kora3
18.06.12, 14:23
Niespecjalnie szokują mnie objawy skąpstwa u ludzi, ale tym razem spotkałam się z przegieciem.
Dwoch moich znajomych wybiera sie w dośc odległą podróż (relatywnie), w to samo miejsce. Jeden z nich dysponuje samochodem, drugi akurat nie (ma współny z zoną, a tej jest w tym czasie potrzebny). Umówili się więc, że pojadą samochodem tego pierwszego. Pierwszy kolega jedzie w to miejsce reprezentując organizację społeczną i nie bedzie miał zwrotu za paliwo, drugi - jedzie tam służbowo i bedzie miał zwracane koszty, tyle, ze w przyszłym miesiącu.
Wg mnie i pierwszego kolegi naturalne jest, ze ten drugi powinien przynajmniej pokryć koszty połowy paliwa. Wg tylko mnie :) - ładnie byłoby, zeby takze postawił jakiś obiad w podróży, bo jakby nie tamten, to tłukłby sie pociągiem, albo autokarem 2 razy dłuzej.
Tymczasem niezmotoryzowany na ten moment kolega wyznał, ze "udało mi się, bo A ta jedzie, nic nie wydam na podróż, a jeszcze mi koszty zwrócą" . W pierwszej chwili mnie zatkało. Gośc około 40, niebiedny, źle nie zarabiający. Drugi ma skromniejszy budżet, bo żona nie pracuje, zarabia też raczej mniej niż tamten.
Powiedziałam kolesiowi, ze jest bezczelny i robi z siebie łachmaniarza - tak dosłownie. On się nawet nie obraził, tylko zdziwił, bo "przecież A tak czy owak tam jedzie, ze mną czy beze mnie". Na to, że niezaleznie od tego, czy kolega tam jedzie i tak, ale wyswiadcza mu przysługę przecież wcale nie wpadł. A już na to, ze wypadałoby się dorzucić i jeszcze zrewanzować to w ogole. Pierwszy raz spotykam się z tak chamskim wykorzystywaniem innych i brakiem przyzowitosci w sprawach kasowych w bliższym otoczeniu. W szoku jestem ..,,.