kora3
27.05.12, 12:43
tak mi sie przypomniało przy okazji zwrócenia uwagi pewnej forumowiczki na czesty błąd w okreslaniu roku.
Otż nie śledziłam na bieząco propozycji "hymnu" na Euro 2012. Prawdę mówiąc po raz pierwszy zanucił mi mój partner :) - gosc z piłką nożną mający tyle wspólnego, co ja z wypełnianiem PIT-u czyli nic :)
Pi prostu wpadło mu w ucho. Mnie też się podoba - łatwo wpada w to ucho włąsnie, proste słowa itd.
Ostatnio siedzimy na spotkaniu czysto towarzyskim i leci własnie "Koko koko " . Ja, mój eks i partner podspiewujemy radośnie, kolezanki 2 - też. Na to kolega oburzony, ze jak nam moze się takie badziewie podobać i ze on nie podejrzewał nas o taki brak gustu i umiłowanie kiczu, szczególnie zaś mego eksa i mnie ( z racji zawodu chyba). Wygłosił, że w takich rzeczach gustują ludzie ze wsi, bezguscia itp. On, jako człowiek wykształcony (podkreślił to hehe) nie moze tego słuchać. Dodam, ze skończył on dosc oklepany kierunek, na dośc podrzednej uczelni :) Mój eks, absolwent ("stary" bo skończył w końcówce lat 90. ubiegłego wieku, polonistyki na starej, renomowanej uczelni (nie licząc pokrewnych podyplomówek)) uśmiechnął się i stwierdził, że widocznie jesteśny głupi i bez gustu i w dodatku nam to odpowiada:) Gosc zaczał się tłumaczyć, ze po prostu poprzedni hymn mistrzostw w Austrii w dwutysiecznym ósmym roku...Nie zdzierżyłam i mówię mu, ze jak na goscia rzekomo tak wykształconego to nie umie sie poprawnie wysłowić w ojczystym jezyku, a jak na "miastowego" to stanowczo za krótko nim jest, zeby tak krytykować "wiejskosc" Koko Koko (kolega "imigrant" ze wsi własnie:)). Chyba sie lekko obraził, bo naburmuszył się :) Ale co tam ...
Pewnie, ze ta pioseneczka nie jest wysokich lotów, ale właśnie taka powinna być: z łatwą melodią, wesołą i wpadającą w ucho i nieskomplikowanymi słowami. To jest do śpiewania na stadionie, w stefach kibica, przez telebimami, a nie w filharmonii i na powaznych koncertach.
Nawiasem mówiac zwykle te piłkarskie hymny w innych krajach - organizatorach kolejnych mistrzostw są w podobnym tonie, czyli nie są najwyzszych lotów ani literacko, ani muzycznie, za to łatwo się ich nauczyć, choćby nucić i o to chodzi.