wielkafuria
01.09.12, 12:31
sypiając z osobami z którymi nie chce się sypiać, udaje się udawać rozkosz (?) i druga strona się nie łapie?
pytanie zainspirowane rozmową z koleżanką, która "odkochała się w swoim mężu, nie pociąga jej, ale nie może od niego odejść bo dzieci, dom i kredyt", ale sypia z nim, no bo jak by mu wytłumaczyła na dłuższą metę...
i ja się jej pytam, jakim cudem ona może z nim iść do łóżka nic nie czując (podniecenie, namiętność) i co? udaje? mąż się nie orientuje ze coś jest nie tak? czy ona nie czuje do siebie później no nie wiem, obrzydzenia?
Inna strona medalu, kilka lat temu mój kuzyn miał romans (rozwiódł się i później ożenił z bohaterką romansu i są szczęśliwi chyba) ale przez jakiś czas sypiał jednocześnie z kochanką i żoną (no bo tez jak by to żonie wytłumaczył) i ta jego żona do końca sprawy rozwodowej nie chciała go puścić bo twierdziła, że nie nastąpił rozpad pożycia bo do ostatniego tygodnia mieli radosny seks. Oczywiście była o to afera ze strony kochanki, która była pewna ze oni ze sobą nie śpią (bo naprawdę kłócili się w tym małżeństwie i nie byli dobrani) i on walnął na tej sprawie że miał takie poczucie winy że ją opuszcza że chciał żeby była jak najdłużej szczęśliwa.
masakra.
jakoś nie wyobrażam sobie żeby iść do łóżka z kimś kogo nie pożądam i mnie nie kręci, to równie dobrze PO mogłabym wyciągnąć rękę po pieniądze za seks. Skoro to jest takie mechaniczne. brrrrrrrrrrr