kropidlo5
18.06.12, 23:20
Zanim zaczniecie sie wypowiadac, kontekst. Mam znajomego, ktory lubuje sie w roznych genetyczno- darwinistycznych teoriach. Jest ukrytym rasista i obsesyjnie fascynuje sie walka genow, walka o przetrwanie, samcami alfa iitp, ma to nieco masochistyczny wydzwiek zreszta.
Pamietam, jak sie egzaltowal ze 'ludzie z natury sa jak szympansy a w szympansim stadzie rzadza samce alfa i zapladniaja wiele samic, a wiekszosc slabszych samcow usluguje samcom alfa i wychowuje ich potomostwo a sami nie maja potomostwa albo maja pod warunkiem, ze wychowaja tez samcowi alfa, jak samiec alfa im pozwoli, a jak nie to ta jednostka jest odganiania, ludzie maja taka sama nature, wszystkie kobiety chca samcow alfa' itp. Jest w tym czesc racji, czesc obsesji, czesc uproszczenia- do rzeczy jednak.
Ten koles 'wpadl' z dziewczyna, ktora ma juz 2letnie dziecko i wychodiz na to, ze bedzie musial wychowywac i utrzymywac to dziecko. Nie znam detali, czy ojciec sie miga od alimentow, czy tez nie ma z czego, czy matka szuka jelenia (bo ten koles ma spore oszczednosci).
Tak czy owak, ironia losu, bo sie okazuje, bedzie wychowywal gosc, wedle swoich wlasnych kwalifikacji, 'kululcze jajo' czy jak on woil, bedzie odchowywal potomstwo jakiemus 'samcowi alfa'. Musze przyznac, ze choc czesciowo mi go szkoda, bo chyba wdeptuje w mocne obowiazki, ale jest to dla mnie troche zabawne, taka ironia losu.
Do rzeczy- normalnie postrzega sie kogos, kto wychowuje czyjes dziecko, jako bohatera, czlowieka z sercem itp, ale wg logiki tego goscia taki ktos to jest 'frajer' z nizszego szczebla hierarchii, ktory inwestuje w nieswoje geny (tak on to chyba okreslal).
Opinie?