male_pytanie
12.05.12, 10:26
poniewaz czesc osob, że tak powiem jest wdrozona w moja sytuacje to nie bede robiła wstepow.
postanowiłam zajac sobie czas zeby sie odseparowac od mojego bylego i poszłam na tzw randkę.
na ową randkę poszłam z tym urzednikiem państwowym kt spotkalam na konferencji i o którego pytałam w któryms tam watku nt czymze taki urzednik sie moze zajmowac.
facet przystojny, zabawny, fajny ogólnie. ta pierwsza kawa wypadla całkiem przyjemnie.
Ale oczywiscie jak sie jeszcze kocha bylego i z premedytacja sie idzie na randkę to sie pozniej ma kaca moralnego a przynajmnie ja mialam.
odezwał sie kilka dni pozniej i zaprosił na kolację, no i poszłam. I oczywiscie zamiast sie ucieszyc ze facet jest wpatrzony okrutnie to ja robie z tego problem... no bo nie jest bylym. bo sie inaczej usmiecha, bo inaczej sie rusza, bo to bo tamto.
no i dzisiaj znow sie odezwal ze przyjedzie do mnie, moze cos ugotujemy i spedzimy razem czas. A ja mam taki opor ze czuje sie jakbym miała za chwile isc pod nóż conajmniej.
zeby nie bylo zdazylam go poinformowac kto jest moim wspolnikiem i ze nasze relacje sa skomplikowane.
Boje sie tego ze, no nie wiem... on sie zakocha we mnie a ja sie nie odkocham w bylym i bedzie problem, bo moze jakims cudem moj były jednak stwierdzi ze jestem milosciomjegożycia a ja bede z kims innym. A najbardziej chyba tego ze ktos bedzie cierpiał.
boje sie.