moonogamistka Re: straciłam miłość mojego życia... 23.07.12, 19:11 Eee tam przezyjesz, a za 2 lata bedziesz z dystansu patrzyla na siebie i cala sytuacje. Facet albo kogos ma, albo jest niezrownowazony- a pozbycie sie takiego z zycia, to tylko wygrana. Jak sobie sama nie radzisz, a widze uzaleznienie od faceta- idz do psychologa. Zaden wstyd, a duza pomoc. Farmakologiczna tez. Mozesz byc szczesliwa bez niego. Po prostu ze soba. Odpowiedz Link Zgłoś
black-cat Re: straciłam miłość mojego życia... 24.07.12, 14:40 Takie posty zawsze mnie zadziwiają. Z Twojego życia wylogował się właśnie nieodpowiedzialny palant, traktujący Cię jak kryzysową narzeczoną, a Ty, zamiast upić się z radości rozpaczasz, jakby co najmniej umarł Ci pies. O jakiej sprzedaży mieszkania piszesz? Co to znaczy "jak mam żyć bez niego"? Wreszcie masz szansę żyć normalnie. Niezależna od megaczubka, który ośmioletni związek potrafił podsumować jedynie tekstem, że nie widzi wspólnej przyszłości. Trochę późno na takie przemyślenia. To Ty miałaś marzenia, plany, imiona dla dzieci. Pan jak widać niekoniecznie. Kup dwie puszki farby, wymaluj mieszkanie, wyrzuć resztę pana gratów, jeżeli coś przez pomyłkę zostawi i przygarnij kota. I nie egzaltuj się swoją rozpaczą, bo trudniej Ci będzie wyjść z dołka. Odpowiedz Link Zgłoś
roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 23:02 Za jakiś czas na pewno zobaczę to, o czym teraz piszesz. Miewam już lekkie przebłyski, ale nadal przeważa smutek i rozczarowanie. A co do kotów, to mam już trzy ;) Zostanę świrniętą rozwódką z kotami, niezła perspektywa ;) Odpowiedz Link Zgłoś
xolaptop Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 23:13 Ciesz się, nie będziesz się musiała z niedojrzałym matołem męczyć do końca życia. Odpowiedz Link Zgłoś
roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 23:16 Po tygodniu od pierwszego wpisu i po ponownym jego przeczytaniu z pełną świadomością przyznaję, że brzmi on histerycznie. Ale ja już tak mam, jak mnie coś boli, to to muszę wyrzucić z siebie. Przez te parę dni nieco się ogranęłam, ale nadal cholernie mjakieś nie to wszystko boli, nadal w nocy ciężko zasnąć i nadal ciężko wracać po pracy do wspólnego mieszkania. Jest dziwnie i jestem jakaś taka zwieszona. Nadal tęsknię i nadal kocham, ale przynajmniej już nie beczę. Oczywiście mam świadomość, że łzy polecą mi jeszcze z milion razy, no ale tak już musi być. Okazuje się, że jest wiele osób, którym na mnie zależy i na które mogę liczyć. Nawet obcy ludzie stąd wykazali się naprawdę wielką sympatią, chociaż nastawiałam się raczej na jakieś połajanki. W każdym razie bardzo Wam dziękuję za odzew. Jutro spotkam się z nim po raz pierwszy od dwóch tygodni. Nie, nie, nie po to, żeby się godzić. Pan przyszły były mąż postanowił przeprowadzić rozdzielność majątkową. I dobrze, przynajmniej będę spokojna, że do czasu rozwodu nie wywinie mi jakiegoś numeru. Mam nadzieję, że wszystko pójdzie gladko i że nie pokażę po sobie tego, czego nie chcę pokazać. Tylko to takie głupie - spotkamy się jak obcy sobie ludzie, żłożymy podpisy u notariusza i cześć jak czapka. Chyba rzeczywiście straciłam te osiem lat... Ale przynajmniej się czegoś nauczyłam. Ech. Odpowiedz Link Zgłoś
anetuchap Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 23:29 Dlaczego niektórzy z Was negują jej uczucia? Ona teraz tak się czuje,jakby straciła miłość swojego życia. Ona teraz nie wyobraża sobie mieszkać we wspólnym mieszkaniu. Ma święte prawo tak się czuć i ja jej uczucia rozumiem. Dodajcie jej otuchy,a nie oceniacie jej uczucia. Do autorki wątku - to minie,naprawdę. Ja wiem,że na dzień dzisiejszy trudno Ci w to uwierzyć, ale czas naprawdę leczy rany. 2 lata temu mój mąż powiedział mi podobne słowa,co twój mąż tobie. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, czułam się tak samo jak Ty. Myślałam,że to już koniec mojego życia,że nic dobrego mnie już w życiu nie spotka. Po jakimś czasie (około roku) poczułam się lepiej,zaświeciło dla mnie słońce. Życzę Ci,aby ten trudny czas trwał jak najkrócej i szczęścia na nowej drodze życia! Odpowiedz Link Zgłoś
roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 14:33 Dziękuję Ci bardzo! Odpowiedz Link Zgłoś
light_in_august Re: straciłam miłość mojego życia... 26.07.12, 23:45 > Po tygodniu od pierwszego wpisu i po ponownym jego przeczytaniu z pełną świadom > ością przyznaję, że brzmi on histerycznie Bez przesady. Histerycznie? Dałaś sobie wmówić, że Twoja reakcja była nienormalna. A to nieprawda. Jak można przyjąć rozstanie z bliską osobą tak po prostu, na zimno? Jeśli ktoś tak ma, to albo jest mega twardzielem, albo ma w d... osobę, która odchodzi. Ja po rozstaniu z kimś, z kim byłam z przerwami kilkanaście lat i kto był moją wielką miłością dochodziłam do siebie... ROK. Dopiero po roku poczułam, że znowu żyję. Wcześniej był ból tak wielki, że nawet nie umiem tego opisać. Co rano budziłam się z płaczem. Byłam nawet u psychologa, ale nie umiał pomóc, stwierdził, że w końcu przejdzie. I przeszło - przestałam płakać, przestało boleć, zaczęłam od nowa. Każdy ma swoje "ramy czasowe". U jednych "żałoba" trwa tydzień, u innych rok albo 2. Są różni ludzi i różne wrażliwości. Natomiast jeśli ktoś umie dzień po rozstaniu powiedzieć sobie " okej, nic się nie stało, ten dupek nie był mnie wart, whateva", to z taki ktoś jest jakimś emocjonalnym cyborgiem. Odpowiedz Link Zgłoś
roisin29 Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 14:46 No cóż, w dzisiejszych czasach wiele rzeczy nam się "zamerykanizowało" - najlepiej, żeby mówić stale, że wszystko jest ok, nosić uśmiech na twarzy i nie mówić o tym, co boli. Związki traktować na zimno, żyjąc z myślą, że przecież jutro wszystko się może skończyć. Nie próbować uleczać, naprawiać, starać się, tylko od razu wyrzucać do kosza. A małżeństwo... Wyjście za niego było największą deklaracją miłości, na jaką mogłam się zdobyć. Nie brałam ślubu z myślą, że przecież zawsze się można rozwieść, a już na pewno nie po to, by rozejść się po roku. Do tego miałam kupę marzeń i planów i tę wiarę, że on jest "tym". Wiem, że niepopularnym jest tak mówić, ale ja naprawdę w to wierzę. Tylko niestety życie pokazało, że wszystko to było tylko z mojej strony. I to najbardziej boli. Boli także to, że nic z tego się nie spełni, że teraz muszę o tym zapomnieć. Boli, gdy wchodzę do mieszkania, w którym żyliśmy razem przez kilka lat, a w którym już nie słychać jego kroków czy zaśpiewów w wannie. Boli, gdy patrzę na każdy kąt i z każdego kąta wyziera pustka. I te chwile zapomnienia, kiedy mam wrażenie, że on tylko gdzieś wyszedł i za chwilę usłyszę dźwięk klucza przekręcanego w zamku. A potem bolesne przebudzenie i myśl "on odszedł, nie wróci już do Ciebie, układa sobie życie samemu, a może nawet nie samemu..." Coś czuję, że kawał czasu minie, zanim się z tego wygrzebię. Odpowiedz Link Zgłoś
good_morning Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 14:57 nie stracilas 8 lat pozniej jak odcierpisz, przekonasz sie, ze i dobre rzeczy bedziesz pamietac :) plus: z wszystkiego da sie wyciagnac jakies wnioski na przyszlosc Odpowiedz Link Zgłoś
traviata666 Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 16:27 Przykro mi to czytac, współczuję Ci. Mogę na pocieszenie dodać, że Ci na pewno przejdzie. Ból minie. Tylko pytanie kiedy. Na pewno bedziesz musiala przejsc załobę po zwiazku i poplakac troche...to oczyszczajace i dobre. Na pewno jakąś radą bedzie, żebys zajęła się czymś innym, nawet sztucznie(mimo,iz nie masz ochoty)spróbuj się zmusić do wychodzenia np. na jakies zajęcia typu basen, fitnes, joga, cokolwiek,zeby przebywac wsrod ludzi - obcych, bo bedziesz musiala "trzymac fason", robic dobra mine do zlej gry. W jakis sposob nawet sztuczny na jakis czas pomoże, a moze po jakims dłuższym czasie spowoduje,ze bedziesz rzadziej o nim myslec.przyzwyczaisz sie,ze sa chwile kiedy o nim nie myslisz. Po prostu musisz powolutku zaczac miec swoje wlasne życie , ktore nie bedzie wiązało sie z jego osoba i wspomnieniami. a potem...hmmm...jak sie oczyscisz i bedziesz chciala - bedzie miejsce dla kogos nowego... w zyciu kazdego z nas jedyne co pewne to zmiana... Odpowiedz Link Zgłoś
agusia3107 Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 17:26 Głowa do góry. Nie możesz się przejmować takim gnojkiem, jak odszedł to znaczy, że nie był ciebie wart. Może nie będę orginalna, ale to prawda, że czas leczy rany. Kiedyś byłam w podobnej sytuacji. Żałoba po związku trwała prawie rok, ale pozbierałam się i zapomniałam o nim. Teraz z perspektywy czasu stwierdzam, że dobrze się stało. Jestem z facetem, który mnie kocha i szanuje, a tamten? no cóż współczuję tylko jego żonie, bo z tego co mi wiadomo, to nadal nie dorósł do związku i chyba nie dorośnie. I Tobie, też tego życzę, abyś jak najszybciej ułożyła sobie życie na nowo, a jego puściła w niepamięć. Odpowiedz Link Zgłoś
mahadeva Re: straciłam miłość mojego życia... 27.07.12, 16:51 nie przesadzaj, masz dach nad glowa, jedzenie, jestes bezpieczna - luz Odpowiedz Link Zgłoś