Gość: Zuzka
IP: *.cu.com.pl / 193.24.24.*
21.06.04, 13:33
Tak sobie od czasu do czasu czytam co odpisujecie pytającym i postanowiłam
przedstawić wam swój problem z nadzieją, że ktoś uzna, że warto udzielić mi
konkretnej podpowiedzi (liczę na tych, którzy zazwyczaj umieją bardzo życiowo
podejść do tematu). Tak sobie myślę, że konstruktywna (!) krytyka też się
przyda.
Miałam 20 lat jak poznałam jego (on 3 lata starszy ode mnie). Ja ogień
gaduła, ciekawa świata i ludzi, po domowo-rodzinnych przejściach, nerwowa
choleryczka, wiecznie wierząca, że czyjeś potrzeby są ważniejsze, z dużą
ilością kompleksów, jednakże spełniająca się zawodowo i naukowo - on silny
psychicznie, zaradny życiowo, towarzyski, spokojny, samolubny (walka o
wszystko wyniesiona z domu rodzinnego), praca ważniejsza niż wszystko inne.
Nie jest typem romantyka, mi się zdarza być.
Jeszcze jedno nie umiem za bardzo zdystansować się do siebie, do żartów na
swój temat, uwag i komplementów czy krytyki, podobno wszystkim się przejmuję
i niepotrzebnie roztrząsam.
Byliśmy ze sobą ponad 5 lat – generalnie były to bardzo, bardzo dobre lata.
Znalazłoby się kilka mankamentów: zawsze to ja mówiłam kocham... w odpowiedzi
otrzymywałam ja też (wiedziałam, ze tak jest z czasem przestawałam być już
tego taka pewna). To ja potrzebowałam ciepła, kontaktu, okazywania uczuć
zainteresowania – on zdystansowany, stawiający swoje potrzeby przed naszymi
potrzebami, jednocześnie bardzo lubiany przez wszystkich. Mawiał, że przecież
nie byłby ze mną gdyby mnie nie kochał.
Wiedziałam, że mu się podobam fizycznie ... ale nigdy nie powiedział mi tego.
To ja zazwyczaj jeździłam do niego (nie mieszkaliśmy razem), ja dzwoniłam- on
nie miał potrzeby – chyba, że trzeba było coś załatwić.
Mimo moich feministycznych zapędów ... wyraźnie dał mi do zrozumienia, że
jeżeli mamy zjeść razem śniadanie, obiad czy tylko wypić herbatę to czy
jesteśmy u mnie czy u niego to mój obowiązek. On nie będzie sprzątał (nawet
po sobie, gotował) itp. bo to mój obowiązek.
Ja mu dogadzałam we wszystkim on był z tego powodu bardzo zadowolony.
Niestety nie mogłam się też doprosić że w zamian np. zajął się bez gadania
przeglądami w moim samochodzie – to bybyła męska funkcja.
Z czasem wychodziły coraz większe różnice w potrzebach miedzy nami – na
wakacjach ja chciałam zwiedzać on zapracowany odpoczywać, w domu ja chciałam
spacerować, jeździć na rowerze itp. po pracy w biurze, on pracował na dworze
więc miał dość itp. itd.
W końcu wymarzyłam sobie wspólne mieszkanie – nie ślub, nie dzieci, ale
mieszkanie – tak, żeby móc się budzić rano koło nie go.
Dodam, że publicznie uchodziliśmy za bardzo dobrany tandem – byli bardzo
zdziwieni naszym rozstaniem.
Tak mędziłam, mędziłam, on na to, że nie mamy kasy itp. itd. (oboje
zarabiamy, on nawet bardzo dobrze), że za wcześnie, że za młody, że z mamusią
dobrze.
W końcu on nie wytrzymał kolejnej awantury z płaczem (nagle ja silna kobieta
na wszystko reagowałam płaczem) –ja nie wytrzymałam obojętności - on
oczywiście spokój, zero nerwów na zewnątrz. Oboje podjęliśmy decyzję o
rozstaniu.... to było bardzo romantyczne rozstanie:))
To było ponad pół roku temu.
Ja nagle odkryłam z powrotem przyjaciół, swoje zainteresowania, zamiłowania –
to jest wspaniałe.
Poznałam kilku mężczyzn, ale wszystkich porównywałam z nim ... czasem
rozmawialiśmy ze sobą – mamy wspólnych przyjaciół, generalnie żyliśmy własnym
życiem. Żartowaliśmy z poszukiwań drugich połowek.
Ostatnio spotkaliśmy się z dala od domów – u przyjaciół i było dobrze jak za
dawnych czasów (łącznie z jednym łóżkiem i upojnym seksem).
No dobra a teraz do rzeczy nagle ze zdziwieniem dla samej siebie odkryłam,
że mimo jego mankamentów chcę z nim spędzić całe życie ...pewnie jeszcze nie
raz będę uważać że to beznadziejny wybór, ale...
Jego nie umiem rozgryźć jest bardzo skryty .... może to przyzwyczajenie,
wygoda, ktoś pewnie powie, że miał darmowy seks (ja też miałam) ...
Nic już nie wiem...