne przekonania za tym stoja.
To do tej pory dzialalo jak pogubione kostki puzzli a dzis zlozyly sie. Otoz pisalem tutaj o moim problemach z mlodosci z alkoholem. Polegaly one na tym, ze lubilem pic, w kazdy niemal weekendowy wieczor lazilem pijany. Bylem pijany na 'pogodno' raczej, nic szczegolnie zlego nie robilem, poza tym, ze moglem marudzic, wygladalem pewnie nie za dobrze, moze cos przewalilem, no jeden ewidentnie negatywny aspekt to byla nachalnosc wobec kobiet, to bylo akurat tragiczne, ale nie o tym.
Moja matka, troche siostra, i ten 'pseudo przyjaciel' wszyscy mieli jedna wspolna ceche- taka, ze prawili mi moraly na temat mojego picia. Nikt inny z licznego grona znajomych tego nie robil, a jak komentowali to najczesciej z podziwem (tak, dziwne, ale niektorym imponuje 'pijany rockers) albo ze smiechem/obojetnoscia. Oczywiscie, pewnie czesc osob zachowala pewne negatywne opinie dla siebie. Ale nie o o moraly chodzi, a o ich rodzaj.
Ich metoda- w zadziwiajacy sposob, ale tak bylo- byla bowiem bardzo podobna, a polegala na ciaglym porownywaniu mnie do najgoprszych osiedlowych tzw zuli. Moja matka porownywala mnie do jednego czlonka swojej rodziny- przemocowy ciagowy alkoholik, ktory sie juz zapil zreszta- i do innego z dalszej rodziny- ktory tez sie juz zapil niestety, zyl jako bezdomny. Kolega porownywal mnie do osiedlowych kryminalistow- zuli ( z ktorym zreszta sam wczesniej ochoczo pijal).
Uragalo mi to, ze porownuj sie mnie do ludzi, ktorzy sa zlodziejami, bija zony, bija niewinnych ludzi, smierdza, nie maja zadnych zainteresowan i pija od rana do nocy. Nie czulem do nich pogardy za ich picie i mimo ze pili ode mnie 20 razy wiecej, nie obrazala mnie ta czesc porownania. To co mnie bolalo i co we mnie utkwilo to 'dobrodziejstwo inwentarza'. Nie rozumialem, dlaczego ciagle (naprawde ciagle, przy kazdej mozliwej okazji) bylem do nich porownywany. Po co? Przeciez poza piciem ( i to w znacznie mniejszej skali) nie mialem z nimi nic wspolnego.
W okolicy bylo wielu pijakow, alkoholikow, z roznych srodowisk. Nawet ja w samoobronie rozmawiajac z tym tzw 'przyjacielem' mowilem, ze tak, mam problem za alkoholem, ale przeciez ten i ten tez ma (wymienialem jakichs ludzi ktorzy nie sa tzw zulami) wtedy zawsze bylo jakies ale 'tak porownuj sie do wilhelmiego, tak, pcieszaj sie'.
Dlaczego nie moglem porownac sie do wilhelmiego, a moglem byc porownany do goscia, ktory byl ludzi bo mu nie dali 2 zlote na wino i siedzial w kryminale 20 razy zanim skonczyl 16tke? Z obu laczy nie jedna rzecz- picie- a dzieli wsystko inne.
Dodam, ze nie bylem zaniedbany, nie smierdzialem, mylem sie, nie spalem na ulicy, nie jadlem w smietnikach, no po prostu nie bylo zadnego uzasadnienia, by nazywac mnie zulem. Ale- to slowo i porownanie utkwilo mi w glowie na amen. Jak ognia od tamtej pory balem sie etykietki i tozsamosci 'zula' a tak naprawde w glebi duszy uwierzylem, ze jestem zulem.
Udalo im sie to wmowic.
Paradoksalnie, to calkowicie zaszkodzilo mojej walce z piciem, poniewaz utozsamialem zaprzestanie picia czy zrobienie z tym czegokolwiek z przyznaniem sie do 'zulostwa', z takim jakby otwarciem sie- choc wewnetrznie i tak myslalem, ze nim jestem.
Tak czy owak, podsumowujac, to mnie zahamowalo (nie obwiniam, pokazuje okolicznosci) w kontaktach z pracodawcami, kobietami, poniewaz w glebi duszy wierzylem ( i troche nadal wierze, czescia mozgu) ze naleze do tej 1% grupy ludzi z dworcow, lawek parkowych i smietnikow. Zawsze zylem w przeswiadczeniu, ze tylko jestem 'zamaskowany' jako nie-zul, ze tylko tak wygladam i pozoruje, ale prawda jest inna.
Dlatego tez w dodatku tak sie balem i mocy tego kolegi i matki nade mna, bo wierzylem do dzis, ze oni znaja moj najgorszy, najglebszy i najbardziej wstydliwy sekret- i ze go moga wyjawic jak nie bede ich 'sluchal'- ze jestem zwyklym meliniarzem. Stad tez taka mozliwosc kontroli nade mna falszywego przyjaciela. Nawet jak nie pilem przez pare lat juz to 'przyjaciel' ciagle wyciagal zolta kartke zula i przypominal mi, kim 'jestem' i ze on 'pamieta'.
Dzieki za wysluchanie.