odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropidla)

09.05.12, 00:44
Zaznaczam, ze tylko do tych, ktorzy sledzili czesc moich wpisow i sa zainteresowani tematyka (pewnie niewielkie, ale wierne grono:D). Postronne osoby, jesli nie sa zainteresowane, prosze nie czytac i nie komentowac, ostrzegalem i uprzedzilem.

Tak wiec, moje odkrycie jest takie. Pisalem wiele razy o problemie z rodzicami, pisalem o problemie z falszywym przyjacielem, pisalem o wiecznych dylematach. Dzis czytalem ksiazke i robilem maly eksperyment, ktory polegal na odtworzeniu pewnej sytuacji z przeszlosci, w ktorej bylem wyjatkowo zawstydzony (czy nadal jestem), i przeanalizowanie czego dokladnie sie boje, wstydze, co mnie uwiera i jakie wewnetrzne przekonania za tym stoja.

To do tej pory dzialalo jak pogubione kostki puzzli a dzis zlozyly sie. Otoz pisalem tutaj o moim problemach z mlodosci z alkoholem. Polegaly one na tym, ze lubilem pic, w kazdy niemal weekendowy wieczor lazilem pijany. Bylem pijany na 'pogodno' raczej, nic szczegolnie zlego nie robilem, poza tym, ze moglem marudzic, wygladalem pewnie nie za dobrze, moze cos przewalilem, no jeden ewidentnie negatywny aspekt to byla nachalnosc wobec kobiet, to bylo akurat tragiczne, ale nie o tym.

Moja matka, troche siostra, i ten 'pseudo przyjaciel' wszyscy mieli jedna wspolna ceche- taka, ze prawili mi moraly na temat mojego picia. Nikt inny z licznego grona znajomych tego nie robil, a jak komentowali to najczesciej z podziwem (tak, dziwne, ale niektorym imponuje 'pijany rockers) albo ze smiechem/obojetnoscia. Oczywiscie, pewnie czesc osob zachowala pewne negatywne opinie dla siebie. Ale nie o o moraly chodzi, a o ich rodzaj.

Ich metoda- w zadziwiajacy sposob, ale tak bylo- byla bowiem bardzo podobna, a polegala na ciaglym porownywaniu mnie do najgoprszych osiedlowych tzw zuli. Moja matka porownywala mnie do jednego czlonka swojej rodziny- przemocowy ciagowy alkoholik, ktory sie juz zapil zreszta- i do innego z dalszej rodziny- ktory tez sie juz zapil niestety, zyl jako bezdomny. Kolega porownywal mnie do osiedlowych kryminalistow- zuli ( z ktorym zreszta sam wczesniej ochoczo pijal).

Uragalo mi to, ze porownuj sie mnie do ludzi, ktorzy sa zlodziejami, bija zony, bija niewinnych ludzi, smierdza, nie maja zadnych zainteresowan i pija od rana do nocy. Nie czulem do nich pogardy za ich picie i mimo ze pili ode mnie 20 razy wiecej, nie obrazala mnie ta czesc porownania. To co mnie bolalo i co we mnie utkwilo to 'dobrodziejstwo inwentarza'. Nie rozumialem, dlaczego ciagle (naprawde ciagle, przy kazdej mozliwej okazji) bylem do nich porownywany. Po co? Przeciez poza piciem ( i to w znacznie mniejszej skali) nie mialem z nimi nic wspolnego.

W okolicy bylo wielu pijakow, alkoholikow, z roznych srodowisk. Nawet ja w samoobronie rozmawiajac z tym tzw 'przyjacielem' mowilem, ze tak, mam problem za alkoholem, ale przeciez ten i ten tez ma (wymienialem jakichs ludzi ktorzy nie sa tzw zulami) wtedy zawsze bylo jakies ale 'tak porownuj sie do wilhelmiego, tak, pcieszaj sie'.
Dlaczego nie moglem porownac sie do wilhelmiego, a moglem byc porownany do goscia, ktory byl ludzi bo mu nie dali 2 zlote na wino i siedzial w kryminale 20 razy zanim skonczyl 16tke? Z obu laczy nie jedna rzecz- picie- a dzieli wsystko inne.

Dodam, ze nie bylem zaniedbany, nie smierdzialem, mylem sie, nie spalem na ulicy, nie jadlem w smietnikach, no po prostu nie bylo zadnego uzasadnienia, by nazywac mnie zulem. Ale- to slowo i porownanie utkwilo mi w glowie na amen. Jak ognia od tamtej pory balem sie etykietki i tozsamosci 'zula' a tak naprawde w glebi duszy uwierzylem, ze jestem zulem.
Udalo im sie to wmowic.

Paradoksalnie, to calkowicie zaszkodzilo mojej walce z piciem, poniewaz utozsamialem zaprzestanie picia czy zrobienie z tym czegokolwiek z przyznaniem sie do 'zulostwa', z takim jakby otwarciem sie- choc wewnetrznie i tak myslalem, ze nim jestem.

Tak czy owak, podsumowujac, to mnie zahamowalo (nie obwiniam, pokazuje okolicznosci) w kontaktach z pracodawcami, kobietami, poniewaz w glebi duszy wierzylem ( i troche nadal wierze, czescia mozgu) ze naleze do tej 1% grupy ludzi z dworcow, lawek parkowych i smietnikow. Zawsze zylem w przeswiadczeniu, ze tylko jestem 'zamaskowany' jako nie-zul, ze tylko tak wygladam i pozoruje, ale prawda jest inna.

Dlatego tez w dodatku tak sie balem i mocy tego kolegi i matki nade mna, bo wierzylem do dzis, ze oni znaja moj najgorszy, najglebszy i najbardziej wstydliwy sekret- i ze go moga wyjawic jak nie bede ich 'sluchal'- ze jestem zwyklym meliniarzem. Stad tez taka mozliwosc kontroli nade mna falszywego przyjaciela. Nawet jak nie pilem przez pare lat juz to 'przyjaciel' ciagle wyciagal zolta kartke zula i przypominal mi, kim 'jestem' i ze on 'pamieta'.

Dzieki za wysluchanie.
    • jan_hus_na_stosie Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 00:57
      ulżyło Ci? ;)
      • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 02:09
        Nieco, przynajmniej na chwile:D
    • panna.sarabella Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 08:57
      > bo wierzylem do dzis, ze oni znaja moj najgorszy, najglebszy i najbardziej wstydliwy sekret

      czyli ze juz nie wierzysz? To witaj na drodze do wyrwania sie z mocy fałszywego przyjaciela i matki :-)
      • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 12:41
        panna.sarabella napisała:

        > > bo wierzylem do dzis, ze oni znaja moj najgorszy, najglebszy i najbardzie
        > j wstydliwy sekret
        >
        > czyli ze juz nie wierzysz? To witaj na drodze do wyrwania sie z mocy fałszywego
        > przyjaciela i matki :-)

        Tak, taka mam nadzieje, musze jeszcze uporac sie zs strachem przed opiniami ludzi takich jak Sandra ktora tu napisala, bo wlasnie cale straszenie moich 'oprawcow' polegalo na mowieniu, ze wszyscy tak mysla jak ona i ze jestem juz potepiony, ze tylko oni mi zostali ktorzy ' z litosci' jeszcze nie napluli na mnie.
    • sandrad2 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 10:24
      > Moja matka, troche siostra, i ten 'pseudo przyjaciel' wszyscy mieli jedna wspol
      > na ceche- taka, ze prawili mi moraly na temat mojego picia. Nikt inny z liczneg
      > o grona znajomych tego nie robil, a jak komentowali to najczesciej z podziwem (
      > tak, dziwne, ale niektorym imponuje 'pijany rockers) albo ze smiechem/obojetnos
      > cia.


      ale co w tym dziwnego?
      też mam znajomego który lubi się napić i jest rozrywkowo-wesolutki na imprezach, można się z nim zabawić i pośmiać a potem olać pijaka bo wraca się do swojego mieszkania w którym on się nigdy nie zjawi
      ale współczuję szczerze rodzinie i bliskim tego pijaka- oni przeżywają gehennę widząc go pijanego, nie umiejąc "uratować" od nałogu a co gorsza musząc z nim mieszkać pod jednym dachem gdy wraca pijany, śmierdzi, odkręca gaz gotując wodę i nie wiadomo czy zakręci, lub całymi godzinami coś tam bełkoce i śmieje się sam do siebie. Obrzydliwość. nic dziwnego, ze cię tępili słownie, choć powinni zwyczajnie z chałupy wywalić na bruk bo to działa trzeźwiąco.
      • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 12:39
        A kto ci powiedzial, ze ja kims takim bylem? Moje picie nie roznilo sie od moich rowiesnikow, jednyne co bylo rozne to moze wieksza regularnosc. Moi 'rozmowcy' nie protestowali w przypadku picia innych, moj 'przyjaciel' mial wokol siebie kupe ludzi, ktorzy pili wiecej niz ja i ani slowa sie nie zajaknal, zreszta sam pil i pije do dzis i cpal.

        ps chcieli mnie z zona umiesicic w osrodku dla bezdomnych, mimo ze bezdomny nie bylem- ale 'bo ma znajomosci'.

        wiesz, masz prawo do wlasnej opinii, ale wedlug mnie porownywanie do kryminalistow i ludzi z marginesu nie jest dobra metoda na motywacje, no ale jak uwazasz ze jest to tak motywuj twojego syna jak przyjdzie pijany z osiemnastki. powiedz mu, ze sie stoczyl i jest goprszy niz X (zul z osiedla ktory siedzial pare lat) i powtarzaj mu too przez co najmniej 10 lat a potem przyjdz tu z powrotem i napisz jaki byl rezultat.
        • sandrad2 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 13:32
          Twój nałóg potrzebował trzymać się takich a nie innych ludzi. Którzy będą cię umniejszać a tym samym pomagac ci trwać w nałogu. To symbioza. Nazywa sie współuzależnieniem. Śmiercionośna dla wszystkich elementów związku. Każdy kto umniejsza druga osobę nie robi tego z miłości do niej ale z powodu problemów z samym sobą i chorych potrzeb(twoi rodzice też może jęczą że swoich rodziców mieli złych i temu są tacy jacy są).
          Ty nadal nie jesteś wolny od uzaleznienia. Nieważne czy alkoholu, czy rodziców, czy pasożytniczych związków. Nic innego nie robisz tylko się w nich i z nimi babrzesz.
          Życia ci nie wystarczy jesli nie pójdziesz na solidną terapię uzależnień.

          Syn 18letni może się wynieść z domu od podłych rodziców. Nie są w stanie dorosłego metrykalnie osobnika zatrzymac w domu. Może trzasnąć drzwiami i wyjechać za granicę lub "uciec" na studia do innego miasta by się od toksyków oddzielić. Ba! w takim przypadku nie tylko można ale TRZEBA! Uciec od złych rodziców choćby na antypody i żyć inaczej, bez ich ingerencji. To i tak nie gwarantuje, że się emocjonalnie uwolnisz, ale daje dużą szansę.

          Ucieczka w alkohol jest pójśćiem na łatwiznę. By się nie wysilać. Tylko, że wrócić stamtąd tak łatwo się nie da a piętno zostaje w Tobie i strach, że to wróci.

          Jeśli kogoś latami gnoją to są winni przemocy. Jeśli on mimo to się ich uporczywie trzyma nadal, mimo dorosłości, to już sam jest odpowiedzialny za to co z resztą swego życia robi. Mogłeś już dawno przejść gruntowną terapię psychologiczną- teraz centrów pomocowych jest na pęczki. Jedną drugą trzecią, aż do skutku. Forum to nie lekarz. Są terapie leczące traumy dzieci przemocy. Byłeś? Czy udajesz, że cię to nie dotyczy?

          Znam niejednego faceta co jako 50latek siedzi u mamusi na garnuszku narzekając, że to przez złych rodziców.. Ale zasugeruj mu pracę w innym kraju i szansę na niezalezne życie? A po co jak wygodniej u mamusi wikt i opierunek a reszta życia w barze z kumplami.

          Tracisz lata na babranie się w przeszłości. Nie masz więc energii na przyszłość.
          Sończysz z uzależnieniem od rodziców, przestaniesz się nakręcać toksynami z powodu ich samego istnienia, postawisz grubą kreskę - to będziesz zdrowy i zrobisz ze swoim życiem co zechcesz.
          • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 14:55
            Tak, odwiedzlem w zyciu jakichs 20 terapeutow, od nerwic, alkoholu, fobii.

            Nie pojmujesz pewnej rzeczy.Usprawiedliwilas prawo do gnojenia mnie z powodu moich problemow emocjonalnych i alkoholowych. Tak naprawde kiedy to gnojenie sie zaczelo i najbardziej mnie bodlo to te moje problemy alkoholowe byly wzglednie niewielkie. Niewazne. Nikt nie ma prawa mnie gnoic- nikt. Komukolwiek nadepnalem w jakikolwiek sposob na odcisk lub wlazlem na jego teren- moze mnie z tego terenu zgonic i zazadac rekompensaty. Ale nie gnoic, wyzywac, ponizac 'bo tak'.To zreszta przypomina meliniarskie rodziny takie wyzwiska 'ty sku...synu, tu morderco, ty zlodzieju' jak zyw.

            Wiec aspekt pierwszy- deptanie godnosci


            Druga rzecz- kto jest brz grzechu. Moja matka byla lekomanka, palila 50 papierosow dziennie, pila 4 kawy ( i tym sie chwalila) a nawet probowala sie zabic lekami- i ona byla ok, ale ja jak sie napilem w piatkowy wieczor z kumplami w miescie to bylem kryminalem.
            'Przyjaciel' wachal klej przez polowe ogolniaka, ledo zdal mature, a juz zaczal prawic moraly. A po tym jak prawil te moraly, 10 lat pozniej np wlamal sie komus do garazu pijany i ukradl rower bo nie chcialo mu sie wracac pijanemu do domu piechota.Ale on moze.


            Wiec aspekt drui- hipokryzja.


            Inna rzecz, od kiedy to dziala na czlowieka mobilizujaco jak sie go poniza systematycznie i wtysmiewa? Moze w filmach o twradych zolnierzach, i nawet tam nie.

            Wiec aspekt trzeci- nieskutecznosc.

            Dalej- fakty i zarzuty musza byc oparte na prawdzie i faktach. Byles pijany- i co dalej. Co mi zrobiles zlego? Co sie stalo? Pobiles, ukradles, zdemolowales, zawiodles, nie wywiazales sie z umowy, oszukales? Nic z tych rzeczy ze mna nie bylo, moje picie nie wplywalo na moje zycie w taki sposob. Zrestza 'przyjaciel' to nawet nie widywal mnie jak pilem, bo go unikalem, zreszta wszyscy go unikali, bo byl tzw maruda.
            Co moja rodzina konretnie wycierpiala przez picie: otoz to, ze przychodzilem w nocy (2-3 wnocy) pijany i kladlem sie spac. Koniec. Nie pilem w domu, nie przychodzilem pijany w dzien, nie 'spiewalem piosenek pijany' .Moi rodzice wlasciwie nie wiedzieliby ze pije, gdyby matka celowo nie wyczekiwala do 1 w nocy by mnie obwachiwac.
            Dodatkowo, matka mnie tak samo potepiala czy wypilem 3 piwa czy trzydziesci, ale o tym dalej.

            Wiec aspekt czwarty- klamstwa

            Kokejna rzecz. Jak mialem 15 lat czy 16 to matka co najmniej raz na tydzien wyciagal mi kartke z komunii swietej z obietnica, ze nie bede pil i palil do 18 roku zycia. Pokazywala mi to i grozila, zebym nie smial nawet sprobowac alkoholu, bo przyrzeklem Jezusowi i matce.
            Nie puscila mnie na bal 8 klas, bo sie niby mialem upic. zabraniala mi kolegow, bo moge wypic. Dla mnei alkohol byl tak zakazanym owocem, moje emocje byly tak silne, ze jak go sprobowalem to jakby przekoryczyl jakies tereny tejamne.
            Zarazem presja kolegow byla owdrtona- napij sie z nami, czemu nie pijesz- wiesz jak jest jak sie ma 16 lat. A co najciekawsze, wtedy to wlasnie zapoznalem swojego 'przyjaciela' i to on nie kto inny namawial mnie do picia najbardziej ze wsystkich znanych mi osob. Ciagle mial pretensje, ze ja nie pije, ze gramy w zespole (bo gralismy, kolejna zenujaca historia) i 'calym zespolem nie mozna isc na piwo', ze jestem dziwny bo nie pije. Katowal mnie tym.

            A jak sie tylo napilem, to on przestal akurat wachac kleje i pic i spotkal dziewczyne i zaczal mi prawic moraly, ze mi nie wolno pic bo jestem zulem.

            Aspekt piaty- okolicznosci.

            Najlepsze w tym wszystkim jest to, ze i matka i 'przyjaciel' wykrakali moje pozniejsze powazniejsze problemy z alkoholem. (choc i tak nie na tyle powazne zeby mnie umieszczac w schroniskach dla bezdomnych allkoholikow, jak sobie 'przyjaciel' z zona wymyslili, zeby mnie ponizyc)

            Widzieli? Przestrzegali? A co tu widziec, a co tu przestrzegac? Kazdy wie, ze alkohol szkodzi. Kazdy wie, ze mozna wpasc w klopoty. Czy powiedzieli mi cos nowego? A jak widzieli moj dziwny stoosunek, to mieli 3 wyjscia: jak 99% osob zostawic to mnie, albo tez probowac pomoc, albo szydzic i oskarzac, wybrali opcje trzy.

            Wedlug mnie nie, po prostu mnie glebiej wepchneli w problemmy psychiczne i zwiazne z tym picie. Od mojego pierwszego kieliszka moje stosunki z alkoholem byly wielce nienormalne. Ja nie milem szansy nigdy na zwyczajny stosunek do picia. Presja zaczela sie zanim zaczalem w ogole pic i potem tylko wzmocnila.

            A ze moze wiedzieli, ze mam sklonnosc? Ze jak, na czym polega sklonnosc? Ze mam problemy emocjonalne, jestem nadwrazliwy, znerwicowany? no to co, wtedy najlepsza metoda to ponizac, kopac i gnoic? Tego by nawet Goeebels nie wymysllil.

            Wiec aspekt szosty o ostatni- podlosc.


            Matke to jeszcze rozumiem, powoli to uporzadkuje i jakos jej to zapomne, ale tamtego gnoja nie chce znac do smierci, mojej albo jego.

            • sandrad2 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 16:12
              Sorry, ale Twoje opowieści tutaj to nic innego tylko nakłanianie otoczenia potwierdzenia Ci, że to nie Ty jesteś odpowiedzialny za swoje życie. A dopóki sobie nie uświadomisz, że 1.przeszłości nie cofniesz a 2.w tym momencie jako dorosły człowiek już robisz ze swoim życiem wszystko na swoją odpowiedzialność to będziesz się babrał w chorobie psychicznej.

              "Matkę jeszcze zrozumiesz"... ale "tamtego gnoja to nie". A niby dlaczego to znajomego uczyniłes odpowiedzialnym za Twoje życie? Miał obowiązek wychowywania cię? Że on jest winy bo zacząłeś pić bo cię namawiał? Mogłeś odmówić. Sam napisałeś że był/jest narkomanem. To dlaczego za idola wziąłeś sobie narkomana a teraz wieszasz na nim psy? Matkę miałes uzależniona i pogódz się z tym że dała ci taką a nie inną spuściznę. Dzieci alkoholików często piją bo takie życie najlepiej znają i umieją się w nim poruszać więc się go trzymają, a normalność nieuzależnioną odrzucają.

              Odwiedziłeś terapeutów czy przeszedłeś gruntowną zaangażowaną terapię?
              To różnica.
              Mam w otoczeniu osobę typu ofiara-cierpiętnica. Wychowała dzieci na podobne ofiary-tylko niektórym udało się uciec z tego domu i żyć normalnie. Trzymała je przy sobie szantażem emocjonalnym i wymuszaniem litości ze to ona jest ta biedna pokrzywdzona której się należy pomoc, a mąż to drań. Po latach sytuacja się zmieniła a ona nadal chce nic zmieniać w swoim życiu, obraża się na dzieci które proponują zmiany, wszczyna awantury przeciw mężowi za to że w ogóle jest, sprzeciwia się całą sobą przeciwko skierowaniu syna pijaka na terapię bo potrzebuje mieć w domu kogoś równie skrzywionego- bo to wszystko zagraża jej pozycji "patrzcie i podziwiajcie jak ja się dla was poświęcam! nienawidźcie mojego męża bo to wyłącznie ja jestem dobra w tym związku!" . Manipulacja. Jak stare zachowanie nie pomaga by wszyscy się nad nią użalali, to doprowadza się do choroby by wyłudzić zainteresowanie innych. Chce by otoczenie tkwiło w jej chorych emocjach i powielało jej uzależnieniowy styl życia.
              Tkwienie w pozycji ofiary przynosi konkretne korzyści tej "ofierze". I dlatego w tej pozie niejeden usilnie tkwi. I dostaje furii gdy ktoś obnaża ten mechanizm i nie chce nadal tej gry prowadzić i potwierdzać "tak tak, to ty jesteś ta/ten nieszczęśliwy i pokrzywdzony, inni są wyłącznie winni a ty nic nie mogłeś zrobić".
              A całe sedno w tym, że dana osoba nie chce podjąć odpowiedzialności za swoje życie, chce zostać dzieckiem i nie podejmować dorosłych decyzji. Więc oddaje swoją wolną wolę przypadkowym osobom (Ty jakiemuś narkomanowi) a potem krew cię zalewa bo on pokierował Tobą tak jak on uwazał za stosowne. Oddając mu swoja wolną wolę i władzę nad sobą wyraziłes na to zgodę. I widać kontakt z kimś takim był ci potrzebny żebyś się otrzeźwił i zmobilizował do wysiłku próby własnego samostanowienia o sobie. A, że teraz szlag cię trafia na niego? To dalej niczym nie poparte założenie że to jego obowiązkiem było tobie życie prostować, a ty osobiście mogłeś się z myślenia zwolnić. Błędy każdy popełnia i idzie się dalej.
              Jeszcze tego nie umiesz, usilnie trzymasz się roli ofiary, dlatego się trzymasz matki, nawracasz myśli na byłego znajomego, i taplasz w przeszłości. Bo usilnie ciągle nie chcesz wygrać życia dla siebie. Może kiedyś do tego dojdziesz, gdy zauważysz że świat nie składa się jedynie z problemów psychicznych i przestaniesz w wałkowaniu tematu szukać spełnienia siebie. Matka odejdzie, kiepscy znajomi odejdą, może poszukasz nowych-kiepskihch by znów mieć problem? I albo dasz krechę i będziesz żył spokojnie patrząc w przyszłość, albo będziesz się trzymał uzależnień, na kolejnych forach zakładał nowe wątki o złym koledze i złej rodzinie, byle się z problemem nie rozstać.
              I nadal uważam, że skala Twoich problemów się nadaje na terapię. Nie na odwiedziny u 20 terapeutów. Bo nie na ilość tu trzeba iść. Dobra terapia trwa kilka lat. Masz już 80tkę? Możesz "podpierać" się forumami by zabrać od innych trochę energii, odebrać współczucie, użalić się, ale na dłuższą metę to nie wystarczy jeśli nie znajdziesz źródła energii życiowej w sobie. Masz ją w sobie nieodkrytą. Skupiając się na nałogach, na "winie innych" nie odkrywasz jej ale zakopujesz coraz głębiej, wyrzekasz się siebie i swojej woli. Chcesz skupić na forum ludzi, którzy razem z Tobą będą się "taplać" w problemie. Nie wydaje mi się to dobrą drogą, choć "wygadanie się" bardzo pomaga nawet to via net, ale to realne działania Twoje w twoim realnym życiu przyniosą realne owoce.
              Więc ja kończę ten przydługawy wywód, żeby nie "taplać" się w tym, co trzeba uciąć jak pępowinę a nie powielać i rozmnażać.
              • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 16:22
                Sandrad, dzieki za Twoje sloa i zaangazowanie, ale to Ty weszlas tutaj na ten watek i zaczalas grebac w tym.

                Idea mojego watku to bylo wlasnie powiedzenie, ze 'zamykam' pewne sprawy i 'odcinam' pepowiny. Kiedys pisalem to o tym i tamtym i jak mowie, napisalem co nowego w tym departamencie.

                Nie obwiniam nikogo i nie szukam winnych- obiniam siebie. Narkoman nie mial obowiazku wychowywania mnie- wlasnie, o to chodzi, to jest to oczym mowie! To on sobie to prawo nadal a nie ja go o to poprosilem, i sens calej spawy jest taki, zeby to sobie uswiadomic te mechanizmy.

                Nie naklaniam otoczenia na mowienie, ze nia mam wplywu na swoje zycie- to jest wlasnie odwrotnie- ja sie 'budze' w nowych okolicznosciach i pierwszy raz w zyciu po 30 paru latach sobie uswiadamiam, ze ja wlasnie mam i prawo i obowiazek myslec i dzialac samemu i podejmowac decyzje.

                Wiec to nie jest tak, ze ja chce wejsc w role ofiary- ja z niej wychodze. Po rostu nie zrozumiales mnie. Tak czy owak- dieki.
                • sandrad2 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 16:44
                  Całe tłumy ludzi błądzą zanim trafią na drogę która im faktycznie odpowiada i prowadzi do poprawy życia.

                  Nie traktuj przeszłości w kategorii "winy". Bo z winą się łączy koniecznośc potępienia, czy wymiaru kary.
                  Ot , zwyczajnie, źle rozeznałeś sytuację, teraz widzisz to inaczej i zmieniasz to co się da zmienic. I jest ok. Normalne życiowe okoliczności.
                  Katowanie się "winą" i "zostaniem ukaranym" tu nie ma sensu. Także chęć "karania innych" za własny wybór "oddania im władzy nad sobą".

                  Nie mój o swojej "winie" tylko o odpowiedzialności. Nie "jestem winny" , ale "jestem odpowiedzialny za to, że". Przeszłości nie zmienię, ale obiecuję sobie nie popełnić tych samych błędów.
                  Nazewnictwo zmienia perspektywę i pozwala zachować szacunek do siebie samego, oraz świadomiej życiem kierować.

                  Skończ z winą. Wejdź w odpowiedzialność za własne wybory.

                  To tyle.
                  Trzym się.
                • anty-cialo Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 21:40
                  Na skutek ciągłego krytykowania masz wewnętrzny przymus usprawiedliwiania się. Próbujesz się usprawiedliwić wykazując winę krytykantów. Jednak aby się usprawiedliwić musisz w głowie przypominać sobie ich zarzuty czyli wciąż wzmacniasz to co negatywne.

                  Lepiej poświęć czas na pozytywy - pracuj nad zmianą schematów wyniesionych z domu. Każdego dnia znajdź 5 powodów żeby siebie pochwalić i 5 "zewnętrznych" powodów do wdzięczności np. ładna pogoda, ktoś się do ciebie uśmiechnął itp. Rób tak przynajmniej przez miesiąc, najlepiej na piśmie żeby zbudować nawyk dostrzegania dobrych stron.
    • sandrad2 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 10:28
      > Dlatego tez w dodatku tak sie balem i mocy tego kolegi i matki nade mna, bo wie
      > rzylem do dzis, ze oni znaja moj najgorszy, najglebszy i najbardziej wstydliwy
      > sekret- i ze go moga wyjawic jak nie bede ich 'sluchal'- ze jestem zwyklym meli
      > niarzem. Stad tez taka mozliwosc kontroli nade mna falszywego przyjaciela. Nawe
      > t jak nie pilem przez pare lat juz to 'przyjaciel' ciagle wyciagal zolta kartke
      > zula i przypominal mi, kim 'jestem' i ze on 'pamieta'.


      Jak ktoś chce trwać w uzależnieniu (od picia, od rodziców, od innych) to zawsze sobie wymyśli powód dla którego będzie trwał.
      Dobrze, że wreszcie zaczynasz sobie wymyślać powody dla których nie chcesz trwać w nałogach.
    • lospecchio Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 15:03
      To klasyczne wyolbrzymienie sytuacji, zjawiska, tu: Ciebie i twych skłonności do alkoholu. W teorii literatury to zjawisko określa się mianem hiperboli. Hiperbola jest zazwyczaj sygałem emocjonalnego zaangażowania mówiącego. Porównania do żula, menela mogły po prostu wyrażać przerażenie i /lub zdegustowanie mówiących Twoim nałogiem, kondycją , a może nawet i pogardę dla Ciebie. Hiperbole stosuje się (świadomie i celowo w wypowiedziach literackich) również w celu silnego oddziałania na odbiorcę. Być może wyolbrzymiające i obrazowe porównania miały podziałać na Twoją wyobraźnię, psychikę, skłonić do otrzeźwienia, zastanowienia się nad sobą. Przy czym oczywiście nie uważam w żadnym wypadku, żeby ludzie wyolbrzymiając twój stan byli w pełni świadomi użycia tego tropu językowego i jego funkcji, raczej iniucyjnie zostało ono tu użyte .Zauważ, że w porównaniach utrwalonych w języku potocznym często obecny jest element wyolbrzymienia, mówi się o wysokim męczyźnie - chłop jak dąb, o silnym - silny jak koń, mówi się, że ktoś jest gruby jak beczka, ktoś p ę k a ze śmiechu, ktos u m i e r a ze zmęczenia, z miłości, szaleje z miłości itd.
      Analogicznie Kropidło pije i zachowuje się jak „ostani menel”, „alkoholik z meliny”.


      Zakaceptuj, że popełniłeś błędy, że miałeś chwile słabości, upadku. Przebacz je sobie, skoro się jesteś już innym człowiekiem (nikt nie ejst doskonały). A nikt już nie będzie miał na Tobą władzy wspominając o Twej przeszłości.
      • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 15:14
        Ja wiem, ze stosuje sie metody szoku czy porownan, ale nie oparte na klamstwie. A szczegolnie, porownywanie do kryminalistow osiedlowych czy bezdomnych alkoholikow? Nie, nie ostrzeganie, ze taki bedziesz za 20 lat- ,owienie, ze taki jestes juz, teraz (mimo, ze nie jestes).

        Poza tym, zgodnie z ta metoda, to jak dziewczyna na przyklad zajdzie w ciaze z kolega w wieku 17 lat to matka powinna powiedziec jej 'ty jestes ku...wa, zdzira, pol miasta cie rznelo, stoczylas sie i jedz do amsterdamu doo dzielnicy czerwonych latarn' To masz na mysli jako strategie szoku? Myslisz ze to dziala?

        Nie bardzo chce mi sie w to wierzyc.
        • lospecchio Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 15:59
          Kropiło, nie miej pretensji, że ja, my tu , forumowicze nie podajemy Ci trafnych diagnoz i wniosków. Nie irytuj się.
          Pomimo Twoich obszernych kolejnych opowieści, wiedzę, że wciąż nie mam /y? pojęcia jak naparwdę wyglądalo Twoje życie, Twoje koszmarne relacje z matką, z przyjacielem.

          Żałuje, że się odzywałam.

          Na koniec jeszcze jedno , sprowokowana tym akapitem

          Poza tym, zgodnie z ta metoda, to jak dziewczyna na przyklad zajdzie w ciaze z
          > kolega w wieku 17 lat to matka powinna powiedziec jej 'ty jestes ku...wa, zdzir
          > a, pol miasta cie rznelo, stoczylas sie i jedz do amsterdamu doo dzielnicy czer
          > wonych latarn'

          W taki sposób reagugują ludzie wyjątkowo prymitywni, głupi, bezduszni, ograniczeni mentalnie, którzy nie wiedzą jak sobie radzić z problemam. Jeśli taka odzywka jest w klimacie tych Twoich domowe, koleżeńskich , to wspólczuję, prawdopodobnie miałeś nieszczęście w takiej rodzinie się urodzić, i dlatego potem na swej drodze spotykałeś ludzi podobnych do tych, których model z domu wyniosłeś.



          • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 16:11
            Ok, spoko, to nie chodzi o to, by obwiniac, tylko o to, ze moze po prostu nie da sie rzeczy opisac tak, by oddac istote sytuacji. Takie rzeczy mozna opisac albo bardzo krotko, albo bardzo dlugo i zawile- a wszystko pomiedzy bedzie uproszczeniem.

            A co do porownania do zdzir itp to wlasnie taki meliniarksi klimat i dokladnie to co slyszalem. Czy myslisz, ze ja bym sie obruszal jakby ktos mi mowil nawet, ze jestem zulem, czy ze zachowuje sie jak idiota itp?
            Caly problem byl w porownywaniu, i zapewniam cie, osoby do ktorych mnie porownywali to nie byly osoby w zadnym stopniu do mnie podobne. Ja bylem uczniem dosc elitarnej szkoly sredniej (czego moj 'przyjaciel' nie mogl zaakceptowac i ciagle powtarzal, ze tto nieprawda). Pracowalem w radio, gralem w zespolach, czytalem, chodzilem na klub filmowy, miualem duze grono znajomych, a opinie jaka mialem to byla raczej opnia grzecznego wzorowego zdolnego ucznia z podstawowki (co mnie uwieralo).

            A z kim mnie porownywano?:
            1 maz mojej ciotki, ktory pil nalogowo i bil ciotke, jej dzieci, siedzial w wiezieniu i byl zlodziejem
            2 daleki kuzyn, ktory spal w parkach, chodzil brudny, byl w ogole lekko uposledzony, potem umarl, podobno (to mi matka mowila jako dowod na 'moje podobienstwo) trzymal swoje wlasne dziecko za noge przez okno z 3 pietra bo chcial na wodke
            3 matki kuzyn, tez uposledzony, bezrobotny od lat 30, znany z wyjatkowo zlej higieny, tez siedzial

            Porownanie 'przyjaciela:
            1 Osiedlowy postrach, ktory slynal z tego, ze bil kazdego kto mu nie dal na wino, zreszta sam przed nim uciekalem pare razy
            2 Grupa osiedlowych 'chlopakow' z marginesu, kryminalisci etatowi, poprawczak/wiezienie, tez zreszta sam sie ich balem
            3 A po latach- jak mowilem proba umieszczenia mnie w 'Osrodku wychodzenia z bezdomnosci' gdzies pod warszaw,a juz nawet jakies rozmowy odbyli ale sie okazalo, ze nie-bezdomnego nie przyjma. Jaka tam byla klientela? Ludzie, ktorzy spali na centralnym kilka lat i pili denaturat itp.

            i teraz pytanie, czy uwazasz (Ty czy inni) ze takie dzialania mogly mnie potencjalnie w jakikolwiek sposob 'mobilizowac'?
            Tak czy nie?
            Zmobilizowalyby Ciebie
      • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 15:23
        Zreszta, mysle teraz, ze niepotrzebnie pisalem ten watek, bo cala kwestiia jest oparta na taboo pt 'alkohol' niektorzy ludzie mysla, ze kazdy kto naduzywa alkoholu jest taki sam i zasluguje na zdeptanie, bez znajomosci szczegolow i detalli z mojej historii ciezko to zrozumiec a od razu chetnie nasuwa sie etykietkka i porownanie, bo kazdy zna jakichs lokalnych zuli i zaraz mysli, ze bylem kims wlasnie takim. Na zasadize- pijaczyna sie zali a ludzie mieli racje, bo zul to zul.

        Tylko ze jesli ja bylem zulem, to zulami jest 1/2 spoleczenstwa a jesli ja bylem zlym czlowiekiem, to zla jest 99%. Nie mam sobie wiele do zarzucenia, bledow popelnilem wiele jak kazdy i osoby bezposrednio skrzywdzone zawsze chetnie przeprosze i wynagrodze.

        Tylko jakims dziwnym trafem jakos nikt skrzywdzony nigdy do moich drzwi nie pukal, a jak ja (niesiony wyrzutami sumienia i przekonaniem, ze popelnilem zbrodnie) pukalem do ich drzwi, to najczesciej slyszalem 'wez przestan'. Sam sie do dziw dziwie jak dobre opinie ludzie o mnie maja io jak dobre wspomnienia- przez ostatnie lata na facebooku mialem kontakty z ludzmi, ktorych znalem wielel lat temu i bylem swiecie przekonany (bo wierzylem matce i 'prxyjacielowi'), ze ci ludzie mnie nienawidza, skreslili, pogardzaja, ze nie chca mnie znac- a tu czesto zupelnie odwrotnie.

        Wychodzi na to, ze jakos te moje bledy i przestepstwa to tylko widzialy dwie osoby- matka i pseudoprzyjaciel. Jak to jest, ze 1000 osob sie myli a dwie maja racje? Tak, to juz slyszalem, bo zadalem to pytanie wiele razy.

        'czemu nikt nie wyzywa mnie od zuli, nie pogardza, nie wygarnia kazdej najmniejszej glupoty'
        'bo oni o ciebie nie dbaja, tylko ja dbam, jestem jedynym przyjacielem prawdziwym, bo przyjaciel mowi prawde'

        tak, swietna wymowka. w imie przyjazni mozna nasrac komus na leb. Wśród serdecznych przyjaciół psy zająca zjadły
        • lospecchio Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 16:39
          kropidlo5 napisał:

          > Zreszta, mysle teraz, ze niepotrzebnie pisalem ten watek, bo cala kwestiia jest
          > oparta na taboo pt 'alkohol' niektorzy ludzie mysla, ze kazdy kto naduzywa al
          > koholu jest taki sam i zasluguje na zdeptanie

          Daj spokój. Tylko głupi człowiek tak pomyśli. A tacy już Cię nie interesują, prawda?
          Każdy zasługuje na drugą szansę.

          • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 17:04
            Oczywiscie, ze tacy mnie nie interesuja. Jak mowie, mialem patologiczny obraz 'prawidlowych relacji spolecznych' bo uwierzylem, ze ktos kto sie zneca to jest ktos bliski a zarazem ze jak sie ktos nie zneca to znaczy ze nie jest bliski.

            A co do winy knotra odpowiedzialnosci- to nie ja sie bawie w 'wine' tylko wlasnie ja tkwilem w tym schemacie 'winny' bo to ja bylem obwiniany. Ja sam nie mam natury zeby komus wlazil na podworko. Kazdy moze sprawdzic historie moich watkow tutaj nawet, wszystkie sa o tym, ze ktos wlazil na moja polowe a zaden ze ja chcialem wejsc na czyja.

            Po prostu cale moje zycie moj problem polegal na tym, ze wierzylem, iz zle traktowanie jest miara milosci i bliskosci. tak mi ti usprawiedliwiala matka i tak pseudo-przyjaciel. Oczywisxie trudno sie spodziewac, ze ktos przyzna sie otwarcie do gnebienia innych, wiec zawsze bedzie szukal wymowek, ale to zadanie drugiej osoby nie nabierac sie na przynete. Ale do tego trzeba miec odpowiednie umiejetnosci mentalno-emocjonalne, ktorych ja przez wiekszoc zycia nie mialem.

            Oczywiscie w zyciu popelnilem i pewnie popelnie jeszcze wiele bledow i koniec, i inni tez popelnia i ok, oby starac sie nie popelniac, a jak sie zdarzy to wyciagnac wnioski, a takie grzebanie sie w winny-niewinny i zly-niezly jest straszne i sie udziela, bo ja zauwazylem, ze sam zaczalem kupowac te 'logike' i przez to, ze ode mnie 'oczekiwano' bycia bezblednym, ja tez zaczalem oczekiwac, ze jak to skoro ja mam byc bezlbledny, to inni tez, bo niesprawieliwe.

            Nikt ode mnie nie oczekiwal bezblednosci, poza tymi paroma (dwiema glownie) osobami, ale za to te osoby zaslanialy 75% swiatla slopnecznego, natomiast ja zaczalem odplacac tym samym bogu ducha winnym ludziom i od nich oczekiwac bezblednosci- bo w tym calym kociokwikiu uwierzylem, ze matka i pseudprzyjaciel jakos sa przez boga upowaznieni do bladzenia. przepraszam, oni nie bladza- oni po prostu moga cos, czego mnie nie wolno.

            'co mnie wojewodzie to nie tobie smrodzie' zadziwiajaco, ze matka tego uzywala nion stop powiedzanie i pseudo-przyjaciel tez.


            ps do sandry, ja tylko napisalem ze nie chce znac 'tego gnoja'- tylko tyle- bo go znac nie chce i tyle.



      • lospecchio Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 15:30
        Inna sprawa, że ten Twój kolega wygląda na takiego, co to leczył komplaks niższosci, czy inne kompleksy Twoim kosztem, kosztem Twoich slabości. Zrobiłeś najlepszą możliwą rzecz odcinając się niego.
        • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 15:45
          lospecchio napisała:

          > Inna sprawa, że ten Twój kolega wygląda na takiego, co to leczył komplaks niższ
          > osci, czy inne kompleksy Twoim kosztem, kosztem Twoich slabości. Zrobiłeś najl
          > epszą możliwą rzecz odcinając się niego.

          To byla pijawka i egoistyczny pasozyt. Widzisz, ja od zawsze wiedzialem, ze cos z nim jest nie tak, bo on mnie krytykowal za inne rzeczy tez nagminnie i potepial (matka tak samo zreszta, nigdy pozytywnego slowa a zawsze caly zbior zarzutow i wytykanych wad).

          Dlatego, w kontekscie, ta historia jest zupelnie inna. Co z tego, ze on i matka mi zwracali uwage na picie i w samym tym fakcie, ze wchodzilem na zla droge mieli racje- ale co z tego, jak byli niewiarygodni poprzez cale swoje zycie i inne dzialania?

          To tak jakby Ci osiedlowy zlodziej chcial sprzeac telewizor, ty nie kupiles a potem sie okazalo, ze tym razem telewizor nie byl kradziony i straciles dobra okazje, no ale co, zlodziej ci proponowal to nie wierzyles, proste. Tak samo bylo ze mna, jak mi osoby, ktore mnie na codzien ponizaja i krytykuja proboja 'pomoc' to od razu wlacza sie swiatlo alarmowe i ja od zawsze kwalifikowalem to zachowanie jako dogadywanie mi, dogrywanie- i jako takie dzialao to wrecz przeciwskutecznie, jak mowie.

          Jedyne pytanie to jest- czemu na to pozwalalem. To bylo chore. Ale to jest proste- tak zostalem wychowany, ze 'mi sie nalezy' ze mi ktos sra na glowe. A ten pseudoprzyjaciel wszedl w to jak w maslo. Mi sie wydaje, ze on zauwazyl moje relacje w rodzinie i po prostu to wykorzystal. Niewazne, dla mnie jest trupem i tak, ale cienie jego 'dzialalnosci' ciagle zyja i mnie przesladuja.
          • lospecchio Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 16:12
            kropidlo5 napisał:

            >Niewazne, dla mnie jest trupem i tak, ale cienie jego 'dzialalnosci' ciagle zyja i mnie przesladuja.

            Więc nie możesz pozwalać by Cię prześladowały echa dawnej działaności takiego prymitywa, Człowieku! Masz się od niego i jego dzialnosci odciąć całkowicie, traktować jak śmierdzące g.wno.

            > Jedyne pytanie to jest- czemu na to pozwalalem. To bylo chore. Ale to jest pros
            > te- tak zostalem wychowany, ze 'mi sie nalezy' ze mi ktos sra na glowe. A ten p
            > seudoprzyjaciel wszedl w to jak w maslo. Mi sie wydaje, ze on zauwazyl moje rel
            > acje w rodzinie i po prostu to wykorzystal.

            Bardzo możiwe , że zaprzyjaźnileś się z nim, bo zobaczyłeś w znajomości z nim znajomy model relacji z domu.
      • kropidlo5 Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 15:39
        > Zakaceptuj, że popełniłeś błędy, że miałeś chwile słabości, upadku. Przebacz je
        > sobie, skoro się jesteś już innym człowiekiem (nikt nie ejst doskonały). A nik
        > t już nie będzie miał na Tobą władzy wspominając o Twej przeszłości



        A tu sie mylisz, wlasnie tacy ludzie po to ci to wygarniaja, zeby miec 'haka' i zeby miec go do smierci. Tak bylo zreszta z pseudo-przyjacielem. On zintensyfikowal swoje moralizowanie gdy ja od roku nie pilem, chodizlem do terapeuty i on o tym wiedzial- i go spotkalem najpierw po pol roku, to mnie ciagal po barach i pil caly dzien a na koniec dnia nawalony mi tlumaczyl (ledwo gadal i widzial na oczy) przez godzine czy 2 ze on to moze pic bo umie a ja nie umiem i mam nie pic (mimo, ze nie pilem od pol roku).
        Po kolejnym pol roku, czyli razem roku, znowu spotkalem go i zone i mnie na spytki, czy ja mam zamiar nigdy juz nie pic, a jak tak to jaka to lipa i tragedia, i wypomnianie mi jaki to bylem straszny jak pilem i 'dobrze, ze nas posluchales i przestales pic' tak mi doslownie powiedzieli.
        A potem tylko gorzej, Po jakims czasie ja wrocilem do picia alkoholu ale sie przed nimi ukrywalem, to wielkie zale i prtensje, ze nie chce z nimi pic. To jak zaczalem z nimi pic, to jak sie raz uchlalem to wielka awantura, zul i koniec znajomosci.
        Tak zle, tak niedobrze, zawsze pretensje.
        • lospecchio Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 16:34
          kropidlo5 napisał:

          > A tu sie mylisz, wlasnie tacy ludzie po to ci to wygarniaja, zeby miec 'haka' i
          > zeby miec go do smierci.

          Kropidło, ale co on Ci może zrobić, skoro teraz zyjesz i pracujesz z dala od niego za granicą? Nic.

          Dwa, kij ma dwa konce, Ty też go dobrze znasz , też masz na niego haka, że pił (może dalej pije , tylko się z tym bardziej ukrywa), że bral narkotyki, czy wąchał klej. W razie czego może go postraszyć, że jesli on bedzie próbował ujawnaić Twoje sosbiste sprawy z przeszłości, to Ty też będziesz rozpowiadał o jego osobistych sprawach.

          Ten człowiek się nie nadaje na przyjaciela. Trzeba szukać lepszych ludzi.

    • wicehrabia.julian Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 17:15
      kropidlo5 napisał:

      > Dzieki za wysluchanie.

      człowieku idź do psychoterapeuty, a nie zanudzaj przypadkowych ludzi na forum

      ps. nie czytałem twojego wywodu, szkoda czasu
    • kobieta_z_polnocy Re: odkrylem(tylko dla zainteres. sprawami kropi 09.05.12, 23:25
      Czytam twoje wynurzenia już od jakiegoś czasu i wydaje mi się, że jesteś na dobrej drodze do uzdrowienia relacji z samym sobą i, automatycznie, z otoczeniem.

      U celu wędrówki jednak nie jesteś, bo mimo bardzo zaawansowanej auto-refleksji wciąż prześladuje cię zastanawiająco silna potrzeba wytłumaczenia każdego swojego czynu. Nawet jeżeli masz rację, jak chociażby w przypadku relacji z tym pseudo-przyjacielem czy współlokatorami (vide: opłata za internet), to i tak nie uwierzysz w to, że miałeś prawo do takiej a nie innej decyzji dopóki nie przekonasz do tego całego świata. Mam wrażenie, że to właśnie najbardziej krępuje każdy twój krok.
      Czasem jest tak, że ci najbardziej zaangażowani w całą historię będą do końca swoich dni obstawiać przy swoich racjach, choćby nawet po cichu przyznawali, że jednak rację miałeś ty. Oczekiwanie zatem zrozumienia ze strony matki, tamtego znajomego itd. jest złudne, a uzależnianie swojego postępowania od niego to czyste szaleństwo. Czekając na to tracisz tylko czas.
      Analizuj swoją przeszłość i teraźniejszość, bo jak widać ciekawe rzeczy można w ten sposób odkryć. Natomiast działaj z wiarą w siebie i nie opieraj się na słowach postronnych ludzi, którzy mogą mieć swój własny interes w osłabieniu twojej pewności.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja