Przeciez nikt mnie nie przygotowal!

05.06.12, 21:47
www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,114757,11771437,Macierzynstwo_non_fiction__Nie_dla_lukrowanej_wizji.html?as=3&startsz=x


Bardzo lubie takiego typu artykuly. Utwierdzaja mnie one bowiem w przekonaniu, ze powoli zatracamy umiejetnosc robienia uzytku z naszej wyobrazni. Do wszystkiego trzeba nas przygotowac, zaopatrzyc w instrukcje oblugi, bo bez tego ani rusz. Tak, macierzynstwo jest nowym etapem w zyciu kobiety. Fakt, ze ma kolosalny wplyw na naze dotychczasowe zycie, jest niezaprzeczalny. Wiec dlaczego jest to tak czesto powodem absolutnego zaskoczenia? Juz nawet posiadanie psa, przepraszam za moze niezbyt trafne porownanie, wprowadza pewne zmiany do naszej codziennosci. Dziecko - no coz- to juz inna bajka. Ono powinno sie dostosowac, przeciez jest tylko dzieckiem.
Poza tym jest jeszcze inna kwestia. Trabi sie na lewo i prawo o rownouprawnieniu, o sprawiedliwym podziale obowiazkow, czy to w domu, czy przy wychowywaniu dzieci. Czesto jednak nie dopuszcza sie partnera do wspoluczestnictwa. A potem obwinia caly swiat za nawal obowiazkow i brak czasu dla siebie.

Nie, nie jestem super - matka, ktora nigdy nie narzeka. Niemniej mam realne spojrzenie na projekt, jakim jest rodzina. Wiec apeluje do wszystkich, aby dorosli, aby wybor i jego konsekwencje stanowily jednosc.Wtedy bedzie mniej narzekania a wiecej radosci z tego pieknego doswiadczenia.
    • soulshunter Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 21:52
      ale dlaczego obiadu nie bedzie? To moze chociaz zupa z chlebem albo zapiekanka?
      • obiadu-nie-bedzie Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 21:55
        bo byl wczoraj!:)
        • soulshunter Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 21:56
          wczoraj to wcz oraj a dzisiaj? To trzeba bylo chociaz mielonych marobic na 3 dni i 5-cio litrowy gar ziemniaczanej ugotowac. Ja tam wybredny nie jestem, zjem wszystko.
          • obiadu-nie-bedzie Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:00
            Nie samym chlebem (zupa) czlek zyje przeciez......
            Niemniej rozumiem Twoj punkt widzenia.
            • soulshunter Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:08
              nie rozumiesz. Obiad to taka integracyjna czesc zycia domownikow gdzie kazdy moze dac cos od siebie, w jakis sposob sie dolozyc do cementowania tej podstawowej komorki spolecznej. Dajmy na to taki pierwszy lepszy przyklad z brzegu: Zona drze sie na caly dom OOOOOOOOBIADDDDD! Na to maz radosnie odpowiada: "Stara, to przynies mi do pokoju bo mecz leci w telewizji" a dzieci szanujac ciezka prace matki wolaja od siebie z pokoju: "Mysmy jedli juz w makdonaldzie!" Prawda ze sielanka?
    • maitresse.d.un.francais Amputacja wyobraźni obywateli 05.06.12, 22:05
      to zjawisko, które obserwuję od dłuższego czasu.

      Miło, że bliźni też to widzą. Jak się zbierze wystarczająco dużo bliźnich, może temat stanie się medialny.
      • soulshunter Re: Amputacja wyobraźni obywateli 05.06.12, 22:09
        amputacja wyobrazni obywateli to jest celowe dzialanie wszystkich rzadow. Tumanami latwiej sie rzadzi i strzyze z kasy.
        • maitresse.d.un.francais Re: Amputacja wyobraźni obywateli 05.06.12, 22:13
          soulshunter napisał:

          > amputacja wyobrazni obywateli to jest celowe dzialanie wszystkich rzadow.

          A otóż ogromną rolę odgrywają w tym włazodupne reklamy i produkty w rodzaju "Myślimy jak ty kliencie hehehe i włazimy ci w d..."
    • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:12
      Ludzie są głupi, deal with it. Coś jeszcze?
    • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:12
      Ja tam nie widzę zaskoczenia że dziecko wprowadziło jakieś zmiany w jej życiu. Przecież wiedziała że jakieś będą, tylko nie potrafiła ocenić z dystansu jak to będzie konkretnie wyglądało. Zresztą co innego jak sobie posłuchasz o nieprzespanych nocach np., a co innego doświadczenie na własnej skórze.
      A czy kiedyś tak było? Pewnie że tak, tylko kiedyś baby nie pisały do gazet o swoich przemyśleniach, bo były zajęte robieniem obiadu (nomen omen) zamiast tracić czas na fanaberie i jakieś życie wewnętrzne.

      Jednym słowem nie rozumiem poczucia wyższości w Twoim poście.
      • obiadu-nie-bedzie Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:14
        dobrze, ze nie widzisz. Bo nie o to mi chodzilo. Raczej o wyrazenie mojego zdumienia nad brakiem wyobrazni. Ot co.
        • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:16
          obiadu-nie-bedzie napisała:

          > dobrze, ze nie widzisz. Bo nie o to mi chodzilo. Raczej o wyrazenie mojego zdum
          > ienia nad brakiem wyobrazni. Ot co.

          A w czym się ten brak wyobraźni przejawia?
        • soulshunter Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:18
          moja droga. Zapraszam w nasze piekne Tatry. Tam w sezonie, swoje zdumienie nad brakiem wyobrazni bliznich bedziesz mogla wyrazac co jakies 5-10 minut.
        • anaisanais96 Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 00:02
          Myłśłe dokłądnie taj jak ty;) A poza tym chciałam dodać ze wkurzają mnie teksty typu "teraz próbuję odnaleźć na nowo siebie".
    • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:17
      Jakby ludzie mieli wyobraźnię, albo chociaż umiejętność perspektywicznego myślenia, to nie tylko dziecko by ich nie zaskakiwało, ale również mąż nie "zmieniłby się" po ślubie nagle i niespodziewanie, kredyt zaciągnięty na 40lat nie ciążyłby, nie dziwiłby brak możliwości znalezienia sensownego zatrudnienia po jakiś cudacznych studiach. I parę innych rzeczy też by nie zaskakiwało.
      • agaoki jakichś!!!! 06.06.12, 12:30
        po jakichś studiach!
    • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:21
      Piekny plan.
      Tylko ze,...ciaza czesto z zaskoczenia.
      Nie mialo sie planow na przyszlosc.
      Gorzej- nie mialo sie planow - z Tym Panem- a rodzina naciska.
      Dzieci- widzialo sie w ladnych reklamach, badz na zdjeciach produktow w markecie.
      Co to jest dziecko? Jak TO dziala???

      Potem okazuje sie- ze dziecko to nie jest usmiechniety bobas, tylko ryczacy twor Twojego ciala, ktorego potrzeb kompletnie nie kumasz. Do tego Twoje cialo, nie jest juz idealne, a partner- czytaj- ojciec- zagubil sie bardziej niz TY.

      Co zlego w tym, ze ktos nareszcie pisze/ mowi- ze nie musisz byc idealna, ze instynkt macierzynski rodzi sie w bolach- czesto kilka miesiecy w opoznieniu za akcja porodowa, a dzieci moga byc potworami?
      Moim zdaniem- warto powiedziec kobietom, ze maja prawo do takich przezyc i ze to nic zlego.

      • soulshunter Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:23
        no jakby nie patrzec, to za takie postawienie sprawy nalezy sie
        https://static.ilewazy.pl/wp-content/uploads/wodka-kieliszek-25g.jpg
        • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:40
          Soul, wiem, ze trudno w to uwierzyc, ale ludzie czasem bzykaja sie z MILOSCI;-)
          Przynajmniej-JEJ sie tak wydaje;-)
          I nie trzeba do tego wspomagaczy sztucznych, bo jest tyle endorfin i sprzyjajacych hormonow, ze powietrze, az tryska;-)
          Kobieta dziala na prostych zestawach naturalnych:-)
          Pare guzikow i voila' :-)
      • obiadu-nie-bedzie Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:30
        -ciaza zaskoczeniem?- przepraszam, ale chyba w to sama nie wierzysz?
        -nie mialo sie planow na przyszlosc z Tym panem- i co, nikt Cie nie uswiadomil, ze to Twoja odpowiedzialnosc? Nie nabylas odpowiedniego poradnika? Jak ich nie masz, to zachowywuj sie adekwatnie.
        -rodzina naciska? - ile masz lat?
        -dzieci widzialo sie w reklamach- naprawde maja taka sile dzialania? Niesamowite!

        .......
        • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:43
          Nie rozmieszaj mnie:-)
          Moze zejdz z piedestalu;-)
          • obiadu-nie-bedzie Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:49
            Ciesze sie, ze Cie rozsmieszylam. Trzeba sie smiac- do wazne dla zdrowia.
            Na piedestale jednak pozostane, bo bardzo mi sie tutaj podoba.

            Mam wspaniala panorame.
            • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:51
              Super:-) Ale czasem pochyl sie:_)
              Na zdrowie:-)
            • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:55
              obiadu-nie-bedzie napisała:

              > Ciesze sie, ze Cie rozsmieszylam. Trzeba sie smiac- do wazne dla zdrowia.
              > Na piedestale jednak pozostane, bo bardzo mi sie tutaj podoba.
              >
              > Mam wspaniala panorame.

              z piedestału czasem się boleśnie spada
              • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:59
                my_favourite_axe napisała:

                > z piedestału czasem się boleśnie spada
                *
                Tak jak ci wszyscy "zaskoczeni" życiem spadają z poziomu własnego ego na poziom inteligencji?
                • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:01
                  raohszana napisał:

                  > my_favourite_axe napisała:
                  >
                  > > z piedestału czasem się boleśnie spada
                  > *
                  > Tak jak ci wszyscy "zaskoczeni" życiem spadają z poziomu własnego ego na poziom
                  > inteligencji?
                  >

                  Nie, tak jak ci wszyscy przeświadczeni o swojej władzy nad życiem rozpadają się w obliczu nieprzewidywalnego.
                  • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:02
                    Nie można mieć władzy nad życiem. Zwyczajnie niewykonalne. Ale można mieć władzę nad sobą i swoimi słabościami, a nie tylko bezmyślnie im folgować i szukać usprawiedliwienia i się obruszać jak ktoś temu nie przytakuje. Tyle, że to trudna robota jest i czasochłonna, a wynajdywanie usprawiedliwień - od ręki.
                    • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:12
                      raohszana napisał:

                      > Nie można mieć władzy nad życiem. Zwyczajnie niewykonalne. Ale można mieć władz
                      > ę nad sobą i swoimi słabościami, a nie tylko bezmyślnie im folgować i szukać us
                      > prawiedliwienia i się obruszać jak ktoś temu nie przytakuje. Tyle, że to trudna
                      > robota jest i czasochłonna, a wynajdywanie usprawiedliwień - od ręki.
                      >

                      A jednak nie mogę się oprzeć wrażeniu, że przemądrzałe rady dla tych którym się życie inaczej ułożyło niż planowali niewiele mają do czynienia z dojrzałością. Dojrzałością, którą każdy tu, na forumowym piedestale chętnie przyświeca.
                      • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:16
                        Jakie przemądrzałe rady? Żeby myśleć i skupić się na problemie, a nie na jojczeniu i szukaniu wymówek i winnych co nie uświadomili, nie powiedzieli, etc.?
                        No diabli, jak to jest przemądrzałe to co się porobiło z tym światem? To już nawet rozwiązanie trzeba komuś dać, bo inaczej się jest przemądrzałym i niedojrzałym.
                        Przyokazyjnie - czego z dojrzałościami wyjeżdżasz? Dojrzałość jedno, a zwyczajne myślenie drugie. Do posiadania dziecka przydałoby się dojrzeć, do nieposiadania - wystarczy się chwilę zastanowić i zadziałać.
              • obiadu-nie-bedzie Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:13
                lubie wyzwania:)
      • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:33
        A skąd mają kobiety wiedzieć jaka jest prawda, jak nie ma już rodzin wielodzietnych ani wielopokoleniowych, żeby mogły w praktyce zobaczyć jak wygląda prowadzenie domu i opieka nad małym dzieckiem. W uprzywilejowanej pozycji są osoby, które mają na tyle młodsze rodzeństwo, że pamiętają jak to było, albo na tyle starsze, że zanim sami się rozmnożą to zostają młodymi wujkami i ciotkami, którzy nierzadko mieszkają pod jednym dachem ze świeżo upieczonymi rodzicami, zanim ci dorobią się własnego lokum. Cała reszta problem posiadania dzieci i docierania się małżonków zna jedynie z mediów.
        • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:46
          amen.
          • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:19
            Ale z drugiej strony, wystarczy dokładniej zapoznać się z tym co media podają. Kto opowiada o macierzyństwie w samych superlatywach, głównie celebrytki pokroju Anny Muchy. Czyli dziewczyny mocno ponadprzeciętne jeśli chodzi o ich osobowość, temperament, kondycję psychofizyczną i przede wszystkim finanse. Osoby od wczesnego dzieciństwa zaprawione w boju, którym nie straszne zmęczenie, nieprzespane noce, stres, odpowiedzialność i wysiłek. W showbusinessie nie ma zmiłuj, jak podpisze kontrakt, to żeby się paliło, waliło, to trzeba się z niego wywiązać. Nie istnieje pojęcie zmęczenia, niewyspania, choroby, bólu głowy, niechcenia, ani niczego innego. W związku z tym, jestem gotowa uwierzyć, że dla tych kobiet macierzyństwo, to okres bumelki i relaksu w porównaniu do tego co miały wcześniej.

            Do tego mają hordę osób do pomocy. Bo nawet jak nie mają niani, czym większość się szczyci, to nie uwierzę, że nie mają gosposi, która wszystkie okołodzieciowe prace wykonuje. A wtedy, kiedy karmienie sprowadza się do wetknięcia dziecku butelki do dzioba, bo samo przygotowanie posiłku, przyniesienie butelki i wyszorowanie jej, robi służba, to faktycznie opieka nad dzieckiem może być rozrywką. Podobnie z kąpielą, przewijaniem czy spacerem. Gosposia przygotuje wanienkę, potem ją umyje, wystawi wózek przed dom a potem wyszoruje kółka i zmieni pościel, do tego posprząta, ugotuje, wypierze, wyprasuje, poukłada w kostkę na półkach i zrobi całą resztę. A jak mamie się znudzi, to i pohuśta bobasa w kołysce i na rękach ponosi.
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 11:26
              Tu nawet nie chodzi o szołbiznes.
              Powiedziałbym że przyczyną jest raczej "enpowering" kobiet uprawiany masowo w popkulturze.
              Jestem kobietą - dam sobie radę. Takie jest przesłanie.
              A to nie prawda. Bez tego o czym pisałaś w poprzednim poście - wielopokoleniowej, rozbudowanej rodziny która pokaże jak dziecko obsłużyć, bazując na własnym doświadczeniu, większość rodziców jest kiepska w wychowywaniu. To znaczy - owszem, jak najbardziej daje radę, ale dużo ich to kosztuje.

              A poza tym te mity przedstawione w artykule to wyjątkowo na siłę wpisane, bo w niektóre to tylko idiota uwierzy.
            • kochanic.a.francuza Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 12.06.12, 10:44
              rzecietna Baska z przecietna pensja poczyta w Vivie o celebrutce i uwierzy, ze ona tez tak moze. Tymczasem na sluzacych kasy brak, maz za niewolnika nie chce orac i baba cala wkurzona grze sie na dzieci i meza cay dzien, nie zdajac sobie sprawy, ze jest przemeczona, probujac zyc zyciem gwiazdy.
      • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:50
        moonogamistka napisała:

        > Tylko ze,...ciaza czesto z zaskoczenia.
        *
        Antykoncepty ukradli jak mnie nie było?

        > Nie mialo sie planow na przyszlosc.
        *
        To czyj to problem, że się nie myśli? Delikwenta niemyślącego.

        > Gorzej- nie mialo sie planow - z Tym Panem- a rodzina naciska.
        *
        No za własny kretynizm się płaci.

        > Dzieci- widzialo sie w ladnych reklamach, badz na zdjeciach produktow w markeci
        > e.
        *
        Jak ktoś wierzy w reklamy to ja bardzo mu współczuję i szarpnę się na 9mm ołowiu, ku skoczeniu cierpień.
        • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:53
          ex post wszyscy są tacy mądrzy :)
          • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:57
            Jak widać na załączonym obrazku - a priori też. Nie wyjeżdżaj mi tu z wyświechtanym frazesem dla usprawiedliwienia tego, że ludzie nie myślą. Nie chcę to i nie myślą, a potem płacz i usprawiedliwień szukanie miast zarobienia czegoś z sensem.
            • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:00
              raohszana napisał:

              > Jak widać na załączonym obrazku - a priori też. Nie wyjeżdżaj mi tu z wyświecht
              > anym frazesem dla usprawiedliwienia tego, że ludzie nie myślą. Nie chcę to i ni
              > e myślą, a potem płacz i usprawiedliwień szukanie miast zarobienia czegoś z sen
              > sem.
              >

              Nie no, nieplanować wpadki to też każdy potrafi.
              • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:04
                my_favourite_axe napisała:

                > Nie no, nieplanować wpadki to też każdy potrafi.
                *
                No, tylko prócz "nieplanowania" to trza jeszcze zadziałać coby się nie trafiło. A jak się trafi to też jest parę opcji. Trza przemyśleć zawczasu.
                • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:15
                  raohszana napisał:

                  > my_favourite_axe napisała:
                  >
                  > > Nie no, nieplanować wpadki to też każdy potrafi.
                  > *
                  > No, tylko prócz "nieplanowania" to trza jeszcze zadziałać coby się nie trafiło.
                  > A jak się trafi to też jest parę opcji. Trza przemyśleć zawczasu.
                  >

                  Zawężając sprawę do wpadki i wczesnego usuwania ciąży (jeśli sumienie pozwala) masz rację. Jednak w szerszym aspekcie zaskoczenia nową sytuacją to niestety bardzo naiwne co piszesz.
                  • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:19
                    W jakim sensie "w szerszym aspekcie"?
                    Zasadniczo nowe sytuacje zaskakują. Ale pewne sytuacje są z wyboru i jakeśmy wybrali to trza ponieść konsekwencje swego wyboru i pamiętać, że to był wybór i nie szukać winnych po okolicy.
                    Za naiwne uważam wieczne usprawiedliwianie własnej bezmyślności, braku działania i oczekiwania, że ktoś przejmie odpowiedzialność za nasze wybory.
                    • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:24
                      raohszana napisał:

                      > W jakim sensie "w szerszym aspekcie"?
                      > Zasadniczo nowe sytuacje zaskakują. Ale pewne sytuacje są z wyboru i jakeśmy wy
                      > brali to trza ponieść konsekwencje swego wyboru i pamiętać, że to był wybór i n
                      > ie szukać winnych po okolicy.
                      > Za naiwne uważam wieczne usprawiedliwianie własnej bezmyślności, braku działani
                      > a i oczekiwania, że ktoś przejmie odpowiedzialność za nasze wybory.
                      >

                      w szerszym aspekcie - znaczy w temacie wątku. skoro twierdzisz że nowe sytuacje zaskakują i nie ma się co dziwić to się zgadzam i nie mam nic do dodania. zapytałabym kto szuka winnych po okolicy (bo to kolejna oczywistość którą usiłujesz wojować) ale nie zapytam mając świadomość że gałęzie wątków z twoim udziałem ciągną się w nieskończoność a ja muszę rano wstać do fabryki. wiesz, dorosłe życie :)
                      • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:40
                        Mhm, właśnie pokazałaś swoją dorosłość.
                        • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 16:35
                          raohszana napisał:

                          > Mhm, właśnie pokazałaś swoją dorosłość.
                          >

                          Tym że się zgadzam, czy tym że kończę temat? Wiesz, ja już nie jestem taka młoda żeby mieć czas na kilkugodzinne dyskusje o pierdołach.
                          Ale zazdroszczę i pozwalam oczywiście mieć ostatnie zdanie (jak zawsze). Proszzz :)
        • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:17
          No super:-) Tez moge przylaczyc sie do chichotu, zeby nie pisac o rzeniu;-)
          Ale tak wyglada naga prawda.
          Czy nam sie podoba, czy nie.
          Fajnie jakby wszystkie dziecka byly swiadome, wymarzone i planowane, ale niestety wiekszosc jest z przypadku.
          Czy to Ci sie podoba, czy nie.
          I macierzynstwo z zaskoczenia i "nie w pore"- nie jest snem o bobasie w blekitnym ubranku.

          • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:21
            No to jak ktoś woli żeby za niego przypadek decydował to niech potem nie piszczy z pretensjami do całego świata.
            • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:26
              Mam 41 lat, mam 16 letnia core.
              Zabezpieczalam sie, a i tak natura byla silniejsza i zrobila swoje ;-)
              Roach, wierz mi, ze mozna byc wyrachowanym egoista i egocentrykiem- a matka natura przechytrzy, za co teraz dziekuje ;-)
              • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:41
                Co faktu nie zmienia, że dziecko masz na okoliczność własnego dalej wyboru.
                • moonogamistka Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:47
                  Gdzies dalej podjelam decyzje- w tym Twoja racja.
                  Ja tylko pisze, ze wiekszosc nawet nie czyni wysilku wyboru i zabezpieczenia- przed.
                  • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 13:51
                    No, ale to potem niech się nie dziwią, że coś się zadziało i nie udają zaskoczonych, bo wiedzieli na co się decydują - na ciążę prędzej czy później :)
      • gaviota44 Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:51
        Sie z Soulem napije:)

        Dziecko z wpadki,ojciec sie zmyl,o macierzynstwie nigdy nie marzylam i moze dlatego bylo mi latwiej;).
        Od kiedy corka sie urodzila czekalam,aby dorosla.Zeby mozna rozmawiac,zeby rozumiala,zeby nie byla tylko wrzeszczacym utrapieniem.
        Nie widze w macierzynstwie niczego cudownego.Jest to droga przez meke i dobrze,ze ktos o tym mowi wprost.Na poczatku jest ciezko,a potem... tez nie jest latwo;).
        Teraz jest pieknie,kocham moje dziecko nad zycie,ale bardzo dobrze rozumiem kobiety,dla ktorych jest to wyzwaniem i ciezarem.
        • gaviota44 Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:57
          Z wpadki,ale tez wielkiej milosci pt.nie tak mialo byc.
          Sorry,zapomnialam dodac,a widze,ze milosc jest w tej dyskusji bardzo istotna ;)
    • olewka100procent Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 22:24
      bo staliśmy się zbyt wygodni, teraz każdy małolat by chciał iść do pracy i na dzień dobry zarabiać 3000 tyś netto , a po roku awans na dyrektora, nie potrafimy też oszczędzać, w dupach nam się poprzewracało taka jest prawda .
    • anna_sla Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:11
      wiecie co. Ja mam spore porównanie mojej wizji jak by to było a jak jest. Opiekowałam się dziećmi od małego, już jako 9 latka zmieniałam pieluchy, karmiłam, spacerowałam z wózkiem, bywało, że mi nastolatce podrzucano mi raz na jakiś czas pod opiekę dziecko na noc.. Mając 22 lata byłam nianią dwójki chłopców, malucha i pierwszoklasisty. Musiałam odpieluchować, odsmoczkowac malca, gotować, bawić, odrabiac lekcje ze starszym i to przez ok. 9 godzin dziennie w tych "rytuałach". O wychowywaniu wiedziałam naprawdę mnóstwo, radziłam sobie doskonale z dziećmi z różnymi problemami wychowawczymi. No co kurde miało mnie zaskoczyć??? A jednak zaskoczyło! Kurde jakie to emocje, jak dużo spraw nie idzie po naszej myśli, jak wielu rzeczy nie można przewidzieć, wyegzekwować od dziecka. Nie wystarczy pogadać, wytłumaczyć, potulić, pogłaskać. Jeny! Mam syna, na którego kompletnie żadne metody wychowawcze nie działają, nawet psycholodzy rozkładają ręce, bo te wszystkie rady dotyczą relacji rodzic a jedno dziecko, a u mnie jest ich banda, w tym ów syn jest z bliźniaków, więc to wszystko nie okazało się takie hop siup i już.. a do tego te nieprzespane noce.. i jak tu funkcjonować w dzień? Przy córce po pół roku nieprzespania porządnie ani w dzień ani w nocy (terrorystka) doszłam do momentu kiedy nie byłam w stanie wziąć dziecka na ręce, bo zwyczajnie nie utrzymałabym jej, dostałam 2 krwotoki z nosa, chodziłam trzymając się ściany, całe dnie w piżamie. Masakra! Naprawdę wiele rzeczy zaskakuje, bo to jest odrębna jednostka nie będąca czystą kartką, nie chodząca jak zaprogramowany komputer. Ono myśli i czuje inaczej niż my byśmy chcieli czy przewidywali i nie zawsze w dobrym kierunku. Osiwieć można..
      • raohszana Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:13
        I to jest clou programu - nie kwestia, że ktoś nie przygotował i łojesu, tylko kwestia zaakceptowania faktu, że dziecko to odrębna istota z którą będą boje o wiele rzeczy i to nie w sposób cywilizowany, bo smarkaczowi nie przetłumaczysz czasem, a wojny podjazdowe.
      • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:35
        Dalej sprowadza się to do tego, że nie miałaś ani młodszego rodzeństwa ani siostrzeńców i bratanków, którymi zmuszona byś była się zająć. I to tak, żeby z jednej strony wszystko koło tego dziecka zrobić jak należy a z drugiej nie skrzywdzić go. Bo jakby taka matka czy siostra bądź szwagierka przyuważyły, że źle traktujesz ich potomka albo potomek wniebogłosy wrzeszczy, to pewnie by ci dupsko zlały nawet nie zastanawiając się kto miał racje i o co chodzi. Nie miałaś też okazji obserwowania matek w akcji. Bo czym innym jest własne dziecko, z którym jest się 24h/dobę i z którym ma się więź emocjonalną a co innego obce dziecko powierzone na kilka godzin dziennie, które tak naprawdę ma się w dupie.
        • anna_sla Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:44
          ależ miałam młodsze rodzeństwo. Mój brat i kuzyn urodzili się kiedy miałam 10 lat z hakiem.. ale to nie ja wstawałam do niego w nocy. On był mi tylko kulą u nogi przy spotykaniu się z koleżankami... i kolegami ;), więc widziałam wiele. Ja się pchałam wręcz tam gdzie były dzieci. Zanim urodził się mój brat lgnęłam do sąsiadów z niemowlakami. Potem w sąsiedztwie tych dzieci sporo się zrobiło, a potem to wszystko lądowało na naszym podwórku, pod moją opieką. Ja nastolatka i 6latka wówczas miałyśmy ogarniać bandę 5-6rga maluchów. Nie zawsze mi się to podobało.. ja cały czas wzrastałam otoczona małymi dziećmi, bo nawet jak brat podrósł ja szłam dalej tam gdzie maluchy się pojawiały. A mając 18 lat zostałam chrzestną i dzieliłam niejako troski samotnej wówczas matki. Przerwa w tym dzieciowym otoczeniu trwała tylko 3 lata, potem byłam nianią i chwilę potem sama zostałam matką. Byłam zaprawiona w boju i co z tego??
          • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 05.06.12, 23:59
            To z tego, że cały czas była to tylko zabawa albo praca. Jak ci się znudziło albo miałaś dość, odstawiałaś dzieci do rodziców i szłaś sobie oglądać TV, gadać z koleżankami albo na randkę z chłopakiem.
            Ja cały czas mam na myśli to jak się żyło jeszcze przed wojną. Starsze rodzeństwo nie było obarczane jedynie okazjonalną pomocą matce przy młodszych dzieciach, tylko miało regularne obowiązki. Nie tylko związane z opieką nad młodszym rodzeństwem, także z innymi pracami w gospodarstwie domowym. I to nie była zabawa, do której dzieciaki same się garnęły. Moja babcia miała nieco ponad 5lat a jej siostra niecałe 3, jak się urodziło kolejne dziecko, które obie na spółkę musiały całymi dniami kołysać w kołysce. I nie było zmiłuj się, że którejś się nie chce, albo wolałaby z dzieciakami po podwórku szaleć. Matka miała inne obowiązki, na nianię nie było ich stać a dzieckiem ktoś się musiał zająć. Nie wspominają tego dobrze.

            I faktycznie większość kobiet z tamtego pokolenia, podobnie jak i z jeszcze starszego, z premedytacją nie chciała mieć dużej ilości dzieci. Właśnie z tego powodu, że wiedziały z czym to się wiąże. Wprost mówiły, że tyle się nabawiły tych dzieci, że ani jednego więcej, bo odczuwają do nich wstręt. Miały jedno, góra dwoje, bo tego wymagały ówczesne normy społeczne. I nierzadko tak to sobie organizowały, żeby zawczasu skombinować sobie kogoś do pomocy, najczęściej własne matki, które zazwyczaj nie pracowały zawodowo.
            • anna_sla Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 00:05
              > To z tego, że cały czas była to tylko zabawa albo praca. Jak ci się znudziło al
              > bo miałaś dość, odstawiałaś dzieci do rodziców i szłaś sobie oglądać TV, gadać
              > z koleżankami albo na randkę z chłopakiem.

              ha, chciałabym by tak było, ale nie było i w tym sęk.

              > Ja cały czas mam na myśli to jak się żyło jeszcze przed wojną. Starsze rodzeńst
              > wo nie było obarczane jedynie okazjonalną pomocą matce przy młodszych dzieciach
              > , tylko miało regularne obowiązki. Nie tylko związane z opieką nad młodszym rod
              > zeństwem, także z innymi pracami w gospodarstwie domowym. I to nie była zabawa,
              > do której dzieciaki same się garnęły. Moja babcia miała nieco ponad 5lat a jej
              > siostra niecałe 3, jak się urodziło kolejne dziecko, które obie na spółkę musi
              > ały całymi dniami kołysać w kołysce. I nie było zmiłuj się, że którejś się nie
              > chce, albo wolałaby z dzieciakami po podwórku szaleć. Matka miała inne obowiązk
              > i, na nianię nie było ich stać a dzieckiem ktoś się musiał zająć. Nie wspominaj
              > ą tego dobrze.

              no właśnie ja jestem też takim dzieckiem. Wszędzie musiałam brata brać ze sobą albo nie mogłam wyjść. Mieszkałam na wsi, mieliśmy gospodarkę, zwierzęta, pole, była nas trójka dzieci i ojciec alkoholik. Nie było lekko. Mój starszy brat niejako "zastąpił" mu ojca. Robiliśmy wszystko, od oporządzania zwierząt, po gotowanie, sprzątanie, plewienie ogródka, rąbanie drzewa itd..
            • policjawkrainieczarow Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 13.06.12, 16:35
              berta-death napisała:

              > To z tego, że cały czas była to tylko zabawa albo praca. Jak ci się znudziło al
              > bo miałaś dość, odstawiałaś dzieci do rodziców i szłaś sobie oglądać TV, gadać
              > z koleżankami albo na randkę z chłopakiem.
              > Ja cały czas mam na myśli to jak się żyło jeszcze przed wojną. Starsze rodzeńst
              > wo nie było obarczane jedynie okazjonalną pomocą matce przy młodszych dzieciach
              > , tylko miało regularne obowiązki.

              berta nie pierdziel. tak bardzo znowu jestes przywiazana do swojej teorii, ze za chwile zaczniesz opowiadac, ze przed wojna to piecioletnie rodzenstwo karmilo oseski piersia, przez cala dobe, co dwie godziny, bo matka byla w polu. Padanie matek na pysk i 'nietaktomialobyc" najczesciej wynika w pierwszej kolejnosci ze zwyczajnego niewyspania i braku wsparcia, nie braku treningu.
              • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 13.06.12, 17:14
                Przecież to się wszystko na siebie nakłada. Brak treningu, brak wiedzy o własnych możliwościach i ograniczeniach, brak realnej pomocy zarówno przy dziecku jak i przy reszcie obowiązków domowych, z równoczesnym wzrostem wymagań względem takiej matki.

                Jakby taka kobitka jedna z drugą, miały realny obraz ogromu obowiązków i odpowiedzialności jakie na nie spadnie, za młodych lat przeszły porządny trening, który by im jasno i wyraźnie pokazał, że w nawale odpowiedzialności, obowiązków, terminów, stresów i deprywacji snu, siada im kondycja psychofizyczna, i do tego jeszcze wiedziały, że nie mają najmniejszych szans na pomoc, to nie będąc kompletnymi półgłówkami, w życiu by się na dzieci nie decydowały. A przynajmniej do czasu aż stać by je było na zatrudnienie pomocy, chociażby na te pierwsze miesiące.
                • policjawkrainieczarow Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 13.06.12, 20:41
                  nie, robota przy (zdrowym) dziecku nie jest specjalnie skomplikowana, jest po prostu uciazliwa, brak treningu mozna szybko nadrobic, a lata praktyki kiedys tam nie zalatwia braku pomocy tu i teraz.
                  Suma roboty przy dzieciach jest w miare constans, kazde zanim sie nauczy jesc i wyprozniac samodzielnei musi byc iles tam razy nakarmione, umyte i przewiniete przez kogos starszego. rzecz w tym, ze kiedys te starsze osoby niejako rozkladaly to na lata, raz pomagajac starszym siostrom, matkom, ciotkom, córkom, a potem majac wlasne dzieci, korzystajac z pomocy mlodszych siostr, kuzynek itp, a teraz jest to jakby bardziej skoncentrowane w czasie - kobieta srednio sie zajmuje dziecmi krocej (bo tylko swoimi), za to intensywniej (bo bez armii pomocnikow).
                  Przy czym, jak widac, kiedys kobiety mialy za mlodu ten trening i to bez pomocy urzadzen AGD i wielorazowych pieluch, a i tak swoje dzieci potem rodzily, wiec najwyrazniej twoja teoria mija sie z rzeczywistoscia.
        • allatatevi1 Science fiction 22.06.12, 15:57
          Wiesz Berta,

          Twój post to jakieś science fiction.

          Rozumiem opiekę nad młodszym rodzeństwem, bo poprosili Cię o to rodzice, bo wobec rodziców obowiązuje jakieś posłuszeństwo.

          Ale opiekę nad dzieckiem siostry??? Albo szwagierki??? To chyba szczyt frajerstwa.

          A jeśli siostra i szwagierka miałaby jakiekolwiek "ale", to chyba najnormalniejszym stwierdzeniem byloby "więc opiekuj się sama, bo ja ci więcej żadnej przysługi nie wyświadczę".

      • gazetowy.mail do anny 06.06.12, 18:21
        a Twoje dzieci to skąd się wzięły? Bocian przyniósł czy pan jakiś zrobił? Nie można jednej nocy powiedzieć JA ŚPIĘ A TY WSTAJESZ.
        Uwierz, że można.
        • anna_sla Re: do anny 10.06.12, 12:14
          przy pierwszym dziecku nic nie było proste ani czarne lub białe. Powstało mnóstwo problemów, mąż pracował często od rana do wieczora FIZYCZNIE, zawsze miałam wyrzuty sumienia prosząc go o cokolwiek, a on miał focha jak to robiłam. Miałam depresję, nie mogłam wyjść do kibla by mi potem dziecko nie krzyczało z żalu, że je zostawiłam na te 2 minuty przez kolejne pół godziny. Ono krzyczało non stop niemal wtedy, a przychodził tata czy ktokolwiek inny i nagle aniołem się stawała i nikt mi nie wierzył, że jak jesteśmy same to ona ciągle krzyczy. Nie miałam oparcia w mamie ani teściowej, przez co potem rodzina się cała skłóciła (długa historia)...

          dlatego tak. To ja wstawałam w nocy, bo myślałam, że to mój zasrany obowiązek, bo jakiś taki dziwny wizerunek rodzicielstwa mieliśmy oboje (nie wiadomo skąd wyssany), nie było żadnego sprawiedliwego podziału obowiązków i ciągle je zawalałam przez charakter mojej córki...

          Po bliźniakach to wierz mi, że fizycznie nie dałabym rada zupełnie sama wstawać, bo dodatkowo córka krzyczała przerażliwie w nocy obudzona przez nawet mlaskanie podczas jedzenia rodzeństwa. Przyczepiała się kurczowo do jednego z nas jakby się ich bała i nic się nie dało zrobić, z takim przylepcem to nawet ciężko mleko niemowlakowi zrobić... A swoją drogą, że i mąż chętniej pomagał i garnął się do opieki, do obowiązków domowych, MIMO pracowania całymi dniami. I ogólnie jakoś się fajniej poukładało...

          No a teraz to ja już dzieci mam duże :) już same przychodzą nam do wyra jak mają koszmary albo inne problemy.
    • hermina5 Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 10:24
      >Utwierdzaja mnie one bowiem w przekonaniu, ze powoli zatracamy umiejetnosc robienia >uzytku z naszej wyobrazni.

      To nie ma nic wspólnego z wyobraźnią! Można sobie wyobrażać jak człowiek egzystuje z jedną ręką, ale dopiero jak snopowiązałka ja utnie, to wiadomo jak jest!

      Trudno sobie chyba wyobrazić zmęczenie po 2 tygodniach przesypianych po 3 godziny, nie? Trudno wyobrazić zniecierpliwienie, ze istota, którą kochamy "drze japę" jakby miała akumulator w tyłku i tak już kolejny dzień ( jest zdrowa, najedzaona, nie ma kupy w pielusze, tylko właśnie tak teraz ma), a w oficjalnym obiegu nawet nie mozesz przyznać jak cię to wku...
      Moze i są matki, które uwielbiają niemowlaki itp, ja znam tylko takie, które mówia - matko, odetchnełam, jak mój syn, córka skończyła 5-6 lat , bo zaczęłał-ął wreszcie kumać o co chodzi i że ja to odrębna istota, a nie cyc, podaj, wytrzyj, umyj, kupa:)


    • leniwy_pierog Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 11:12
      Ja mam naprawdę sporo wyobraźni i wiem, że dzieci nie są różowe, pachnące i gaworzące od rana do słoiczka z marchewką. Ale myślę, że co innego wyobrażać sobie, a co innego skonfrontować się z czymś realnie. Tak samo jak wiem doskonale, ze poród nie polega na tym, ze umyty i różowy dzidziuś wyślizguje się na świat. Ale to nie oznacza, że skala bólu by mnie nie zaskoczyła. I myślę, że moja wyobraźnia jeszcze wielu rzeczy nie obejmuje.
    • twojabogini Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 11:33
      Dlaczego kobiety czują się zaskoczone macierzyństwem? To nie brak wyobraźni. To dzieje się w Polsce i w państwach gdzie kobiety-matki, to gorszy sort ludzi. Nie mówi się otwarcie o tym, że macierzyństwo dla kobiety w naszym kraju oznacza:
      1.Poród, który na niemal 100 % będzie koszmarem - nie ze względu na naturalne uwarunkowania, ale warunki w szpitalu, stosunek personelu i traktowanie kobiety jak krowy, która ma urodzić (ja z pierwszym dzieckiem załapałam się jeszcze na uroczą tradycję przywiązywania nóg - nieco ponad 10 lat temu.Wiązać skończyli, ale wiele poza tym się nie zmieniło, a do tego spadły standardy higieny - do pobrań krwi i innych zabiegów musiałam prosić o zmianę rękawiczek - w trzech kolejnych szpitalach!).
      2. Od wyjścia ze szpitala kobieta przejmuje całodobową opiekę nad dzieckiem. Wszyscy oczekują, że opiekując się dzieckiem (czyli przez pierwsze trzy miesiące nie śpiąc, nie jedząc, czasem się myjąc) kobieta równocześnie zadba o dom, schudnie, ładnie się ubierze, powróci do pracy i życia towarzyskiego. Oczywiście zadba o pozostałe dzieci - jeśli są, zorganizuje święta itp.
      3. Macierzyński - a zatem zabezpieczenie materialne trwa jedynie parę miesięcy. Potem nie ma jak wrócić do pracy - żłobków nie ma, agencje niań oferują głównie starsze emerytki, niektóre "referencje" to jakiś żart. Tym Paniom można powierzyć najwyżej króliczka, a nie niemowlaka. Żłobki które powstały na mocy ustawy żłobkowej mają czas na spełnienie warunków i dokonanie rejestracji do 2013 roku - na razie nie kontroluje ich ani sanepid, ani nikt inny. Co i raz jest afera, że dziecku coś się stało - a opiekunką była np. pani mająca umowę na dekorację wnętrz.
      4. Urlop wychowawczy choć w zasadzie przymusowy (brak alternatywnej opieki nad dzieckiem) jest bezpłatny, co oznacza, że kobieta traci dostęp do dóbr kultury, wydatków na siebie itp. - zaspokajane są podstawowe potrzeby rodziny, ona swoje musi ograniczyć do zera.

      Moje pierwsze macierzyństwo było cudowne. Ale byłam małolatą i nikt nie wymagał ode mnie tego czego wymaga się od kobiet. Drugie macierzyństwo byłoby koszmarem, pomimo, że wiedziałam jak to jest - opiekować się całą dobę niemowlęciem. Byłoby - gdyby nie to, że zostałam przygotowana przez bliskie mi kobiety-matki. Jestem im wdzięczna za szczerość. Szpital po prostu musiałam przetrwać, ale swoje życie zorganizowałam zupełnie inaczej. Model "mama w domu sama z niemowlakiem, tata w pracy" jest nie do przyjęcia, zwłaszcza w połogu, kiedy kobieta potrzebuje wsparcia i pomocy, tak aby mogła dojść do siebie i zająć sobą i maluchem. Każda kobieta, która to przeżyła wspomina to jako koszmar. To nie brak wyobraźni jest tu przyczyną szoku - tylko sposób w jaki traktuje się kobiety w połogu i mamy małych dzieci. W myśl jakiejś bzdurnej teorii, ze macierzyństwo kobiety mają w genach (zapewne razem z odkurzaniem, gotowaniem i zmianą pieluch) i że "kiedyś to kobiety sobie radziły" (kiedyś to babcie, starsze ciotki itp. nie pracowały zawodowo, więc kobieta miała w pierwszych tygodniach pomoc rodziny - pomijam, że ojcowie też byli zaangażowani w dom i zwłaszcza starsze dzieci. Tak czy siak "kiedyś" kobiety nie zostawały same w połogu, bo połóg traktowano niemal jak jednostkę chorobową i kobieta spędzała go głównie w łóżku).



      • leniwy_pierog Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 11:40
        Ale z drugiej strony mnóstwo kobiet sobie na własne życzenie bierze masę niepotrzebnych rzeczy na głowę. Po co np. matka przedszkolaka i noworodka słaniając się na nogach prasuje przedszkolakowi ubrania, jak nic się nie stanie, gdy będzie biegał w pogniecionych? Po co kobiety z małymi dziećmi deklarują, że będą robiły święta, zamiast po prostu z tego zrezygnować i dać się wykazać reszcie rodziny?
      • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 11:42
        > 2. Od wyjścia ze szpitala kobieta przejmuje całodobową opiekę nad dzieckiem. Ws
        > zyscy oczekują, że opiekując się dzieckiem (czyli przez pierwsze trzy miesiące
        > nie śpiąc, nie jedząc, czasem się myjąc) kobieta równocześnie zadba o dom, schu
        > dnie, ładnie się ubierze, powróci do pracy i życia towarzyskiego. Oczywiście za
        > dba o pozostałe dzieci - jeśli są, zorganizuje święta itp.

        A nie wydaje ci się że kobiety same na siebie tą presję nakładają?
        Żyją z przekonaniem że JA DAM RADĘ? Bo nie słyszałem jeszcze żeby ktoś kobietę po porodzie zmuszał do zajęcia się domem, innymi dziećmi itp, ale przypadki gdy kobieta jest przekonana że ona i tylko ona może to zrobić są na porządku dziennym. Nie obwiniam tu kobiet - po prostu środowisko i społeczeństo tak je ukształtowało.
        • simply_z Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 11:59
          czesto jest to rodzaj presji srodowiska ,bywa ,ze tatusiowie tez sie nie poczuwaja do obowiazku i matka musi robic wszystko sama.
          nie dziwie sie tez ,ze matki wkurzaja sie na celebrytki ale przeciez wiadomo ,ze np taka Angelina ma kilkanascie nianiek do pomocy i sama najwyzej bawi sie z dziecmi.
          • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 12:04
            simply_z napisała:

            > czesto jest to rodzaj presji srodowiska ,bywa ,ze tatusiowie tez sie nie poczuw
            > aja do obowiazku i matka musi robic wszystko sama.

            Oczywiście, ale nie zawsze jest to presja bezpośrednia. Częściej obopólne wewnętrzne przekonanie (wypracowane przez lata wzajemnej interakcji) że kobieta się tym wszystkim zajmie.
            Nie wspominając o tym że odpowiedzialność za dom/dzieci/wydatki itp itd daje kobiecie niemal wyłączne prawo do decydowania o sprawach dotyczących domu/dzieci/wydatków.
            To jak najbardziej jest władza (ale nie mówię tu o okresie połogu tylko ogólnie o rodzinie)
            • anna_sla Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 12:34
              masz dużo racji. U nas zawsze był problem z tym. Ja siedze w domu całymi dniami, mąż pracuje poza domem i to nie zawsze tylko 8 godzin i nie zawsze tylko 5 dni w tygodniu. I jak tu teraz podzielić obowiązki domowe i około-dzieciowe by było sprawiedliwie? Strasznie nie cierpię sprzątania, a i prania i jego składania również odkąd są to stosy prania! Nienawidzę też gotować i jest to też niezadowolenie nabyte (wcześniej lubiłam), bo cokolwiek zrobię zawsze co najmniej jednemu dziecku jest to dziś nie po nosie. Mimo, że np. kochają pierogi, ale akurat dziś ich nie chcą! Wczoraj zapytani co dziś zrobić na obiad, dziś tego nie chcą. Zwariować idzie. Mam niby czas na wszystko, ale chęci to ja aż tyle już nie mam i czuję się jak niewolnica... a mąż? Wraca np. po 10ciu godzinach pracy (w tym co najmniej 8 fizycznie) lub wymiąchany przez swą akurat sezonową alergię (bywa, że puchnie) i również nie ma ani ochoty ani siły cokolwiek zrobić. A na nianię czy gosposię funduszy brak. Dlatego nie ma i nigdy nie będzie chyba sprawiedliwego podziału, no bo jak to zrobić? Doskonale rozumiem męża, on doskonale rozumie mnie, ale zrobić to wszystko ktoś musi. I prawda jest taka, że kobiety wychowywane były (lub są, bo nie wiem jakie są statystyki obecnie wychowujących) w poczuciu obowiązku i odpowiedzialności za dom i dzieci. Obiad musi być podany, dzieci oporządzone, mąż po pracy musi odpocząć i nie ważne czy ta żona-matka pracuje zawodowo czy nie. I do dzisiaj jest tak jak jedziemy do mojej mamy, że zięciunio ma leżeć lub siedzieć i nic nie robić, bo cały tydzień pracował i musi odpocząć, więc nie może wynieść talerzy po obiedzie do mycia (o myciu nawet nie wspomnę!), nie może iść zobaczyć czy te wrzeszczące dzieci już się zarzynają. Nie. Mam to robić ja albo ona... oczywiście walczę z tym stereotypem, ale jednak on wciąż istnieje i jednak z nim weszłam w rolę żony i matki nim się kapnęłam, że w ogóle istnieje i wciąż w jakimś stopniu się odzywa..
        • koora.spacerowa Owszem, ja jestem taką kobietą 09.06.12, 18:44
          Mieszkamy z teściem, który jest stary i rzekomo wymaga opieki, a tak naprawdę służby. I on kilka dni po porodzie domagał się głośno obiadu - cytuję jego teksty "Bo ty masz obowiązki", "Mam nadzieję, że to się unormuje", "Kobiety mają po trójce dzieci i jakoś dają sobie radę". Nigdy mu tego nie zapomnę, od tej pory mam jego obiad w głębokim poważaniu. Kończyło się wielkimi awanturami i poczuciem krzywdy z jego strony, że jak to nie będę go obsługiwać z noworodkiem przy piersi. Jego wizja rodziny jest taka, że kobieta skacze wokół wszystkiego (targa zakupy drugą ręką pchając wózek, gotuje, sprząta, pierze i fantastycznie zajmuje się dzieckiem), a mężczyzna zajmuje się rzeczami wyższymi - czyli czyta gazety, ogląda TV, siedzi przed komputerem.

          Wieloma awanturami wybiłam mu z głowy jego wizję rodziny. Mąż jest na szczęście zupełnie inny.
        • policjawkrainieczarow Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 13.06.12, 16:43
          > A nie wydaje ci się że kobiety same na siebie tą presję nakładają?
          > Żyją z przekonaniem że JA DAM RADĘ? Bo nie słyszałem jeszcze żeby ktoś kobietę
          > po porodzie zmuszał do zajęcia się domem, innymi dziećmi itp, ale przypadki gdy
          > kobieta jest przekonana że ona i tylko ona może to zrobić są na porządku dzien
          > nym. Nie obwiniam tu kobiet - po prostu środowisko i społeczeństo tak je ukszta
          > łtowało.

          jezeli jest sytuacja pt. mama na macierzynskim/wychowawczym/wlasnie stracila robote, a tata w zwiazku z tym bierze nadgodziny, a bonusowo moze sie jeszcze platac dwu-trzylatek po domu, a nie ma wsparcia w postaci rodzicow czy rodzenstwa, bo moga mieszkac daleko, nie istniec, sami pracowac lub miec w dupie, to matka musi zadbac o dom i dzieci niezaleznie od presji spoleczenstwa, bo samo sie to nie zrobi.
      • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 12:05
        > kiedyś to kobiety sobie radziły" (kiedyś to babcie, starsze ciotki itp. nie pra
        > cowały zawodowo, więc kobieta miała w pierwszych tygodniach pomoc rodziny - pom
        > ijam, że ojcowie też byli zaangażowani w dom i zwłaszcza starsze dzieci. Tak cz
        > y siak "kiedyś" kobiety nie zostawały same w połogu, bo połóg traktowano niemal
        > jak jednostkę chorobową i kobieta spędzała go głównie w łóżku).

        Święta prawda. Kiedyś to połóg trwał, w zależności od lokalnych zwyczajów, kilka do kilkunastu tygodni. Średnio 6-8 i polegał na tym, że kobieta wylegiwała się w łóżku, przyjmowała gości i karmiła piersią dziecko, które ktoś jej do tego karmienia przynosił. Jej obowiązki, zarówno te związane z opieką nad dzieckiem, prowadzeniem domu i te z pracą w gospodarstwie, przejmowały inne kobiety. Najczęściej starsze dzieci i młodzież.

        Ja to bym zainicjowała jakąś ogólnokrajową akcję obalającą mity dotyczące kobiet. Np te, opowiadające jak to kobiety rodziły w polu, ładowały dzieciaka do chusty i wracały do pracy. Albo te, że kobiety dawniej to nie pracowały, tylko się leżały i pachniały a praca była na głowie mężczyzn. I dopiero te głupie feministki pogoniły je z szezlongów do fabryk.
        • female.pl Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 12:36
          berta-death napisała:

          > Święta prawda. Kiedyś to połóg trwał, w zależności od lokalnych zwyczajów, kilk
          > a do kilkunastu tygodni. Średnio 6-8 i polegał na tym, że kobieta wylegiwała si
          > ę w łóżku, przyjmowała gości i karmiła piersią dziecko, które ktoś jej do tego
          > karmienia przynosił. Jej obowiązki, zarówno te związane z opieką nad dzieckiem,
          > prowadzeniem domu i te z pracą w gospodarstwie, przejmowały inne kobiety. Najc
          > zęściej starsze dzieci i młodzież.
          >
          > Ja to bym zainicjowała jakąś ogólnokrajową akcję obalającą mity dotyczące kobie
          > t. Np te, opowiadające jak to kobiety rodziły w polu, ładowały dzieciaka do chu
          > sty i wracały do pracy. Albo te, że kobiety dawniej to nie pracowały, tylko się
          > leżały i pachniały a praca była na głowie mężczyzn. I dopiero te głupie femini
          > stki pogoniły je z szezlongów do fabryk.

          Hehehe, o czym Ty piszesz? O pologach trwajacych 6 tygodni, o kobietach wylegujacych sie w lozkach, o reszcie kobiet z rodziny chetnych do pomocy przy....Kiedy?? i gdzie? Zwlaszcza na wsi, gdzie do obrobienia bylo gospodarstwo z gadzina, reszta dziecek i tam mial trwac polog do 6 tygodni?? Wez berta, nie przesadzaj. Najczesciej wiekszosc obowiazkow spadalo na starsze dzieci. Gorzej bylo, jak te tez byly jeszcze male. Pewnie taka kobieta dostala pomoc od swojej matki, czyli babci ale nie trwalo to 6 tygodni, najwyzej pare pierwszych dni.
          Nawet 30- 40 lat temu zadna kobieta nie wylegiwala sie 6 tygodni w lozku po porodzie a rodzinna swita nie nosila jej dziecka do karmienia. Gdyz najczesciej reszta kobiet w rodzinie takze pracowala zawodowo.
      • martishia7 Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 12:18
        Ws
        > zyscy oczekują, że opiekując się dzieckiem (czyli przez pierwsze trzy miesiące
        > nie śpiąc, nie jedząc, czasem się myjąc) kobieta równocześnie zadba o dom, schu
        > dnie, ładnie się ubierze, powróci do pracy i życia towarzyskiego. Oczywiście za
        > dba o pozostałe dzieci - jeśli są, zorganizuje święta itp.

        Ta presja to jest moim zdaniem głównie w głowach kobiet. Dają się wkręcić w "wyścig zbrojeń" - która szybciej schudnie, która lepiej sobie radzi, która jest w stanie wziąć więcej obowiązków na siebie i być doskonałą. Jeżeli ktoś daje się w coś takiego wkręcić, to cóż- chcącemu nie dzieje się krzywda.
        • justysialek Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 09.06.12, 20:27
          Chyba tak sobie teoretyzujecie...

          Rzeczywistość jest nieco inna niż nasze wyobrażenia i to chyba najbardziej boli. Szczerze mówiąc na posiadanie dziecka się nie można przygotować - i tak Cię to zaskoczy. Niezależnie od tego ile książek przeczytasz, ile filmów obejrzysz i ile rodzeństwa wychowasz. Głównie dlatego, że każde dziecko jest inne a wzięcie pełnej odpowiedzialności za dziecko to co innego niż przyglądanie się, jak robi to mama.

          Opowieści koleżanek o ich macierzyństwie (lekkim czy trudnym) można sobie wsadzić, bo naprawdę każde dziecko jest inne i z każdym są zupełnie inne problemy (i na innych etapach). Natomiast możecie być pewni, że prędzej czy później będziecie mieć jakieś problemy z Waszym dzieckiem i to takie, że będziecie rwać włosy z głowy, krzyczeć, że dłużej już nie wytrzymacie albo siedzieć i ryczeć.

          Rady typu: powiedz mężowi, że dziś w nocy to on wstaje do dziecka - też można sobie wsadzić: są takie dzieci, które uspokoją się czy zasną tylko przy mamie, karmić piersią może tylko mama, tatusiowie często pracują w innym mieście, maja służbowe wyjazdy itp. Jeśli dziecko się dobrze drze, to nikt w domu (a nawet i w bloku) nie będzie tej nocy spał.

          Następna rada: bo matkom się wydaje, że wszystko muszą zrobić przy dziecku.
          Nie, nie wydaje im się. Po prostu muszą. Niestety nie można nigdy nie sprzątać, bo się utonie we własnym (oraz dziecka) g... Jakieś jedzenie też sobie trzeba zrobić, żeby przeżyć, a jak się karmi piersią to jeszcze dobrze, żeby to było coś sensownego.
          Wszystkim nieuświadomionym i bezdzietnym wyjaśniam: posprzątanie domu i ugotowanie czegoś ciepłego przy noworodku bez pomocy osób trzecich jest bardzo trudne. Ma się szczęście, jak dzieciak śpi 2h w dzień, bo mój spał może ze 2h ale licząc 6 razy po 20 minut.

          Prawda jest taka, że minimum pierwsze pół roku życia dziecka to czas, gdy matka prawie nie śpi, prawie nie je, żyje w syfie i nie ma na nic czasu. Mąż sie nie obija, tylko jest w pracy. Zdarzają się dzieci aniołki ale rzadko - a po drugiej stronie tęczy zdarzają się diabełki (czy jak kto woli dzieci kolkowe) i ich matki same się dziwią, że w ogóle przeżyły te pierwsze miesiące.

          P. S. Potem jest trochę łatwiej. Przynajmniej póki dziecko zdrowe.
          • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 00:13
            Z tym doświadczeniem nabytym podczas zajmowania się rodzeństwem czy innymi dziećmi, to chodzi o nabycie jakiejś podstawowej wiedzy i podstawowego doświadczenia w opiece nad dziećmi. Oczywiste jest, że nie sposób zetknąć się ze wszystkimi problemami jakie mogą na człowieka spaść, bo zawsze może się trafić jakaś choroba, czy zaburzenie, o którego istnieniu nawet się nie wiedziało.

            Natomiast w tych wszystkich artykułach o macierzyństwie, które zaskakuje i na które nie było się przygotowanym, to chodzi o takie podstawowe rzeczy, że matka nie spodziewała się, że niemowlaki tak długo spożywają posiłki i ona będzie musiała np pół godziny kiblować w fotelu zanim dziecko wypełni się mlekiem i to jeszcze kilka razy dziennie, co będzie dla niej ekstremalnie męczące i irytujące. Że kupa w pieluszce potrafi śmierdzieć a jak się brudnej pieluchy od razu nie wyrzuci, to cały dom prześmierdnie a człowiek nie ma siły, żeby sobie przypomnieć jak ma na imię a tu jeszcze do zsypu trzeba lecieć. Że jak dziecko wrzeszczy to z głośnością młota pneumatycznego i to w najbardziej irytującej tonacji. Że dziecko swoje waży i jak się go nosi na rękach to potem bolą i ręce i krzyże. Że jak się nie śpi kilka nocy z rzędu, to jest się wykończonym. Itp, itd.
            W związku z tym można założyć, że jakby taka matka jedna z drugą, we wczesnej młodości były zaprzęgnięte to roboty przy dzieciach, czy to swoich rodziców, rodzeństwa czy sąsiadów, to własne dziecko aż tak bardzo by je nie zaskakiwało. Co więcej, wiedziałyby od razu jak sobie radzić w takich podstawowych kwestiach i nie popadałyby co chwilę w stan beznadziei i bezradności. I co najważniejsze ich decyzja o posiadaniu dziecka byłaby bardziej świadoma, bo poprzedzona bardziej realistycznym wyobrażeniem tego, na co się decydują.
            Teraz większość kobiet decyduje się na dziecko, bo mają przed oczami wizję żywej lalki, którą będą się bawić, dadzą jej jakieś cudaczne imię, będą ubierać w cudaczne ubranka i kupować cudaczne gadżety. A to w konfrontacji z brutalną rzeczywistością może prowadzić do poważnych frustracji.
            • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 00:18
              berta-death napisała:

              > Z tym doświadczeniem nabytym podczas zajmowania się rodzeństwem czy innymi dzie
              > ćmi, to chodzi o nabycie jakiejś podstawowej wiedzy i podstawowego doświadczeni
              > a w opiece nad dziećmi. Oczywiste jest, że nie sposób zetknąć się ze wszystkimi
              > problemami jakie mogą na człowieka spaść, bo zawsze może się trafić jakaś chor
              > oba, czy zaburzenie, o którego istnieniu nawet się nie wiedziało.
              >
              > Natomiast w tych wszystkich artykułach o macierzyństwie, które zaskakuje i na k
              > tóre nie było się przygotowanym, to chodzi o takie podstawowe rzeczy, że matka
              > nie spodziewała się, że niemowlaki tak długo spożywają posiłki i ona będzie mus
              > iała np pół godziny kiblować w fotelu zanim dziecko wypełni się mlekiem i to je
              > szcze kilka razy dziennie, co będzie dla niej ekstremalnie męczące i irytujące.
              > Że kupa w pieluszce potrafi śmierdzieć a jak się brudnej pieluchy od razu nie
              > wyrzuci, to cały dom prześmierdnie a człowiek nie ma siły, żeby sobie przypomni
              > eć jak ma na imię a tu jeszcze do zsypu trzeba lecieć. Że jak dziecko wrzeszczy
              > to z głośnością młota pneumatycznego i to w najbardziej irytującej tonacji. Że
              > dziecko swoje waży i jak się go nosi na rękach to potem bolą i ręce i krzyże.
              > Że jak się nie śpi kilka nocy z rzędu, to jest się wykończonym. Itp, itd.

              Naprawdę czytałaś gdzieś artykuł matki zdziwionej faktem, że kupa śmierdzi a od niespania jest się zmęczonym? Pokaż!
              • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 11:53
                > Naprawdę czytałaś gdzieś artykuł matki zdziwionej faktem, że kupa śmierdzi a od
                > niespania jest się zmęczonym? Pokaż!

                Żeby tylko. U Drzyzgi kiedyś wypowiadał się ojciec, który był zszokowany tym, że dziecko po urodzeniu to jest fioletowe i zapleśniałe, bo na filmach to jest różowe i czyste. Oczywiście nie wiem czy to wyreżyserowane czy prawdziwe, ale znając ludzi i życie, to nie brakuje tego typu tatusiów.

                Cały czas mam na myśli, że posiadanie pewnego doświadczenia zdecydowanie ułatwia życie młodej matce. Bo nawet jak wie, że kupa śmierdzi a od niewyspania jest się zmęczonym, sfrustrowanym i ma się mordercze myśli, to jak się tego nie doświadczyło na własnej skórze, to nadal ma się tylko pewne mniej lub bardziej prawdziwe wyobrażenie o tym wszystkim. A na wyobrażeniach jak to będzie i jak ja sobie z tym poradzę, to można się nieźle przejechać.

                Do tego jak jak się ma czysto techniczną wprawę w opiece nad dzieckiem oraz logistycznym zarządzaniem spraw okołodzieciowych, to odchodzi co najmniej połowa stresów, bo nie trzeba się tego wszystkiego uczyć na własnych błędach. Matka, która w praktyce wie jak przewinąć, jak wykąpać, jak urządzić miejsce opieki, gdzie co trzymać, jak zarządzać czasem, jak przyrządzać posiłki, itp ma zdecydowanie łatwiej niż ta, która na dzień dobry spotyka się z chaosem i dezorientacją.
                A jak do tego potrafi sobie radzić w sytuacjach typowych dziecięcych chorób i przypadłości, typu kolka czy gorączka 40st, to można powiedzieć, że luzik. Stres będzie dotyczył tylko tego, że to jest jej dziecko, ona za to odpowiada w 100% i zawsze coś może pójść nie tak, bo np może się okazać, że z pozoru błaha choroba u tego konkretnego dziecka będzie miała jakiś nietypowo ciężki przebieg. A młodym matką lubią czarne myśli przychodzić do głowy. Natomiast sama sytuacja będzie czymś znanym, czymś z czym zetknęła się nie raz i doskonale wie jak sobie radzić z czysto technicznymi rzeczami. Wie co dziecku podać, jakie czynności wokół niego trzeba zrobić, kiedy po lekarza dzwonić, itp. Dla kogoś kto pierwszy raz się z czymś takim zetknął to katastrofa.
                • policjawkrainieczarow Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 13.06.12, 20:53
                  I caly czas sie mylisz. Kupe wystarczy powachac raz i wiadomo, ze smierdzi, mozna zreszta wlasna, nie trzeba latami trenowac na cudzych dzieciach, co do zmeczenia z niedospania zas - no mozna to wiedziec i co? czy od tego sie bedzie mniej zmeczonym? nie da sie wyspac na zapas, nie da sie na to przygotowac.
            • justysialek Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 10:35
              Ja chciałam dziecka, długo się staraliśmy, bardzo się cieszyłam będąc w ciąży.
              Jestem osobą rozsądną, wykształconą pedagogicznie, widziałam niejedno dziecko w życiu (zajmuję się zawodowo dziećmi z zaburzeniami). Wiem, że płaczą, chorują itp Zajmowałam się samodzielnie swoimi psami (miałam ich kilka), również gdy były chore, srały i rzygały. Potem zajmowałam się moim tatą, gdy był chory. Kupy mi nie straszne ;)
              Nigdy nie miałam wyidealizowanej wizji różowego bobasa. Jednak nic mnie nie mogło przygotować, na to co nastąpiło po narodzinach dziecka. Do tej pory zdarza mi się w krytycznych momentach myśleć: "W co ja się wpakowałam?! i Po co mi to było? Trzeba było sobie kupić psa a nie dziecko robić!". I akurat śmierdzące kupy to najmniejszy problem.

              Macierzyństwo to rewolucja. Trzeba zrezygnować prawie ze wszystkiego na rzecz nudnych i nieprzyjemnych czynności a w nagrodę można nie dostać nic przez bardzo długo albo małe coś raz na jakiś czas. Jedyną siłą napędową jest miłość, która jest silniejsza niż cokolwiek innego i to ona zmusza do kolejnego uśmiechu i ciepłych słów nawet po 6tej nieprzespanej nocy pełnej wrzasku i frustracji.
              .
              • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 12:11
                Z tego co pamiętam to nie zajmujesz się zawodowo noworodkami i niemowlakami. Nie masz też hordy młodszego rodzeństwa, którym zmuszona byłabyś się opiekować za młodych lat. Ani nie masz starszego rodzeństwa, których dziećmi byś się musiała zająć. Sąsiedzi też raczej cię nie angażowali do pomocy jak się któremuś dziecko urodziło. Jednym słowem nigdy nie terminowałaś pod okiem doświadczonej matki i nie przyuczałaś się w praktyce do opieki nad niemowlętami. W związku z tym nic dziwnego, że wiele rzeczy cię zaskakiwało, z wieloma nie umiałaś sobie poradzić i z wieloma sobie nie poradziłaś. Podejrzewam, że teraz jak już jesteś mądrzejsza o jedno dziecko, to w przypadku drugiego nie jedną rzecz zrobisz inaczej i niejeden raz się uśmiechniesz, że to cię kiedyś stresowało a przecież to nic takiego.
            • norra.a Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 13:51
              Wlasnie przez takie krwawe wizje jak ta tu powyzej zwlekalam z dzieckiem do 30tki.

              Moge miec zal do siebie, ze bralam sobie takie historie do serca i pretensje do osob tak piszacych czy kolezanek po przejsciach, ale przyszlo mi to zrozumiec dopiero po czasie. Zdaje sobie sprawe, ze zdarzaja sie jakies problematyczne dzieci i rozne niesprzyjajace zbiegi okolicznosci, ale na litosc boska, nie ma co z tego robic normy, takie demonizowanie macierzynstwa tez jest niebezpieczne i niesprawiedliwe.
              Dla mnie ciaza byla zupelnie bezproblemowa. Porod trwal jakies 4 godziny, troche bolalo ale zero traumy. Mowili mi, ze teraz dopiero sie zacznie, ale nic zlego sie nie zaczelo.... Owszem karmilam piersia co 2,5-3h, ale w tym czasie surfowalam w necie, czytalam ksiazki i ogladalam filmy czy ucinalam sobie drzemki z synem. W nocy tak samo, plakal to dostawal piers i spalismy razem. Uwazam, ze pierwsze miesiace zycia malego byly naprawde cudowne... jak w tych ckliwych reklamach. Schody sie zaczely w okolicach roku, gdy zostal odstawiony od piersi, zaczal chodzic i ustawiac wszystkich dokola :-) Ale przyniosly jeszcze wiecej frajdy.
              Kazdy problem dobrze jest przedstawic z dwoch stron, widze jednak, ze ostatnio dominuje ta czarna wizja macierzynstwa jako totalnego zniewolenia kobiety i pasma udrek, u mnie tak nie bylo, a uwazam sie za zupelnie przecietna i statystyczna osobe.
              • berta-death Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 14:13
                To wszystko jeszcze trzeba dopasować do swojej osobowości i nastawienia. Jeden będzie widział cel inny problem. Dla jednego wstawanie w nocy i karmienie co 2-3h nie będzie niczym szczególnym a inny będzie miał z tego powodu traumę do końca życia. Jeden ma taki system nerwowy, że jak trzeba to wstanie raz dwa, zrobi co trzeba, potem ledwo przyłoży głowę do poduszki to śpi jak zabity do następnej pobudki. A inny wybije się ze snu i mimo zmęczenia nie zaśnie a jak zaśnie, to snem nie powodującym regeneracji. Jeden jak trzeba coś zrobić, zrobi to od razu szybko, sprawnie i za chwilę nie będzie o tym pamiętał a inny w tym samym czasie jeszcze nie zmobilizuje się nawet do tego, żeby odkleić kanapę od tyłka. Jeden o stresujących sytuacjach zapomina w momencie ustania problemu a inny będzie to rozpamiętywał długie lata. Jeden ma poczucie humoru i wszystko obróci w żart i wesołą anegdotkę a inny będzie przeżywał tragedie za tragedią. Jeden jest wydolny i zorganizowany, potrafi poradzić sobie z kilkoma rzeczami na raz i jeszcze zrobić je na wczoraj a drugi to flegmatyk, któremu wszystko, łącznie z czasem, przecieka przez palce.

                A jak to ktoś kiedyś powiedział, tyle o sobie wiemy, ile nas sprawdzono, to dopóki człowiek nie zetknie się twarzą w twarz z daną sytuacją, to nie wie jak sobie z nią poradzi. I w przypadku macierzyństwa, jakieś doświadczenie, nawet jak nie z typowo dziecięcymi sprawami, to z jakimiś analogicznymi, bywa bardzo pomocne. Chociażby dlatego, żeby nabrać realistycznego wyobrażenia o swoich mocnych i słabych stronach.
                • norra.a Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 17:52
                  Ok, ja po prostu widze tendencje, ze tyle osob walczy ze stereotypem Matki Polki zakochanej w swoich dzieciach, ze niebezpiecznie przechyla sie to w druga strone i rysuje sie nowy obraz Matki Frustratki marnujacej zycie w domowym kieracie.
                  Ja naprawde widze na forach wiecej przestrog i czarnowidztwa niz autentycznej radosci z posiadania dzieci. Nawet jesli ktos ja odczuwa to niezmiernie rzadko uzewnetrznia, nowa moda?
              • justysialek Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 10.06.12, 22:37
                Gratuluję. Jednak nie powiedziałabym, że twój przypadek jest typowy. Osobiście nie znam kobiety, która powtórzyłaby Twoje słowa i jej dziecko nie ukończyło jeszcze 5 lat (...bo z latami pamięć zdecydowanie słabnie i zapomina się o złych rzeczach).

                Przecież napisałam, że dzieci są różne, że każde inne itd. Napisałam też, że opowieści innych kobiet można sobie wsadzić, bo z pewnością u nas będzie inaczej. Aczkolwiek uważam, że dobrze jest znać jedne i drugie.
                • norra.a Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 11.06.12, 17:37
                  Hmmm... nie uwazam sie za kogos wyjatkowego w moich odczuciach. Piec moich bliskich kolezanek z dziecmi ponizej dwoch lat otwarcie stara sie o nowego malucha... dwie inne juz sa w trakcie ciazy. Gdyby to bylo takie skaranie boskie, to kto by sie porywal na powtorke z rozrywki?
                  • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 11.06.12, 17:56
                    norra.a napisała:

                    > Hmmm... nie uwazam sie za kogos wyjatkowego w moich odczuciach. Piec moich blis
                    > kich kolezanek z dziecmi ponizej dwoch lat otwarcie stara sie o nowego malucha.
                    > .. dwie inne juz sa w trakcie ciazy. Gdyby to bylo takie skaranie boskie, to kt
                    > o by sie porywal na powtorke z rozrywki?

                    Bo kiedyś trzeba i tak odbębnić te trudne początki i lepiej za jednym zamachem?
                    Poza tym nikt chyba nie mówi że dzieci to tylko i wyłącznie skaranie boskie, chodzi tylko o to że to nie sam miód.
                    • norra.a Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 11.06.12, 18:04
                      No to sie ciesze, ze to co jest teraz (syn 1,5 roku) to "trudne poczatki". Jak dla mnie to teraz jest super fajnie a z Waszych slow wynika, ze bedzie jeszcze lepiej...
                      • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 11.06.12, 18:07
                        norra.a napisała:

                        > No to sie ciesze, ze to co jest teraz (syn 1,5 roku) to "trudne poczatki". Jak
                        > dla mnie to teraz jest super fajnie a z Waszych slow wynika, ze bedzie jeszcze
                        > lepiej...

                        Nie wiem jak będzie, ale bywa różnie - i to jest całe sedno tematu.
                        • norra.a Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 11.06.12, 18:24
                          my_favourite_axe napisała:

                          > Nie wiem jak będzie, ale bywa różnie - i to jest całe sedno tematu.

                          Nikt nie wie co bedzie jutro, moze byc ch...&%)(,. Ale szanse na to sa takie same i majac dziecko i go nie majac.
                          • my_favourite_axe Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 11.06.12, 19:01
                            norra.a napisała:

                            > my_favourite_axe napisała:
                            >
                            > > Nie wiem jak będzie, ale bywa różnie - i to jest całe sedno tematu.
                            >
                            > Nikt nie wie co bedzie jutro, moze byc ch...&%)(,. Ale szanse na to sa takie sa
                            > me i majac dziecko i go nie majac.

                            Jednakowoż szanse na nieprzespane noce rosną w przypadku posiadania dziecka.
                      • anna_sla norra.a 11.06.12, 22:44
                        Twoje dziecko ma 1,5 roku? To pogadamy za następne 3,5 roku :).... może w tym czasie doczekacie kolejnego potomka, bo to też ma stosunkowo duże znaczenie.

                        Na moim przykładzie, mimo trudnego (koszmarnego wręcz) roku z moją pierworodną, będąc mamą 2letnich bliźniąt i 4latki miałam wciąż w sobie taki wielki zastrzyk euforii w sobie, że marzyłam o czworaczkach. Byłam w siódmym niebie kiedy spotykałam się z koleżanką z porodówki, która również urodziła bliźniaki 2 dni po mnie. Obserwując te maluchy wszystkie razem.. coś cudownego. Miałam nieodpartą chęć pozostac mamą po raz kolejny, tęsknie wręcz zaglądałam innym mamom do wózków, zwłaszcza gdy były to bliźniaki. Byłam nieustraszona, znosiłam wiele z uśmiechem, np. ciągłe ściąganie ich z parapetów (mieszkamy na 3cim piętrze!!).... zaczęły się schody jak chłopcy zbliżali się do 4tych urodzin i tzw. bunt czterolatka. Pierwszy raz bez bólu wywieźliśmy przy najbliższej możliwej okazji dzieciaki do babci na tydzień. I wcale nie zdążyłam zatęsknić... kocham ich i cudownie jest być ich mamą, mam wspaniałe dzieci mimo wszystko, ale często nie chcę być już wyłącznie ich mamą i spędzać z nimi w tle każdą swoją wolną chwilę, każdy weekend..
                        • norra.a Re: norra.a 12.06.12, 08:51
                          Jestes bardzo dobrą mamą! Ja moje dziecko zostawilam pierwszy raz na 2 tygodnie gdy mialo 10 miesiecy :-( Mimo, ze byla to koniecznosc (delegacja) to przyznam, ze dobrze mi zrobil taki wyjazd i wielkich wyrzutow sumienia nie mialam, bo nie ukrywam, ze bycie w domu z dzieckiem to jest jednak ciezka praca...
                          Mimo tej ciezkiej pracy i nieprzespanych nocy, dalej uwazam, ze warto i macierzynstwo to najpiekniejsze co mnie spotkalo... Narzekam tu na forum na to, ze wg mnie przyszla moda na podkreslanie swojego zmeczenia i zniewolenia, a nikt juz nie wspomina o tym co dostaje sie w zamian.

                          Gdy rozmawiam z bezdzietnymi kolezankami to one szybko wylapuja i zapamietuja z moich wypowiedzi to, ze spalam tylko 3 godziny w nocy i to, ze musielismy zrezygnowac z czestego jedzenia na miescie... natomiast totalna abstrakcja dla nich jest gdy opowiadam o wzruszeniach i emocjach, ktore mi syn funduje. I ja to rozumiem, bo wiedza czym jest przespana noc i umieja sobie wyobrazic co sie dzieje jak sie czlowiek nie wyspi, ale z czym moglyby porownac bycie rodzicem, jezeli nie ma nic do tego zblizonego?

    • good_morning Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 12:06
      przeciez to nie nowina, ze powoli zatracamy w ogole zdolnosc uzywania mozgu
      co widac po niektorych pytaniach na forach
      i rosnacym zapotrzebowaniu na roznych 'przewodnikow' zyciowych ;)
      • simply_z Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 12:20
        a wytlumacz mi skad taka kobieta ma wiedziec czym jest macierzynstwo?
        dawniej ludzie wychowywali sie w rodzinach wielopokoleniowych i starsze dzieci opiekowaly sie mlodszymi.Obecnie wiele osob nawet nie trzymalo niemowlaka:)
        • good_morning Re: Przeciez nikt mnie nie przygotowal! 06.06.12, 12:24
          nie chce mi sie
          pomysl sama ;P
    • oskarek25 wątek z forum Rodziny wielodzietne z wyboru 06.06.12, 12:33
      forum.gazeta.pl/forum/w,16714,136383746,,Life_is_brutal_.html?v=2
      Młoda kobieta, 31 lat, pięcioro dzieci. Do poczytania, dla tych, którzy też się nie spodziewają...
    • kora3 Widzisz to chyba nie jest takie proste 11.06.12, 08:16
      jak zakładasz....

      No bo w sumie masz 100 procent racji: dorosły człowiek moze i powinien przewidzieć, ze pojawienie sie dziecka w jego życiu zmieni to zycie dośc radykalnie, na dłuższy czas.

      I jasne, ze nie brak ludzi, którzy "wpadną" i dziecko się pojawia niejako awansem, a pewnie i takich, którzy wcale nie sa gotowi na dziecko mentalnie, ale już wypada, bo iles tam po slubie, zegar tyka itd. Tylko, ze tak się składa, ze baby blues, czy depresja pojawia się u kobiet, które dziecka chciały i zaplanowały jego nadejscie, a takze u takich, które wcale nie prowadziły przezd porodem życia pełnego andrenaliny, której po urodzeniu dziecka zaczyna brakować. Pamietajmy, ze ciąza i poród to spore zawirowanie takze hormonalne, to takze spory wysołek dla organizmu.
      Kobitki czasem po prostu wysiadają kondycyjnie. Do tego dochodzi nierzadko nieznane dotąd poczucie ogromnej odpowiedzialnosci. Inaczej człowiek czuje się odpowiedzialny za inną dorosłą osobę,a inaczej za kogoś całkowicie od człowieka zaleznego, czesc siebie.
      • berta-death Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 11.06.12, 16:20
        To nie jest kwestia baby bluesa tylko tego, że współczesny świat nie jest przyjazny matce i dziecku.

        Współczesne kobiety to pierwsze pokolenie kobiet, które zostało pozostawione samo sobie w opiece nad dziećmi. Nasze matki i babki miały standardowo do pomocy matki, babki, teściowe, ciotki, siostry, siostrzeńców, bratanków, starsze dzieci czy kogokolwiek kto się nawinął. To było oczywistą oczywistością, że jak się komuś urodziło dziecko, to trzeba tam podesłać kogoś do pomocy. I to realnej pomocy a nie do gadania i dawania dobrych rad. A jak ktoś był zamożniejszy, to oczywistą oczywistością było, że w takiej sytuacji zatrudnia pomoc. Żadna matka nie była samodzielną matką.
        Dodatkowo współczesne kobiety to pierwsze pokolenie kobiet, które nie ma żadnego doświadczenia w opiece nad dziećmi. Nierzadko własne dziecko jest pierwszym, jakie kiedykolwiek na oczy widziały na żywo. Z opowieści rodzinnych, to np taka moja prababka zanim urodziła własne dziecko, to musiała wybawić 6 młodszego rodzeństwa. Zatem niemowlę nie było jej ani obce ani straszne.
        I jeszcze współczesne kobiety to również pierwsze pokolenie kobiet, które dzieciństwo i młodość spędziło wyłącznie na wysiadywaniu kanapy, gapieniu się w TV, zabawie i bieganiu na randki. Pokolenie, które nierzadko nawet łóżka w życiu po sobie nie zaścieliło ani szklanki po herbacie nie umyło, nie wspominając o poważniejszych rzeczach. Jedyny obowiązek to chodzenie do szkoły, z czego wymigiwało się aż miło. I jak takiemu leniowi i pasożytowi, który w życiu palcem nie kiwnął i nigdy za nic nie odpowiadał, nagle spada na głowę tyle obowiązków i odpowiedzialności, to nic dziwnego, że we frustracje i depresje popada.
        • my_favourite_axe Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 11.06.12, 18:00
          berta, ile matek musi ci jeszcze napisać że znało obsługę niemowlaka, a i tak własne dziecko to było wymagające zadanie?
          Kilka powyżej próbowało, ale to nie zagroziło w żadnym stopniu twojej teorii (podkreślam słowo teorii).
          • berta-death Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 11.06.12, 18:30
            A gdzie ja napisałam, ze dziecko to nie jest wymagające zadanie? Ja tylko napisałam, że dla kogoś kto wie z autopsji na co się decyduje, takie zadanie, mimo, że nadal wymagające, odpowiedzialne i wyczerpujące, nie jest szokującym zaskoczeniem. I żadna z matek wypowiadających się na forum, nie miała wcześniej praktycznego przygotowania do całodobowej opieki nad dziećmi, ze szczególnym uwzględnieniem niemowląt, w związku z tym nie może powiedzieć jakby jej macierzyństwo wyglądało, oraz czy w ogóle by się na nie zdecydowały, jakby takie przygotowanie miały.
            • my_favourite_axe Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 11.06.12, 19:03
              berta-death napisała:

              > A gdzie ja napisałam, ze dziecko to nie jest wymagające zadanie? Ja tylko napis
              > ałam, że dla kogoś kto wie z autopsji na co się decyduje, takie zadanie, mimo,
              > że nadal wymagające, odpowiedzialne i wyczerpujące, nie jest szokującym zaskocz
              > eniem. I żadna z matek wypowiadających się na forum, nie miała wcześniej prakty
              > cznego przygotowania do całodobowej opieki nad dziećmi, ze szczególnym uwzględn
              > ieniem niemowląt, w związku z tym nie może powiedzieć jakby jej macierzyństwo w
              > yglądało, oraz czy w ogóle by się na nie zdecydowały, jakby takie przygotowanie
              > miały.

              Bo nasze prababki już w wieku 10 lat dostawały dzieciaka na tydzień i nara:)
              oj, berta, widzę że teoriom twoim nikt nie zaszkodzi, nawet opowieści matek które mają to doświadczenie za sobą.
              • kora3 mam znajomą neonatolog 12.06.12, 00:21
                zanim urodziła swoje dzieci pracowała już dobrych kilka lat na oddziale, nierzadko z dziecmi z problemami, nawet nie tyle nierzadko, co czesto. Jej 1. syn przyszedł na swiat zdrowy, bez komplikacji i zonk. Kobiete przyzwyczajoną do nocnych dyzurów, płaczu dziecka i to niejednego, do pasjio doprowadzało jej własne dziecko - w zasadzie standardowe - bez wiekszych problemów.
                Nie radziła sobie z tym, ze nie wyrabia, że jewst stale zmeczona, ze jest nieatrakcyjna w swym pojeciu, ze nie ogarnia tematu itd.
                • berta-death Re: mam znajomą neonatolog 12.06.12, 12:27
                  Ale neonatolog, tak jak i reszta personelu medycznego, po pierwsze ma znieczulicę zawodową, więc nie jest wrażliwa ani na cudze cierpienie ani na cudze potrzeby ani na cudze wrzaski. A już na pewno nie odczuwa żadnego sentymentu do pacjentów, nie mówiąc o uczuciach wyższych. Po drugie pacjent dla nich to tylko przypadek, do którego ma czysto przedmiotowy stosunek, kawał mięsa, który trzeba zdiagnozować, zaaplikować mu leki i wykonać określone zabiegi. Uda się to się uda, nie uda, to się nie uda. Umrze to umrze, zostanie kaleką to zostanie, zdrowienie będzie okupione cierpieniem to będzie, ważne, żeby zostało to uznane jako przypadek losowy a nie błąd lekarski. A po trzecie każdy dyżur się kończy, można iść do domu, zapomnieć o problemach zawodowych i zająć się innymi sprawami. A nawet na dyżurze, to siedzi się w dyżurce, albo śpi a nie zawraca głowę ciumkaniem do pacjentów. I jeszcze ma się urlopy, weekendy, niezłe wynagrodzenie i szacunek społeczny.

                  To o czym ja piszę, to nie dotyczy czysto technicznych umiejętności przy dziecku. Bo tego to bardzo szybko można się nauczyć, chociaż jak się jest kompletnie zielonym, to te pierwsze dni nauki faktycznie mogą być dodatkowym stresem. To chodzi o całokształt, te wszystkie obowiązki i odpowiedzialność, które nigdy się nie kończą.
                • anna_sla Re: mam znajomą neonatolog 12.06.12, 22:31
                  hehe... wiesz z którymi sąsiadami mamy największy problem w związku z hałasem jaki generują moje i nie moje dzieci u nas?? Z panią psycholog (zajmuje się dziećmi wczesnoszkolnymi) i nauczycielką :D:D. Żadna starsza osoba nie skarżyła się tak na nasze dzieci, a większość naszych sąsiadów to ludzie po 60tce.
                  • six_a Re: mam znajomą neonatolog 12.06.12, 23:05
                    > wiesz z którymi sąsiadami mamy największy problem w związku z hałasem j
                    > aki generują moje i nie moje dzieci u nas??

                    i to jest dziwne? te osoby mają hałas przez cały dzień i w domu chciałyby pewnie odpocząć, a starsze osoby często mają słabszy słuch, stąd może dzieci mniej im przeszkadzają.
              • berta-death Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 12.06.12, 12:41
                A nie dostawały tych dzieci? Większość społeczeństwa to byli wielodzietni mieszkańcy wsi pracujący w gospodarstwach rolnych. A w takich gospodarstwach praca jest na okrągło i dzieli się na prace lżejsze, takie jak wypasanie krów, karmienie kur i bawienie małych dzieci i na cięższe jak oranie, koszenie zboża, noszenie wody ze studni, itp. Ja cały czas mówię o tym co było w większości przedwojennych polskich domów. I nie było bata, wszyscy musieli pracować, żeby rodzina miała z czego żyć. A prace rozdzielało się według możliwości domowników. Najsilniejsi i najstarsi byli angażowani do najcięższych prac a młodszym i słabszym przypadały w udziale lżejsze. I tylko i wyłącznie dlatego dzieci zajmowały się młodszym rodzeństwem. Dorośli byli zajęci innymi sprawami, takimi, którym dzieci nie byłyby w stanie podołać.
                Życie w rodzinach robotniczych, czy rzemieślniczych wyglądało podobnie. Jak tylko matka z jakiegoś powodu musiała zająć się jakimiś cięższymi i poważniejszymi pracami, to opiekę nad najmłodszymi przejmowało starsze rodzeństwo. I nie tylko nad najmłodszymi, bo lżejsze obowiązki związane z prowadzeniem domu, też były na barkach nieletnich.

                Oczywiście, że nie trwało to 24h/dobę i nie było to tak, że dzieci dostawały dzieci na utrzymanie i wychowanie, bo jak taka matka z ojcem skończyli swoje prace, to zabierali się też za te lżejsze. Starsze dzieci musiały realizować obowiązek szkolny, więc przynajmniej na czas lekcji rodzice byli sami w domu z maluchami. Matki karmiły piersią przed długi czas, kontrolowały, czy wszystko jest w porządku, itp. Ale tak czy owak, opieka nad dziećmi, zwłaszcza małymi, rozkładała się na wszystkich domowników, nie było tak, że jedna osoba była skazana na bycie całodobową niańką, bez możliwości urlopu.
                • my_favourite_axe Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 13.06.12, 18:45
                  berta-death napisała:

                  > Oczywiście, że nie trwało to 24h/dobę i nie było to tak, że dzieci dostawały dz
                  > ieci na utrzymanie i wychowanie, bo jak taka matka z ojcem skończyli swoje prac
                  > e, to zabierali się też za te lżejsze. Starsze dzieci musiały realizować obowią
                  > zek szkolny, więc przynajmniej na czas lekcji rodzice byli sami w domu z maluch
                  > ami. Matki karmiły piersią przed długi czas, kontrolowały, czy wszystko jest w
                  > porządku, itp. Ale tak czy owak, opieka nad dziećmi, zwłaszcza małymi, rozkłada
                  > ła się na wszystkich domowników, nie było tak, że jedna osoba była skazana na b
                  > ycie całodobową niańką, bez możliwości urlopu.


                  To coś zupełnie innego, oczywiście że w wielopokoleniowych domach jest większy luz jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem, bo to się rozkłada na więcej opiekunów. Ale ty nie o tym przecież pisałaś. Pisałaś że dzisiejszy neonatolog nie umie zająć się niemowlakiem bo zna się na tym gorzej niż przedwojenne dziesięciolatki. Są jakieś granice absurdu.
                  • berta-death Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 13.06.12, 19:26
                    To może czytaj uważnie co piszę. Gdzie ja napisałam, że neonatolog nie potrafi zająć się dzieckiem. Technicznie pewnie potrafi, zwłaszcza w zakresie zaspokojenia podstawowych potrzeb fizjologicznych, dobrania odpowiedniej karmy czy kosmetyków pielęgnacyjnych, potrafi też pewnie zdiagnozować i wyleczyć. Natomiast czy sprawdzi się jako matka to inna sprawa. Macierzyństwo to zupełnie inna bajka niż bycie lekarzem. Od lekarza nikt nie wymaga, żeby opiekował się kimś 24h/dobę, zmieniał mu pieluchy, karmił, nosił na rękach, wyprowadzał na spacery, dbał, bawił się, był na każde zawołanie, itp. Od lekarza też nikt nie wymaga emocjonalnego angażowania się w sprawy pacjentów. Nawet nie wymaga, żeby był dobrym lekarzem.
                    Tak jak z nauczycielami czy psychologami. Świetni w teorii, niekiedy nawet w pracy zawodowej nieźli a jak przychodzi co do czego i trzeba te umiejętności i wiedzę przełożyć na własne życie, to najczęściej klapa.
                    • my_favourite_axe Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 13.06.12, 19:54
                      berta-death napisała:

                      > To może czytaj uważnie co piszę. Gdzie ja napisałam, że neonatolog nie potrafi
                      > zająć się dzieckiem. Technicznie pewnie potrafi, zwłaszcza w zakresie zaspokoje
                      > nia podstawowych potrzeb fizjologicznych, dobrania odpowiedniej karmy czy kosme
                      > tyków pielęgnacyjnych, potrafi też pewnie zdiagnozować i wyleczyć. Natomiast cz
                      > y sprawdzi się jako matka to inna sprawa. Macierzyństwo to zupełnie inna bajka
                      > niż bycie lekarzem. Od lekarza nikt nie wymaga, żeby opiekował się kimś 24h/dob
                      > ę, zmieniał mu pieluchy, karmił, nosił na rękach, wyprowadzał na spacery, dbał,
                      > bawił się, był na każde zawołanie, itp. Od lekarza też nikt nie wymaga emocjon
                      > alnego angażowania się w sprawy pacjentów. Nawet nie wymaga, żeby był dobrym le
                      > karzem.
                      > Tak jak z nauczycielami czy psychologami. Świetni w teorii, niekiedy nawet w pr
                      > acy zawodowej nieźli a jak przychodzi co do czego i trzeba te umiejętności i wi
                      > edzę przełożyć na własne życie, to najczęściej klapa.

                      Ale cały czas chodzi o to, że własne dziecko to zawsze coś nowego, nawet dla zaprawionej w bojach 10-latki-akuszerki. Rozumiesz?
                      Ten neonatolog, czy jak ktoś tam powyżej pisał wieloletnia opiekunka to są przykłady obalające to co piszesz w każdym poście: że dzisiejsze kobiety mają traumę bo pierwszy raz w życiu widzą małego człowieka jak im wyjdzie z brzucha. Stwierdziłaś nawet że nie dają rady bo nie przyszło im wcześniej do głowy że kupa śmierdzi, a od niespania jest się zmęczonym (nie to co 6-letnie opiekunki przed wojną, które odchowały już trójkę młodszego rodzeństwa zarywając nocki).

                      I proszę cię, jeśli mi odpiszesz, to nie wklejaj jeszcze raz tego samego.
                      • berta-death Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 13.06.12, 20:21
                        Czy ty nie rozumiesz, że ani akuszerki ani opiekunki, które przychodzą sobie do pracy na ileś tam godzin, czynią swoją powinność, powinność, która jest dość wąsko wyspecjalizowana, inkasują pensję i wracają do domu, nie mają na głowie ani jednej dziesiątej tych obowiązków, odpowiedzialności i uciążliwości, które ma matka?

                        Przykładu z tymi przedwojennymi kilkulatkami nie dałam bez powodu.
                        Taka dziewczyna zanim została matką, to nie dość, że musiała czynnie uczestniczyć w bawieniu niemowlaka a potem w opiece nad starszym dzieckiem, to nawet w chwilach kiedy nie zajmowała się dzieckiem, to i tak z nim była. Nie mogła zamknąć się w swoim pokoju i nałożyć słuchawek na uszy, bo oddzielnego pokoju na ogół nie było, mp3 też nie.

                        Jednym zdaniem można to podsumować, że współczesne kobiety, jakikolwiek zawód by nie uprawiały, nie mają doświadczenia pt "dziecko w rodzinie" albo "dziecko w gospodarstwie domowym", co bardziej oddaje sens problemu. A jak do tego dojdą sytuacje w stylu, że ktoś nie spodziewał się, że kupa śmierdzi, to faktycznie można się załamać.
                        • my_favourite_axe Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 13.06.12, 20:51
                          berta-death napisała:

                          > Czy ty nie rozumiesz, że ani akuszerki ani opiekunki, które przychodzą sobie do
                          > pracy na ileś tam godzin, czynią swoją powinność, powinność, która jest dość w
                          > ąsko wyspecjalizowana, inkasują pensję i wracają do domu, nie mają na głowie an
                          > i jednej dziesiątej tych obowiązków, odpowiedzialności i uciążliwości, które ma
                          > matka?

                          Czy ty nie rozumiesz że ja nie napisałam że wystarczy bawić cudze dziecko żeby wiedzieć jak to jest być matką.
                          To Ty piszesz że kilkulatki przedwojenne wiedzą jak być matką bo dostawały dzieciaka jak rodzice szli w pole, a dzisiejsze kobiety nie widziały dzieci na oczy i stąd cały problem.

                          > Jednym zdaniem można to podsumować, że współczesne kobiety, jakikolwiek zawód b
                          > y nie uprawiały, nie mają doświadczenia pt "dziecko w rodzinie" albo "dziecko w
                          > gospodarstwie domowym", co bardziej oddaje sens problemu. A jak do tego dojdą
                          > sytuacje w stylu, że ktoś nie spodziewał się, że kupa śmierdzi, to faktycznie m
                          > ożna się załamać.

                          A to o kupie akurat sama wymyśliłaś i teraz przytaczasz jak znany powszechnie fakt :).
                          Naprawdę matki nie świrują dlatego że pieluszkę trzeba zmienić a ona śmierdzi.

                          Jednym słowem - wielopokoleniowe rodziny pomagają w wychowywaniu (może wyjdźmy już z tego czasu przeszłego - mam taki przykład pod nosem - młoda matka tylko karmi dziecko), ale przyjęcie całkowitej odpowiedzialności za dziecko, przestawienie całego życia na inny tryb to zupełnie inna sprawa.
                    • policjawkrainieczarow Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 13.06.12, 21:05
                      uwielbiam czytac, jak przeczysz sama sobie. naajpierw opowiadasz cos o treningach dla kandydatek na przyszle matki, ze niby gdyby wiedzialy, ze kupa smierdzi, to by ogarnely. Potem sie okazuje, ze trening to nic, bo mozna przez niego miec miec znieczulice.

                      Macierzynstwo to zupelnie inna bajka niz bycie lekarzem, ale tez zupelnie inna bajka niz bycie jakakolwiek opiekunka, czy to z wielodzietnej rodziny, czy platna. Ergo: zaden trening tego nie zastapu, zaden trening do tego nie przygotuje.
                      • berta-death Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 14.06.12, 01:30
                        Nie przeczę sama sobie. Podałam tylko kilka różnych powodów, dla których współczesnym kobietom trudniej jest wejść w macierzyństwo niż dawniejszym. Większość tych powodów można wsadzić do pliku pt "brak praktycznego doświadczenia z dzieckiem w rodzinie". U większości kobiet sprowadza się to do problemów emocjonalno logistycznych. Nie mniej jednak całkiem spora część nie posiada również umiejętności czysto technicznych, co, mimo, że szybko można się ich nauczyć, to wywołują dodatkowy stres. A takich, które nie posiadają nawet podstawowego wyobrażenia o tym jak wygląda dziecko i różne związane z nim sprawy, łącznie z tym, że brudna pielucha śmierdzi niemiłosiernie, też nie brakuje.

                        A to, że młode matki spotyka cała masa innych niespodzianek, np takich, że zostają sam na sam z dzieckiem bez niczyjej pomocy, to kolejna kwestia. Podobnie to, że dziecko ładuje rodzinę w dodatkowe finanse i przyczynia się do kłopotów z pracą. Tylko czy takie rzeczy na pewno są zaskakujące i można je podpiąć pod wątek o tym, że nie było się na to przygotowanym?
            • policjawkrainieczarow Re: Widzisz to chyba nie jest takie proste 13.06.12, 21:01
              Owszem, kazda matka mająca węcej niz jedno dziecko miala takie doswiadczenie....
        • kora3 Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś skraj 12.06.12, 00:00
          nie niesprawiedliwa.

          Przede wszystkim - nieprawdą jest jakoby dwa, trzy pokolenia wczesniej kobiety zawsze miały pomoc przy wychoiwywaniu dzieci opraz doswiadczebie w obrabianiu rodzeństwa. Choćby moja babcia, owszem to rodzeństwo miała, ale była zeń najmłodsza. Jej bracia blizniacy mieli po 17 lat, jak sie urodziła, a siostra -15. I bracia i siostra się uczyli, gdy babcia przyszła na swiat. Ona też z nańczeniem rodzeństwea doswiadczenia nie miała. KJolejne pokoilenie to pokolenie mojej mamy. Fakt, jej rodzice pomagali w opiece nade mną, bo w wieku 28 lat została wdowa, ale jej siostrom, które w tak dramatycznej sytuacji niue były - nie. W miejscu gdzie się urodziłam, wychowałam i przezyłam wiekszą czesc zycia mnostwo było młodych kobiet, które przyjechały tam do pracy z innych regionów, popoznawały facetów takze zamiejscowych i nie było tam zadnych babć, ciotek, sióstr itp, do pomocy przy dzieciach. Matki, tesciowe, rodzeństwo to te kobity miały w odległych o dziesiatki i setki kilosów miejscach, a dzieci mogły posłać do dziadków najwyzej na wakacje.
          • simply_z Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 10:03
            Berta wie lepiej:)
            na temat macierzynstwa
            • kora3 Wiesz, własne zdanie mozna mieć 12.06.12, 10:11
              ale musi być jakoś logicznie umocowane wg mnie. A to co napisała wspomniana kolezanka to serio stek bzdur - mam na mysli to o tym, ze współczesne matki to pierwsze pokolenie kobiet, które nie wyniańczyły gromady ropdzeństwa i dalszych krewnych, czy też którym nikt w niańczeniu nie pomagał.
              Takie zwyczaje to moze gdziesik po wsiach panowały dwa pokolenia wstecz, ale na pewno to nie był już wówczas jakiś standard:)
              Dwa - nawet trzy pokolenia wstecz ludzie mieli zapewne statystycznie wiecej dzieci, ale te dzieci się uczyły, studiowały, a nie obrabiały wszystkie gopodarkę i rodzeństwo. Kobiety już wówczas dośc powszechnie pracowały, a migracja zwiazana z zatrudnieniem choćby w latach 60-70 w inne regiony kraju zarówno kobiet, jak i meżczyzn była spora i takie rodziny, które sie zakładały w nowym regionie nie miały zadnych babć, cioć i krewnych.
              Pochodze ze Śląska i do nas naprawde kupa ludzi z róznych czesci kraju przywedrowała. Babcie i dziedków to te dzieciaki miały gdzieś tam het w Polsce. Chodziły do złobka i przedszkola. Nie na darmo moje pokolenie nazywa się pokoleniem "klucza na szyi" (wiesz o czym mówię?:)), wiec wiem, po prostu wiem, ze wywody Berty na ten temat to jakiś absurd
              • simply_z Re: Wiesz, własne zdanie mozna mieć 12.06.12, 11:30
                oczywiscie ,ze tak .Mazowsze ,okolic Lodzi ,zreszta nawet moja babcia przywedrowala z w sumie niezbyt odleglego ,ale jak na tamte czasy i brak srodkow transportu nie tak znow blisko polozonego miejsca i sama musiala zajmowac sie wszystkim ,nie mowiac o tym ,ze w miedzyczasie wybuchla wojna i przetrwanie stalo sie priorytetem.
                • berta-death Re: Wiesz, własne zdanie mozna mieć 12.06.12, 20:58
                  simply_z napisała:

                  > oczywiscie ,ze tak .Mazowsze ,okolic Lodzi ,zreszta nawet moja babcia przywedro
                  > wala z w sumie niezbyt odleglego ,ale jak na tamte czasy i brak srodkow transpo
                  > rtu nie tak znow blisko polozonego miejsca i sama musiala zajmowac sie wszystki
                  > m ,nie mowiac o tym ,ze w miedzyczasie wybuchla wojna i przetrwanie stalo sie p
                  > riorytetem.

                  Rzekła simple_z, ekspertka od dzieci i spraw dawnych dziejów. :)
          • berta-death Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 12:15
            Oczywiście, że uprościłam to wszystko, ale prawda jest taka, że współczesne kobiety w porównaniu do swoich babek czy prababek, są mniej przygotowane do pełnienia macierzyńskich obowiązków. Zawsze zdarzały się wyjątki, ale zazwyczaj w dawnych czasach kobiety miały pomoc przy dzieciach. Zazwyczaj też starsze dzieci miały całkiem dorosłe i poważne obowiązki domowe. Rzadko się zdarzało, żeby kobieta po raz pierwszy widziała niemowlę na oczy dopiero jak urodziła własne dziecko. Rzadko się tez zdarzało, żeby o blaskach i cieniach macierzyństwa wiedziała tylko z mediów i opowieści koleżanek.
            • twojabogini Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 13:07
              Berta ma rację - współcześnie kobiety jako ogół są znacznie mniej przygotowane do macierzyństwa. Znacznie mniej przygotowani są również mężczyźni - zarówno do opieki nad dzieckiem jak i nad kobietą w ciąży i w okresie połogu. To rodzi wiele problemów - i tam gdzie mogłaby być szczęśliwa mama i dziecko - jest kobieta wybuchająca co chwilę płaczem, totalny bałagan, zmęczenie i do tego bezradny mężczyzna, który nie wie o co chodzi i jak miałby to ogarnąć.
              W mojej opinii to wszystko w dużej mierze jest skutkiem zaniku zjawiska połogu - czasu w którym mama może dojść do siebie i jest pod szczególną opieką. Celebrytki na wyścigi wracają do pracy niemal z sali porodowej, pisma dla rodziców pokazują szczupłe mamy na salach porodowych, albo z laptopem, teczką w garniaku na szpilach i z niemowlakiem pod pachą - i taki wzorzec utrwala się w społeczeństwie i w samych kobietach i ich partnerach: jak najszybciej schudnąć, jak najszybciej wrócić do codziennych zajęć - a tymczasem w normalnych warunkach tak się nie da (to znaczy nie w takim tempie - bez niań, plastyki brzucha, sprzątaczki itp.).
              Zaczyna się nowe życie - inne. Szkoda, że dla wielu kobiet start jest tak trudny. Doświadczyłam różnicy - jako młoda kobieta byłam w pierwszych tygodniach po porodzie otoczona opieką, wsparciem, nikt ode mnie niczego nie wymagał - miałam czas dojść do siebie. Odpoczywałam, karmiłam, czytałam, cieszyłam się maluchem. To był wspaniały okres.
              Jako mężatka i mama powtórna - spotkałam się z zupełnie inną reakcją, otoczenie oczekiwało, że jak najszybciej "do siebie dojdę". Jako matka i mężatka miałam być tą matką-polką co to i odkurzy i lekcji dopilnuje i obiad ugotuje. Byłam na to przygotowana - uprzedziły mnie koleżanki. Nie dałam się zwariować - ale takie ogólnego wsparcia i czasu na dojście do siebie bardzo mi brakowało.
              Bardzo ładny opis połogu znalazłam tu:
              manufakturaradosci.blox.pl/2010/09/Kobieta-w-pologu.html
              • raohszana Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 21:07
                Która pod szczególną opieką była to była - jak miała służbę to była. Reszta harowała i od czasu do czasu któraś umierała. Tyle, że dawniej wśród ludu prostego nie było takiej jazdy na macierzyństwo i robienia z tego halo - ot, typowa kolej rzeczy, nie ma się co patyczkować. A pany bogole mieli niańki, bony i mamki.
                • berta-death Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 21:31
                  Masz jakiś stereotypowy i mocno wykrzywiony obraz życia kobiet w dawnych epokach. Nie jest prawdą, jakoby harowały od świtu do zmierzchu, podobnie jak nie jest prawdą, że własnoręcznie zajmowały się dziećmi. Matka i żona pełniła bardziej rolę zarządcy domowego gospodarstwa niż kogoś kto samodzielnie obrabia całą gawiedź. Co nie oznacza też, że leniła się. Każdy musiał pracować na swój wikt, opierunek i dach nad głową, bez względu na wiek i płeć, tylko, że każdy według swoich fizycznych możliwości.
                  Co do połogu, to opowieści o tym, że kobiety rodziły w polu, przegryzały pępowinę, zarzucały dziecko w chuście na grzbiet i wracały do pracy, są mocno podkoloryzowane. Takich cudów to nawet w przypadku niewolnic nie było.
                  • raohszana Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 21:35
                    No przecież napisane, że nie obrabiały dzieci. Bogatsze miały od tego służbę, biedniejsze - zwyczajnie miały średnio w poważaniu co się z dzieciskami dzieje, zajmowały się nimi starsze lub nikt. Przy czym "zajmowały" to eufemizm, bo tyle o ile.
                    Natomiast jeśli kobiety nie harowały - to co robiły? Co robiła gospodyni na wsi? A ta co miała służbę to nie harowała w polu ani przy dzieciach, bo miała od tego służbę. Nie widziałaś rozgraniczenia na dwie grupy w poście?
                    • berta-death Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 21:53
                      Z tą harówką to też lekka przesada. Zwłaszcza w przypadku kobiet wiejskich. W takiej Galicji to gospodarstwa rzadko przekraczały hektar, a to przecież poletko 100x100m i to jeszcze kilka, albo i więcej osób na tym pracowało. Zwierząt też mieli garstkę, stadko kur, krowę, świnię, bo nawet stajni nie było na tyle dużych, żeby więcej tego pomieścić. Problemem tych ludzi była bieda, bo nie sposób było z tego zapewnić utrzymanie na jakimś godziwym poziomie wszystkim domownikom. Ale na pewno na nadmiar pracy nie narzekali.
                      Wschodnie tereny nie lepsze. Może w centrum i na zachodzie były większe gospodarstwa, ale za to należały do bogatych właścicieli, których stać było na wynajęcie pracowników, a reszta była zwykłymi najemnymi robotnikami rolnymi, którzy też nie byli jakoś szczególnie forsowani.
                      • raohszana Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 21:56
                        Podaj mi, proszę, źródła konkretne, to chętnie o tym poczytam.
                        • berta-death Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 22:16
                          Jakie źródła? Dotyczące życia w dawnych epokach, czy wielkości gospodarstw galicyjskich? Wystarczy poszukać czegokolwiek na hasło Galicja, przedwojenna demografia, itp. Przecież nie piszę na podstawie konkretnego artykułu, bo bym wtedy wkleiła link albo cytat. Podobnie na hasło połóg też można znaleźć informacje jak to dawniej bywało. Natomiast co wg ciebie będzie źródłem wiarygodnym a co nie, to nie mnie oceniać.
                          Faktem jest tylko to, że nie spotkałam się nigdzie z żadnym potwierdzeniem tych wszystkich stereotypowych poglądów na temat tego, że ludzie dawniej strasznie harowali, że kobiety od razu po porodzie szły w pole, ani tego, że kobiety samodzielnie zajmowały się swoimi dziećmi, godząc pracę w gospodarstwie z obowiązkami macierzyńskimi.
                          • raohszana Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 22:52
                            Dotyczące tego, iż praca nie była nazbyt ciężka. Jakiekolwiek?
                            O wiarygodności jeszcze nic nie było, nie dorabiaj tekstu gdzie go nie było. O konkretnych - czyli konkretny tytuł publikacji, artykułu.
                            Swoją drogą - pańszczyzna to też była lekka robota?
              • berta-death Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 22:28
                Ja bym tutaj jeszcze dołożyła to co Raohszana napisał, dawniej ludzie mieli swoje dzieci w dupie. Ani takiej matce specjalnie nie zależało na kolejnym dziecku, ani nikt na taką matkę szczególnej presji nie wywierał. Zdrowo się chowało, to dobrze, chorowało to też uszło. Przeżyło to przeżyło, umarło to umarło. Było szczęśliwe i dobrze sobie radzące to dobrze, nie było, to nikomu to nie przeszkadzało. Przesypiało całe noce to ok, nie przesypiało to dostawało wywar z maku. Uczyło się dobrze to jak były pieniądze to się go posyłało do szkół, nie uczyło się albo pieniędzy nie było, to szło do jakiegoś terminu albo przejmowało schedę po rodzicach.
                Na tyle dzieci ile wtedy mieli, to jak jedno wyszło ponadprzeciętnie na ludzi, a zawsze jakieś się trafi co ma dobre geny i samo z siebie na ludzi wyjdzie, to wystarczało za sukces wychowawczy. A, że któreś się totalnie stoczyło, to też mieściło się w statystykach, więc nikt sobie włosów z głowy nie wyrywał.
                • raohszana Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 12.06.12, 22:55
                  W takim starożytnym Rzymie to dziecko było własnością nawet.
                  W ogóle całe to "macierzyństwo" nijak się miało do tego co jest teraz - wyobrażenie o tym było nawet inne. A teraz to wielkie halo jest, wtedy dzieci się po prostu miało i już.
                  W sumie nie da się nauczyć macierzyństwa na podstawie wizji przeszłości.
              • policjawkrainieczarow Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 13.06.12, 21:31
                twojabogini napisała:

                > Berta ma rację - współcześnie kobiety jako ogół są znacznie mniej przygotowane
                > do macierzyństwa.

                Nie tyle mniej przygotowane, ile "przygotowane inaczej". Frustracja wynika nie z tego, ze nagle odkrywają, ze kupa smierdzi, conajmniej, jakby własnej nigdy nie poczuły, tylko z tego, że po pierwsze, spotykaja się z presją, jakiej kiedys nie było, po drugie, zyja w społeczenstwie, w którym wartośc kobiety opiekującej się dzieckiem na rynku pracowym i społecznym jest mniejsza niz zero, te wszystkei poradniki w portalach i artykulach rekrutacyjnych typu "jak ukryc employment gap, jesli sie bylo na wychowawczym", conajmniej, jakby się próbowało ukryc odsiadke w pierdlu itd.

                Naprawdę nie wiem, jakich to specjalnych przygotowan współczesne kobiety nie mają i czego im w związku z tym brakuje?
            • kora3 Berto, ale zdecyduj się 13.06.12, 08:23
              czy chcesz porównywać współczesne kobiety do tych z okresu miedzywojennego, czy do tych 2-3 pokolenia wstecz. Bo to zupełnie inna bajka.

              Owszem, jeszcze przed II wojną instytucje nianiek, mamek, pokojówek, guwernerów otd w pewnych warstwach były standardem. A w innych wielopokoleniowe rodziny z gromadą nieuczacego sie rodzeństwa obarczanego opieką nad młodszym.

              Prawda jest taka, że pokolenie dzisiejszych około 70-latków niemowlakami było w czasie wojny, wiec w ogóle w ekstremalnym okresie, a około 60-latków w czasie wprowadzenia obowiazku szkolnego, migracji za atrakcyjniejsza pracą do innych regionów itd.

              Z tego pokolenia jest moja mama. Ma dwie siostry, jedną starszą rok, drugą młodszą 4 lata. Z oczywistych przyczyn ani ona, ani jej starsza siostra nie mogły się w wieku niemowlęcym opiekować najmłodsza, bo zwyczajnie były za małe.

              Kiedy przyszło na swiat dziecko starszej siostry mej matki, czyli mój kuzyn, moja mama miała 18 lat i za dwa tygodnie zaczynała swój pierwszy semestr studiów. Ich najmłodsza siostra miała tych lat 14 i własnie zaczęła naukę w średniej szkole.

              Znów z oczywistych przyczyn na pewno nie zajmowały się dzieckiem swej siostry.

              Ich matka, a moja babka pracowała. Owszem, wszystko fachowo mogła jako matka 3 dzieci, które bez pomocy matki, czy siostry wychowała oraz pielegniarka na oddziale dzieciecym ciotce przekazać, ale zajmowac się jej dzieckiem stale nie mogła. Tesciowa mej ciotki takze pracowała, podobnie jak ojciec i tesc. Siostra jej meza uczyła sie w klasie maturalnej.

              Moja ciotka jako młodziutka matka i tak miała lepiej niż inne dziewczyny w adekwatnej sytuacji, bo była miejscowa i miała meza takze miejscowego. Zatem dorywczo, podkreslam dorywczo (!!!) mogla liczyć na to, ze komuś z rodziny na pare godzin dziecko powierzyć moze.

              Duzo kobiet w podobnej sytuacji nie miało nikogo takiego nawet na pare godzin, bo pochodziło z innych czesci Polski, podobnie jak ojcowie ich dzieci.

              Jak wiec mozna mówić, ze pokolenie powiedzmy na okrągło mozliwych prababek obecnych niemowlaków miało wszelką pomoc rodziny?:)

              Bero - nie miało !!! Nie było też jednorazowych pieluszek, podgrzewaczy, wyboru mleka w proszku, laktatorów, były za to trudności ze zdobyciem wszystkiego dla dziecka i nie tylko i pralki "Frania" bez wirowki.

              Chodzi mi tylko o to, zebyś zrozumiała, ze 3 pokolenia wstecz wcale standardem nie było 1,5 miesieczne lezenie w połogu i czereda chetnych do opieki nad potostwem krewnych.

              Za to były wobec matek mniejsze wymagania, a wsród dzieci mniejszy wyscig szczurów. Dla ludzi było normalne, ze kobita po porodzie jest na macierzyńśkim, a zwykle takze potem na wychowawczym, ze przytyła i ma rozstepy, że donacza "ciązówki" mając już dziecko, bo nic nie mozna kupić, że ma zylaki po ciązy i wałek na brzuchu. Wtedy to był standard, a jesli zdarzyło się inaczej to był szczesliwy uśmiech losu, a nie obowiazek.


              Korcia
              "droga ekspresowa do serca faceta nie wiedzie wcale przez żołądek...Jest hmmm nieco ponizej .. na mapie- oczywiście :)"
              • berta-death Re: Berto, ale zdecyduj się 13.06.12, 11:45
                Cały czas mam na myśli czasy przedwojenne i dalsze, czyli te, kiedy kobiety żyły jeszcze względnie blisko natury w wielodzietnych i wielopokoleniowych rodzinach. Bogate rodziny, które miały pieniądze na opiekunki to się nie liczą, bo i dzisiaj takich nie brakuje.

                Nawet tuż po wojnie sporo kobiet żyło jak ich matki i babki, mimo, że już nie miało się wtedy licznego potomstwa. Większość nie pracowała zawodowo, tylko zajmowała się prowadzeniem domu. Nie wszystkie migrowały, nie wszystkie migrowały samodzielnie. Natomiast prawie wszystkie miały niepracujące zawodowo matki, babki, starsze ciotki, itp. Było komu dzieci podrzucać. Sytuacje, gdzie młodzi rodzice oddawali dzieci dziadkom na wieś na wychowanie, nie były rzadkością.

                Nie mniej jednak już wtedy w PL obserwowano pewną zmianę sytuacji rodzinnej i stosunku do dzieci. Na zachodzie ten trend zapewne powstał wcześniej.
                Te wszystkie poradniki dotyczące ograniczonej opieki nad dziećmi, które dzisiaj są potępiane przez wszelkiej maści autorytety, powstały w wyniku społecznego zapotrzebowania. Skoro matka nie miała nikogo do pomocy w domu ani przy dziecku, nawet zaawansowanego sprzętu AGD i jeszcze miała iść na 8h do pracy, dojazdów do tej pracy nie wliczając, to nie było bata, żeby jeszcze to dziecko mogła karmić piersią, karmić na żądanie, wstawać do niego w nocy, nosić na rękach, bawić się z nim, itp.
                Nikt nie wymagał od rodziców, żeby zaspokajali coś więcej, niż podstawowe potrzeby fizjologiczne dziecka, nikt się nie zaharowywał, żeby dziecko miało jakieś gadżety, edukacyjne zabawki, markowe ciuchy, czy zajęcia pozalekcyjne. Miało szkołę, czasem dom kultury albo klub sportowy coś zorganizował i to wystarczało. Nikt się też nie stresował co z niego wyrośnie, wystarczyło, że pilnowali, żeby się nie chuliganiło, nie wagarowało i lekcje odrabiało.
                O przemoc w rodzinie nikt się nie czepiał, a tej nie brakowało. W latach 60-70 prawie 70% amerykańskich matek przyznawało się do uderzenia 5mies dziecka. A im dziecko starsze to tym ten proceder się nasilał. W PL zapewne było tak samo. Jeszcze w latach 80 nawet w publicznych miejscach widok matki okładającej dziecko, nawet takie które w wózku jeszcze jeździło, wrzeszczącej na nie i szarpiącej go, był codziennością. Nikt się tego nawet nie wstydził, to wręcz było powodem do dumy opowiadanie koleżankom która dzisiaj wlała dziecku.
                We wcześniejszych epokach też była przemoc, tylko nie słyszało się, żeby ona dotyczyła niemowląt i małych dzieci. Dałaby matka takiemu starszemu dziecku, czy służącej tłuc niemowlaka.

                Może faktycznie nieco przesadziłam, że współczesne kobiety to pierwsze pokolenie samodzielnych matek, powinno być jedno z pierwszych. Ale na pewno, tak jak piszesz, jest to pierwsze, od którego wymaga się niemożliwego. Pierwsze, które niemal w całości ma pracujące matki i teściowe. Wśród moich szkolnych koleżanek, to na palcach jednej ręki można policzyć te, które miały niepracujące matki. I im jest teraz łatwiej, bo dzieci w zasadzie oddały tym matkom na wychowanie. Część mieszka z tymi matkami i korzysta z tego, że im te matki domy prowadzą, łącznie z gotowaniem, sprzątaniem, itp.
                • policjawkrainieczarow Re: Berto, ale zdecyduj się 13.06.12, 21:42
                  > Ale na pewno, tak jak pi
                  > szesz, jest to pierwsze, od którego wymaga się niemożliwego.

                  no niby tak, ale jak porównuję siebie z moją mamą, której czas macierzyństwa przystał na czasy pieluch tetrowych, sokowirówki, pralki frani z wyżymaczką i opcją płukania prania w wannie, czekania z siatami po pół godziny lub dłuzej na przystanku na autobus, polowanie na jedzenie w sklepach, przerabianie ubrań, bo w sklepach albo nie było, albo były jakieś koszmarki, to nie bałdzo mnie ciągnie, żeby się zamienic.
                  • berta-death Re: Berto, ale zdecyduj się 13.06.12, 22:25
                    Pokolenie twojej matki, zapewne to samo co i mojej, co prawda nie miało ułatwiających życie gadżetów dzieciowych w stylu jednorazowe pieluchy, czy jedzenie w słoiczkach, nie miało też pomocy mężów ani zaawansowanego sprzętu AGD. W zamian za to nie miało też obsesji na punkcie cellulitu, obwisłych piersi, rozstępów, nadwagi, nieogolonych nóg, ani nawet świeżo umytych puszystych włosów. Nie miało stresów związanych z pracą, bo czy się stoi czy się leży 2tys się należy. I jeszcze można było sobie w godzinach pracy skoczyć coś załatwić i szef się nie czepiał. Kobiety siedziały masowo na urlopach wychowawczych, niekiedy i po 6lat albo i dłużej jak miały więcej niż 2 dzieci i nie bały się, że nie wrócą do pracy.
                    Nie było jakiegoś wyścigu szczurów ani presji, żeby dzieci były naj naj, miały czas wypełniony od rana do wieczora a pokój wypchany po sam sufit zabawkami edukacyjnymi. W związku z tym nie musiały się stresować skąd brać na to wszystko kasę ani jak zapewnić dziecku jak najlepszy start w życiu. Nawet nie było presji, żeby o te dzieci jakoś szczególnie chuchać i dmuchać. Nikt się nie czepiał jak biegały samopas po świecie ani nawet tego, że czasem któreś wypadkowi uległo. Nawet przemoc była dozwolona, więc jak się matka sfrustrowała, to mogła sobie spokojnie na dziecku odreagować i też nikt się nie czepił. Jeszcze jej racje przyznali.
                    Każde czasy mają swoje plusy i minusy.
                    • policjawkrainieczarow Re: Berto, ale zdecyduj się 13.06.12, 23:58
                      berta, imaginuj sobie, że nie byłam wtedy zahibernowana, nie musisz mi mówic, jak sie wtedy zylo. Ale ciesze sie, ze zauwazasz w koncu, ze kazde czasy maja swoje plusy i minusy, tak, te dzisiejsze tez.
                      • berta-death Re: Berto, ale zdecyduj się 14.06.12, 00:46
                        Przecież ja cały czas dostrzegam, że każde czasy mają swoje plusy i minusy. Samo to, że dawne kobiety miały niezły trening, zanim założyły własną rodzinę, świadczy o tym, że lekkiego życia nie miały. Ja tam wolałabym samodzielnie do dziecka wstawać z butelką przez parę miesięcy, niż przez całe życie nosić wodę ze studni, doić krowy i robić parę innych ciekawych rzeczy.
            • policjawkrainieczarow Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 13.06.12, 21:25
              berta-death napisała:

              > Oczywiście, że uprościłam to wszystko, ale prawda jest taka, że współczesne kob
              > iety w porównaniu do swoich babek czy prababek, są mniej przygotowane do pełnie
              > nia macierzyńskich obowiązków.

              Prawda jest taka, że nie trzeba specjalnych przygotowan, więc ten rzekomy ich brak nie robi różnicy i nie w nim jest problem, tylko w braku realnego wsparcia w realnym czasie macierzynstwa.
              • twojabogini Re: Moim zdaniem upraszczasz do absurdu i jesteś 14.06.12, 22:05
                policjawkrainieczarow napisała:

                > Prawda jest taka, że nie trzeba specjalnych przygotowan, więc ten rzekomy ich b
                > rak nie robi różnicy i nie w nim jest problem, tylko w braku realnego wsparcia
                > w realnym czasie macierzynstwa.

                Tu się zgodzę. Tyle, że nawet w takim zakresie kobiety nie są przygotowywane do macierzyństwa. Nikt im nie mówi, że na jakiś czas zostaną ze wszystkim same. I że będzie to traktowane jako normalne. I że z tego powodu będą padać na ryj i mieć wszystkiego dość. Że będą zazwyczaj wyizolowane.
                Nawet między sobą kobiety rzadko się przyznają do tego. Zazwyczaj w opowieściach po paru latach dobrze sobie ze wszystkim radziły, może tylko dzidziuś kaprysił albo słabo spał. Tatuś pomagał we wszystkim (pracując po 12 na dobę).
                Nie ma ani słowa o poczuciu osamotnienia, braku wsparcia i rozczarowania - nie nie macierzyństwem, ale właśnie tą samotnością. I nagłym spadkiem znaczenia i wartości. Po kobiecie z małym dzieckiem w naszym społeczeństwie w hierarchii jest już chyba tylko menel. Ocena atrakcyjności fizycznej obu tych obiektów wypada zaś bardzo podobnie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja