straciłam miłość mojego życia...

19.07.12, 21:48
Nie wiedziałam, że można aż tak cierpieć. 8 lat związku, rok po ślubie... Odszedł, bo nie widzi wspólnej przyszłości, nie chce wspólnego życia, nie chce być ze mną. Teraz jest w stanie myśleć tylko o sobie. Nie ma szans na powrót, powiedział, że mam nie mieć nadziei. Wyprowadził się, a ja zostałam zupełnie sama. Już to kilka lat temu przerabialiśmy, też mu czegoś brakowało, ale nie znalazł tego i wrócił. Jak się okazuje tylko po to, by przy świadkach przysięgać mi miłość do końca życia, a potem mnie opuścić. Owszem, oddaliliśmy się nieco od siebie, ja miałam nawał pracy, a on miał swoje sprawy... Były spięcia, nerwy, ale wszystko zawsze jakoś się prostowało. Mieliśmy wspólne plany, marzenia, imiona dla dzieci... Jak mam teraz żyć? Rozpoczynać wszystko od nowa? Nie mogę jeść, spać, pracować, oddychać... Jestem jak otwarta rana. Nie chcę żyć bez niego. Ale już nic nie mogę zrobić. Chciałabym zasnąć i obudzić się za kilka miesięcy... Ale to niemożliwe, każde zapadnięcie w sen to sny o nim i o tym, że jest dobrze, że jesteśmy tacy szczęśliwi. A potem przebudzenie i ta świadomość, że jego już nie ma i nie będzie. Teraz pozostaje mi tylko czekanie na wezwanie do sądu na sprawę rozwodową... Nigdy bym nie przypuszczała, że do tego dojdzie, że moja wielka miłość zrani mnie tak boleśnie. Nie wiem co robić, jestem zrozpaczona... Przepraszam Was, ale musiałam swój ból puścić eter. Dziś umarłam i chyba nigdy się z tego nie podniosę...
    • raohszana Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 21:51
      Ty bez niego żyć nie możesz, a on bez Ciebie może i chce.
      Zajmij się czymś skutecznie.
      • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:20
        Brutalne, ale najwyraźniej prawdziwe...
    • lonely.stoner Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 21:54
      Ju
      > ż to kilka lat temu przerabialiśmy, też mu czegoś brakowało, ale nie znalazł te
      > go i wrócił.

      no to bylas typowa- kryzysowa narzeczona, nie znalazl nic lepszego to w koncu wzial co tam bylo pod reka. Wtedy to juz jasny sygnal.

      Hm, co do tego bolu i zranienia- to akurat rozumiem, sama zerwalam z chlopakiem pare miesiecy temu i przez pierwsze 3 miesiace wydawalo mi sie ze juz nigdy nie bede szczesliwa. JAk widac - zle mi sie wydawalo :) Czas najlepszym lekarstwem. A jak bedzie naprawde zle to idz do lekarza, jakiegos psychologa ktory Cie z dolka wyciagnie, przerobi bledy ktore popelniasz i bedzie lepiej.
      • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:19
        Po pierwszym rozstaniu, pomimo późniejszego powrotu nie mogłam się pozbierać. Lekarz orzekł depresję i tak do tego czasu się leczę. Wszystkie błędy już dawno zostały wyeliminowane. W ostatnim ciężkim czasie mógł mi tylko zwiększyć dawkę. Chyba tylko dzięki temu jeszcze nie rozleciałam się na kawałki.
        • lonely.stoner Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:35
          ja uwazam ze powinnas isc na terapie. Same leki widac nie pomagaja. Tkwilas tyle czasu w toksycznym zwiazku ze byc moze teraz jest ci ciezko obiektywnie ocenic ta cala sytuacje.
        • traviata666 Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 16:32
          hmmm. ale pamietaj,ze leki to nie wszystko. one pomagaja doraznie.
          oczywiscie jesli to depresja to trzeba, ale nie możesz polegac i wierzyc tylko lekom...
          musisz sie sama uczyc siły.
          musisz uzdrowic siebie wewnetrznie.
          polecam jogę. wyciszy Cie i usłyszysz sama siebie.
    • six_a Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 21:55
      > 8 lat związku, rok po ślubie... Odszedł, bo nie widzi wspólnej przyszłości, nie chce wspólnego życia,

      to po co ślub brał?
      mooooże gupi jakiś?
      to ciesz się, że sam poszet.
      • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:21
        Też sobie zadaję to pytanie... Po co klękał, po co prosił o rękę, po co wchodził w to wszystko?
        • kochanic.a.francuza Re: straciłam miłość mojego życia... 21.07.12, 03:17
          Po co klękał, po co prosił o rękę, po co wchodzi
          > ł w to wszystko?

          Chory byl. I chcial zeby ktos go na sile wyleczyl. Stad spektakularne przysiegi w obecnosci swiadkow, zeby i inni go trzymali w ryzach jakbys Ty juz nie dala rady. stacza sie boi sie i chcial zeby go ktos trzymal. Niech sie sam stacza. Dobrze, ze polazl, nie narazisz na powielanie chorych genow. Chcialabys takie dzieci miec jak on? Niezdecydowane,n niepotrafiace znalezc sobie miejsca w zyciu?
          • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 22:26
            Masz rację. Zawsze było w nim coś takiego... nie wiem... destrukcyjnego. Że niby wszystko jest ok, że niby uśmiech, beztroska, a jednak w oczach jakaś mgła i alienacja. Nigdy nie mogłam być pewna tego, co się stanie jutro... Może lepiej się stało...
    • highly.sceptical Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:09
      > Nie mogę jeść, spać, pracować, oddychać...
      > Nie wiem co robić, jestem zrozpaczona...
      > Jestem jak otwarta rana. Nie chcę żyć bez niego.
      > Dziś umarłam i chyba nigdy się z tego nie podniosę...

      Podniesiesz się. Teraz trudno Ci w to uwierzyć, ale podniesiesz się, tak jak miliony ludzi, które były na Twoim miejscu. Wówczas z kolei trudno Ci będzie uwierzyć, że można się było tak przejmować.
      • jeriomina Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:15
        highly.sceptical napisał:

        >
        > Podniesiesz się. Teraz trudno Ci w to uwierzyć, ale podniesiesz się, tak jak mi
        > liony ludzi, które były na Twoim miejscu. Wówczas z kolei trudno Ci będzie uwie
        > rzyć, że można się było tak przejmować.
        >
        dokładnie.
        rok temu byłam w takim stanie jak autorka.
        dziś kocham życie i dziękuję Losowi, że sprawił, iż kretyn z kłopotami, którego uważałam za ósmy cud świata sam się ode mnie odlogował.
        • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:23
          Wszystko bym dała, żeby być już ten rok do przodu...
          • jeriomina Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 23:10
            I będziesz. Obiecuję Ci to :)
        • traviata666 Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 16:36
          jeriomina napisała:

          > highly.sceptical napisał:
          >
          > >
          > > Podniesiesz się. Teraz trudno Ci w to uwierzyć, ale podniesiesz się, tak
          > jak mi
          > > liony ludzi, które były na Twoim miejscu. Wówczas z kolei trudno Ci będzi
          > e uwie
          > > rzyć, że można się było tak przejmować.
          > >
          > dokładnie.
          > rok temu byłam w takim stanie jak autorka.
          > dziś kocham życie i dziękuję Losowi, że sprawił, iż kretyn z kłopotami, którego
          > uważałam za ósmy cud świata sam się ode mnie odlogował.
          >
          BARDZO MI SIE PODOBA.
          WEZ SOBIE DO SERCA:)
    • allatatevi1 ??? 19.07.12, 22:13
      Faceta, któremu w życiu z Tobą "czegoś brakowało" uważasz za miłość życia???

      Popracuj nad samooceną.
      • roisin29 Re: ??? 19.07.12, 22:26
        Fakt, w ostatnim czasie bardzo ona podupadła - z niskiej na jeszcze niższą. A co do miłości... Nie wyobrażam sobie, żebym mogła mocniej kochać i jeszcze mocniej pragnęła być z kimś.
        • lonely.stoner Re: ??? 19.07.12, 22:40
          roisin29 napisał(a):

          > Fakt, w ostatnim czasie bardzo ona podupadła - z niskiej na jeszcze niższą. A c
          > o do miłości... Nie wyobrażam sobie, żebym mogła mocniej kochać i jeszcze mocni
          > ej pragnęła być z kimś.

          To minie! Ja myslalam podobnie, nie wyobrazalam sobie nawet ze po prostu moze jeszcze byc dla mnie szansa na milosc, ogladanie scen w filmie gdzie para sie caluje/wyznaje sobie milosc albo uprawia seks przyprawialo mnie o mdlosci - nie moglam na to nawet patrzec bo mi przypominalo tylko 1- jak sama ja stracilam moja wlasna milosc zycia. Wtedy po prostu wszystko bylo pozbawione sensu, nie wierzylam w to ze pewnego dnia bede jeszcze w ogole szczesliwa. Ale to minelo :) ten ponury czas jest juz za mna!!! mi bardzo pomoglo to ze skupilam sie na sobie, na robieniu kursow, zdawaniu egzaminu, itd. Oczywiscie wszystko w swoim czasie zeby sobie nie dowalic kolejnego zmartwienia- ale to odciagalo moje mysli dosc skutecznie. Dzis to sobie mysle ze niedowiary ze tyle czasu spedzilam na oplakiwaniu tej milosci :) z Exem zerwalam wszystkie kontakty- bo sie czasem odzywal, mowil ze mu zalezy, ze nie potrafi beze mnie zyc, itd. A wiedzialam ze to po prostu nie moze tak trwac. Najlepsze co to zerwac z przeszloscia i zajac sie przyszloscia :) Tylko trzeba czasu... podobno zlamane serce po rozstaniu goi sie polowe tego czassu ktory spedzilo sie w zwiazku.
          • roisin29 Re: ??? 19.07.12, 22:46
            W takim razie cudna czteroletnia perspektywa przede mną. A w tym czasie jeszcze tyle wybojów - ewentualne spotkania (mimo, że również całkowicie zerwałam kontakt), jakieś jego przypadkowo znalezione graty, rozwód... Masakra :(
            • highly.sceptical Re: ??? 19.07.12, 23:09
              > W takim razie cudna czteroletnia perspektywa przede mną.

              Nie wierz w te brednie o "połowie czasu", jakaś ludowa mądrość. Zasadniczo żałoba po stracie (jakiejkolwiek) powinna trwać maksymalnie do roku. Jeżeli ten czas się przedłuża, sprawa wymaga interwencji psychologa. Podobnie jeśli za za tydzień, dwa nadal nie będziesz mogła normalnie funkcjonować, również musisz iść do psychologa. Smutek, nostalgia - ok, są naturalne, ale zaburzone funkcjonowanie powyżej dwóch tygodni oznacza depresję i wymaga leczenia.
              • jeriomina Re: ??? 19.07.12, 23:12
                Dokładnie, z tą połową czasu to bzdura, wszystko zależy jaki związek, co się w nim działo. Ja się męczyłam pół roku po aferze trwającej raptem nieco ponad miesiąc.
    • znana.jako.ggigus ale nie bylas miloscia jego zycia 19.07.12, 22:44
      przykro mi, ale takie pomylki sie zdarzaja. Dojdziesz do siebie, odczekaj troche.
      • roisin29 Re: ale nie bylas miloscia jego zycia 19.07.12, 22:49
        ciężko żyć z taką świadomością...
        • znana.jako.ggigus na szczesnie nie bedziesz o tym 19.07.12, 22:54
          wiecznie myslec
    • przeciez.wiem Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:44
      Podniesiesz się, kwestia czasu. Minie.
    • lonely.stoner Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:45
      i poza tym to przytulam Cie wirtualnie - bedzie dobrze, zobaczysz :)
      • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 22:48
        dziękuję!
      • princessjobaggy Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 10:23
        Lonely, ty caly czas jedziesz na antydepresantach czy juz zakonczylas leczenie?
    • lled Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 23:10
      najgorsze sa pierwsze 3 lata, pozniej jest juz z gorki.
      • konwalia55 Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 23:16
        to niedobrze, przed nami cale 12 mcy.... ;-)
        • lled Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 12:40
          przed nami to znaczy? mowisz o sobie i bylym partnerze?
          jak tak to moze na kawe pojdziemy?
          • konwalia55 Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 12:45
            jak tak to moze na kawe pojdziemy?
            na kontynencie na literke A?

            mowisz o sobie i bylym partnerze?
            nigdy nie mowie o swoich partnerach :)

            • lled Re: straciłam miłość mojego życia... 21.07.12, 01:00
              Masz 5 godzin aby sie spakowac i dojechac na lotnisko. Przed 7 mam wylot :)
    • konwalia55 Re: straciłam miłość mojego życia... 19.07.12, 23:31
      moze jednak nie wszystko jest jeszcze stracone? zycze Ci tego bardzo (mysle, ze on tez Cie kocha!)
      a jesli jednak stracone... postaraj sie czyms zajac, wyjdz z domu, poszukaj mocno absorbujacego zajecia, przebywaj wsrod dobrych i milych dla Ciebie ludzi, otaczaj sie ich cieplem. Twoj smutek kiedys przejdzie... najtrudniej jest na poczatku, duzo osaczajacych mysli, wszystko co piekne nagle sie przypomina, a tesknoty sie wzmagaja, sny tez bywaja okrutne... ale to z czasem przygasnie, wyciszy sie, az bedzie zajmowalo niewiele miejsca w serduszku...

      tez Cie przytulam wirtualnie, glowka w gore, trzymam kciuki, zebys byla jeszcze szczesliwa!
    • borrka Bez banalnych slow pociechy. 19.07.12, 23:46
      Zaakceptuj stan rzeczy.
      Przygotuj sie dlugi i bardzo nieprzyjemny okres.
      Na budzenie i zasypianie z ta swiadomoscia.
      Musisz sie do tego przyzwyczaic i to nie jest pesymistyczne krakanie.
      Realia.
      Bo bolec nie przestaje, tylko sie przywyka.

      Ale, jak spiewal Gintrowski, cos byc musi za zakretem.
      I to cala dawka optymizmu, jaka uczciwie moge zaserwowac.
      Coś w innej branzy moze Ci sie udac na oslode, bo swięcie wierze, ze bilans musi wyjsc na zero :)

      PS. Jestem doroslym facetem.
      • minasz Re: Bez banalnych slow pociechy. 19.07.12, 23:49
        a po co te ps?

        myslisz ze inni odbieraja twoj tekst jako napisany przez gimbusa?
      • best.yjka Re: Bez banalnych slow pociechy. 20.07.12, 00:06
        borrka napisał:

        > Ale, jak spiewal Gintrowski, cos byc musi za zakretem.

        Też tak myślę :)
        • roisin29 Re: Bez banalnych slow pociechy. 26.07.12, 22:29
          oj oby było... bo nic mnie tak nie przeraża, jak samotność...
    • koham.mihnika.copyright szkoda, ze nie prowadzicie wspolnie firmy 20.07.12, 04:23
      mialbym pare dobrych rad [lekki recycling ;) ]
    • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 08:34
      Dziękuję Wam wszystkim za wsparcie. Jakoś przetrwałam noc, sny są najgorsze. Przede mną powrót do pustego domu (na razie wegetuję u mamy, która wyjechała na urlop - nie mogłabym patrzeć jak się wyprowadza, więc dałam mu czas na zabranie swoich rzeczy i wyprowadzkę). Mam nadzieję, że nie natknę się na coś, co należy do niego, już samo wejście do mieszkania będzie trudne... Tyle wspomnień... I tylko one mi pozostały. Będę musiała sprzedać to mieszkanie i znaleźć sobie nowy kąt, zacząć życ od początku. W tym już bym nie mogła. Muszę poskładać to wszystko do kupy, przyzwyczaić się do samotnych dni i wieczorów i wziąć się w garść. Widocznie tak musiało być :(((
      • tfu.tfu Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 08:59
        należy się cieszyć, że nie zdążyliście mieć dzieci. trafił Ci się jakiś niedojrzały egzemplarz, nie ma czego żałować.
        a tak w ogóle, to wszystko mija, nawet największy syf się kiedyś kończy, tego się trzymaj :-)
      • raohszana Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 09:23
        Jęczysz jakbyś nie miała przyjaciół i znajomych. Tylko nie mów, że zrobiłaś ten kretynizm i dla pana monsza zrezygnowałaś ze znajomości?
      • policjawkrainieczarow Re: straciłam miłość mojego życia... 21.07.12, 02:11
        Wezze nie rub jaj. Skorzystaj z tego, ze masz baze u mamy, idz do supermarkietu budowlanego, kup pare puszek wesolych kolorow farb i przemaluj te chalupe zeby inaczej wygladala i nie jecz.
      • nom73 Re: straciłam miłość mojego życia... 22.07.12, 00:20
        roisin29 napisał(a):

        > y kąt, zacząć życ od początku. W tym już bym nie mogła. Muszę poskładać to wszy
        > stko do kupy, przyzwyczaić się do samotnych dni i wieczorów i wziąć się w garść
        > . Widocznie tak musiało być :(((

        A dlaczego nie spojrzeć na to z drugiej, tej jaśniejszej strony? :-)
        Są osoby w Twoim wieku (jeżeli 29 w nicku to wiek), które nie były w żadnym związku, nie mieszkały z żadnym partnerem. Jeżeli teraz przyszłaby do mnie dziewczyna i powiedziała, że chce być ze mną, ale tylko przez rok i później odchodzi, to nie wahałbym się ani chwili. :-)
        Trzeba się cieszyć z tego co się nam przytrafiło, a nie że się skończyło. Ludzie przychodzą i odchodzą, taka jest kolej rzeczy i nic na to nie poradzimy.
        Problem Twój polega na tym, że uzależniłaś się od tego mężczyzny i teraz kiedy nie ma go przy Tobie odczuwasz przygnębienie, smutek. Ktoś mi zaraz zarzuci, że ja tego nie rozumie, że to jest miłość i to jest naturalne po stracie ukochanego.
        No to ja się pytam: co to jest miłość? :-)
        Czyż miłość to nie jest pragnienie szczęścia drugiej osoby?
        Czyż nie pragniesz, żeby Twój ukochany mąż był szczęśliwy?
        Jeżeli tak - to pozwól mu odejść i nie rozpaczaj, bo chyba go kochasz i pragniesz, żeby był szczęśliwy. Jeżeli byłby z Tobą szczęśliwy to by zapewne nie odszedł.
        A Twój smutek wynika z czysto egoistycznych pobudek niestety...
        • princessjobaggy Re: straciłam miłość mojego życia... 22.07.12, 10:49
          > No to ja się pytam: co to jest miłość? :-)
          > Czyż miłość to nie jest pragnienie szczęścia drugiej osoby?
          > Czyż nie pragniesz, żeby Twój ukochany mąż był szczęśliwy?
          > Jeżeli tak - to pozwól mu odejść i nie rozpaczaj, bo chyba go kochasz i pragnie
          > sz, żeby był szczęśliwy. Jeżeli byłby z Tobą szczęśliwy to by zapewne nie odsze
          > dł.
          > A Twój smutek wynika z czysto egoistycznych pobudek niestety...

          No wiesz, oplakiwanie umarlych rowniez mozna nazwac egoistycznym.

          Obawiam sie, ze tam, gdzie w gre wchodza swieze emocje, podobne wywody nic nie dadza.
    • mariuszg2 Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 09:16
      a to stara tradycja jest.... to największy błąd brac ślub po wielu latach współnego pożycia... ileż ja juz poznałem takich historii.... z reguły większość kończyła się właśnie tak...
    • raohszana Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 09:21
      A tak podsumowując i bajdałejnie - nie ma czegoś takiego jak "miłość życia". To TY dorabiasz na WŁASNE ŻYCZENIE otoczkę do całej sytuacji i taplasz się w błotku nieszczęścia.
      • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 22:34
        :) tak, taplanie się w błotku własnego nieszczęścia i użalanie nad sobą to coś, co wychodzi mi nalepiej niestety... a co do miłości życia - ja naprawdę wierzyłam, że jest coś takiego :/
    • wez_sie Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 09:26
      umow sie na randke z jakims przystojniakiem, np. ze mna --> foto w profilu
      • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 22:36
        a weź się! ;) na jakiś czas mam dość facetów
    • koham.mihnika.copyright mozna zyc i bez powietrza 20.07.12, 10:16
      www.youtube.com/watch?v=byoYcp2qUn8
    • a_nonima Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 10:28
      Nie będę oryginalna jak napiszę, że z czasem ból minie.
      Pewnego dnia obudzisz się szczęśliwa, że nie masz tego gościa u boku.

      Dla mnie w ciężkich chwilach miłą odskocznią jest zakup jakiejś cudnej sukienki. Nie poprawi sytuacji życiowej, ale sukienki są taaakie piękne ;)
      • agaoki Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 11:46
        wydaje mi się, że lekko histeryzujesz - "nie mogę mieszkać w tym mieszkaniu, muszę je sprzedać, nie mogę znaleźć jego rzeczy". po co tak dramatycznie? spróbuj trochę ochłonąć i myśleć bardziej racjonalnie. a jak znajdziesz jego rzeczy w mieszkaniu, to potnij, podrzyj, spal, utop - to pomaga.
        rozumiem, gdyby on zginął nagle w wypadku... wtedy rozumiałabym Twoją rozpacz. ale on Cię zostawił (nie pierwszy raz zresztą). we mnie taki fakt wywołałby wściekłość na niego i duma nie pozwalałaby mi tak się zamartwiać. na złość jemu starałabym się żyć normalnie i jak najszybciej być znowu bardzo szczęśliwą.
        mają rację wpisywacze - to wszystko z czasem minie. ale minie szybciej, jeśli sobie trochę pomożesz. to bez niego u boku to już jesteś nikim? śmieciem? odpadem? NIE! jesteś człowiekiem, kobietą, sobą. ŻYJESZ!!! na nim chyba nie kończył się Twój świat? masz pewnie jakąś rodzinę, przyjaciół. skup się na nich, zrób dla nich coś dobrego. i nie bój się prosić o pomoc dla siebie.
        wiem, że masz depresję, ale ja też miałam i wiem, że można działać mimo wszystko - mimo bólu, mimo cierpienia. niech te uczucia sobie będą gdzieś obok, a Ty mimo to żyj - wyjdź z domu, spotkaj się z koleżanką, spaceruj, idź na zakupy, wypij pyszną kawę. Takie drobiazgi na początek, a za jakiś czas przyjdzie pora na sprawy większe - nowy sport, nowe hobby, jakiś kurs, może studia, może nową pracę, może wyjazd za granicę (na urlop lub na stałe).
        możesz żyć bez niego i być szczęśliwa, a przynajmniej bardzo zadowolona. możesz w ogóle żyć bez faceta i też być zadowolona. wyznacz sobie cele - najpierw malutkie, potem większe.
        powodzenia!
        • piataziuta Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 22:49
          Słusznie. To nie tragedia i utrata miłości życia, tylko twoja przykra pomyłka. Miłość zycia jest wtedy, gdy dwoje ludzi się kocha, a nie jedna kocha, a druga w tym tkwi bo akurat nic lepszego nie ma na horyzoncie. Zle zainwestowalas po prostu, to się niestety zdarza. Na też
          się tak pomylilam i cieszę się, bardzo się cieszę ze to juz za mną.
          :)
          • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 22:42
            macie rację kobitki... to nie koniec świata i kiedyś mi to przejdzie... ciężko mi tylko z tym, że byłam kimś z braku laku, to strasznie ...ujowe uczucie
    • yoko0202 Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 12:18
      z miłością to jest tak, że nie wiadomo, czy "pierwsza jest ostatnią, czy ostatnia jest pierwszą" (zapożyczone, nie pamiętam czyje)
      będzie bolało i tak się naszykuj
      cierp, płacz, wspominaj bo masz prawo, i do niczego innego za bardzo w tej chwili się nie nadajesz :)
      ale wiesz co, tak czasami sobie myślę, że gdy wszystko się wali, to być może to życie polega właśnie na tym, że wiesz że masz to jedno życie, tu i teraz, i idziesz spać z nadzieją, że jutro będzie lepiej, może jutro już bez płaczu, może pojutrze nawet ze szczerym choć chwilowym tylko jeszcze uśmiechem, może któregoś dnia po prostu stwierdzisz, że jest OK, może wreszcie kolejnego dnia budzisz się wiedząc, że jest na co czekać, że przecież tyle jeszcze może się wydarzyć. bo może.
      • anten_ka Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 15:34
        Chyba to nowa Era niedojrzałych facetów, którym "czegoś brakuje" i wiecznie "szukają". Niedojrzałe gnojki, które patrzą tylko na swoje dobro, zero odpowiedzialności. Mam koleżankę, która tak jak ty rozeszła się z mężem, bo poznał też "szukał innej drogi" bo ta się też okazała "nie dla niego". Jak dla mnie masakra i faktycznie ciesz się wolnością i ciesz się że nie masz z nim dzieci. Jeszcze poznasz fajnego faceta. Teraz pomyśl o sobie, wyjdź gdzieś na dłużej. Z perspektywy czasu i odległości wszystko zobaczysz inaczej.
        • biedrona999 Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 17:39
          Tez sie spotykalam z takim niedojrzalym okazem - mimo jego zapewnien ze taki nie jest. Najpierw bajer a potem na nastepny kwiatek, czego taki szuka? Pewnie z nowa laska tez dlugo nie pobedzie bo znajdzie sie nastepny kasek...Ciesze sie ze juz go nie ma w moim zyciu, strata czasu.
          • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 22:48
            Racja, coś się z nimi niedobrego porobiło. "Piękni trzydziestoletni", którzy mają wszystko w dupie, jak coś się psuje, to nie naprawiają, a wyrzucają to na śmietnik, depczą po osobach podobno dla nich ważnych. Większość kumpli mojego przyszłego byłego jest taka. I jak się okazało, najwyraźniej taki styl życia jest zaraźliwy.
      • piataziuta Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 22:55
        Ksiundz Twardowski.
        To też autor oryginału parafrazy z twojej stopki.
    • samuela_vimes Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 23:05
      i czego tu żałować? głupka który sam nie wie czego chce i bawi się twoimi uczuciami?
      przejrzyj na oczy, on cie nie kocha, nie chce i ma ogólnym poważaniu.
    • ursyda Re: straciłam miłość mojego życia... 20.07.12, 23:18
      Przejdzie koleżanko szybciej niż ci się wydaje.
      • majowa_lamia Re: straciłam miłość mojego życia... 21.07.12, 00:27
        autorko, proszę posłuchaj

        2 i pół roku temu mój ex mąż postanowił po 10 latach małżeństwa mnie porzucić, a miałam wtedy ... 39 lat, małżeństwo bez dzieci

        tak jak napisała któraś z dziewczyn powyżej - nie rozpaczałam, nie tęskniłam itd - byłam wku*rwiona maksymalnie na tego ... exa

        zaczęłam się umawiać na randki, żeby coś się działo w moim życiu, moja żałoba trwała tylko 2 tygodnie (siedziałam i wyłam itd), potem zaczęłam na siłę randki itd - nie to żebym liczyła na miłość - po prostu - wychodziłam do ludzi, musiałam się "zrobić" itd

        co jest dziś?
        obok mnie siedzi mój facet (najlepszy na świecie:-P, a poznałam go 2 miesiące po wyprowadzce ex) a w łóżeczku śpi nasz dwumiesięczny synek - nasze pierwsze dziecko?

        uwierzyłabyś?
        mam nadzieję że uwierzysz

        i tak jak napisała któraś z Was powyżej - kiedyś nadejdzie ten dzień, kiedy obudzisz się i pomyślisz "jakie to szczęście że ten ch** mnie zostawił, hurra"

        UWIERZ mi, a zaraz kończę 41 lat - i mam całkiem nowe i zaje**ste życie

        jak chcesz - zapraszam na maila
        • kochanic.a.francuza Re: straciłam miłość mojego życia... 21.07.12, 16:31
          Bo z rozstaniami jest jak z porodami: nie ma ze nie boli. Chocbys wiedziala, ze wlasnie rozpoczelo sie nowe piekne zycie, dusza krwawi, rana sie musi zagoic, opuchlizna opasc. Ale nowe zycie wlasnie sie zaczelo:)))dla autorki. Kwestia znalezc sobie tylko jakies specyfiki na minimalizacje bolu. I tu jak widac randki nawet na sile okazaly sie skuteczne.
        • samuela_vimes Re: straciłam miłość mojego życia... 21.07.12, 16:39
          majowa, baaaardzo pozytywny post :-) rozsiewasz optymizm!
        • roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 22:53
          majowa! dziękuję za ten zastrzyk z pozytywnego myślenia - będę to sobie powtarzać aż w to uwierzę... ale na randki nie mam ochoty... całe szczęście, że są wokół mnie inne dobre dusze, które pomagają mi przez to przejść
    • marche-wka75 Re: straciłam miłość mojego życia... 21.07.12, 17:17
      doskonale Cię rozumiem, ja swoją miłość straciłam 10 lipca. 5 lat wspólnego mieszkania, wspaniałych podróży, rozmów, pięknego czasu. Teraz siedzę sama, nie jem bo nie mogę i tez nie widze dla siebie przyszłości, też chce usnąc i obudzic się w innej rzeczywistości. Jutro odbieram od niego wszystkie pozostałe rzeczy- wieczorem się chyba zapłacze.
      Teoretycznie to nie rozstanie. Poprosiło kilku miesięczną przerwę, żeby zobaczyć jak jest beze mnie. Uważa, że albo się pobierzemy albo rozstaniemy. Tylko, j auważam, że jak mielibyśmy się pobrać to bez rozstania bo po co zadawać sobie ból??? nie rozumiem. możektoś jest w stanie mi to wytłumaczyć??
      • nom73 Re: straciłam miłość mojego życia... 22.07.12, 00:05
        marche-wka75 napisał(a):

        > Teoretycznie to nie rozstanie. Poprosiło kilku miesięczną przerwę, żeby zobaczy
        > ć jak jest beze mnie. Uważa, że albo się pobierzemy albo rozstaniemy. Tylko, j
        > auważam, że jak mielibyśmy się pobrać to bez rozstania bo po co zadawać sobie b
        > ól??? nie rozumiem. możektoś jest w stanie mi to wytłumaczyć??

        Może nie czuje się z Tobą szczęśliwy i chce zobaczyć czy sam będzie szczęśliwy?
        • marche-wka75 Re: straciłam miłość mojego życia... 22.07.12, 05:40
          Tak powiedział, nie jestem szczęśliwy chce zobaczyć jak jest bez Ciebie.......
          • nom73 Re: straciłam miłość mojego życia... 22.07.12, 09:47
            marche-wka75 napisał(a):

            > Tak powiedział, nie jestem szczęśliwy chce zobaczyć jak jest bez Ciebie.......

            No to bardzo rozsądnie postąpił. Też tak miałem, nie czułem się szczęśliwy z dziewczyną i stwierdziłem, że lepiej odejdę niż żebym miał być z nią dla samego bycia i unieszczęśliwiać siebie i niczemu winną dziewczynę.
            Odszedłem, czuję się szczęśliwy, ona znalazła sobie nowego partnera, chyba jest szczęśliwa.
            Po co tkwić w związku, w którym nie jesteśmy szczęśliwi? W imię miłości? ;-)

            • marche-wka75 Re: straciłam miłość mojego życia... 22.07.12, 23:24
              Wiem, ze to co napisałeś jest prawda, ale jest niedosyt. W tej chwili nie wyobrażam sobie innego związku, wiem ze daliśmy sobie bardzo dużo, wiem tez ze nie mam już na to wpływu.........
    • andzia.986 Re: straciłam miłość mojego życia... 22.07.12, 08:42
      po pierwsze: PRZESTAŃ!!!!
      jestem, a własciwie byłam w takiej sytuacji. tylko że on mnie oskarżał o wszystko co złe, bo przeciez "ta druga" byla doskonała. przeszłam etap "walki" o uratowanie mojej rodziny (bo mamy wspólne dziecko), przeszłam etap użalania się nad sobą, zrozumiałam, że to nie ma już sensu, przeszłam żałobę po moim 10-letnim małżeństwie i sama złożylam pozew o rozwód. jestem silniejsza, choć cholernie "poobijana", nie mogę powiedzieć, że to latwe ani że do końca "uwolnilam się" od niego, ale uwierzyłam w końcu że jestem świetna kobietką i poradzę sobie w życiu bez faceta, który nie jest mnie wart. a z pewnością to nie jest koniec świata - teraz to wiem, a i ty do tego dojdziesz!
      TYLKO PRZESTAŃ SIĘ MAZAĆ!!!! niech sobie idzie, a ty mu udowodnij jaką zajebistą babeczkę stracił! a jak zechce wrócić to kopnij w d... tylko tak żeby zabolało ;)
    • sabrilla Minie 22.07.12, 20:14
      To w końcu minie, ten ból. Teraz boli jak jasna cholera, ale rany się w końcu goją. Obawiam, się że trochę to potrwa i nic na to nie da się poradzić. Ani antydepresanty, ani żaden mega terapeuta
      Ale uwierz, za jakiś czas nie będziesz już o nim bez przerwy myśleć. Ba, jeśli za kilka miesięcy zerkniesz na ten wątek, to pewnie tylko się wkurzysz na niego, że tak cierpiałaś. i jeszcze jedno-przez wielką miłość nie powinno się cierpieć, odwrotnie ona powinna dawać nam chęć do życia. Kiedyś się będziesz cieszyć, że ta Twoja wielka miłość poszła w diabły nie zmarnowała Ci więcej życia.
      • tamtakobieta Re: Minie 23.07.12, 17:25
        Dokładanie tak jak powyżej! Teraz wydaje Ci się, że to koniec świata, ale tak nie jest. W życiu nie jest jak w filmie i nie jest wcale tak, że każdy ma swoją idealną drugą połówkę, a wielka miłość na całe życie, hmm, szczerze wątpię w istnienie czegoś takiego. Jasne, że teraz Cię boli cholernie, ale zbierz się, spróbuj zacząć od nowa, żeby za parę lat nie żałować, że życie Ci uciekło. Facet zabrał Ci tyle lat, nie pozwól, żeby zmarnował więcej. Kobieta, która potrafi pokochać tak mocno, jak Ty, na pewno będzie prawdziwym skarbem, kiedy spotkasz kogoś odpowiedniejszego :) Trzymam za Ciebie kciuki, wszystko będzie dobrze, tylko musisz w to uwierzyć :)
        • roisin29 Re: Minie 26.07.12, 22:57
          dziękuję :*
Inne wątki na temat:
Pełna wersja