see.berja
15.07.12, 14:17
Sama nie wierzę, że zakładam ten wątek, ale co mi tam. Może jakoś pomożecie, zmobilizujecie mnie do zmiany.
Ad rem: jestem potworną, obrzydliwą bałaganiarą. Nie wiem, czy to jest kwestia genów ( jedna z moich dwu sióstr też ma ten problem), czy wychowania ( w domu podłoga się nie lepiła, ale zwykle było tylko 'ogarnięte', nie nazwałabym tego raczej porządkiem, w dodatku mam troje starszego rodzeństwa, między nami jest spora różnica wieku, więc siłą rzeczy w wielu pracach domowych byłam wyręczana przez siostry i brata).
Mam 21 lat, mieszkam z ukochanym, studiuję. Jestem szczęśliwa i spełniona, ale to bałaganiarstwo mnie już przerasta. Potrafię ładnie posprzątać, ba, potrafię sprzątnąć perfekcyjnie. Ale to na nic się zdaje, bo ten porządek widać może przez jeden, góra dwa dni. Po kilkunastu godzinach bałagan wraca.
Najgorsze jest to, że nie chce mi się sprzątać. Uwielbiam mieć porządek, jestem wtedy o wiele szczęśliwsza i lepiej zorganizowana, ale mieszkanie jest tak zapuszczone/zagracone, że jak pomyślę, że mam nad tym ślęczeć i mozolnie wycierać jedną szafkę przez 20 minut, to robi mi się słabo. Jeżeli już sprzątam - to robię porządek generalny - albo wszystko albo nic. Nie potrafię zrobić niczego na pół gwizdka - np. nie chce mi się szorować umywalki, jeżeli nie mam czasu lub siły na posprzątanie reszty łazienki. A że rzadko kiedy mam na to czas i siłę, w efekcie w domu panuje bałagan.
Wstyd mi przed moim facetem. On nie dość że gotuje ( lubi to i jest naprawdę w tym świetny, ja też potrafię, ale rzadko to robię), to czasem więcej zrobi w domu niż ja (chociaż sam też ma tendencję do bałaganienia).
Przykład:
ma teraz lekki chaos w kuchni, a wczoraj na posadzkę wylała mi się serwatka z mozzarelli. Przetarłam ją od razu szmatką, ale dziś nadal widać białe ślady. I co? Nie chce mi się nawet tego sprzątnąć, bo co to da, skoro i tak jest bałagan...?
Przepraszam, być może niektórych zniesmaczyłam :/
RATUNKU!!!