ganna_risatdinova
10.09.12, 22:27
Ot, taka refleksja po ostatnich rozmowach z pracową koleżanką. Przyczynkiem do dyskusji było wspominanie naszego niedawnego wyjazdu integracyjnego, podczas którego nawet najbardziej oporni i sztywni wybawili się za wszystkie czasy. Ja np. kilkugodzinne pląsy z figurami à la dirty dancing przypłaciłam takim bólem łydek, że następnego dnia czołgałam się do łazienki. A te bóle to stąd, że jestem genetycznie obciążona skłonnością do żylaków.
Moja mama urodziła troje dzieci i jej nogi wyglądają masakrycznie. Koleżanki mama pięcioro, siostra mamy siedmioro, koleżanka mówi, że po piątym dziecku to już miała otwarte, krwawiące rany. Do tego mama koleżanki całe życie pracowała jako kucharka, więc praca ciężka, stojąca.
Wysoką cenę zapłaciły te kobiety za swą pracę, macierzyństwo.
A my?
Koleżanka ma jedno dziecko, prestiżowy zawód, ładne, duże mieszkania. Jeździ samochodem, który jest obiektem pożądania prawie każdego (ja wolę japończyki) .
Życie w dobrobycie, a nawet luksusie jest dla niej jak i dla mnie czymś oczywistym.
Żadna z nas nie powieliła schematu życia swojej rodzicielki.
Bo chyba żadna nie chce się poświęcać ponad siły.
A żylaki? Ja nie mam, mimo prawie 20 lat biegania w szpilkach. A nawet jak się jakiś pojawi, to mogę umówić się na operację. Bo teraz to takie proste.
Trochę żal mi tamtych kobiet, naszych rodzicielek. Bo one nie wiedziały, że może być inaczej. A może poświęcały się dla nas ponad siły?