kropidlo5
25.05.12, 16:35
Taka refleksja z mojej strony po ostatnich paru lekturach i analizach.
Zauwazylem, albo zdalem sobie sprawe, z rzeczy tak oczywistej ze niezauwazalnej (moze dlatego), ze w relacjach miedzyludzkich to co jest istotne to zaplecze. Zapleczem nazywam 'alternatywne wyjscia' z kazdej sytuacji. Zauwazylem, ze ja i ogolnie ludzie z problemami spolecznymi zupelnie przeoczaja ten aspekt, a on jest podstawa.
To jest tak jak w negocjacjach albo jak w pokerze- jak obstawiasz, to musisz miec pokrycie, a jak masz pokrycie to obstawiasz. W relacjach miedzyludzkich tym pokryciem jest mozliwosc odejscia, zmiany, reakcji, konsekwencji.
W relacjach z pracodawca, czy kochankiem, czy kolega- czesto albo zawsze cala przewaga psychologiczna i naduzycie bierze sie z tego, ze dominujaca strona wierzy, ze slaba strona nie ma zaplecza. Ze nic nie zrobi po prostu. Moze sobie pogadac, ponarzekac, postroszyc piroka, ale nic nie zrobi. A jak robi- pojawia sie zdziwienie a zarazem wolnosc.
Z tego wyjscia nie trzeba korzystac, wystarczy o nim wiedziec. Na przyklad relacje w pracy moga byc uzdrowione blyskawicznei przez sama te swiadomosc. I nie chodzi koniecznie o zmiane nastawienia innej osoby, ale wlasnego samopoczucia. Kiedy oprawca z taaaakiego wielkiego robi sie taki malutki i niegrozny.