takietam.sobie
16.07.12, 14:32
Jestem statystyczną, przeciętną Polką. Mąż, mieszkanie w kredycie, 1 dziecko, średnie-nienajgorsze zarobki. Dzień w pracy to ścisk tyłka, przechodzenie z dnia na dzień, żeby nikt na mnie nie zwrócił uwagi, muszę być pomocna dla kolegi z biurka obok (praktycznie w firmie jesteśmy we 2, bo szefa więcej nie ma jak jest), uśmiechnięta. Jak kolega zrobi błąd to niejednokrotnie ja muszę ratować mu tyłek.
Nie mam źle, ale męczy takie ślizganie się w życiu. Stać mnie na więcej, a muszę trzymać gębę w kubeł, bo mogę zostać na lodzie.
Za granicą, wydaje mi się, jest lepiej. Ludzie mają więcej swobody, więcej szacunku, po pracy stać ich żeby iść do knajpy a nie siedzieć w garach, jeździć na wakacje. Mam znajomych, siedzą w Belfaście, fakt że na codzień pracują dużo, ale awansowali, kupili dom w dobrej dzielnicy, z pięknym ogrodem, jeżdżą na fantastyczne wakacje, stać ich na wiele, są w pracy szanowani i doceniani. A tutaj...pewnie nawet nie mogliby się odezwać.
Czy to w mojej głowie jest jakiś kompleks, że boję się odezwać, czy faktycznie to nasza polska mentalność, dowalić współpracownikowi dla zasady, choć nic z tego nie mam...? Czy ten brak perspektyw, szarość dnia codziennego to efekt mojej kilkudniowej chandry, czy wy też tak to odczuwacie?