kochanic.a.francuza
04.09.12, 13:40
Moja mama przed wszelkimi imprezami poza dodem dawala nam lekkie posilki, bysmy nie rzucali sie smakolyki jak wyglodzone wilki. Najlepsze bylo jajko z majonezem. (nawiasem mowiac potem odkrylam, ze mama zgapila od Scrlet O'Hara z Przeminelo z wiatrem).
Do dzisuaj ide na imprezy zeby sie spotkac i pogadac, a jedzenie to taki dodatek, zeby nie zglodniec, podczas tych dugich "rozmow".
Zauwazylam jednak, ze byc moze odosobniona jestem w takim postrzeganiu towarzyskich imprez, bo czesc ludzi ma do nich bardziej praktyczne podejscie: najesc sie i nie stracic(patrz watek o prezencie na urodziny- organizujaca organizowala nawet prezenty, zeby jej sie naklady na impre zwrocily)
A jak u Was? Nic nie jecie, zeby wiecej w siebie wepchnac na imprezie, czy tez idziecie pogadac, spotkac sie z ludzmi?