zdrada a sukces reprodukcyjny

22.06.04, 16:35
Mężczyźni (i nie tylko) mają mocne implikacje do zdrady. Tłumaczy się ich
postępowanie chęcią rozsiewania genów...

Jednakże ostatnio kobiety coraz mocniej przeciw zdradzie protestują. Przez
miliony lat cicho siedziały, ale już nie muszą dłużej tego znosić. Nie godzą
się na zdradę i odbierają ją jako złamanie zaufania, jako powód do rozstania.
Fakt, że z wiekiem i wzrostem ogranczeń (dom, dzieci, samochody...)
radykalizm działania rośnie, to na poziomie ogólnym, makrospołecznym jest
coraz więcej rozwodów z powodu zdrady.

Tylko, czy jeśli coraz więcej kobiet stanowczo reaguje to czy nie oznacza to,
że z czasem sukces reprodukcyjny będzie udziałem głównie wiernych samców?
    • klara-klara Re: zdrada a sukces reprodukcyjny 22.06.04, 16:41
      Nie z czasem, od dawna tak jest. Przecież zdradzający facet, nie chce, aby jego kochanka zachodziła w ciążę, więc naprawdę bardzo naciągasz "teorie" o rozsiewaniu genów. A chyba nei wierzysz naparwdę w to, że człwoiekiem podświadomie kierują geny...Zdradzanie to nic innego, jak poszukiwanie przyjemności, dlaczego próbujesz tak usilnie podpiwrać ją nauką? (nawiązuję także do poprzedniego wątku)?
      • niemonogamiczny Re: zdrada a sukces reprodukcyjny 22.06.04, 16:52
        klara-klara napisała:
        > Nie z czasem, od dawna tak jest. Przecież zdradzający facet, nie chce, aby
        jego
        > kochanka zachodziła w ciążę, więc naprawdę bardzo naciągasz "teorie" o
        rozsiew
        > aniu genów.

        widzisz Klara, nasz gatunek rozwijał się miliony lat, a wiedza człowieka o tym,
        że z seksu biorą się dzieci jest w tej perspektywie króciótka. A historia
        pisana od Babilonu itd. to fragmencik tego co mamy na wyposażeniu gatunkowym.
        Zatem szukając nowych partnerek/partnerów jesteśmy napędzani popędem
        seksualnym, który jest po to żebyśmy się rozmnażali... inaczej by zanikł i tyle.

        kłaniam się
        • klara-klara Re: zdrada a sukces reprodukcyjny 22.06.04, 17:00
          Co ma "historia pisana" do tego? Skąd ty bierzesz te teorie?
          Nie jesteśmy napędzani popędem seksualnym, jest to jeden z czynników, ale jeden z tych mniej ważnych. A jeśli chodzi ci o szukanie kochanek na boku, to oczywiście, że kieruje nami popęd, ale nie ma on nic wspólnego z rozmnażaniem. Trzeba być trochę niepoważnym, twierdząc, że szukamy kochanek, aby się rozmnażać, bo wiadomo, że tak nie jest. To jest fakt.
          • niemonogamiczny Re: zdrada a sukces reprodukcyjny 22.06.04, 17:23
            klara-klara napisała:
            > Co ma "historia pisana" do tego? Skąd ty bierzesz te teorie?

            dużo czytam, też bardzo lubię. Najlepsza mieszanka to filozofia+seks ;)

            Historia pisana ma to do tego, że wydaje na się, że ten okres wyczerpuje to
            jacy jesteśmy, a korzenie są o wiele głębsze i one mają na nas ogromny wpływ.
            Rozwinęliśmy kulturę i moralność ale piękne słowa to za mało by ludzie umieli
            opanowywać popędy...

            pozdrawiam
            • klara-klara Re: zdrada a sukces reprodukcyjny 22.06.04, 17:29
              Na temat tego, co było kiedyś (jak to napisałeś: przed milionami lat temu) możemy tylko gdybać, nigdy nie będziemy pewni. Mam wrazenie, ze deprecjonujesz czasy obece (mówię o kilku tysiącleciach), a szukasz jakies objawionej prawdy u żródeł, kiedy jeszcze ludzie niewiele różnili się od ludzi. Dlaczego?
      • Gość: magda Re: zdrada a sukces reprodukcyjny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.06.04, 17:21
        zdrada liczy się tylko z przyjemnością !!! Zgadzam się z tobą klara.
    • Gość: kohol Re: zdrada a sukces reprodukcyjny IP: *.crowley.pl 22.06.04, 16:47
      A to ciekawe, co piszesz. Z tego, co się orientuję, zauważono jakiś czas temu,
      że wierność kobiet może być wiernościa "fasadową" - jest się z tym, który
      zapewni utrzymacie (socjobiologia), ale kopuluje sie z innymi samcami celem
      wychwycenia najlepszego materiału genetycznego - stąd kobiece implikacje do
      zdrady. Perfidne, nie?
      Na szczęście można sprzeciwić się władzy samolubnego genu...
      Ech...
      Temat na wielogodzinne dyskusje przy piwie i papierosach, z megakacem
      nazajutrz :D
      • niemonogamiczny Re: zdrada a sukces reprodukcyjny 22.06.04, 17:04
        Gość portalu: kohol napisał(a):

        Masz rację kolego. Zależność jest taka:
        - bogaty facet: facet zdradza, kobieta wierna
        - biedny facet: facet wierny, zdradza kobieta
        Tyle mniej więcej jeśli chodzi o możliwości panownia nad samolubnym genem.

        Dla mnie mówienie, że my to ludzie itd. jest spychaniem pod dywan niewygodnej o
        nas prawdy...

        kłaniam się


        > A to ciekawe, co piszesz. Z tego, co się orientuję, zauważono jakiś czas
        temu,
        > że wierność kobiet może być wiernościa "fasadową" - jest się z tym, który
        > zapewni utrzymacie (socjobiologia), ale kopuluje sie z innymi samcami celem
        > wychwycenia najlepszego materiału genetycznego - stąd kobiece implikacje do
        > zdrady. Perfidne, nie?
        > Na szczęście można sprzeciwić się władzy samolubnego genu...
        > Ech...
        > Temat na wielogodzinne dyskusje przy piwie i papierosach, z megakacem
        > nazajutrz :D
        • Gość: kohol Re: zdrada a sukces reprodukcyjny IP: *.crowley.pl 22.06.04, 17:09
          niemonogamiczny napisał:

          > Masz rację kolego.

          Koleżanko :D

          > Zależność jest taka:
          > - bogaty facet: facet zdradza, kobieta wierna
          > - biedny facet: facet wierny, zdradza kobieta
          > Tyle mniej więcej jeśli chodzi o możliwości panownia nad samolubnym genem.

          A ci średni - zdradzają oboje czy żadne?
          A swoją drogą - kto zdradzi ten zdradzi i nie ma tu korelacji z zamoznością czy
          płcią... Moim zdaniem, of kors!
          • niemonogamiczny koleżanko :) 22.06.04, 17:19
            > A swoją drogą - kto zdradzi ten zdradzi i nie ma tu korelacji z zamoznością
            czy
            > płcią... Moim zdaniem, of kors!

            cóż, to się mylisz. Jak powiedział Hegel: jeśli teoria nie zgadza się z
            rzeczywistością to tym gorzej dla rzeczywistości...

            pozdrawiam
Pełna wersja