kozyla
22.09.12, 23:01
Witam serdecznie.
Mam 20 lat. Wiem, ze dla niektórych to szczylski wiek, ale wg prawa jestem dorosła. Chyba niestety.. Pare lat temu dalam rodzicom nieźle w kość - kradłam, kłamałam, chodziłam na wagary, uciekłam z domu, wyniosłam biżuterię i sprzedałam.. Z głupich powodów, uwazałam ze ja jestem najmądrzejsza i chciałam zaimponować znajomym, a rodzina jest ble.
Lecz ja nie o tym. Cała moja rodzina wie o tym zdarzeniach - niestety, panuje u nas taka zasada, ze gdy jedno dziecko cos odwali, moja mama i jej siostra obdzwaniają wiekszosc rodziny, by przestrzec przed złodziejem i by nie wpuszczac nas do domu. Nic nie zostaje w gronie najbliższym, tj. rodzice + dziecko.
Sytuacja sprzed kilku lat poszła w niepamiec, ja jestem studentką, ucze się swietnie, z rodzicami spedzam wiekszosc czasu, mam mała, stała paczkę przyjacioł. Moj problem polega na tym, ze nie mowię o sobie prawie nic. Siłą się ze mnie coś wyciąga. Ze zdalam prawko, dowiadują się ludzie po czasie ( nie chcę jeździć narazie), że coś zaliczyłam też. Niestety jestem przez to czarną owcą w rodzinie. Dodając moją tuszę, nie byłoby rodzinnego spędu, kiedyby nie leciala krytyka w moją stronę (nt. tuszy, braku prawa jazdy - bo nie jeżdzę, to nie mam, wg wujka; tego ze ciagle czytam ksiazki bo ksiazki sa nudne i ja jestem nudna wiec się uzupełniamy (cytat). Ja się nie odzywam, bo nie mam nic na swoją obrone. Po prostu traktowałam to ciągle tak, jakby nic nie zostało powiedziane. Kuzyni mi donoszą, ze jak nie pojawiam się na jakiejś imprezie,jestem obgadywana. Moi rodzice nie biorą mnie w obronę, w sumie nie diwie się im, mimo, ze wiem ze Kochaja mnie bardzo i wybaczyli mi tamten bunt sprzed paru lat.
Ale do sedna: dziś były imieniny babci. Moj wujek, a jednoczesnie chrzestny, ktory krytykuje, obgaduje i wytyka wszystkich, o wszystko i za wszystko juz od samego poczatku doczepił się do mnie. Nie odzywałam się. Zabrał mi talerz bym tyle nie jadła - nie odezwałam się. Wyśmial mnie za nową fryzurę - też się nie odezwałam. Ale po którymś razie, wybuchłam. Powiedziałam mu "wujek, nie przypieprzaj się do mnie. NIgdy sie nie odzywam, siedze spokojnie i czytam, ale Ty krytykujesz wszystkich i wszystko". Na co moja ciocia i mama zaczeły mowić ze bardzo chamsko się odezwałam a sam wujek wstał, powiedział ze wraca do domu. Ja poszłam do swojego pokoju. Oczywiscie slyszałm, ze jeste chamem od Cioci i cytuję "wujek jest skorpionem, a one są pamiętliwe, on jej nie wybaczy". I tym podobne. Wujek po 5 minutach wrocił, stanął w drzwiach, pociągnał nosem i powiedział "ja juz nie mam chrzesnicy" i zamknał drzwi wychodząc. Ciocia do mnie ze doprowazilam wujka do placzu, bo on jest wrazliwy, a ja jestem glupią smarkulą. Szkoda ze nikt nie myslał o tym, ze ja jestem wrazliwa, gdy ciągle mi robił przytyki. Po ich wyjscu, mama naskoczyla na mnie ze zachowuje sie po chamsku. Ja na to ze wujek samo mowił, ze on z chamami rozmawia po chamsku, wiec cos sie od niego nauczyłam. Rozpoczeła sie wielka awantura ze jestem złą córką i za to e ich kiedys okradalam powinna mnie cała rodzina wyklnąć. I ze jestem dziwna bo nic o sobie nie mowię. Nie mowię, bo cokolwiek powiem, z jakimkolwiek przyjde problemem, mama od razu dzwoni do Ciotki a Ciotka od całej reszty rodziny. Nie chce tak. Mama stwierdzila ze ze wzgledu na wiek powinnam szanowac wujka, mimo ze on ją też czesto denerwuje. Ja powiedzialam ze jak ktos szanuje mnie, ja bede tez jego.
Jest mi przykro ze doprowadzilam wujka do płaczu. Tata mowi ze źle powiedzialam, ale nie powinnam go przepraszac, bo nie mam za co. Przeproszę go, jak opadna emocje, ale czy to ma sens? Ja nie załuję ze to powiedzialam. Pierwszy raz wujkowi sie ktos postawil, a czepia sie wszystkich. Wiele z moich kuzynow doprowadził juz do placzu tylko o tym nie wie. Kocham go, ale.. nie wiem. Prosze o porade. Jako osoby trzecie.
Pozdrawiam