gazaro
11.05.12, 18:10
Mam 37 lat. Kilka lat temu z wielkim trudem rozwiodłam się z mężem. Był facetem bez zajęcia, zwariowanym na punkcie religii. Zamierzałam wyjechać do Anglii (jestem nauczycielką angielskiego i rosyjskiego). Zamierzałam skonczyć tam drugie studia (zaocznie), odchowac syna który w tym momencie ma 13 lat, i, jak będzie pełnoletni, zacząć podróżować po świecie, uczyć angielskiego.
W listopadzie zeszłego roku poznałam mężczyznę ze Szwajcarii, spotykamy się co 2 tygodnie. On jest o 14 lat starszy. Różnica w wieku nie przeszkadza, bo zawsze podobali mi się trochę starsi mężczyźni. Facet podoba mi się, nawet bardzo ale nie czuje tzw miłości. On zapewnia, że mnie kocha (generalnie dla mnie miłość jest czymś bardzo abstrakcyjnym). Mężczyzna ten nigdy nie był żonaty, nie ma dzieci. Całe życie zajmował się karierą, teraz ma dużo wolnego czasu. On proponuje mi, żebym zamieszkała z nim w jego domu pod Zurychem. Zgadza się również zabrać do nas mojego syna (no bo bez syna ja na długo ani rusz). Teoretycznie wygląda to wspaniale: człowiek, który mówi, że kocha, dom pod Zurychem, itd. Ale praktycznie ja to widzę tak: ja jestem jeszcze wzglednie młoda osoba która ma duży potencjał. Muszę zapomnieć o nauczaniu języka w Azji jak planowałam. W tej sytuacji będę musiała na zawsze (albo bardzo długi czas) osiedlić się w jednym miejscu. Znowu wejść w rutynę typu sprzątanie, gotowanie, itd (teraz nie ma tego dużo dla mnie i syna)). Będę musiała nauczyć się niemieckiego (o Matko).
Oczywiście decydować będę ja i tylko ja, ale proszę was, napiszcie co myślicie (za i przeciw)