Beczelnośc ludzkka nie zna granic:(

18.06.12, 14:23
Niespecjalnie szokują mnie objawy skąpstwa u ludzi, ale tym razem spotkałam się z przegieciem.

Dwoch moich znajomych wybiera sie w dośc odległą podróż (relatywnie), w to samo miejsce. Jeden z nich dysponuje samochodem, drugi akurat nie (ma współny z zoną, a tej jest w tym czasie potrzebny). Umówili się więc, że pojadą samochodem tego pierwszego. Pierwszy kolega jedzie w to miejsce reprezentując organizację społeczną i nie bedzie miał zwrotu za paliwo, drugi - jedzie tam służbowo i bedzie miał zwracane koszty, tyle, ze w przyszłym miesiącu.
Wg mnie i pierwszego kolegi naturalne jest, ze ten drugi powinien przynajmniej pokryć koszty połowy paliwa. Wg tylko mnie :) - ładnie byłoby, zeby takze postawił jakiś obiad w podróży, bo jakby nie tamten, to tłukłby sie pociągiem, albo autokarem 2 razy dłuzej.
Tymczasem niezmotoryzowany na ten moment kolega wyznał, ze "udało mi się, bo A ta jedzie, nic nie wydam na podróż, a jeszcze mi koszty zwrócą" . W pierwszej chwili mnie zatkało. Gośc około 40, niebiedny, źle nie zarabiający. Drugi ma skromniejszy budżet, bo żona nie pracuje, zarabia też raczej mniej niż tamten.
Powiedziałam kolesiowi, ze jest bezczelny i robi z siebie łachmaniarza - tak dosłownie. On się nawet nie obraził, tylko zdziwił, bo "przecież A tak czy owak tam jedzie, ze mną czy beze mnie". Na to, że niezaleznie od tego, czy kolega tam jedzie i tak, ale wyswiadcza mu przysługę przecież wcale nie wpadł. A już na to, ze wypadałoby się dorzucić i jeszcze zrewanzować to w ogole. Pierwszy raz spotykam się z tak chamskim wykorzystywaniem innych i brakiem przyzowitosci w sprawach kasowych w bliższym otoczeniu. W szoku jestem ..,,.
    • wez_sie a wiesz co ja bym mu powiedzial? 18.06.12, 14:27
      wierz co ja bym mu powiedzial? won, tak samo jak tobie i twojemu watkowi.
      • gocha033 na krzywy ryj... 18.06.12, 14:32
        wez_sie napisał:
        wierz co ja bym mu powiedzial? won, tak samo jak tobie i twojemu watkowi

        ale poki co, to sam chcesz zalapac sie na ten watek tez "na krzywy ryj" - co :)
    • spawacz.drewna Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 18.06.12, 14:28
      no i ?
    • Gość: mechantloup Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( IP: *.internetdsl.tpnet.pl 19.06.12, 15:30
      Jak to się mówi, wódka wasza w gardła nasze.
      Dość codzienna praktyka.
      Ja jedną taką czasem gdzieś podwoziłam bo po drodze do pracy miałam, a jak pytałam, czy by mnie nie mogła podwieźć (też po drodze), to ona zawsze taaaaaka zapakowana, że nie ma miejsca w samochodzie. Już nie wożę, olewam.
    • kol.3 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 21.06.12, 22:59
      A nie zauważyłaś że im kto ma więcej pieniędzy tym bardziej pazerny i tym bardziej dziaduje?
    • tsaria Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 19:19
      Ja w pracy mam podobny przypadek.
      Kobieta koło 50tki, jej mąż ma dobrze prosperującą firmą.
      Codziennie ją podwozi jeden z pracowników po koleżeńsku, a ta nawet nie spyta czy mu coś za paliwo zwrócić, bo przecież i tak by jechał i tyle samo musiałby spalić z nią czy bez niej, ale że ona musiałaby zamawiać taxi/jechać autobusem to już nie ważne, przecież to za darmo. I tak już dobre kilka lat.
      I jeszcze oburzona jak tego pracownika nie ma , a żaden inny jej nie chcę podwieść :P bo "co komu szkodzi jak jedzie, żeby i mnie wziąść".
      • vandikia Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 19:37
        no właśnie "co komu szkodzi kogoś wziąć" skoro jedzie tą samą trasą i i tak jedzie
        oczekiwać za przysługi kasy? beznadzieja, albo z góry mówić stawkę za kilometr albo nie proponować podwózek, wspólnych podróży, nie godzić się, a później za plecami obrabiać tyłek

        kilka lat jeździliśmy po kolegę z mężem, co ranek, odbijaliśmy z naszej trasy ok 10 minut i w życiu mi do głowy nie przyszło, żeby oczekiwać jakiejś opłaty czy prezentu czy niewiadomo czego
        lubiliśmy się, to wystarczyło, podróż była fajniejsza, ciekawsza
        dlatego wypowiedzi w tym wątku mnie jednak lekko szokują, że tak mało bezinteresowności w ludziach jest

        • pamana Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 20:57
          Czym innym chyba jest podwózka w tym samym mieście "po drodze" a czym innym podróz iles tam km i jeszcze dostac zwrot za podróż.
          Nie widzę nic dziwnego z dzieleniu kosztów, w końcu opłaca się to obu stronom bo inaczej musiałby zaplacić więcej ,tłuc sie pociągiem i być zależnym od pkp czy pks.
          p.
        • tsaria Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 21:36
          Ale wypada zapytać, żeby osoba podwożaca nie czuła się wykorzystywana i nie mówię tu o podwózkach raz kiedyś, ale codziennych, trwających latami, przynajmniej ja to tak odbieram, ale ja to ja, nie potrafiłabym tak. Nawet jak podwożący nie chcę kasy, to zawsze można mu coś kupić w podziękowaniu za przysługę, wg mnie tego wymaga zwykła uczciwość.
        • lacido Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:04
          a to nie chodzi o top, że koleś wyłudzi od zakładu pracy zwrot kosztów których nie poniósł zamiast dołożyć się do tego kto te koszty rzeczywiście poniesie?
          dla mnie to logiczne, że powinno sie zaproponować partycypowanie w kosztach
          • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:24
            a jak on te koszty ma wyłudzić? pewnie dostaje ryczałt za delegację, wtedy kompletnie nie ma znaczenia czy pojedzie tym samochodem czy innym, a jak nie ryczałt, to faktury musi mieć na paliwo czy bilety jako potwierdzenie poniesienia kosztu.

            no ale fajnie, że autorka zajęła się dzieleniem tej niezagospodarowanej kasy :|
        • kora3 Widzisz Van 23.06.12, 12:43
          ja też woziłam kolezankę przez 3 miesiace co drugi dzień na rehabilitację ( w tym samym miescie, ale kawałek drogi) wcale w tej okolicy nie majac interesu i jeszcze na nią czekałam. I zadnej kasy za to nie chciałam (choć kolezanka proponowała) i owszem przyjełam jej zaproszenie na obiad, bo bardzo nalegała, a ja wiedziałam, ze poczuje sie niezrecznie, jesli odmówie. Ale jest pewien szczegół - mnie było na to stać po prostu, a kolezanka bliska.

          Podobnie ja ochoczo przyjełam zaproszenie do samochodu kolegi, który jechał służbowo w kierunku miejsca zamieszkania moich rodziców i zaproponował mi je, wiedzac, ze się tam wybieram. I wiedziałam, ze zadnych pieniedzy ode mnie nie weźmie. Jemu kosztów nikt nie zwraca, ale on sobie wrzuca w koszty działalnosci koszt paliwa, a nawet jakby pojechał rekreacyjnie, to i tak byłoby go na to stac i nie rozwazałby ewentualnie jazdy innym środkiem transportu ze wzgledów finansowych. Mimo to, znając z góry odpowiedź - zaproponowałam kasę. Na zdumione oburzenie zareagowałam zaproszeniem na obiad i odpoczynek do domu moich rodziców (wczesniej z nimi uzgodniwszy, ze moze być taka sytuacja, co dla nich nie stanowiło kłopotu). Kolega się wzbraniał, ze kłopot bedzie dla nich, ale zadzwoniłam do mamy, dałam mu tel. i upewnił się, ze jest oczekiwanym gosciem:)

          Wszystko zalezy od sytuacji Van, stopnia zazyłości. Generalnie lubie zrobić komuś przysługę i sama wiele razy korzystałąm z ludzkiej uprzejmości, czy życzliwosci bez zadnej kasy. Gdybym ja jechała takze bez zwrou kosztów w to miejsce, zabrałabym tego buraka nie oczekując propozycji zwrotu kosztów, naprawdę (znaczy teraz, jak wiem jaki jest, to nie, za kare:)), ale mnie stac na to i pasazer w aucie to dla mnie tylko miłe towarzystwo jest, a nie ulga dla portfela.
          • kseniainc Re: Widzisz Van 23.06.12, 13:03
            ja za podwózki też nie kasuję nikogo;-)
            Jak mam wieźć powietrze, to mogę i pasażera;-)
            ALE jeśli robię przysługę i jeszcze mam podwozić, odwozić, czekać......to już oczekuję np.czekolady;-p
            • kora3 ja czekolady nie lubię 23.06.12, 13:19
              i nie lubię też ludzi, którzy uprzejmośc biorą jak naleznosc. Domyslam sie,ze rozumiesz o co mi chodzi. Inna sprawa, jak ktoś chce się jakoś zrewanzować, a druga strona odmawia, a inna - gdy nawet dziekuję nie usłyszysz, bo "przeceiż i tak jedziesz, idziesz itd.".

              Z podwózkami, czy zabieraniem kogoś - mam tak samo, jak Ty :). Ale w tym przypadku jest tak, ze kolega kierowca w zasadzie rozwazał jazde niekoniecznie samochodem w to miejsce (jemu kosztów podrózy nikt nie zwraca) kiedy jeszcze miał sie wybrać w pojedynkę. Po zapytaniu kolegi pasazera zgodził się go zabrać samochodem, pewny, ze ten bedzie partycypował w kosztach paliwa, tymczasem wygląda na to, ze nie ma zamiaru.
              Fakt, jego wina, ze nie postawił sprawy od poczatku jasno - pojade autem, jesli dorzucisz mi sie do paliwa, jesli nie - jade pociągiem/autobusem.
              Ale w sumie normalny człowiek dorzuciłby się bez takiej zachety, a w kazdym razie wyraził taką gotowosc mając zwrot kosztów i na uwadze to, ze tamten nic takiego nie ma, a sytuację materialną ma taką sobie. Inna sprawa gdy ktoś takiej propozycji odmawia, a inna gdy ona nie pada. Moizm zdaniem z tym przypadku (podróż dosc daleka, czy autem, czy innym srodkiem transportu koszt rzedu kilku stówek) paść powinna.
              • kseniainc Re: ja czekolady nie lubię 23.06.12, 13:32
                Tak domyślam się o co Tobie "biega".Nie znalazłam się nigdy w takiej sytuacji, ponieważ jestem konkretną osobą i nie dopuszczam w codzienności do niedomówień;-)
              • kochanic.a.francuza Nie lubie takiego przeliczania kazdego litra benzy 25.06.12, 17:04
                Albo zabieram kogos albo nie zabieram, a jesli zabieram bo licze na zwrot kosztow o o tym informuje.
                Dopiero ten watek pomogl mi zrozumiec sytuacje sprzed lat: ktos oferuje mi ze moge z nim pojechac jakies sto km do innego miasta. Ja: "To swietnie". Za jakis czas ten ktos, ze nie jedzie bo tamto siamto, konkretnie nie wiedzialam o co chodzi. A pewnie chodzilo o to, ze chcialam jechac "na krzywy ryj" i nie zaproponowalam benzyny. Sorry, ale w takim przypadku to ja czuje sie wykorzystana, bo ktos upatrzyl ze wybieram sie do tego miasta, wiec wykorzysta mnie, bo tez ma tam interes. A skoro na benzyne ode mnie nie moze liczyc, to odwoluje wycieczke i pewnie jedzie tam sam, tylko beze mnie. Szok.
                Inna sytuacja: podwoze babke do szpitala, matka jej choruje, wiec podwoze, co mi tam. Baka sie pyta ile mi za benzyne zaplacic-dla mnie nieco jak w morde dostac: uwaza, ze sobie dorabiam na jej chorobach? Potem zaprosila mnie na grilla i teraz ten watek znowu mi w twarz strzelil, bo pomyslalam, ze grill byl zwrotem za benzyne.
                Czy juz nie da sie spotykac z ludzmi bez kalkulatora w rece?
                • kora3 Kochanico - żaden kalkulator 26.06.12, 08:50
                  A wiekszosci sytuacji nie da się wsadzić w ciasne ramy schematu.

                  Inna sprawa jest, jeśli ktoś Ci proponuje miejsce w swoim samochodzie, inna - gdy o nie prosisz. Inna jest relacja miedzy bliskimi znajomymi, inna z ledwie znanymi osobami, co innego, gdy ktoś prosi o podrzucenie go do lekarza, a co innego - na wesele np. A w końcu, co moim zdaniem niebagatelne - co innego, gdy dla podwożacego koszta zwiazane z tą przysługą są bzdetem, a co innego jesli powazną dziurą w portfelu.

                  I tu mamy włąsnie taką sytuację - droga daleka, koszta dla kierowcy duze i nikt mu ich nie zwraca - na tyle duze, że gdyby nie liczył na dorzucenie się pasazera, to pojechałby pociągiem/autobusem, znajomośc niezażyła, pasazer, który ma na dorzucenie się i który sam prosił o mozliwosc zabrania się i jedzie w sprawie słuzbowej.

                  Jak już wspomniałam - czesto zdarza mi się podwozić, a także zawozić, być podwozoną też mi się zdarza i istotnie - obywa się to bez zadnej kasy z dowolnej strony.
                  Wszelako uwazam, że wypada zaproponować kierowcy zwrot za paliwo (czy też czesc paliwa) nawet mając pewnośc, ze odrzuci te propozycję. I nie ma to wcale dla mnie wydźwieku, ze ktoś tak dorabia, zarabia, jak sugerowałaś w swoim przykładzie.
                  Zwyczajnie - się jedzie, się ponosi koszty - ogólnie oczywiscie, bo nikt nie mówi o zabraniu się np. kilkanaście kilometrów po drodze z bliskim znajomym, który i tak tam zasuwa i jeszcze załozmy słuzbowo, wiec koszta mu zwracają, albo sobie to w koszta wrzuca.
                  Mowa o dłuższej podróży. Jak pisałam - ja się zabrałam ostatnio z kolegą do moich rodziców (kilkaset kilometrów). Sam mi zaproponował, bo wybierał się w podróż w tym kierunku (tylko dalej jeszcze) i naturalnie zadnej kasy nie brał. Za to przyjął zaproszenie na obiad u moich rodziców i krótki odpoczynek przed dalszą jazdą i nie potraktował tego zaproszenia, jako jakąs zapłatę - zwyczajnie i po prostu wypadało go zaprosić po 6 godzinach jazdy ( i przed nastepnymi 8) na coś ciepłego, a nie pozwolić sobie zaniesć bagaz do mieszkania powiedzieć "dzieki, cześć" i klapnąc drzwiami, nie uwazasz?
      • lizzy1 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 12:21
        tsaria napisała:

        > Ja w pracy mam podobny przypadek.
        > Kobieta koło 50tki, jej mąż ma dobrze prosperującą firmą.
        > Codziennie ją podwozi jeden z pracowników po koleżeńsku, a ta nawet nie spyta c
        > zy mu coś za paliwo zwrócić, bo przecież i tak by jechał i tyle samo musiałby s
        > palić z nią czy bez niej

        Jeśli ta pani waży tyle co wróbelek, to owszem ;-)


        U mojego męża w pracy kilku kumpli jeżdżących w tym samym kierunku rozwiązało sprawę w następujący sposób:

        -wszyscy po równo partycypują w kosztach paliwa;

        -każdy coś dorzuca na tzw. koszty amortyzacyjne pojazdu;

        -koledze kierowcy odpalaja co nieco za to, że zatrudnili go jaka szofera.

    • kitek_maly Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 21:47
      Ciekawa jestem czemu wątek wrócił tutaj z Wyżalni.
      Admin doszedł do wniosku, że to problem typowo kobiecy?

      Pewnie z uwagi na ten fragment:

      Drugi ma skr
      > omniejszy budżet, bo żona nie pracuje
    • maly.jasio Milo sie Cie czyta :) 22.06.12, 21:50
      ale gdy przestaniesz uzywac slow "kolesie"
      a zaczniesz uzywac slow : "Szanowny Panie"

      to moze i kiedys porozmawiamy.
    • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 21:53
      >Wg mnie i pierwszego kolegi naturalne
      najwyraźniej twój kolega to jakaś niemota skrajna, a czemu ty się do tego wtrącasz, to w ogóle nie wiem.
      • hildegarda-z-plocka Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 22:16
        a ja nie uważam, że niemota. sama mam tak, że nie potrafię po prostu zwrócić uwagi komuś, kto zachowuje się tak skandalicznie, ponieważ jest mi wstyd za niego. w takich sytuacjach przebolewam więc spadające na mnie koszty i po prostu nastepnym razem pomóc/pożyczyć NIE MOGĘ. to jest jednak strasznie niezręczne wychowywać dorosłego człowieka. ja tego nie lubię, po prostu zadaje się z tymi, którzy wychowani są.
        • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 22:21
          ale jakie wychowywanie? jeśli nie pasuje Ci podwożenie za darmo, to żądasz zwrotu części kosztów i działasz w swoim interesie. nie musisz nikogo wychowywać. Twoja postawa nie będzie miała prawdopodobnie żadnego waloru edukacyjnego tak czy owak. po co zastanawiać się nad innymi, jak można nad sobą.
          • hildegarda-z-plocka Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 22:34
            no tak, ja rozumiem o co ci chodzi i uważam nawet, że masz racje- na pewno tak powinno się robić zamiast dać się wykorzystywać. tylko nie wiem, jakos gdyby mój znajomy tak się zachował, a ja byłabym świadkiem tego jak kora, to owszem, rzekłabym mu, że wypada się dorzucić i że dla mnie to jasne jak słońce. natamiast gdyby to mnie ktoś nie zwrócił forsy za paliwo w taki bezczelny sposób, to od razu poczułabym się strasznie niezręcznie, nie potrafiłabym mu powiedzieć, że powinien to zrobić, skoro to nie była kwestia wcześniejszej umowy miedzy nami (bo po prostu uważałam to za oczywiste). to byłoby dla mnie rónoznaczne ze zwróceniem komuś uwagi na to, że brak mu ogłady i zachowuje się jak cham i skąpiec. nie wiem, nie umiem robic takich rzeczy, bo wstyd mi za tę osobę i odpuszczam- no chyba, że ktoś już przekroczy wszelkie granice.

            "- Masz coś przeciwko czarnym ?
            - Mam coś przeciwko wszystkim. "
            • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 22:45
              hmm są różne rodzaje bezczelności, dla mnie bezczelnością jest wspominanie w kontekście tego wyjazdu o zwrocie, który ma dostać kolega jadący jako towarzystwo. bo głównie informacja o tym zdaje się budzi takie emocje. że kolega ewidentnie skorzysta na wyjeździe. a podwożący nie, a przecież jest biedniejszy i mniej zarabia.

              tylko że to jest sprawa podwożącego jednak, a nie osób postronnych i ich ambicji wychowawczych. możliwe też że kolega nie jest niemotą, nie jest też małostkowy i nie przelicza dodatkowego pasażera na wzrost kosztów paliwa, tylko dajmy na to bardziej ceni sobie towarzystwo podczas podróży.
              • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:01
                ja mialem odwotnie, znajomi jechali na koncert i ja jechalem 'przy okazji' i wyegzekwowali ode mnie (i mojej wspoltowarzyszki) koszt calego paliwa, za cztery osoby. Czyli, ze sami pojechali za darmo, a tak to by zaplacili za cale paliwo.

                Wedlug mnie jezezli A i B jada w tym samym kierunku, jedynym rozwiazaniem fair play jest rowny podzial kosztow na dwoje, bo przeciez oboje korzystaja. Kierowca moze a nie musi zwolnic pasazera ze skladki, ale ten sam sie zwalniac nie moze. Nie moze byc tez tak ze kierowca sobie bierze kogos by zarobic.

                • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:21
                  nie wiem czy są tu jakieś słuszne rozwiązania, wszystko zależy od umówienia się. ja bym np. nie żądała zwrotu kosztów od jednej osoby. jakby miało jechać jakieś stado ludzi z bagażami, wtedy moooże.

                  zastanawianie się, kto jest biedniejszy, bardziej poszkodowany, bezczelniejszy, szczególnie gdy niekoniecznie ma się wgląd w umowę, i poszukiwanie jedynie słusznego rozwiązania z pozycji osoby postronnej, jest dziwaczne.
                  • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:32
                    six_a napisała:

                    > nie wiem czy są tu jakieś słuszne rozwiązania, wszystko zależy od umówienia się
                    > . ja bym np. nie żądała zwrotu kosztów od jednej osoby. jakby miało jechać jaki
                    > eś stado ludzi z bagażami, wtedy moooże.
                    >


                    Umowic sie mozna dowolnie, ale reguly ogolne powinny byc takie, ze 'wilk syty i owca cala'.

                    Gdy X jedzie sam, musi zaplacic za paliwo 40
                    a Y 40 za bilet
                    Gdy X wezmie Y i ten mu da 20, X zyskuje 20 i Y 20.


                    Jezeli jedzie 3 osoby albo cztery, wtedy mozna nawet kierowce zwolnic, jako ze prowadzi i daje samochod. Przy dwoch osobach byloby to dziwne, ale przy wiecej jest to latwiejsze, ale kierowca z reguly w takiej sytuacji chce sie tez dolozyc (bo i tak mial jechac a im wiecej osob tym wiecej zysku, przy 3 jadacych zamiast 40 zaplaci 10)

                    Chyba, ze sie ma znajomych jak ja mialem, ze kierowca i jego zona jada za darmo a pasazer i druga osoba placa 80

                    • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:56
                      > Umowic sie mozna dowolnie, ale reguly ogolne powinny byc takie, ze 'wilk syty i
                      > owca cala'.

                      taaaak, w biznesie. a normalnie to jeszcze funkcjonuje coś takiego jak ludzka uprzejmość. ale najwyraźniej coraz słabiej funkcjonuje.
                      • lacido Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:02
                        Wiesz, tylko nawet robiąc coś dla innego otrzymuje się w zamian dziękuję - też transakcja, coś za coś?
                        • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:11
                          nie rozumiem. podziękowanie to też zapłata? a nie dowód dobrych manier?
                          sugerujesz, że kolega kolegi koleżanki korci nawet nie podziękuje?
                      • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:20
                        six_a napisała:

                        > > Umowic sie mozna dowolnie, ale reguly ogolne powinny byc takie, ze 'wilk
                        > syty i
                        > > owca cala'.
                        >
                        > taaaak, w biznesie. a normalnie to jeszcze funkcjonuje coś takiego jak ludzka u
                        > przejmość. ale najwyraźniej coraz słabiej funkcjonuje.

                        Ale uprzejmosc czyja wobec kogo, ha? mam cie.

                        Jesli chodzi o podwiezienie sasiada do supermarketu to oczywiscie, ze nikt sie nie bedzie zrzucal, ale jesli to wspolny wyjazd za miasto, to dlaczego nie?
                        Male rzeczy robi sie bezinteresownie i bez kalkulacji, duze sprawy zalatwia sie juz matematycznie (moja opinia).
                        • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:28
                          > mam cie.
                          szczerze wątpię. uprzejmość podwożącego.

                          > Male rzeczy robi sie bezinteresownie i bez kalkulacji, duze sprawy z
                          jakie znowu duże sprawy? pojechanie w to samo miejsce bez kolegi jest sprawą mniejszą niż pojechanie w to samo miejsce z kolegą?

                          i kto ma niby dyktować, co dla kogo jest duże. jak tamten zaproponował, to widocznie nic wielkiego to dla niego nie jest. w przeciwnym razie pojawiłby się temat kosztów.
                          oczywiście temat kosztów powinien podnieść podwożony, bo podwożący wyjdzie na małostkową kutwę, o czym doskonale wie.
                • senseiek Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 11:05
                  > ja mialem odwotnie, znajomi jechali na koncert i ja jechalem 'przy okazji' i wy
                  > egzekwowali ode mnie (i mojej wspoltowarzyszki) koszt calego paliwa, za cztery
                  > osoby. Czyli, ze sami pojechali za darmo, a tak to by zaplacili za cale paliwo.

                  Wg. mnie to ile sie zada od kogos zalezy od stopnia spoufalenia i stopnia lubienia. Komus kogo bardzo lubimy lub jest nasza rodzina, nie kazemy placic. A komus nielubianemu najchetniej by sie wystawilo rachunek na milion dolarow.. ;)
                  • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 11:57
                    senseiek napisał:

                    >
                    > Wg. mnie to ile sie zada od kogos zalezy od stopnia spoufalenia i stopnia lubie
                    > nia. Komus kogo bardzo lubimy lub jest nasza rodzina, nie kazemy placic. A komu
                    > s nielubianemu najchetniej by sie wystawilo rachunek na milion dolarow.. ;)
                    >


                    tez zalezy od stanu psychicznego podwazacych. Jak to sa frustraci to bede odbijac sobie na kims slabszym i podlcizac wiecej niz trzeba, a silnego sie bac i placic za niego, po cichu za plecami obgadujac.
                • jamesonwhiskey Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 25.06.12, 17:35
                  > Wedlug mnie jezezli A i B jada w tym samym kierunku, jedynym rozwiazaniem fair
                  > play jest rowny podzial kosztow na dwoje, bo przeciez oboje korzystaja. Kierowc
                  > a moze a nie musi zwolnic pasazera ze skladki, ale ten sam sie zwalniac nie moz
                  > e. Nie moze byc tez tak ze kierowca sobie bierze kogos by zarobi

                  50 wpisow jakis lamusow i lamusek i dopiero jeden zauwazyl prosta sprawe
                  jesli zarabiam cos dzieki komus to sie nalezy podzielic
                  inaczej jest to frajerstwo naciagactwo
                  chociaz zauwazylem ze w polsce to coraz bardziej
                  powszechna postawa
              • hildegarda-z-plocka Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:17
                yyy żartujesz?

                zaproponowanie podziału kosztów wyjazdu (nie jakiejś małej podwózki, ale regularnego podwożenia albo też dłuższej podrózy) jest w świecie wychowanych ludzi OBOWIĄZKIEM pasażera. kierowca może tę propozycje uprzejmie odrzucić, jeżeli chce komuś zrobić przysługę. może też kase przyjąć.

                przy tym stan majątkowy osób w to zaangażowanych także ma znaczenie. tzn bardziej bezczelny jest ktoś dobrze sytuowany, kto nie miałby żadnych problemów z dorzuceniem się, od kogoś o kim wiadomo, że ledwo ciągnie pod wzgędem finansowym.

                i informacja dotycząca tego, że pan i tak dostanie zwrot kasy również ma znaczenie. bo pan nie korzysta z uprzejmości tylko kombinuje jak by się nachapać. to tak jak z nocowaniem. widzisz róznice pomiedzy przenocowaniem za darmoszkę niezbyt kasiastego kumpla, który w twoim mieście zapisał się na kurs, a przenocowaniem innego- skierowanego do twojego miasta służbowo, który kasę na hotel ma, ale schowa ją w kieszeń, a tobie za przysługę nawet butelki wina nie postawi?
                • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:30
                  >ludzi OBOWIĄZKIEM pasażera.
                  nie jest żadnym obowiązkiem, to bzdura.
                  w wątku nie ma mowy o regularnym podwożeniu, tylko jednorazowym wyjeździe.

                  a czyjaś bezczelność jest problemem tych, którym wchodzą na głowę, już o tym było. nie sądzisz chyba, że bezczel ma z tym jakiś problem;)
                  • lacido Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:44
                    wg mnie to zwyczajna przyzwoitość nakazuje zapytanie, podobnie jak z płaceniem w restauracji czy zapytaniu czy na imprezę przynieść coś od siebie żeby gospodarz nie wypruwał sobie żył itp.

                    Często korzystam z pomocy transportowej i zawsze deklaruję że dorzucę się do paliwa, ostatnio, miałam sytuację gdy koleżanka nie chciała, zapierała się rekami i nogami ale potem zwróciła się o pożyczkę i nie spieszy się ze zwrotem kasy więc jednak kasa by się jej przydała.
                    • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:55
                      no to Ty tak masz. ja to traktuję jak przysługę. co innego, gdy prosisz kogoś, żeby Cię gdzieś zawiózł, to wtedy jasne, że jakąś gratyfikację proponujesz, bo jest to dla kogoś wysiłek organizacyjny co najmniej. podwózka w to samo miejsce żadnym wysiłkiem nie jest, a jeśli jest, to nie należy jej proponować. zakładam, że gość się nie wprosił do tego samochodu sam, tylko mu zaproponowano.


                      już naprawdę idiotyzmem jest robienie z każdej uprzejmości transakcji handlowej.
                      • lacido Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:00
                        idiotyzmem jest korzystanie bez proponowania odwdzięczania się w taki czy inny sposób

                        obcym ludziom człowiek dobrze wychowany oferuje pomoc czy wsparcie gdy tego potrzebują w codziennych sytuacjach wiec tym bardziej powinien zaoferować znajomemu, który wyświadcza przysługę, to wyraz wdzięczności, daje się wtedy do zrozumienie że docenia się pomoc innych i samemu się oferuje ją a nie uważa że to coś co się należy jak psu buda
                        • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:07
                          >który wyświadcza przysługę, to wyraz wdzięczności, daje się wtedy do zrozumienie że docenia się pomoc innych i samemu się oferuje ją a nie uważa że to coś co się należy jak psu buda

                          nie wiem, o co Ci chodzi za bardzo. albo coś jest przysługą i nie oczekujemy zapłaty, za to możemy np. oczekiwać, że kiedyś tam kolega również nam wyświadczy przysługę, albo przysługą nie jest. jeśli przysługą nie jest, to KOLEŚ "poszkodowany" szalenie tą podwózką powinien od razu ustalić udział w kosztach i nie byłoby żadnego problemu.

                          równie dobrze mogłabyś zostać zaproszona do teatru, po czym ktoś na zakończenie imprezy zażądałby od Ciebie zwrotu za bilety. nie byłoby to wtedy zaproszenie, mimo że tak z początku wyglądało.
                          • my_favourite_axe Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 09:24
                            six_a napisała:

                            > >który wyświadcza przysługę, to wyraz wdzięczności, daje się wtedy do zrozu
                            > mienie że docenia się pomoc innych i samemu się oferuje ją a nie uważa że to co
                            > ś co się należy jak psu buda
                            >
                            > nie wiem, o co Ci chodzi za bardzo. albo coś jest przysługą i nie oczekujemy za
                            > płaty, za to możemy np. oczekiwać, że kiedyś tam kolega również nam wyświadczy
                            > przysługę, albo przysługą nie jest. jeśli przysługą nie jest, to KOLEŚ "poszkod
                            > owany" szalenie tą podwózką powinien od razu ustalić udział w kosztach i nie by
                            > łoby żadnego problemu.
                            >
                            > równie dobrze mogłabyś zostać zaproszona do teatru, po czym ktoś na zakończenie
                            > imprezy zażądałby od Ciebie zwrotu za bilety. nie byłoby to wtedy zaproszenie,
                            > mimo że tak z początku wyglądało.
                            >
                            >

                            zdaje się że nikt go nie zapraszał do tej podróży, tylko sam zapytał czy może się zabrać. a poza tym cieszy się że mu wpadnie refundacja kosztów podróży od pracodawcy.
                            a tak zupełnie na marginesie, to jesteś zmotoryzowana? Bo zauważyłam ze niezmotoryzowani zwykli nie doceniać kosztów podróży (bo po prostu nie tankują)
                            • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 09:43
                              > zdaje się że nikt go nie zapraszał do tej podróży, ty
                              no chyba się zdaje, bo jest napisane, że ustalili.

                              > a tak zupełnie na marginesie, to jesteś zmotoryzowana? Bo zauważyłam ze niezmot
                              > oryzowani zwykli nie doceniać kosztów podróży (bo po prostu nie tankują)
                              oczywiście, że jestem. ale co to ma do rzeczy? jeśli jadę do tego samego punktu, to mój koszt będzie taki sam czy pojadę tam sama, czy z drugą osobą. nie będę się wydurniać i obliczać dodatkowej wagi pasażera oraz wpływu tej wagi na zużycie paliwa. mnie by to nic nie kosztowało. więc nie żądałabym żadnego zwrotu, a jakby ktoś sam zaproponował, to bym powiedziała, żeby się nie wygłupiał.
                              • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 10:28
                                Moi znajomi byli asertywni, jak podwozili mnie to zaplacilem za cale paliwo i jeszcze ulsyszalem, ze kasa ma byc gotowa w momencie gdy wsiadam do samochodu. Dlatego nie sa juz moimi znajomymi.

                                Nawet wiem czemu tak zrobili, bo sami mi opowiadali jakis miesiac wczesniej, ze mieli 'gosci' z odleglego miejsca i wyjezzdzali po nich na lotnisko ponad sto kilometrow i tamci nie zaplacili im za paliwo, zalili sie na to do mnie z za tydzien heca ze mna- czyli sobie odbli na mnie koszt ktory ponisli wtedy.

                                Czy to zgodne z SV hahaha
                                • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 14:51
                                  >ze kasa ma byc gotowa w momencie gdy wsiadam do samochodu.
                                  a co jest z Tobą nie tak, że się na to zgodziłeś???
                                  • senseiek Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 15:27
                                    > >ze kasa ma byc gotowa w momencie gdy wsiadam do samochodu.
                                    > a co jest z Tobą nie tak, że się na to zgodziłeś???

                                    Sorry, six_a tu sie z Toba nie zgodze- ja zawsze za wszystko biore pieniadze z gory.. ;)

                                    Ktos chce miec napisany program- kaska z gory. Po fakcie, powiedzial by mi "nie ma", "nie da", "projekt juz nieaktualny" itp. i by mnie ku...ca trafila..
                                    • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 15:34
                                      projekt to co innego niż jak Cię znajomi zapraszają, że podwiozą, a potem się okazuje, że byłeś jedynym fundatorem tej wycieczki;)
                                      • senseiek Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 16:10
                                        > projekt to co innego niż jak Cię znajomi zapraszają, że podwiozą, a potem się o
                                        > kazuje, że byłeś jedynym fundatorem tej wycieczki;)

                                        A jak dziewczyna zaprasza faceta na randke, to i tak kaze facetowi zaplacic za wszystko.. ;))

                                        Zapraszanie zapraszaniu nie rowne.. ;)

                                        Zapraszam Cie do nabycia kalkulatora kalorii... :p
                                        • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 22:08
                                          > A jak dziewczyna zaprasza faceta na randke, to i tak kaze facetowi zaplacic za
                                          > wszystko.. ;))
                                          widocznie niewychowana.

                                          > Zapraszam Cie do nabycia kalkulatora kalorii... :p
                                          nieee, ja liczę na palcach i styka;)
                                  • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 18:08
                                    six_a napisała:

                                    > >ze kasa ma byc gotowa w momencie gdy wsiadam do samochodu.
                                    > a co jest z Tobą nie tak, że się na to zgodziłeś???
                                    >
                                    >


                                    To, ze zawierzylem im na slowo. Zadzwonili i powiedzieli 'sluchaj, policzylismy i podzielilismy na cztery koszty paliwa i wynosi X, jakbys mial w momencie wsiadania to byloby super'.

                                    Dopiero pozniej mnie tknelo, ze cos chyba za duzo, jak z kims innym o zuzyciu palia rozmawialem przy innej okazji. Ja na codzien nie prowadze i nie jezdze.

                                    Powiem tylko tyle, ze wedle ich wyliczenia ich samochod Volksvagen Passat diesel spalil na odcinku 300 km po trasie plus 20 km po miescie 50 litrow (tak wyszlo z ich wyliczen) wiec wyszlo ze pali na trasie 15 l na setke a po miescie 25 litrow na setke.

                                    A kumpel mowil mi ze normalnei pali ok 6-7 po trasie i 10-12 w miescie. Czyli dzieli sie na dwa, czyli wychodzi na przekret.



                                    • senseiek Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 18:36
                                      Czyli wychodzi na to ze powinien Ci odmowic zabrania, to by nie stracil znajomego- czyli Ciebie.. ;)
                                      • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 19:37
                                        senseiek napisał:

                                        > Czyli wychodzi na to ze powinien Ci odmowic zabrania, to by nie stracil znajome
                                        > go- czyli Ciebie.. ;)
                                        >

                                        Aha, a ojciec ktory seksualnie molestowal corke,powinien byl nie dac jej jesc, to by docenila. Taka sama logika.
                                        • senseiek Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 23.06.12, 20:58
                                          Rozpatrzmy wszystkie przypadki:

                                          - ktos liczy ze sobie oszczedzi na bilecie - a tu kierowca kaze mu placic za paliwo - juz powod do zerwania znajomosci

                                          - kierowca policzy sobie za duzo - powod do zerwania znajomosci

                                          - kierowca odmowi podwiezienia - powod do zerwania znajomosci

                                          - pasazer nie wspomnial czy ma sie dorzucic - kierowca nie upomina sie, ale zrywa znajomosc bo pasazer to sknera wykorzystujaca ludzi..

                                          - pasazer pyta sie (ale tylko przez grzecznosc) czy sie dorzucic - wie ze kierowca jest bogaty- a ten cham bezczelnie zada od niego doplaty za paliwo- chocby wyliczyl co do grosza, to pasazer zrywa znajomosc, bo jak to taki bogaty i ma czelnosc rzadac kasy?! powinien byc skarbonka dla tych biednych nieudacznikow :p

                                          ;-)

                                          No kuswa, nie ma dobrej opcji.. kazdy w zaleznosci od punktu siedzenia ma powod do zerwania znajomosci, obrazania sie, lub plucia jadem na ta druga strone..
                                          • kropidlo5 Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 23.06.12, 23:28
                                            senseiek napisał:

                                            > Rozpatrzmy wszystkie przypadki:
                                            >
                                            > - ktos liczy ze sobie oszczedzi na bilecie - a tu kierowca kaze mu placic za pa
                                            > liwo - juz powod do zerwania znajomosci
                                            >
                                            > - kierowca policzy sobie za duzo - powod do zerwania znajomosci
                                            >
                                            > - kierowca odmowi podwiezienia - powod do zerwania znajomosci
                                            >
                                            > - pasazer nie wspomnial czy ma sie dorzucic - kierowca nie upomina sie, ale zry
                                            > wa znajomosc bo pasazer to sknera wykorzystujaca ludzi..
                                            >
                                            > - pasazer pyta sie (ale tylko przez grzecznosc) czy sie dorzucic - wie ze kiero
                                            > wca jest bogaty- a ten cham bezczelnie zada od niego doplaty za paliwo- chocby
                                            > wyliczyl co do grosza, to pasazer zrywa znajomosc, bo jak to taki bogaty i ma c
                                            > zelnosc rzadac kasy?! powinien byc skarbonka dla tych biednych nieudacznikow :p
                                            >
                                            > ;-)
                                            >
                                            > No kuswa, nie ma dobrej opcji.. kazdy w zaleznosci od punktu siedzenia ma powod
                                            > do zerwania znajomosci, obrazania sie, lub plucia jadem na ta druga strone..
                                            >



                                            Wbrew pozorom wszystkie opcje ktore opisales to jedna i ta sama opcja, polegajaca na tym, ze jedna strona kiwa druga. A optymalna opcja to taka, gdzie nikt nikogo nie kiwa;) To sie nazywa kompromis. A takze przyzwoitoscia.

                                            Jesli jedziesz na autostopa, to nei placisz nic- mimo, ze oszczedzasz. Taka konwencja.
                                            Jak jedziesz ze znajomymi, to konwencja jest taka, zeby sie zrzucic na paliwo. Kierowca moze- ale nie musi- nie chciec pieniedzy za paliwo, jesli sam jedzie w tym samym kierunku. Pasazer moze- ale nie musi- zaoferowac pelen koszt paliwa.

                                            Jak jedziesz autobusem, to placisz tyle, ile wynosi taryfa, a w zamian autobus musi przyjechac w umowione miejsce o okrslonych godzinach gotow by cie zabrac, wali sie czy pali- taka konwencja.

                                            Ty natomiast mieszasz konwencje. Kazesz pasazerowi placic za cale paliwo, bo przeciez mialby zaplacic za autobus- i prawda, ale on pojdzie na autobus, a kierowca na tym straci, wiec to dla niego tez strata.

                                            ps ja nie zerwalem znajomosci z samego tego powodu- nie jestem fanatykiem. To byla jedna z wielu cegielek, ktora na to wplynela.

                                            ps2 zadam ci konretne pytanie: jesli jedzie Kowalski i jego zona z Warszawy do Poznania na koncert i zabieraja ze soba Jankowskiego z zona, to wedlug Ciebie rozumiem Jankowski z zona powinni we dwoje pokryc koszty calego paliwa, a Kowalscy maja bezplatna podroz, tak, bo tak zrozumialem? Tak albo nie, prosze o konretna odpowiedz.









                                            • senseiek Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 24.06.12, 01:43
                                              > Jak jedziesz autobusem, to placisz tyle,

                                              Sorry, ale ja zawsze jezdze na gape.. :p

                                              > Ty natomiast mieszasz konwencje.

                                              Ja nic nie mieszam, tylko mowie, ze cokolwiek sie nie zrobi, to zawsze ktoras strona MOŻE czuc sie na tyle zle, zeby zrywac kontakty ;)

                                              > ps2 zadam ci konretne pytanie: jesli jedzie Kowalski i jego zona z Warszawy
                                              > do Poznania na koncert i zabieraja ze soba Jankowskiego z zona, to wedlug Ciebi
                                              > e rozumiem Jankowski z zona powinni we dwoje pokryc koszty calego paliwa, a Kow
                                              > alscy maja bezplatna podroz, tak, bo tak zrozumialem? Tak albo nie, prosze o ko
                                              > nretna odpowiedz.


                                              Niech sie zamienia zonami i bedzie git.. :))

                                              Troche nie zalapalem calego Twojego wyliczenia z km.. 320 km i spalil 50 litrow? Czyli 50*6 zl = 300 zl koszt paliwa.. ? I 300 zl kazal Ci zaplacic? A jesli nie 300 to ile, bo cos malo to przejrzyscie opowiedziales.. Widac ze humanista ;)
                                              A moze on po prostu policzyl koszt tam i z powrotem? 50 litrow przy spalaniu 7 l/100 km starczy wlasnie na 714 km, tam i z powrotem 357 km
                                              • kropidlo5 Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 24.06.12, 02:01
                                                senseiek napisał:
                                                >
                                                > Troche nie zalapalem calego Twojego wyliczenia z km.. 320 km i spalil 50 litrow
                                                > ? Czyli 50*6 zl = 300 zl koszt paliwa.. ? I 300 zl kazal Ci zaplacic? A jesli n
                                                > ie 300 to ile, bo cos malo to przejrzyscie opowiedziales.. Widac ze humanista ;
                                                > )
                                                > A moze on po prostu policzyl koszt tam i z powrotem? 50 litrow przy spalaniu 7
                                                > l/100 km starczy wlasnie na 714 km, tam i z powrotem 357 km
                                                >

                                                160 w jedna strone, w tym 10 po miescie- 300 w dwie w tym 20 po miescie.
                                                Spalil w dwie strony 'oficjalnie' 50 litrow wiec mialem sie zlozyc ja i partnerka na 'polowe' czyli na 25 litrow.
                                                Ale faktycznie spalil gora 25 litrow, wiec my okrylismy cala podroz.




                                                • senseiek Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 24.06.12, 02:47
                                                  > 160 w jedna strone, w tym 10 po miescie-

                                                  Akurat w miescie to liczy sie czas, czyli jak jechalo sie 160 km w 2h, i 10 km po miescie w 1h w korkach, to tak jakby sie przejechalo 240 km..

                                                  > 300 w dwie w tym 20 po miescie.
                                                  > Spalil w dwie strony 'oficjalnie' 50 litrow wiec mialem sie zlozyc ja i partner
                                                  > ka na 'polowe' czyli na 25 litrow.
                                                  > Ale faktycznie spalil gora 25 litrow, wiec my okrylismy cala podroz.

                                                  A teraz znajdz ich samochod tutaj
                                                  www.autocentrum.pl/spalanie/volkswagen/passat/
                                                  i sprawdz ile spala..

                                                  pb b6 naprawde moze dochodzic do 12 litrow/km
                                                  www.autocentrum.pl/spalanie/volkswagen/passat/b6/
                                                  • senseiek Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 24.06.12, 02:54
                                                    Czyli skoro to bylo w UK to koles po prostu Ci powiedzial "daj mi 30 funtow i mozemy jechac"? tak?
                                                  • kropidlo5 Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 24.06.12, 09:47
                                                    senseiek napisał:

                                                    > Czyli skoro to bylo w UK to koles po prostu Ci powiedzial "daj mi 30 funtow i m
                                                    > ozemy jechac"? tak?
                                                    >


                                                    Nie bardzo wiem, do czego zmierzasz. probujesz udowodnic mi, ze klamie, tylko nie wiem po co, i to tak desperacko, by naciagac fakty i zmyslac.
                                                    Najpierw znajdujesz najciezszego na swiecie passata ktory pali 12 ( a mowa byla o 15 tak czy owak, choc ich passat to byl akurat maly model, taki ktory pali 6) potem wyliczasz spalenie 20 litrow po miescie nie wiadomo na jakiej podstawie.

                                                    Wiemy, do czego zmierzasz- napisz otwarcie tylko, po co. Dla zabawy, trollujesz czy co?
                                                  • kropidlo5 Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 24.06.12, 09:42
                                                    senseiek napisał:

                                                    > Akurat w miescie to liczy sie czas, czyli jak jechalo sie 160 km w 2h, i 10 km
                                                    > po miescie w 1h w korkach, to tak jakby sie przejechalo 240 km..
                                                    >
                                                    >
                                                    > A teraz znajdz ich samochod tutaj
                                                    > www.autocentrum.pl/spalanie/volkswagen/passat/
                                                    > i sprawdz ile spala..
                                                    >
                                                    > pb b6 naprawde moze dochodzic do 12 litrow/km
                                                    > www.autocentrum.pl/spalanie/volkswagen/passat/b6/


                                                    Nie widze sensu kontynuowana tego dialogu.
                                                  • kropidlo5 Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 24.06.12, 09:50
                                                    A swoja droga napisalem chyba wyraznie: DIESEL
                                                  • jamesonwhiskey Re: Rozpatrzmy wszystkie przypadki.. 25.06.12, 17:45
                                                    > pb b6 naprawde moze dochodzic do 12 litrow/km

                                                    gamoniu , chodzi o diesla
                                                    poza tym niby sie wszyscy podzielili kosztami
                                                    tyle ze oni na poczatku te koszta dwa razy zawyzyli
                                    • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 22:11
                                      > Dopiero pozniej mnie tknelo, ze cos chyba za
                                      no to ładni oszuści. z fantazją.
                                      • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 23:35
                                        six_a napisała:

                                        > > Dopiero pozniej mnie tknelo, ze cos chyba za
                                        > no to ładni oszuści. z fantazją.
                                        >

                                        Po prostu stala ich metoda, rzniecia w oparciu o bezczelne klamstwo. Nie raz i nie dwa mnie tak zalatwili. Ciekawe, ze stosowali zupelnie odmienna optyke jak to im bylo korzystne

                                        Pisalem kiedys tutaj o nich, ze czasami zapraszali mnie na obiad na 'doczepke' (raz na kilka tygodni) a ja, jako ze mieszkalem sam, w wynajmowanym pokoju, nie zapraszalem ich zbyt czesto, za to przynosilem na te obiady jakas czekolade czy wino no i sedno- jako, ze pracowalem w osrodku kultury zalatwialem im bezplatne wejsciowki na rozne koncerty i wystepy.
                                        Kiedys wygadali mi, ze ich obzeram, tzn zona wygarnela, bo maz pierwotnie obstal za mna, mowiac, ze przeciez ja im daje bilety- i uwaga, co Pani domu powiedziala- 'a co tam on pracuje w osrodku kultury przeciez' czyli jej sie naleza bilety na koncerty renomowanych swiatowych gwiazd bo ja pracuje w domu kultury.

                                        Wiec logika taka- ze skoro ja 'mam za darmo' (choc wiadomo, ze to nie za darmo, tylko przez zaproszenie tam i na zasadzie nieformalnych 'kontraktow' ja ci cos ty mi cos z manadzerami), ale jak ona jedzie samochodem 'za darmo' to musi zgarnac za cale paliwo- ja powinienem byl im w takim razie liczyc za bilety wstepu po cenie nominalnej i placic za obiady po cenie resteuracyjnej.

                                        Oczywiscie, bilety ktore im dalem mialy wartosc rynkowa jakies 1000 funtow, a obiady jakie u nich zjadlem pewnie ze 100, ale ja na to nie patrzylem tak, tylko na zasadzie 'ok, oni mi cos tam, ja im cos tam' jak sie okazalo, czuli sie pokrzywdzeni (jak zwykle zreszta, zawsze sie tak czuli, dlatego tez skosili tyle za paliwo, bo czuli sie pokrzywdzeni 'na zapas')
                                        • senseiek Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 24.06.12, 01:46
                                          ahhhhhhaaa.. czyli to w ogole nie byli polacy, tylko po prostu anglicy.. :)
                                          • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 24.06.12, 02:04

                                            senseiek napisał:

                                            > ahhhhhhaaa.. czyli to w ogole nie byli polacy, tylko po prostu anglicy.. :)
                                            >


                                            Polacy mieszkajacy w Anglii.
                                        • kochanic.a.francuza Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 25.06.12, 18:00
                                          Kropidlo, a skad Ty tyle buraczanych znajomych masz? Brak intelektu tej pani poraza, a Ty tam sie jescze stolowales??? Glupota jest zarazliwa, bron sie.
                                          Jakas masz chorobliwa sklonnosc do szmaciarzy i szmaciarek, wylecz sie szybko.
                                          • kropidlo5 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 25.06.12, 19:32
                                            kochanic.a.francuza napisała:

                                            > Kropidlo, a skad Ty tyle buraczanych znajomych masz? Brak intelektu tej pani po
                                            > raza, a Ty tam sie jescze stolowales??? Glupota jest zarazliwa, bron sie.
                                            > Jakas masz chorobliwa sklonnosc do szmaciarzy i szmaciarek, wylecz sie szybko.


                                            Juz od dana nie sa znajomymi, ale wspomnien pozostalo ze uhuhu.
                                            Zrestza oni z wszystkimi sie juz poklocicli chyba.

                                            A skad mam- jakos przyciagam chyba albo szukam. Tzn szukalem.
                              • my_favourite_axe Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 11:22
                                six_a napisała:

                                > > zdaje się że nikt go nie zapraszał do tej podróży, ty
                                > no chyba się zdaje, bo jest napisane, że ustalili.

                                jest napisane dwa razy, że zapytał czy się może zabrać, to inna sytuacja niż zaproszenie do teatru.


                                >
                                > > a tak zupełnie na marginesie, to jesteś zmotoryzowana? Bo zauważyłam ze n
                                > iezmot
                                > > oryzowani zwykli nie doceniać kosztów podróży (bo po prostu nie tankują)
                                > oczywiście, że jestem. ale co to ma do rzeczy? jeśli jadę do tego samego punktu
                                > , to mój koszt będzie taki sam czy pojadę tam sama, czy z drugą osobą. nie będę
                                > się wydurniać i obliczać dodatkowej wagi pasażera oraz wpływu tej wagi na zuży
                                > cie paliwa. mnie by to nic nie kosztowało. więc nie żądałabym żadnego zwrotu, a
                                > jakby ktoś sam zaproponował, to bym powiedziała, żeby się nie wygłupiał.
                                >

                                napisałam od razu co to ma do rzeczy, ale powtórzę, po prostu niezmotoryzowani nie odczuli na swojej kieszeni że np podróż nad morze może kosztować parę stówek.

                                przypomnę jeszcze że rzeczony kolega dostanie zwrot kosztów podróży, co on uznaje za czysty zysk, to też jest w porządku?
                                • kora3 Wiesz, ja mam świadomość 23.06.12, 11:47
                                  ze kolega kierowca postąpił nienajlepiej nie informując od razu, ze oczekuje od pasażera zwrotu czesci kosztów podróży. Powinien od razu powiedzieć i czesć.

                                  Ale z drugiej strony gdzie u tego pasazera jakaś zwyczajna przyzwoitośc? Prosi kogoś o mozliwosc zabrania się, inaczej tłukłby sie publicznym środkiem transportu (zapewne pare godzin dłuzej), wie, że kolega kierowca jedzie tam społecznie, czyli bez zwrotu jakichkolwiek kosztów, wie też, że sam utrzymuje rodzinę. Po zajeciu kolego moze sie domyslać, ze zarabia tak sobie. A sam dostanie zwrot kosztów, co wyjdzie na pewno ok. 2 razy wiecej, niż połowa kasy za paliwo dla kolegi (o ile nie lepiej). Trzeba być skrajnie nieprzywoitą kutwą, zeby nie zaproponować kasy na to paliwo w takiej sytuacji.

                                  A co do tego, ze "przecież A i tak tam jedzie" - no autobus, tramwaj, pociąg też gdzieś jedzie z nami, czy bez nas, a nikt sie nie dziwi, ze trza zapłacić za bilet :)
                                • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 13:57
                                  nie napisałam, że to jest taka sama sytuacja jak zaproszenie.
                                  napisałam, że przysługa nie będzie przysługą, jeśli ktoś oczekuje udziału w kosztach, tak samo jak zaproszenie nie będzie zaproszeniem, gdy ktoś każe zwrócić za bilet.

                                  nie interesują kolejne wymyślone uzupełnienia wymyślonej od a do zet historii. napisane jest, że się umówili i o zwracaniu nie było mowy. więc tak właśnie się umówili: kolega albo jest niemotą, o czym już było, albo wyświadcza drugiemu przysługę, czego korcia nie może zmieścić w głowie.

                                  jeśli ktoś jedzie w to samo miejsce, nie ponosi żadnych kosztów i nie jest to dla niego wysiłkiem. a jeśli podróż jest długa, to jeszcze powinien docenić walor towarzystwa i ew. zmiennika.
                                  tylko skąpiradło może mieć problem z zabraniem drugiej osoby w dokładnie to samo miejsce, gdzie i tak jest zmuszony sam.
                                  mając takich "znajomych" wolałabym się tłuc pociągiem przez cały dzień.

                                  po prostu niezmotoryzowani
                                  > nie odczuli na swojej kieszeni że np podróż nad morze może kosztować parę stówe
                                  > k.
                                  dziwne, że podróż nad morze kosztuje tylko w towarzystwie. a samodzielnie jest pewnie gratis.
                                  • my_favourite_axe Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 14:17
                                    six_a napisała:

                                    > nie napisałam, że to jest taka sama sytuacja jak zaproszenie.
                                    > napisałam, że przysługa nie będzie przysługą, jeśli ktoś oczekuje udziału w kos
                                    > ztach, tak samo jak zaproszenie nie będzie zaproszeniem, gdy ktoś każe zwrócić
                                    > za bilet.

                                    ale bazujesz na błędnym założeniu że to jadący samochodem zaproponował koledze przysługę.

                                    > nie interesują kolejne wymyślone uzupełnienia wymyślonej od a do zet historii.
                                    > napisane jest, że się umówili i o zwracaniu nie było mowy. więc tak właśnie się
                                    > umówili: kolega albo jest niemotą, o czym już było, albo wyświadcza drugiemu p
                                    > rzysługę, czego korcia nie może zmieścić w głowie.

                                    powinno być: nie interesują mnie szczegóły tej historii które nie pasują do mojej tezy :)


                                    > jeśli ktoś jedzie w to samo miejsce, nie ponosi żadnych kosztów i nie jest to d
                                    > la niego wysiłkiem. a jeśli podróż jest długa, to jeszcze powinien docenić walo
                                    > r towarzystwa i ew. zmiennika.
                                    > tylko skąpiradło może mieć problem z zabraniem drugiej osoby w dokładnie to sam
                                    > o miejsce, gdzie i tak jest zmuszony sam.


                                    ile wydajesz miesięcznie na benzynę?


                                    > mając takich "znajomych" wolałabym się tłuc pociągiem przez cały dzień.
                                    >
                                    > po prostu niezmotoryzowani
                                    > > nie odczuli na swojej kieszeni że np podróż nad morze może kosztować parę
                                    > stówe
                                    > > k.
                                    > dziwne, że podróż nad morze kosztuje tylko w towarzystwie. a samodzielnie jest
                                    > pewnie gratis.
                                    >

                                    dziwne że ta sama podróż kosztuje kierowcę, a pasażer wychodzi na zero albo nawet na plus - bo konsekwentnie pomijasz moje pytanie czy zarabianie na byciu pasażerem (zwrot pieniędzy za transport od firmy i radowanie się czystym zyskiem) też uważasz za zupełnie normalne.
                                    • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 14:35
                                      > ale bazujesz na błędnym założeniu że to jadący samochodem zaproponował koledze
                                      > przysługę.
                                      dlaczegóż? umówili się, że pojadą razem, a o zapłacie nic nie było. umowy ustne też obowiązują i nie ma znaczenia, co korcia sobie na ten temat pomyśli.

                                      > ile wydajesz miesięcznie na benzynę?
                                      nie ma to kompletnie żadnego znaczenia ani związku z tematem. nie ma mowy o stałym podwożeniu i w związku z tym stałym korzystaniu, tylko o jednorazowej wspólnej podróży.
                                      kto jest w tej parze bardziej interesowny? ten, który chce sobie zbić koszt własny, który musiałby tak czy owak ponieść, czy ten który obojętnie czym pojedzie, i tak dostanie na to kasę, bo jest w delegacji.


                                      > czy zarabianie na byciu pasażerem (zwrot pieniędzy za transport od firmy i radowanie się czystym zyskiem)
                                      przede wszystkim należałoby ustalić, czy kolega w ogóle dostanie zwrot za transport - nie wiem jakim cudem, chyba że gwizdnie jeszcze faktury na paliwo koledze i zmusi go do wpisania na nich nr sam. służbowego dajmy na to. czy też dostaje ryczałtowo zwrot za delegację, którą zresztą też się zwykle rozlicza.

                                      tylko korę ta kasa boli i uważa, że kolega na tym zarobi. moim skromnym żadnego zwrotu za "nieistniejący" transport nie będzie. to czy kolega dostaje zwrot czy nie dostaje też nie ma żadnego wpływu na to, jak się jeden z drugim UMÓWILI.
                                      • my_favourite_axe Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 15:59
                                        six_a napisała:

                                        > > ale bazujesz na błędnym założeniu że to jadący samochodem zaproponował ko
                                        > ledze
                                        > > przysługę.
                                        > dlaczegóż? umówili się, że pojadą razem, a o zapłacie nic nie było. umowy ustne
                                        > też obowiązują i nie ma znaczenia, co korcia sobie na ten temat pomyśli.

                                        o czym piszesz? bo ja o tym od kogo wyszła propozycja. kora napisała że ten który chciał się zabrać i zarobić na wyjeździe. możemy oczywiście założyć że kora kłamie, albo się myli, ale w takim wypadku nie widzę sensu wypowiadania się w tym wątku na temat alternatywnej wersji historii.

                                        >
                                        > > ile wydajesz miesięcznie na benzynę?
                                        > nie ma to kompletnie żadnego znaczenia ani związku z tematem. nie ma mowy o sta
                                        > łym podwożeniu i w związku z tym stałym korzystaniu, tylko o jednorazowej wspól
                                        > nej podróży.

                                        pytam żeby ustalić czy jesteś zmotoryzowana, bo nie wydaje mi się :)


                                        > kto jest w tej parze bardziej interesowny? ten, który chce sobie zbić koszt wła
                                        > sny, który musiałby tak czy owak ponieść, czy ten który obojętnie czym pojedzie
                                        > , i tak dostanie na to kasę, bo jest w delegacji.

                                        ten który zgodził się zabrać znajomego mógłby jechać pociągiem i wyszłoby taniej (o tym też kora pisała). a jeśli ten drugi dostanie kasę na podróż to jest ona na podróż, a nie dodatek za wykorzystanie kolegi.

                                        >
                                        > > czy zarabianie na byciu pasażerem (zwrot pieniędzy za transport od firmy
                                        > i radowanie się czystym zyskiem)
                                        > przede wszystkim należałoby ustalić, czy kolega w ogóle dostanie zwrot za trans
                                        > port - nie wiem jakim cudem, chyba że gwizdnie jeszcze faktury na paliwo koledz
                                        > e i zmusi go do wpisania na nich nr sam. służbowego dajmy na to. czy też dostaj
                                        > e ryczałtowo zwrot za delegację, którą zresztą też się zwykle rozlicza.

                                        podobno nie interesuje cię dopisywanie historii :D

                                        > tylko korę ta kasa boli i uważa, że kolega na tym zarobi. moim skromnym żadnego
                                        > zwrotu za "nieistniejący" transport nie będzie. to czy kolega dostaje zwrot cz
                                        > y nie dostaje też nie ma żadnego wpływu na to, jak się jeden z drugim UMÓWILI.
                                        >

                                        oczywiście że to wszystko kwestia umowy, można się nawet umówić że ten kierowca postawi koledze hotel. rozchodzi się o to czy to jest obiektywnie w porządku. wg mnie branie pieniędzy na podróż i niezłożenie się z kimś kto jest w gorszym położeniu finansowym i w to miejsce jedzie bez refundacji nie jest w porządku. przypominam że nie mówimy o sytuacji między przyjaciółmi (na zasadzie wymienianych przysług) ani o wyjeździe do sąsiedniej wsi.

                                        niniejszym wyczerpałam temat :)
                                        • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 16:06
                                          > o czym piszesz? bo ja o tym od kogo wyszła propozycja. kora napisała że ten któ
                                          > ry chciał się zabrać i zarobić na wyjeździe. możemy oczywiście założyć że kora

                                          kory nie było przy tej rozmowie, wiesz? jeśli nawet, zapytał, czy się może zabrać, tamten powiedział ok. i po sprawie, jak dla mnie. ale nie dla kory, bo kora podzieliła już czyjeś pieniądze, ponieważ lepiej wie, jak je wykorzystać.

                                          jeśli chodzi o kłamstwa, to sorry, ale tak wyglądają jej wątki, najpierw jedno, potem drugie, wreszcie się okaże, że kolega bezczelny jest alkoholikiem.

                                          >bo nie wydaje mi się :)
                                          czyli mi zarzucasz kłamstwo, tak? hehe.
                                          no w sumie, co mnie to obchodzi, co Ci się tam zdaje. wielokrotnie o tym pisałam na forum i jak Cię to tak bardzo interesuje, to szukaj po słowach kluczowych:)
                                          moje wydatki nie mają absolutnie nic do tematu. a jakbym chciała kłamać to znalezienie spalania i cen benzyny zajęłoby mi pół minuty maks. więc na tym też nie bardzo miałabyś co oprzeć.

                                          a dziś nie tylko będę podwozić, ale i zawozić zupełnie gratis. taka jusz jezdę hojna.
                                          i eot.
                                          • my_favourite_axe Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 16:18
                                            six_a napisała:

                                            > > o czym piszesz? bo ja o tym od kogo wyszła propozycja. kora napisała że t
                                            > en któ
                                            > > ry chciał się zabrać i zarobić na wyjeździe. możemy oczywiście założyć że
                                            > kora
                                            >
                                            > kory nie było przy tej rozmowie, wiesz? jeśli nawet, zapytał, czy się może zabr
                                            > ać, tamten powiedział ok. i po sprawie, jak dla mnie. ale nie dla kory, bo kora
                                            > podzieliła już czyjeś pieniądze, ponieważ lepiej wie, jak je wykorzystać.
                                            >
                                            > jeśli chodzi o kłamstwa, to sorry, ale tak wyglądają jej wątki, najpierw jedno,
                                            > potem drugie, wreszcie się okaże, że kolega bezczelny jest alkoholikiem.

                                            możliwe, nie czytam z reguły jej wątków bo są napompowane i na końcu chodzi o to że koleżanka miała zbyt jaskrawą sukienkę i czy TTM :)

                                            ale ten był wyjątkowo skondensowany więc się wkręciłam.

                                            > >bo nie wydaje mi się :)
                                            > czyli mi zarzucasz kłamstwo, tak? hehe.

                                            tak jak ty korze - widzisz mi też twoja deklaracja o zmotoryzowaniu nie pasuje do traktowania kosztów podróży jak bułki z masłem.

                                            > a dziś nie tylko będę podwozić, ale i zawozić zupełnie gratis. taka jusz jezdę
                                            > hojna.

                                            służbowo i daleka podróż? czy podciągasz ten temat pod podrzucenie mamy czy przyjaciółki do marketu i wychodzi że wszyscy chamy tylko nie ty?:)
                                            • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 16:44
                                              > nie pasuje do traktowania kosztów podróży jak bułki z masłem.
                                              a mi pasuje. benzyna nie jest dla mnie żadnym znaczącym kosztem.

                                              > służbowo i daleka podróż? czy podciągasz ten temat pod podrzucenie mamy czy prz
                                              > yjaciółki do marketu i wychodzi że wszyscy chamy tylko nie ty?:)

                                              przecież nie chodzi o to, kto jest chamem, tylko kto jest kutwą;) i chce zarobić na podwiezieniu kolegi. to raz. dwa, jak już 25 razy mówiłam dla mnie liczyłoby się, czy dana podróż jest uciążliwa dla mnie czy nie. bo jak nie, to robię komuś przysługę zupełnie gratis, a jeśli ktoś mnie o poprosi, żeby go zawieść do gdańska, do którego się nie wybieram, to ja za to na pewno nie będę płacić.

                                              dla kolegi kolegi żadna uciążliwość to nie była, przynajmniej w starterze, dopiero potem się pojawiło, że tak naprawdę podróż samochodem jest droga i koledze wyszłoby taniej czym innym, i juszjusz miał jechać pociągiem, ale przyszedł cham i go zmusił i jeszcze tą kasą się nie chce podzielić, no sorry. ale w takim pompowaniu wątku nowymi faktami to się tylko pogubić można, a cel jest taki, żeby wszyscy komentowali zgodnie z odczuciami wątkodajki.

                                              dobra tam, wszystko jedno zresztą, nie mój kolega wogle :D, a do misji edukacyjnych też się nie palę.
                                              • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 22:23
                                                zawieść, super hahahhahaha :D rozwijam się.
                                  • hildegarda-z-plocka Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 23:08
                                    ale nie masz racji! on nie chce zarobić na podwiezieniu kolegi, chce się z nim zrzucić na to. dzięki temu i jeden i drugi oszczędzi kasę. analogiczną syt. nie jest żądanie zapłaty za imprezę od gościa, którą na nią zaprosiliśmy. analogiczna b yłaby syt: kolega ma kupon dzięki któremu może kupić jedną pizze, a drugą dostać gratis. coś o tym wspomina. jego kumpel podchwytuje to, i twierdzi, że pisałby się na tę pizzę, bo właśnie jest głodny. w związku z tym posidacz kuponu zamawia dwie pizze i płaci za nie. kumpel je pizze za darmoszkę, posidadacz kuponu płaci za nia tak, jakby kuponu w ogóle nie miał. normalne? może dla niktórych. dla mnie normalne byłoby dołożenie połowy dla rachunku.

                                    myślę sixa, że ciężko nam się porozumieć przez to, że patrzymy na syt. z różnych perspektyw. jeżeli ktoś ma do dyspozycji 10 000 zł miesięcznie i za wyjazd płaci 4 stówki, to rzeczywiście mu to lata, czy kumpel się zrzuci na koszty, czy nie. jeśli zarabia 4 000 i ma na utrzymaniu żonę i dziecko, no to sorry, ale 200zł naprawdę robi różnice i normalny człowiek będzie się poczuwał do tego, by nie żerować na kumplu.
                                    • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 23:33
                                      >no to sorry, ale 200zł naprawdę robi różnice i normalny człowiek będzie się poczuwał do tego, by nie żerować na kumplu.

                                      jesus, tamten i tak by wydał te 200 złotych, jeżeli miał zamiar jechać samochodem. dlaczego od razu nie powiedział, że chce podzielić koszty tej podróży i doprowadził do kwasu. nie mam w ogóle nic przeciwko. można się podzielić, a można się nie podzielić. może będzie barter, bo tamten będzie też prowadził samochód, może mu postawi jednak obiad w drodze. no cholera wie, co będzie. ale umówili się tak, jak się umówili. czyli bez dokładania.
                            • kora3 tak dokładnie tak było 23.06.12, 10:47
                              my_favourite_axe napisała:

                              > zdaje się że nikt go nie zapraszał do tej podróży, tylko sam zapytał czy może s
                              > ię zabrać.


                              Oni sie znają, ale dośc tak luźno, nie są jakimiś dobrymi znajomymi. W sumie zgadali się przypadkiem, że jadą w to samo miejsce i chwilowo niezmotoryzowany kolega zapytał tamtego, czy mógłby się zabrać. Tamten sie zgodził, ale jak mi powiedział liczył na to, że ów znajomy pokryje czesc kosztów paliwa, gdyby nie liczył, to jak sam przyznał rozważałby mozliwosc pojechania tam pociągiem/autokarem, bo taniej by go to wyniosło, niż samochodem w pojedynkę. Przeliczył się - niestety.

                              a poza tym cieszy się że mu wpadnie refundacja kosztów podróży od pr
                              > acodawcy.


                              No to już przewałka. W sumie to ja goscia zagadałam o ten wyjazd nieprzypadkowo. Kolega A mi zwyczajnie powiedział, że ten poprosił go o mozliwosc "zabrania się", co wg niego było równoznaczne z pokryciem czesci kosztów i dlatego w zasadzie zdecydował się na jazde autem. A tymczasem pasażer nie wspomina o dorzuceniu się. Jako, ze ja obu znam dobrze, postanowiłam zagadac do pasazera i naprowadzić go na "odpowiednie tory". Zagadnęłam coś w stylu "Słyszałam, ze jedziecie z A..." i usłyszałam bez nijakiego pytania o koszta tresc opisaną w pierwszym poście.

                              Fakt, że kierujący kolega też tu popełnił błąd - było od razu powiedzieć wprost: słuchaj, dla mnie podróz samochodem na takiej trasie jest zbyt kosztowna. Jesli wiec miałbym jechać sam, albo z kimś, ale sam pokrywać koszta, to raczej pojade czymś innym. Ale jeśli podzielimy się kosztami, to chętnie poprowadze.

                              > a tak zupełnie na marginesie, to jesteś zmotoryzowana? Bo zauważyłam ze niezmot
                              > oryzowani zwykli nie doceniać kosztów podróży (bo po prostu nie tankują)


                              No, niestety też to zauważam.
                              • jowita771 Re: tak dokładnie tak było 23.06.12, 23:25
                                > Tamten sie zgodził, ale jak mi pow
                                > iedział liczył na to, że ów znajomy pokryje czesc kosztów paliwa, gdyby nie lic
                                > zył, to jak sam przyznał rozważałby mozliwosc pojechania tam pociągiem/autokare
                                > m, bo taniej by go to wyniosło, niż samochodem w pojedynkę.

                                Ja bym to jeszcze odkręciła na miejscu kolegi-kierowcy. Powiedziałabym bezczelnemu, że jednak jadę pociągiem, bo taniej.
                                • kora3 Powinien od poczatku postawić sprawe jasno 24.06.12, 08:07
                                  kolega kierowca oczywiscie. Co nie zmienia faktu, ze kolega pasazer na gapę jest wg mnie chamidłem i czesc.

                                  Nie postawił, bo (co rozumiem) dlań było naturalne, że tamten zaproponuje mu zrzute na paliwo. Ale tamten nie zaproponował i ma podejscie, jakie ma. Temu pierwszemu znów głupio teraz powiedzieć, że zmiana planów. Wg mnie - powinien normalnie z kutwą pogadac i dogadać się jasno i bez wstydu. Jeszcze nie pojechali i mozna zmienić plany
                                  • kropidlo5 Re: Powinien od poczatku postawić sprawe jasno 24.06.12, 12:47
                                    kora3 napisała:

                                    > kolega kierowca oczywiscie. Co nie zmienia faktu, ze kolega pasazer na gapę jes
                                    > t wg mnie chamidłem i czesc.
                                    >
                                    > Nie postawił, bo (co rozumiem) dlań było naturalne, że tamten zaproponuje mu zr
                                    > zute na paliwo. Ale tamten nie zaproponował i ma podejscie, jakie ma. Temu pier
                                    > wszemu znów głupio teraz powiedzieć, że zmiana planów. Wg mnie - powinien norma
                                    > lnie z kutwą pogadac i dogadać się jasno i bez wstydu. Jeszcze nie pojechali i
                                    > mozna zmienić plany


                                    Upominanie sie o swoje to zaden wstyd. Upominanie sie o nieswoje to wstyd.
                                  • kseniainc Re: Powinien od poczatku postawić sprawe jasno 24.06.12, 13:28
                                    kora3 jak możesz kogoś od chamideł wyzywać?Znasz na tyle sytuację?Ich stopień zażyłości?
                                    Jesteś osobą trzecią w "sporze".
                                    Tak to jest kiedy brak komunikacji, co jest podstawą w zdrowej znajomości;-p
                                    • kora3 A sądzisz, ze o sytuacji wiem z ...? 25.06.12, 10:39
                                      kseniainc napisała:

                                      > kora3 jak możesz kogoś od chamideł wyzywać?Znasz na tyle sytuację?Ich stopień z
                                      > ażyłości?


                                      Moim zdaniem osoba tak postepująca jest chamidłem.

                                      Tak znam na tyle sytuację i ich stopień zazyłosci. Sadzisz, ze skąd niny o tej całej sytuacji wiem? Z kart wywrózyłam? Z fusów?
                                      Przecie napisałam, że to kolega kierowca mi powiedział! Chodziło mu o wybadanie sprawy, czy kolega pasazer się dołoży, bo nic nie wspomniał o tym. Wiec zagadnełam typa o te podróż - ot tak po prostu, ze słyszałam, ze razem pojadą. Na to kolega pasazer zareagował tekstem przytoczonym w poscie załozycielskim wątku. Wg mnie taka postawa jest bezczelna i czesc.

                                      > Jesteś osobą trzecią w "sporze".

                                      No włąsnie rzecz w tym, ze sporu nijakiego tu nie ma:) Bo kierowca krepuje sie powiedzieć o swych oczekiwaniach pasazerowi, a pasazer cieszy sie ze pojedzie za darmochę i jeszcze na tym sporo zarobi.

                                      > Tak to jest kiedy brak komunikacji, co jest podstawą w zdrowej znajomości;-p


                                      Tu się z Tobą zgadzam i jak wspomniałam wczesniej - mam świadomośc, ze kolega kierowca popełnił błąd nie precyzując jasno, na jakich warunkach jest skłonny jechać tam autem i zabrać kolegę pasazera. Co w moim odczuciu nie zmienia wcale faktu, że postawa kolegi pasazera jest bezczelna.

                                      Ich znajomośc ma charakter bardzo luźny, znają się praktycznie z widzenia, kłaniają sobie dotychczas jaki li tylko znajomi znajomych. trudno tu mówić o zazyłosci. Kolega pasazer dowiedział się skądś, ze kierowca również wybiera sie w to samo miejsce w tym samym czasie i zagadnął go na ten temat.
                                      • kseniainc Re: A sądzisz, ze o sytuacji wiem z ...? 25.06.12, 11:09
                                        Kora-czytaj ze zrozumieniem;-p
                                        Cudzysłów zgubiłaś?Mam na myśli "spór";-p
                                        Nie lubię podchodów......(teraz mam na myśli kolegę kierowcę)
                                        Wszyscy moim zdaniem zachowujecie się jak dorosłe dzieci;-p
                                        • kora3 Ależ Kseniu 25.06.12, 11:41
                                          Ja cię dobrze zrozumiałam - wiem co miałąś na mysli piszac o "sporze" w cudzysłowie. :)

                                          Napisałam,ze sporu nie ma , bo zasadniczo kolega kierowca powiedział o sprawie mnie, a nie zainteresowanemu.
                                          A bezwględnie powinien przede wszystkim na poczatku ustalić co i jak.

                                          Czy ja sie zachowuję jak duze dziecko? No masz prawo do swej oceny sytuacji. Poproszona o "wybadanie" sprawy, przez kierowcę (jest to osoba dośc niesmiała, znacznie młodsza niż pasazer i moze dlatego nie umie normalnie powiedzieć tamtemu o co biega), zwyczajnie zagadnełam o podróż - bez zadnych pytań o finanse. Kolega pasazer odpowiedział mi, jak opisałam - że tak owszem jedzie z tamtym i udało mu się, bo się zabierze za darmo i jeszcze koszty mu zwrócą.
                                          Wtedy pozwoliłam sobie zauwazyć, ze robi z siebie łachmaniarza (wiem, nieładnie sie wyraziłam:)) i znając sytuację tamtego (niepracująca zona, dwoje dzieci, takie sobie zarobki) powinien dołozyć mu do paliwa połowę i jeszcze coś postawic, bo tamten robi mu przysługę. Na co ów pan stwierdził, ze nie widzi potrzeby, bo tamten i tak tam jedzie.

                                          Moim zdaniem taka postawa jest chamska i bezczelna. Gośc zwyczajnie wykorzystał naiwnośc kierowcy, który liczył, że pasazer zaproponuje dorzucenie się do paliwa bez upominania się, co każdy normalny wg mnie człowiek by zrobił. Czy dziecinne jest wyrazenie takiej opinii to już subiektywna ocena kazdego.

                                          Mnie naprawdę tito, czy kolega pasażer na tym zarobi 5 stówek, czy 3. Nie moja kasa, nie moja sprawa - zwyczajnie nie akceptuję takiej postawy jaką zaprezentował i bynajmniej nie chodzi tu o zarobienie kasy na firmie (firma nie zada faktur za paliwo, ani biletó przyz zwrocie kosztów podróży, tylko rozlicza kilometry. Taką ma zasadę i w myśl niej lata firmie jak się ktoś tam, gdzie miał być dostał: samolotem dopłacając, czy autem na gaz, benzynę, ropę, pociągiem, czy autostopem). Zatem jesli ktoś ma możliwosc nie tylko nie starcić na podróży, ale jeszcze zyskać na niej - to korzysta z tego nie oszukując nikogo i na nikim nie zerując.

                                          Koledze kierowcy poradziłam jasne postawienie sprawy: pojade tam autem i wezmę Ciebie, ale tylko jesli dorzucisz mi się na połowe kosztów paliwa. Powinien rzec to zaraz po prośbie pasazera, ale lepiej późno, niż wcale wg mnie.
                                          • kseniainc Re: Ależ ........ 25.06.12, 12:32
                                            Dla mnie to trywialne zagadnienia;-) I jak nazwać to inaczej jak nie dziecinadą?Facet się wstydzi koledze powiedzieć, że........;-p
                                            Oby ludzie tylko takie problemy mieli;-p
                                            • kora3 No tu sie zgadzam 25.06.12, 12:54
                                              Jakkolwiek jest dla mnie do przyjęcia, ze mógł na samym poczatku nie wpaść na to, że gośc mu nie zechce dorzucić się do paliwa. Ale teraz, dogadując szczegóły podróży (bo przecie bedą musieli sie skontaktować, choćby po to, zeby umówić godzinę, miejsce spotkania) powinien zwyczajnie powiedzieć, ze zwrotu połowy kosztów oczekuje i czesc.

                                              A kierowca jest taką osobą raczej nieśmiałą, no i jest znacznie (z 15 lat na pewno) młodszy od pasazera, który jest dla odmiany gosciem wyszczekanym i pewnym siebie. Zakładam, ze ta konfiguracja wymusza skrepowanie kierowcy w tej sytuacji.
                                              • kseniainc Re: No tu sie zgadzam 25.06.12, 13:00
                                                Korciu wszystko tak, co nie zmienia faktu, że sytuacja jak dla mnie zmienia się w komiczną wręcz;-) Szybko oceniasz ludzi;-p Może zbyt pochopnie?
                                                • kora3 Re: No tu sie zgadzam 25.06.12, 13:17
                                                  Kseniu, ja sobie zdaję sprawę, że patrzac z boku mozna się smiać w duchu, ze dorosły bądź co bądź facet krepuje się powiedzieć wprost. Inna sprawa, ze taka postawa - nieumiejetności reagowania w takich sytuacjach wcale nie jest aż tak rzadka. Brak asertywnosci nie jest wcale takim dziwem u dorosłych ludzi po prostu.

                                                  Nie wiem co masz na mysli piszac, ze szybko oceniam ludzi Kseniu. Precyzując - nie wiem kogo masz na mysli. Obu panów znam po kilka lat, wiec nie są to osoby mało mi znane. Z obydwoma jestem w dośc zażyłych stosunkach - czego mozna się było domyślić zarówno po tym, ze kierowca się do mnie zwrócił o wybadanie sprawy, jak i po przyznasz bezpośredniej dosc mej reakcji na tekst pasazera:)

                                                  Przyznam się, ze zwyczajnie po tym drugim nie spodziewałam się takiej postawy, zwyczajnie. Predzej już czegoś w rodzaju "O qrcze, no wiesz, nie pomyślałem o tym, żeby mu się dorzucić" - na zasadzie, ze moze sam by tego nie oczekiwał w analogicznej sytuacji.
                                                  Ale to co zaprezentował to dla mnie na serio chamstwo i jak jeszcze raz podkreslę - chamstwem nie jest to, ze zarobi na tej delegacji. Firma daje mozliwosci zarobienia, wiec nic złego w tym nie ma. Chamstwem jest wg mnie całkowity brak zrozumienia sytuacji tamtego człowieka: ze dla niego te kilka stówek to moze być spory wydatek ( i jest) przy jego sytuacji materialnej i wypadałoby zaproponować mu zwrot czesci kosztów.
                                                  • kseniainc Re: No tu sie zgadzam 25.06.12, 13:29
                                                    ja bym nie mówiła hop;-)
                                                    Jeszcze nie wyruszyli nawet w tę podróż;-p
                                                    Oceniałabym ,jeśli już po powrocie;-)
                                                    Może się facet dorzuci przy okazji postoju na CPN(?)
                                                  • kora3 Re: No tu sie zgadzam 25.06.12, 13:36
                                                    Wiesz, ja oceniłam jego postawe po tym, co mi powiedział, a nie z jakichś domysłów na ten temat, że skoro nie wspomniał dotychczas, to się nie dorzuci, czy niechetnie np.

                                                    I na miejscu kierowcy bym jednak nie liczyła na gest na stacji, tylko w jego sytuacji - powiedziała i uzgodniła.
                                                  • kseniainc Re: No tu sie zgadzam 25.06.12, 13:55
                                                    nie no zgadzam się;-)
                                                    kochajmy się jak bracia, a liczmy jak żydzi;-p hi
                                                  • kora3 ło matko, wcale niekoniecznie Kseniu :) 25.06.12, 14:20
                                                    Jak pisałam - to jest kwestia umowy miedzy kierowcą, a pasazerem.
                                                    Nie przypominam sobie w ciągu ostatnich 15 lat , żebym wzieła od kogoś kasę za podwiezienie kogoś gdzieś, takze gdy nie było to "przy okazji" zabranie, ale jazda tylko w tym celu. Inna sprawa, że nikt nie prosił mnie,zebym go np. zawiozła powiedzmy 500 km. w jedną stronę. Ale np. tak około 100 km - owszem i kasy nie wziełam znając sytuację materialną tej osoby, a takze cel podróży.

                                                    Za studenckich czasów natomiast w moim kregu znajomych normą było, że powiedzmy 4 osoby jechały na wakacje razem jednym samochodem, to sie zrzucały na paliwo, a i na ogół własciciel samochodu mógł liczyć na zmiane go za kierownicą jesli tego zechciał.

                                                    Mimo to uwazam, że korzystając z czyjeś uprzejmości w postaci "zabrania się" z kimś w trasę dłuzszą należy zaproponować partycypowanie w kosztach paliwa, nawet wówczas, gdy mamy pewnośc, ze kierowca takiej propozycji odmówi.
                                                    I nie ma to wg mnie nic wspólnego z liczeniem się jak starozakonni:) To są wg mnie elementarne zasady dobrego wychowania.
                                                    To raz.

                                                    A dwa, że zawsze wg mnie nalezy też brać pod uwagę stan materialny każdego, kogo o taką przysługę prosimy i nie tylko w takich sytuacjach zresztą, ale i w innych.

                                                    A sytuacje sa rózne. Ostatnio w sklepie sprzedawczyni nie miałą mi wydać z grubszego banknotu, spieszyłam się, kartą tam nie mozna płacić. Widzę córkę kolezanki, kończuy gimnazjum. Pozyczam od niej 10 złotych i dbam, żeby jej te pieniądze oddać zaraz, jak bede wracać. A np. koledze lekarzowi też bym oddała, ale raczej nie fatygując się doń do domu i przy okazji. Bo wiem, że dziewczynę matka niezarabiająca duzo wychowuje sama i dla niej 10 złotych to sporo.

                                                    Podobnie, jesli przedsiebiorca załozmy ma do mnie interes i chce mi przekazać kserokopie dokumentów jakichś, to oczekuje, że sobie te dokumenty skseruje, ale jesli załozmy zwraca się do mnie o interwencję człowiek na zasiłku pielegnacyjnym, czy maleńkiej rencinie, gdzie dla niego koszt ksera na poziomie załozmy 5 złotych to sporo, to sama sobie kseruję odpłatnie (miałam takie sytuacje, jak mielismy stale padające ksero w pracy).

                                                    Na tym polega empatia i kultura wg mnie, ze się bierze pod uwagę sytuację innych. I tu mamy własnie taki przypadek - pasazer wie, ze kierowca sam utrzymuje 4-osobową rodzinę, nie zarabia wiele, a kosztów mu nikt nie zwróci. Zwyczajna ludzka przyzwoitosc w takiej sytuacji nakazuje zaproponować partycypowanie w kosztach, nie uwazasz?
                                                  • kseniainc Re: ło matko, wcale niekoniecznie Kseniu :) 25.06.12, 14:24
                                                    kora-wyluzuj trochę;-)
                                                    wybacz, ale nie mam na tyle czasu, by czytać tak rozbudowane(bogate w słowa) posty;-)Nie odniosę się tym samym do tego co napisałaś;-)
                                                  • kora3 Dobra :) 25.06.12, 14:48
                                                    To krótko - czy uwazasz, ze korzystając z czyjeś uprzejmości (typu takie "zabranie się" np. ) należy brać pod uwagę status materialny "przysługodawcy" ?
                                                  • kseniainc Re: Dobra :) 25.06.12, 14:54
                                                    Kora, dla mnie to oczywista oczywistość;-)
                                                    Ustalmy może jeszcze jedno-ja jestem obyta;-)hi
                                                  • kora3 Re: Dobra :) 25.06.12, 15:20
                                                    Ależ mnie do głowy nawet nie przyszło, ześ nieobyta Ksieniu!
                                                    Zapytałam w kontekście owego "kochajmy się liczmy sie", bo wszak czasem jest tak, że komuś zwyczajnie z powodu statusu materialnego potrzeba tej kasy za podwózkę, czy zawózkę i czeka na nią jak kania na deszcz, a czasem dla kogoś to jest bzdet.
                                                  • kseniainc Re: Dobra :) 25.06.12, 16:34
                                                    jakby Tobie to powiedzieć(?)
                                                    Kolejne oczywistości, to dla mnie;-)
                      • senseiek A podatek od wzbogacenia sie zaplaciliscie panstwu 23.06.12, 11:19
                        > już naprawdę idiotyzmem jest robienie z każdej uprzejmości transakcji handlowej

                        No! A podatek od wzbogacenia sie zaplaciliscie panstwu polskiemu, zeby nie bylo poszkodowane??
                        Wg prawa jesli wykonuje sie jakas prace w sposob ciagly (czyli codzienne podwozenie kogos, za co otrzymuje sie pieniadze) nalezy wystawic fakture i odprowadzic podatek vat i podatek dochodowy..
    • hildegarda-z-plocka Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 22:14
      To miałaś wielkie szczeście, że nie trafiłaś nigdy na takich ludzi. Ja się spotkałam z następującymi sytuacjami:

      - Dwie babki z tej samej miejscowości pracują w innej (również tej samej). Do tej drugiej można dojechać pociągiem, ale wygodniej jest autem. Z tego powodu jedna z nich, która auto ma, tak właśnie jeździ. Raz się zgadała z tą drugą i zabrała ją ze sobą. Od tamtej pory druga uznała, że "się należy". NIGDY nie zaproponowała nic w zamian za to, że się ją wozi. Wożąca nic o tym nie wspominała, bo "przecież i tak jedzie, nic jej się nie stanie jak kogoś zabierze". Z czasem wożona się nieco rozzuchwaliła. Mianowicie przestało jej odpowiadać to, że rano jest odbierana z pewnego miejsca, a po południu na to miejsce zawożona, bo przecież dla niej byłoby wygodniej, gdyby była zawożona pod dom. Że dla wożącej nie jest to wygodne? No cóż, nie będzie robić halo- dalej woziła dostosując się do życzeń pasożyta. Pewnego razu stało się jednak tak, że po pracy postanowiła jechać sobie na zakupy do miejsca, które nie znajdowało się w miejście, w którym mieszkała. Zawożąc więc koleżankę do pracy, powiedziała, że dziś niestety odwieźć jej nie może, bo zaplanowała zakupy. Ewentualnie koleżanka może jechać z nią, ale musi się nastawić na dość długie łażenie i oglądanie ciuszków. Reakcja na to przeszła wszelkie jej oczekiwania. Wożona miesiącami za darmo koleżanka zrobiłą aferę jakich mało. Wykrzyczała wożącej, że ta jest nieodpowiedzialna i śmieszna. Że miałą obowiązek o swoich planach uprzedzić ją ze stosownym wyprzedzeniem, że chyba sobie żartuje. Po tym obraziła się sytraszliwie i zamilkła, oczekując zapewne przeprosin:)

      A tutaj skąpstwo (czy brak taktu?) w drugą stronę:
      - Dwóch facetów pracuje razem, mieszkają też dośc blisko siebie, w ten sposób, że jeden po drodze mija mieszkanie drugiego. Z pracy wracają często razem, jak bóg przykazał, na zmienę. Jest jedno ale: gdy facet, który mieszka dalej prowadzi, zostawia swego towarzysza pod jego domem. Gdy jednak ten, który ma do pracy bliżej prowadzi... zostawia tego drugiego pod swoim domem a potem tamten tupta ok 1.5km do siebie. Dla pana pierwszego, wszystko jest normalne i wporzo, bo wszakże tamten podwożąc mu tyłek do domu nie dopłaca ani złotówki, a on sam musiałby z 50gr więcej wyłożyć na benzynę.

      i jeszcze jedno z tej samej serii:
      - Koleżanka zobowiązała się kupić kwiatki za składkową kasę. Kwiatki kupiła, ale wystawiła rachunek "za benzyne i stracony czas".
    • lacido Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:02
      co to jest udawanie się relatywnie w podróż?
      • annajustyna Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:34
        Tam jest, ze relatywnie dosc daleka (podroz).
        • lacido Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:38
          mylisz się tam jest dokładnie: "wybiera sie w dośc odległą podróż (relatywnie)" a nie w podróż daleką (relatywnie)

          tak czepiam się, nieprecyzyjnych wypowiedzi
          • annajustyna Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:56
            W jezyku polskim mamy szyk przestawny...
            • lacido Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:00
              bądź tez błędny :)
          • six_a Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:34
            jak już się tak czepiasz, to postaw przecinek po tak, chyba że tak się czepiasz, wtedy nie stawiaj.
    • wiarusik Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:20
      nic się nie martw.
      w PRS materialiści zostaną wytępieni jak mole w mojej szafie >:)
      bydlęce transporty będą przyjeżdżać w miejsce w którym będę czekał na "podopiecznych" z otwartymi ramionami >;)
    • annajustyna Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:35
      Szwagier kiedys dojezdzal do pracy z kolega i ojcem tego kolegi. Brali od niego 100% kosztow benzyny, a jak mieli na niego z pol godziny poczekac, to nie i popierdzielal autobusem do domu...
    • berta-death Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 22.06.12, 23:53
      To chyba o to chodzi, że nie ma jednego savoir vivre. Każdy ma swój i stąd te wszystkie nieporozumienia i obrazy.
      • marguy Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 01:31
        bertha,
        Jest tylko jeden savoir-vivre, cala reszta to jego brak.
        • berta-death Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 02:52
          Teoretycznie tak, ale ten cały savoir vivre ma to do siebie, że odpowiada zapotrzebowaniom swoich czasów. W związku z czym, zmienia się. Takie mnie przemyślenia naszły jak po raz kolejny natknęłam się na pyskówkę pod jakimś artykułem o tematyce weselnej. To co razi osoby mające jeszcze tradycyjne spojrzenie na problem, dla osób o współczesnej mentalności jest normą. I jeszcze wywołuje w nich oburzenie, jak można obrażać się o coś takiego i myśleć inaczej.

          Tym razem chodziło o usadzanie gości. Na onecie jakiś wujek pisał zbulwersowany, że chrześniak biorący ślub go nie uszanował i posadził w tyle na końcu sali. I nawet nie zauważył, że ten obrażony wyszedł wcześniej. Oprócz nielicznych głosów popierających wujka, to cała reszta rzuciła się na niego jak w ogóle mógł pomyśleć, że mu się należy miejsce koło młodej pary, w końcu nie jest nikim bliskim skoro nie widzieli się od kilku lat. Powinien się cieszyć, że w ogóle go zaproszono. I jak najbardziej miejsce wokół młodych powinni zajmować ich przyjaciele, z którymi imprezują na co dzień a nie jakiś wuj, którego się z grzeczności zaprasza. W podobnym stylu padały odpowiedzi w kierunku osób popierających wujkowe oburzenie i podających przykłady własnych doświadczeń z olewającymi ich nowożeńcami.
          Podobne spory są w związku z zaproszeniami na ślub a nie na wesele, z formą zaproszeń albo z rozsyłaniem zawiadomień o ślubie, po fakcie.
          Czasy się zmieniają, zmieniają się okoliczności, nowe technologie też robią niezłe zamieszanie. Nie sposób tego ogarnąć jakimiś odgórnymi zasadami, które wszystkim się spodobają i jeszcze będą dostosowane do realiów.
    • taja11 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 00:00
      Mnie koleżanka znienawidziła bo nie brałam jej rano do pracy moim samochodem - po południu zawsze ją zabierałam. Obsmarowała mnie oczywiście przed innymi że jestem wredna. Śmieszne jest to że ona chodzi pieszo i żeby nic na przejazd nie płacić, nie kupuje ani liniówki na tramwaj(bo to tyle kosztuje). Zarabia więcej ode mnie.Raz jedyny zaproponowała mi drobną sumę - nie wzięłam tylko powiedziałam żeby zaprosiła mnie na kawkę. Pół roku podwożenia a kawki ani widu ani słychu.
    • kora3 Jasne, ze w takich sytuacjach 23.06.12, 08:28
      nie ma sztywnych reguł i to, jak i czy w ogóle kosztami podzielą się kierowca i "zabierający się" , to kwestia dogadania się ww.

      Faktem jest, że kolega kierowca na prośbę drugiego o "zabranie się" nie zareagował prawidłowo, czyli nie zapytał, czy ten skłonny będzie pokryć czesć kosztów paliwa. Mowa tu o kwocie rzedu kilkuset złotych - całość.

      Po prostu nie przyszło mu do głowy, że tamten tego nie zaproponuje - jego błąd (mnie w takiej sytuacji z tą osobą też nie przyszłoby do głowy). Głownie ze względu na odległość, koszt podróży i fakt, że drugi pan jedzie służbowo.

      Wiele razy zdarzało mi się w życiu podwozić i podwozoną być i bywało to na róznych zasadach - własnie albo dogadanych, albo tak zwyczajnie przyzwoitych zależnych id sytuacji i stopnia zazyłosci z kimś podwozonym, czy tym, kto mnie podwoził.

      Wiadomo przecie, że nie oczekuję jakiś zwrotów czy podziałów kosztów od kolezanki, która ostatnio wybierała się do lekarza do miasta, gdzie ja jechałam służbowo. Zaprosiłam ją sama, żeby sie zabrała. Owszem - zaproponowała, że się "dorzuci", ale odmówiłam. Byłoby to nieuczciwe wg mnie przyjąc jakieś pieniądze, bo mnie firma za takie wyjazdy rozlicza delegacje, wiec zgadzając się na jej udział w kosztach zwyczajnie bym na niej zarabiała.

      Podobnie mój odmówił znajomy odmówił przyjęcia pieniedzy ode mnie za to, że "podrzucił" mnie do moich rodziców (kilkaset kilometrów), bo jechał w tym kierunku służbowo i jak sam podkreślił będzie mu miło mieć towarzystwo na te pół trasy. Przyjął za to zaproszenie do moich rodziców na obiad (rodzice oczywiscie uprzedzeni o wizycie pana, którego przyjeli z aprobatą). Kolega tam wcale na posiłku nie oszczedził:), ale po prostu miło mu było poznać i odpoczac trochę przed dalszą trasą.

      O jakiś zwrotach kasy w sytuacji, gdy ktoś sporadycznie z kimś sie zabierze przy okazji w niedaleką trasę raczej w moim środowisku znajomych nie ma mowy. Inaczej jednak rzecz przedstawia się przy jakiś stałych "podwózkach", czy właśnie dalszych podrózach. Uwazam, że w takich sytuacjach zawsze powinno się zaproponować pokrycie czesci kosztów. Czy kierowca bedzie tym zainteresowany, to inna sprawa. Jesli nie jest - wg mnie powinno się jakoś mu się odwdzięczyć miłym gestem np. zaproszeniem na obiad.
      • kitek_maly Re: Jasne, ze w takich sytuacjach 23.06.12, 12:27

        > Wiadomo przecie, że nie oczekuję jakiś zwrotów

        Jakichś.

        > O jakiś zwrotach kasy w sytuacji, gdy

        Jakichś, na boga.

        Czy teraz powstanie górnolotny artykuł o bezczelności ludzkiej? Praca dziennikarza to jednak łatwizna. :)
        • kora3 Re: Jasne, ze w takich sytuacjach 23.06.12, 12:46
          średni temat, nie sądze, by jakoś szczególnie jakichś :) Czytelników interesował - zresztą za rozległy :)

          No, łatwizna, przyznaję :) i jaka przyjemna, i jeszcze za to płacą :)
    • senseiek Przeciez juz nawet w podstawowce sepi sie zeszyty 23.06.12, 10:49
      > Pierwszy raz spotykam się z tak chamskim wykorzystywaniem innych i brakiem przyzowitosci w sprawach kasowych w bliższym otoczeniu. W szoku jestem ..,,.

      Buahaha.. :D Jak skonczysz przedszkole to dopiero zobaczysz "wykorzystywanie innych".. :)
      Mnie sie wydaje to.. norma?
      Przeciez juz nawet w podstawowce sepi sie zeszyty od osoby ktora odrobila zadania domowe, po to, zeby przepisac je sobie.. ;)
      • kora3 Re: Przeciez juz nawet w podstawowce sepi sie zes 23.06.12, 10:53
        no ja już z przedszkola wyszłam dawno temu :)

        Ale moze zwyczajnie obracam sie w środowisku ludzi, którzy nie zerują na innych i nie jest to dla nich norma.
      • koham.mihnika.copyright Re: Przeciez juz nawet w podstawowce sepi sie zes 23.06.12, 13:14
        u mnie na studiach ambitni nie dawali notatek z wykladow, w zamian nie byli zapraszani na imprezy. Taka walka klas.
        • jan_hus_na_stosie2 Re: Przeciez juz nawet w podstawowce sepi sie zes 23.06.12, 19:48
          koham.mihnika.copyright napisał:

          > u mnie na studiach ambitni nie dawali notatek z wykladow, w zamian nie byli zap
          > raszani na imprezy. Taka walka klas.


          i kto ją ostatecznie wygrał?

          • senseiek Re: Przeciez juz nawet w podstawowce sepi sie zes 23.06.12, 21:01
            > > u mnie na studiach ambitni nie dawali notatek z wykladow, w zamian nie by
            > li zap
            > > raszani na imprezy. Taka walka klas.
            > i kto ją ostatecznie wygrał?

            Kujon dostal dobra prace bo mial CV "ze mucha nie siada". A imprezowicz ma znajomosci i jest lubiany to tez dostanie prace ale z polecenia, no i laski mial na studiach ;)
    • lizzy1 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 12:11
      On się nawet nie obraził, tylko zdziwił, bo "przecież A tak czy owak t
      > am jedzie, ze mną czy beze mnie".

      To co z tego, że i tak tam jechał? Dodatkowe obciążenie pojazdu skutkuje większym zużyciem paliwa niż by się jechało na pusto.


      >Na to, że niezaleznie od tego, czy kolega tam
      > jedzie i tak, ale wyswiadcza mu przysługę przecież wcale nie wpadł. A już na t
      > o, ze wypadałoby się dorzucić i jeszcze zrewanzować to w ogole

      Cwany burak.
      • kora3 To już nawet nie chodzi o to obciązenie 23.06.12, 12:22
        tylko o zwyczajną przywoitośc.

        Wie, ze kierowca jedzie tam bez zwrotu kosztów, nie zarabia wiele i sam utrzymuje rodzinę.

        A to, ze i tak jedzie to zaden argument - pociąg zapewne też do tego miasta i tak jedzie, albo autobus jakiś i to nie pod sam budynek na ogół, a płacić jakoś trzeba:)

        Gośc ma przecież zwrot kosztów (na których na ogół się zarabia, co jest normalne w tej firmie, nie na zasadzie oszukiwania jakiegoś). Gdyby jechał załozmy pociągiem/autobusem, to doliczywszy koszty taksówki na samo miejsce z dworca, czy przystanku wyszedłby na tym pewnie gorzej, niż na zwróceniu kierowcy połowy kosztów paliwa.

        Owszem, nie uwazam, ze zawsze nalezy na siłę te koszty zwracać, ale moim zdaniem zawsze nalezy zaproponować coś takiego. Często zdarza się, ze kierowca w takiej sytuacjo odmawia - bo i tak tam jedzie, bo go na to stać zwyczajnie, zeby od kogoś tych pieniedzy nie brać. Ale propozycja powinna paśc w kazdym przypadku.
    • whitney85 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 12:54
      Znam takiego typa. Ostatnio przechwalał się w towarzystwie, że sprzedał komuś uszkodzony samochód ściemniając, że jest OK a kupiec nie dojechał nawet do swojego miasta. Fakt, powinien sprawdzić co kupuje ale nie w tym rzecz. Znajomy nie jest jakimś handlarzyną lecz dobrze zarabiającym prawnikiem.
      Znam też ludzi, którzy przyszli na grilla z 2 butelkami wina. Najedli się, napili łychy a wychodząc on zauważył, że jedna z przyniesionych butelek stoi zamknięta. Schował zatem do plecaka, pożegnał się i wyszedł.
      • mojemieszkanie24 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 21:13
        mialam podobną sytuację na studiach. Jechałam samochodem i wzięłam kolezankę do domu ( ta sama miejscowość), nic nie zapłaciła. Miesiąc później ja jechalam z nią i KAZAŁA MI ZAPŁACIĆ. Zatkało mnie. Powiedzialam jej,ze myslalam że skoro ona jechała ze mną za darmo to teraz ja tez pojadę ( przysługa za przysługę). Nie zapłaciłam i nie jeździłyśmy juz razem do domu...
    • jowita771 Re: Beczelnośc ludzkka nie zna granic:( 23.06.12, 23:07
      Aż mi się gęba otworzyła ze zdziwienia. Ale burak!
    • kora3 Finał sprawy :) 28.06.12, 14:20
      Wyjazd jutro, wiec kolega kierowca zebrał się na odwagę i zatelefonował do kolegi pasazera. Wcześniej sprawdził wszystkie mozliwe połączenia publicznymi srodkami transportu, zeby w razie odmowy pasazera w sprawie kosztów nie stawiać go w sytuacji, ze liczył nań, a teraz nie ma czym pojechać.
      Kolega pasazer zgodził się na pokrycie połowy kosztów paliwa. Mogłoby na tym się skończyć, ale niestety chyba musiał (wewnętrzna potrzeba taka) powiedzieć kierowcy, ze się nie spodziewał tego wydatku:(
      • kropidlo5 Re: Finał sprawy :) 28.06.12, 19:30
        kora3 napisała:

        > Wyjazd jutro, wiec kolega kierowca zebrał się na odwagę i zatelefonował do kole
        > gi pasazera. Wcześniej sprawdził wszystkie mozliwe połączenia publicznymi srodk
        > ami transportu, zeby w razie odmowy pasazera w sprawie kosztów nie stawiać go w
        > sytuacji, ze liczył nań, a teraz nie ma czym pojechać.
        > Kolega pasazer zgodził się na pokrycie połowy kosztów paliwa. Mogłoby na tym si
        > ę skończyć, ale niestety chyba musiał (wewnętrzna potrzeba taka) powiedzieć kie
        > rowcy, ze się nie spodziewał tego wydatku:(


        Tragedia, zwroca mu za delegacje i nie zarobi, zaledwie nie straci. Ale ludzie to maja czasami tak ze widza nie dalej niz koncowke wlasnego nosa.

        • kora3 najciekawsze Kropidło jest to, ze 28.06.12, 19:49
          zapewne zarobi, tylko nie tyle ile mógłby jadąc z tamtym i nie dorzucając się. I uprzedzajac ewentualne złosliwosci - nie, nie boli mnie to, ze zarobi. Firma, w której pracuje ma taką politykę delegacyjną, ze rozlicza kilometry i czesc, Nie interesuje jej, czy poleciałeś tam samolotem, czy jechałeś stopem, czy dyliżansem:) jest tyle i tyle km, taka a taka stawka za 1 km - tyle kasy sie nalezy. Nie ma w tym nic nieuczciwego ze strony pracownika, bo firma sama ten system sobie ustaliła. Wiec jesli pracownik sobie na podrózy zaoszczedzi, albo na niej straci - to jego sprawa.

          Z tego co wiem podróż innym srodkiem transportu kosztowałaby porownywalnie do połowy kosztów paliwa, ale byłaby z pewnoscią mniej komfortowa, wiec gosc zgodził się dorzucić. I ok. Ale tekst o tym, ze nie był przygotowany na ten wydatek był bezczelny
          • kropidlo5 Re: najciekawsze Kropidło jest to, ze 28.06.12, 21:16
            Moze myslal ze bedzie jechal samochodem zasilany bateria sloneczna albo sila wiatru, z zaglem? Ja bym go o to przypytala. A ja bym mu powiedzial tak :'nie wiadomo, czy bedziemy musieli placic, zobaczymy, jak na stacji paliw nie beda chcieli pieniedzy, to upiecze nam sie'
      • jowita771 Re: Finał sprawy :) 28.06.12, 21:22
        Nie spodziewał się, biedaczek! Ja bym na miejscu kierowcy wzięła należność z góry, bo z cwaniakami bywa różnie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja