Banana Yoshimoto

IP: *.ap-US01.usen.ad.jp 03.07.04, 03:42
"Kanzaburo"? Czy już nie można napisać imienia noblisty poprawnie? Oe Kenzaburo, nie "Kanzaburo
Oe", skoro tuż obok jest Abe Kobo. Trochę konsekwencji. Poza tym w Japonii najpierw pisze się
nazwisko, potem imię.

W Takarazuka raczej wizerunek macho nie był zbyt popularny; poza tym delikatny, romantyczny
bohater - bishonen ma w japońskiej kulturze rodowód o wiele wcześniejszy niż shojo manga. Nie
sięgając zbyt daleko, wystarczy wspomnieć teatr kabuki, a w nim konwencję gry zwaną "wagoto".

"Kawaii" nie tłumaczy się jako "fajniutki" (notabene, tego słowa nawet nie ma w "Słowniku języka
polskiego"), tylko jako "śliczny, słodki", odpowiednik angielskiego "cute".

I tak dalej, i tak dalej. Onigiri to nie jest raczej "ryżowa kanapka" - może lepiej byłoby opisać, jak to
wygląda, żeby nie wprowadzać czytelników w błąd?

A poza tym, kultura shojo, łącznie z uwielbieniem dla mangi, androginicznych postaci i zacierania
różnic między płciami i orientacjami seksualnymi, kwitnie także na Zachodzie (tłumy fanów yaoi/
yuri/slash, których serdecznie pozdrawiam :)
    • yawokim kawaii 03.07.04, 05:19
      na polski kawaii najlepiej przetlumaczyc jako- slodki /tak jak
      slodkie/niewinne/bezbronne sa niemowleta czy szczeniaki/
    • Gość: anmei Re: Banana Yoshimoto IP: *.3.pl / *.3.pl 03.07.04, 12:03
      Moze autorka tekstu zadalaby sobie troche trudu i poprawnie napisala tytuly
      ksiazek Yoshimoto Banany. Co to jest Amarita??? Po japonsku jest katakana
      Amurita, a w tlumaczeniu angielskim Amrita.W sanskrycie zas, z ktorego pochodzi
      to slowo jest amrta. Skad sie wziela Amarita? Czyzby autorka jedynie uslyszala
      gdzies tytul i zapisala tak jak sie jej uslyszalo???
      I moze autorka uprzejmnie by mnie oswiecila, co oznacza tytul Spiace. Czyzby
      sie nie raczylo zajrzec do oryginalu i angielski tytul Asleep przetlumaczylo???
      Moze by sie dziennikarka od siedmiu bolesci wysilila i na japonski tytul
      spojrzala? Pytanie tylko, czy cokolwiek by to dalo, bo wnoskuje, ze autorka co
      najwyzej hiragane zdolala opanowac.
      Jako, iz nie podejrzewam, by autorke nagle oswiecilo dla zainteresowanych
      podaje ze oryginalny tytul brzmi Shirakawa yofune i oznacza tyle co mocny,
      gleboki sen.
      Nie bede komentowac tresci artykulu, bo jest w nim tyle bzdur i niescislosci,
      ze sprostowanie byloby dluzsze niz sam tekst.
      Droga Pani, prosze nie brac sobie do serca rad pewnego pana i bron Boze nie
      pisac ksiazki, by sie z tematem, o ktorym nie ma pani pojecia lepiej
      zaznajomic. Ten artykul juz w zupelnosci wystarczy.
      Czy Gazecie Wyborczej ie przyszlo do glowy, by przed drukiem dac ten tekst do
      recenzji komus, kto o literaturze japonskiej ma choc blade pojecie???
    • Gość: Mikata Re: Banana Yoshimoto IP: *.oninet.ne.jp 03.07.04, 16:42
      Minna kibishii na~
      Nie wiem, moze ja patrze zbyt laskawie, ale nie kazdy musi od razu zglebiac
      cala literature japonska. To zwykla recenzja majaca zachecic czytelnikow GW do
      przeczytania "Kuchni" i mysle, ze artykul to zadanie spelnil. W kazdym razie
      mam taka nadzieje, bo ksiazki Yoshimoto sa tego warte. Owszem zgadzam sie, ze
      powtorzony kilkakrotnie blad w nazwisku Noblisty, niescislosci w kolejnosci
      podawania imion i nazwisk, ktore moga spowodowac dezorientacje, bledy w
      tytulach, np Amarita zamiast Amurita to cos co nie powinno miec miejsca, nie w
      takiej gazecie jak Wyborcza.... Ale inne niescislosci..... nie kazdy musi
      zostac od razu specjalista od japonskiej kultury i literatury, a juz na pewno
      nie wymagaja tego ksiazki Yoshimoto. Na tym tez polega ich urok - to ksiazki
      dla wszystkich nie tylko dla Japonczykow i japonistow. Nie mozna tez oczekiwac,
      aby ktos w kilku stronicowym (a moze nawet w druku to tylko jedna strona)
      artykule zaglebial sie w temacie i badal korzenie tworczosci bez konca! To nie
      praca magisterska czy doktorska! Ja tam sie ciesze, ze wreszcie i w Polsce
      zauwazono ksiazki Banany, ze ktos zechcial wydac "Kuchnie", a ktos inny uznal
      ja za warta wyroznienia wsrod calej masy innych pozycji i napisania o niej
      recenzji:) A jak ktos bedzie chcial badac szczegolowiej pisarstwo Yoshimoto
      Banany to sobie zbada. Ot co.
      • Gość: mikata Re: Banana Yoshimoto IP: *.oninet.ne.jp 03.07.04, 16:48
        Z obawy przed uwagami tych wszystkich straszliwych krytykow dodaje jeszcze, ze
        slowa: "kilkustronicowy" - napisany osobno, czy "noblista" duza litera to tylko
        literowki (^u^) wynikajace z pospiechu, aby jak najszybciej podniesc autorke
        recenzji na duchu!
        • yawokim Re: Banana Yoshimoto 03.07.04, 17:51
          tak tylko, ze pani bator siedzi w tokio od roku a w poprzednich artykulach dla
          wysokich obcasow rozgryzla /w swoim mniemaniu/ opresywna, fallocentryczno-
          heteronormatywno- patriarchalna kulture japonska na wskros ;]
          • Gość: andrzejmarko Re: Banana Yoshimoto IP: *.adminpan.waw.pl 05.07.04, 11:08
            Akurat mam przyjemnosc byc studentem Pani dr Bator i moge Pana poinformowac, ze
            w Tokio byla pondad dwa lata i nie siedziala, tylko pracowala na jednym z
            najlepszych uniwersytetow. Czy Panstwo czytujecie ksiazki antroplogow, czy
            tylko uczycie sie jezyka japonskiego? Czasem mam wrazenie, ze to drugie...
            Jesli znajomosc jap. ma wystarczyc, by byc specjalista, to kazdy pan Zdzichu
            spod budki z piwem bylby specjalista od polskiej kultury. No bo przeciez zna
            polski... Tak na marginesie, zajmuje sie gay studies i queer theory i od p.
            Bator dowiedzialem sie historii bishonen od okresu Kamakura do dzis. CZego i
            Panu zycze. Andzrej M.
            • yawokim Re: Banana Yoshimoto 05.07.04, 11:21
              wiem o tym, ze 'siedzi' na jakims uniwersytecie, nie wiedzialem, ze kolejny
              roczek- widac czasu nie marnuje skoro takie artykuly pisze ;]... czytam jej
              reportaze dla wo od poczatku, bo interesuje sie wspolczesna japonia
              amatorsko... tak czytam ksiazki antropologow niestety w porownaniu do ruth
              benedict bator nie wypada najlepiej, w mojej skromnej opinii ...
              • Gość: andrzejmarko Re: Banana Yoshimoto IP: *.adminpan.waw.pl 05.07.04, 12:37
                Moim zdaniem teksty dr Bator to jedne z najciekawszych tekstow, jakie publikuja
                w tej babskiej gazetce. Moze "pzrecietny czlowiek" zauwazy, ze Japonia to nie
                tylko ikebana i ceremonia herbaciana, i inne cepelie.
                • Gość: ninka Re: Banana Yoshimoto IP: *.adminpan.waw.pl 05.07.04, 13:43
                  zgadzam sie, superowo pisze. ja na pewno przeczytam Kuchnie Banany.
                  • Gość: andrzejmarko Re: Banana Yoshimoto IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 05.07.04, 17:59
                    Zgadzam sie, Ninko, ze BAtor superowo pisze. Chodzilas do niej na seminarium?
                    JA dopiero wrocilem ze Stanow i ona byla jedyna osoba, ktora wiedzala, kto to
                    jest Buruma, Ritchie albo A. Allison. MA chyba wszystkie najnowsze ksiazki o
                    Japonii. Jak chcesz dam Ci do niej kontakt. Mi bardzo pomogla. To znaczy dam
                    Ci,jesli chcesz zajmowac sie kultura japonska. POzdrawiam, Andzrej
                    • Gość: cornbread Re: Banana Yoshimoto IP: *.bielsko.dialog.net.pl 05.07.04, 22:04
                      Ja przepraszam, że akurat się wtrącam do waszej rozmowy, ale widzę, że jesteś
                      zorientowaną osobą. O Japonii wiem bardzo mało, ale interesuję się tym trochę.
                      Jest jakaś ciekawa książka, którą mógłbyś mi polecić np? I jaki wydawca zajmuje
                      się dystrybucją "Kuchni", bo zainteresowała mnie. Byłabym wdzięczna za
                      odpowiedź.
                      • Gość: andrzejmarko Re: Banana Yoshimoto IP: *.adminpan.waw.pl 07.07.04, 13:12
                        po czasie ale zawsze. dostalem od Bator liste ksiazek wydanych na tem. Japonii
                        w ostatnich latach, to antroplogiczne ksiazki glownie autorstwa Amerykanow (bo
                        tam najlepsze Japanese Studies), wiec polecam sie na przyszlosc. AM
                        • Gość: cornbread Re: Banana Yoshimoto IP: *.bielsko.dialog.net.pl 07.07.04, 14:41
                          A czy są to pozycje wydane w Polsce/po polsku?
            • Gość: anmei Re: Banana Yoshimoto IP: *.3.pl / *.3.pl 05.07.04, 12:25
              Nie, znajomosc japonskiego nie wysatrcza, by poznac kulture Japonii, ale jest
              do tego NIEZBEDNA.

              • Gość: andrzejmarko Re: Banana Yoshimoto IP: *.adminpan.waw.pl 05.07.04, 12:33
                A Ruth Benedict ktos slyszal?.. Nie byla w Japonii, nie znala japonskliego i
                prosze...
                • Gość: yawokim Re: Banana Yoshimoto IP: *.internetdsl.tpnet.pl 05.07.04, 12:51
                  nie wiedzialem, ze benedict nie znala japonskiego! nie jestem antropologiem
                  wiec trudno mi to skomentowac- jej ksiazka mimo wszystko jest bardzo ciekawa i
                  pokazuje kulture japnska bez uprzedzen- w przeciwienstwie do bator , ktora
                  odnajduje w niej przede wszystkim dyskryminacje kobiet- ale jako specjalistce
                  od gay-lesbian-transgender-whatever nie ma jej sie co dziwic- pewnie podobaloby
                  sie jej jedynie w santa fe lub san francisco ;]
            • Gość: JAP Re: Banana Yoshimoto IP: *.141.192.61.east.flets.alpha-net.ne.jp 06.07.04, 16:26
              Skladam Panu serdeczne gratulacje z powodu posiadania przyjemnosci bycia...
              Kiedys jeden z moich dobrych kolegow urzyl swietnego sformulowania, pewnie
              niedokladnie cytuje, ale brzmialo on mniej wiecej tak: "Autorka raz przeleciala
              sie nad Japonia i momentalnie stala sie jej wybitnym znawca".
      • Gość: hajota Re: Banana Yoshimoto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.07.04, 17:46
        Nareszcie jakiś rozsądny głos. Nie jestem japonistką, nie interesuję sie nawet
        szczególnie kulturą japońską, ale z przyjemnością przeczytałam artykuł, nie
        mając pojęcia, że aż tyle strasznych błędów zawiera ;-) Zresztą, co do
        błędów... jak sama byłam na pierwszym roku jednej z filologii orientalnych, to
        tak byłam dumna ze świeżo nabytej wiedzy, że każdego, kto popełnił błąd w
        transkrypcji, uważałam za skończonego idiotę. Ale z latami mi przeszło.
        • Gość: cień Re: Banana Yoshimoto IP: *.ap-US01.usen.ad.jp 04.07.04, 03:03
          Nikogo nie uważam za idiotę dlatego, że popełnił błąd. Problem w tym, że poważna gazeta powinna
          zatrudnić porządnego korektora, któremu będzie się chciało wyłapać błędy - co do transkrypcji zaś, są
          specjaliści, z którymi się można skontaktować.
    • Gość: Avik Re: Banana Yoshimoto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.07.04, 03:04
      Człowieku ... czepiasz się i tyle. Nie neguję, że autorka popełniła błędy,
      ale jak to już ktoś napisał - to nie jest rozprawka naukowa. Literówka
      w nazwisku noblisty... no niech będzie. Ale czy już pisanie imion japońskich
      wedle "naszej" kolejności to przestępstwo? Czy kawaii naprawdę nie może być
      "fajniutki"? Czy onigiri nie może być od biedy ryżową kanapką? Szukasz dziury
      w całym i tyle. Rozumiem, że masz wiedzę, którą chcesz się wykazać, ale
      takie szastanie cechuje raczej ludzi niedowartościowanych, więc po co
      na takiego się kreować?
      Pozdrawiam
      • Gość: cień Re: Banana Yoshimoto IP: *.ap-US01.usen.ad.jp 04.07.04, 04:04
        Nikt nie mówi, że to jest rozprawka naukowa. Ale błędy są błędami. Od poniedziałku są rozmowy
        kwalifikacyjne na warszawską japonistykę (ponad 23 osoby na miejsce). Ludzie chcą się czymś
        podeprzeć, może sięgną po ten artykuł. Po co im mącić w głowie?

        Pisanie imion japońskich według naszej czy waszej kolejności to nie przestępstwo. Podobnie jak nie
        jest nim niekonsekwencja przejawiająca się w tym, że raz się stosuje jedną kolejność ("Kanzaburo" Oe),
        a zaraz obok drugą (Abe Kobo). Jeśli mamy oceniać wszystko według tak surowego kryterium jak "czy
        to jest przestępstwo, czy nie", to niech sobie "kawaii" będzie "fajniutki", a onigiri "ryżową kanapką".
        Wszystko po najkrótszej linii oporu? Jasne, niechęć do podniesienia poziomu to nie żadne
        przestępstwo.

        OK, artykuł jako rozrywka nie jest zły, ale kochani, jeśli wśród Was są ludzie zdający w poniedziałek,
        nie opierajcie się na tym artykule. Przejrzyjcie lepiej jakąś książkę. I jeśli idziecie na japonistykę
        dlatego, że lubicie mangę/anime/japońską kulturę popularną, raczej się tym nie chwalcie. Ćśśśś... i
        życzę powodzenia! :)

        Co do dalszej dyskusji na temat dokładności artykułu, I rest my case.
        • Gość: anmei Re: Banana Yoshimoto IP: *.3.pl / *.3.pl 04.07.04, 10:53
          Podpisuje sie pod Twoja opinia (jesli mozna:-)
          Pozdrawiam:-)
          • Gość: cień Re: Banana Yoshimoto IP: *.ap-US01.usen.ad.jp 04.07.04, 12:14
            Bardzo mi miło, pozdrawiam również :)
            • Gość: mikata Re: Banana Yoshimoto IP: *.oninet.ne.jp 04.07.04, 13:28
              To jeszcze dodam dwa slowa. Stanelam w obronie [taki ze mnie lew :)] autorki
              artykulu, bo mysle, ze pierwsze komentarze byly o wiele za mocne i bardzo
              dolujace. Artykul wiele osob niezwiazanych ze srodowiskiem japonskim
              przeczytalo z zainteresowaniem i to bardzo wazne. Nalezy chec przyblizenia choc
              troche tego srodowiskato pochwalic i poprzec. Ale nie zamierzam wcale isc po
              najmniejszej linii oporu (troche we mnie jednak dusza japonistki siedzi) i
              rzeczywiscie uwazam, ze przekrecenie kilkakrotne nazwiska noblisty to juz nie
              literowka i nie powinno sie przydarzyc tym bardziej, ze to recenzja literacka.
              Podobnie kolejnosc nazwisk - nieistotne jaka sie przyjmie, ale trzeba byc
              konsekwentnym. Slowo "fajniutki" nie tyle jest blednym tlumaczniem, bo moze i
              troche ducha "kawaii" oddaje, ale to mowa potoczna nie slowo pisane, nie na
              lamy powaznej gazety, nie do artykulu zwiazanego z literatura! I choc
              cudzyslowy troche je ratuja, pojawilo sie o wiele za czesto... jakby brakowalo
              autorce slownictwa. Ale komentarze do "ryzowych kanapek" czy niedokladnego
              dokopania sie poczatkow bishonen ...to juz szukanie dziury. Natomiast co do
              opierania swojej wiedzy o Japonii na tym tekscie, coz... ja jestem japonistka i
              nie mam bladego pojecia kim jest autorka tekstu, dlatego, choc przeczytalam
              tekst z zainteresowaniem, do glowy by mi nie przyszlo traktowac go jako zrodlo
              do zglebiania kultury japonskiej. I mysle, ze nie przyjdzie tez to do glowy
              przyszlym, obecnym ani bylym studentom, jesli choc troche traktuja (-wali)
              studia powaznie. Ale dla "niejaponisty" informacje zawarte w artykule
              wystarczaja w zupelnosci, a moze nawet ich za duzo ... to nie byl tekst w
              literaturze fachowej tylko w dodatku rozrywkowym do wyborczej! I wlasnie
              dlatego nie ma co sie zbyt oburzac. Mozna to i owo skrtykykowac ale grzeczniej
              i delikatniej. A jak autorka tekstu po roku pobytu w Japonii uwaza sie za
              eksperta to tylko jej zazdroscic pewnosci siebie! Kto w jej ekspertyzm uwierzy
              to juz jego problem. Dla jednych jej wiedza bedzie wystarczajaca do
              wypowiadania sie w kwestii Japonii - dla innych nie. Ja i studia ma za soba i
              pobyt w Japonii i nie czuje sie dosc kompetentna do pisania artykulow na temat
              kultury japonskiej, a nawet jesli, to zawsze bede to robic z obawa, bo zawsze
              znajdzie sie ktos kto bedzie wiedzial wiecej, lepiej i bedzie mogl mi wytknac
              jakis blad, niescislosc czy brak informacji. Trzeba wiec chyba tylko
              dopasowywac swoje oczekiwania zaleznie od rodzaju tekstu i czasami przymknac
              oko. Milej reszty weekendu!
              • Gość: cień Re: Banana Yoshimoto IP: *.ap-US01.usen.ad.jp 04.07.04, 14:48
                Nie sądzę, żeby pierwsze komentarze były jakoś szczególnie mocne, ewentualnie "dołujące". Nie
                atakuję autorki, tylko błędy i nieścisłości w jej artykule. Szczerze mówiąc, nie interesuje mnie, czy pani
                Bator siedzi, czy nie siedzi w Japonii, jeśli siedzi, to jak długo, itp. To są rzeczy nieistotne. Istotne jest,
                czy przedstawiane przez nią informacje zgadzają się z prawdą.

                Gazeta Wyborcza ma pewną renomę i niekiedy pojawiają się w niej całkiem fachowe artykuły o Japonii -
                np. wywiad z dr Ewą Pałasz-Rutkowską przy okazji polskiej premiery "Ostatniego samuraja". Przydałoby
                się trochę konsekwencji. Niech przybliżaniem "środowiska japońskiego" (cokolwiek miałoby to
                oznaczać) zajmują się specjaliści, ewentualnie ludzie o odpowiednim poziomie wiedzy, właśnie dlatego,
                że osoby nieobeznane wśród czytelników nie potrafią odsiać plew od ziarna i zasługują na rzetelną,
                godną zaufania informację.

                Wybacz, ale Twoje podejście do sprawy wydaje mi się dziwne. Nie czujesz się kompetentna do pisania
                artykułów o kulturze japońskiej, dlaczego? Rozumiem obawę, że może znaleźć się ktoś, kto Ci wytknie
                błędy, ale to jest ryzyko zawodowe. Cokolwiek robisz, jesteś narażona na popełnianie błędów, ważne
                jest, żeby się na nich uczyć. Jeśli nie popularyzacja kultury japońskiej, to co pozostaje japonistom?
                Tłumaczenia? Praca tłumacza jest bardzo odpowiedzialna. Praca naukowa? Odpowiedzialność jeszcze
                większa, tolerancja błędów jeszcze niższa.

                Jesteś ekspertem w rzadkiej dziedzinie. To Ty - albo inni japoniści - powinniście pisać artykuły
                popularyzatorskie, nie przypadkowe osoby. A jeśli robią to przypadkowe osoby, Gazeta powinna
                korzystać ze współpracy japonistów-konsultantów, chociażby po to, żeby nie robić sobie wstydu i nie
                budzić wątpliwości co do kompetencji swoich autorów.
                • Gość: mikata Re: Banana Yoshimoto IP: *.oninet.ne.jp 04.07.04, 15:45
                  Bynajmniej nie jestem niewdzieczna za zdobyta wiedze japonistycznanie. Nie
                  trzymam jej tylko dla siebie. Choc moze wiele osob uwazalo, ze nie mialam dosc
                  respektu dla swoich profesorow, tak naprawde mialam go zawsze az za duzo. Do
                  dzis czuje sie przy nich puchem marnym i stad obawy. mimo to wielokrotnie juz
                  robilam rozne rzeczy majace na celu przyblizenie japonskiej kultury Polakom i
                  odwrotnie Japonczykom polskiej :). Ale zawsze z poczuciem, ze powinnam wiedziec
                  wiecej, choc z drugiej strony nie jestem wytrwalym molem i poczucie nie bylo
                  bodzcem do zglebienia bez konca :( . Artykul Pani Rutkowskiej czytalam. I na
                  tym polega roznica. Czytalam go jako artykul eksperta, opatrzony byl nawet
                  wyjasnieniem dla niewtajemniczonych, ze pani Rutkowska to profesjonalista i
                  dlatego wszystko co w nim wyczytalam przyjelam za swieta prawde. Ale to byl
                  dlugi artykul doscszczegolowy , historyczny itd... A to o czym tu piszemy to
                  zacheta do kupienia ksiazki. Do kupienia nie tylko przez japonistow, ale przede
                  wszystkim przez masy innych Polakow. Jak dla mnie od poczatku bylo jasne, ze to
                  recenzja kogos komu ksiazka przypadkowo wpadla w rece i uznal ja za godna
                  wylowienia sposrod innych i w tym celu nieco zbadla kto to stworzyl , czemu
                  itd. Owszem mozna powiedziec, ze powazna gazeta jak wyborcza, nie powinna
                  zamieszczac nic popelnianego przez osoby przypadkowe, ale przypadkowy nie
                  znaczy dla mnie zupelny ignorant. Recenzent musi sie znac na literaturze
                  ogolnie, musi umiec odroznic dobra od marnoty, ale za kazdym razem beda to
                  zapewne pozycje z innych krajow i trudno wymagac aby stawal sie raz po raz
                  ekspertem od literatury innego kraju. Podkreslam jeszcze raz noblista zasluguje
                  na prawidlowe napisanie jego imienia ale poza tym mysle , ze jak na
                  wprowadzenie do wydanej "Kuchni" i tak sporo informacji zostalo zawartych w
                  tekscie. Czy naprawde sadzisz , ze jakis tam Jan Nowak czy Ania Kowalska
                  zapamietaja chocby slowo Takarazuka czy bishonen , nie mowiac juz o pamietaniu
                  co is kad sie w nich wzielo? Oni zapamietaja, ze tytul , pojda i kupia ksiazke
                  i spedza mily z nia weekend co moze dopiero stanie sie bodzcem to sprawdzenia o
                  bishonenie itd... Informacje O Bananie , powstaniu i tresci "Kuchni " sie
                  zgadzaly i to bylo najwazniejsze. Reszte mozna wytkanc, ale nie trzeba od razu
                  pisac o "dziennikarkach z bozej laski" ( wiem , ze to akurat nie ty:) ), bo to
                  przykre i tylko o to mi chodzilo. A tak swoja droga ciekawa jestem kto kryje
                  sie pod psudonimem "cien" , bo mam wrazenie , ze to ktos mi znany....
                  • Gość: mimka Re: Banana Yoshimoto IP: *.dip.t-dialin.net 04.07.04, 19:07
                    Drodzy Japonisci,
                    z prawdziwa przyjemnoscia czytam sobie wasza dyskusje. Tak sie sklada, ze znam
                    ksiazki Banany, trafilam na nie we Francji i od tej pory jestem bananomanka. A
                    o Japonii, szczerze mowiac, pojecia nie mam. Mimo to wydaje mi sie, ze jestem w
                    stanie sie ta literatura cieszyc. Wysilki Pani Redaktor w celu przyblizenia
                    kultury japonskiej nalezy docenic. I tak jestem pewna ze 50% czytelnikow
                    zachodzi teraz w glowe, co tez to u licha jest MANGA? Pozdrawiam wszystkich.
                    P.S. A wlasnie, ciekawa jestem waszego zdania na temat >>Lost in translation<<
                    mlodej Coppoli i tam przedstawionej wizjii Japonii? Co wy na to? bo mnie sie
                    zdaje ze to bardzo aroganckie filmidlo? pozdrawiam raz jeszcze
                    • Gość: cień Re: Banana Yoshimoto IP: *.ap-US01.usen.ad.jp 04.07.04, 19:14
                      Witaj Mimko,

                      akurat jeśli chodzi o mangę, to możemy być pewni, że całkiem sporo polskich czytelników wie dobrze,
                      co to jest takiego. Wielu ludzi pierwszy kontakt z Japonią i pierwsze fascynacje jej kulturą zawdzięcza
                      właśnie mandze i anime.

                      Co do "Lost in Translation", film jest moim zdaniem niezbyt ciekawy, być może dlatego, że główna rola
                      kobieca została obsadzona fatalnie - ale obraz Japonii jest trafny i wcale nie przesadzony, choć może
                      się taki wydawać. A Ty jak uważasz? Dlaczego film wydał Ci się "arogancki"?

                      pozdrawiam serdecznie
                      • Gość: bajusz Re: Banana Yoshimoto IP: *.242.81.adsl.skynet.be 05.07.04, 00:18
                        Mógłbyś już przestać z narcystycznym wymądrzaniem się?
                    • Gość: jua Re: Banana Yoshimoto IP: *.chcgilgm.dynamic.covad.net 04.07.04, 23:23
                      zgadzam sie Toba w kwestii filmu.
                      tez uwazam podobnie. "arogancki" to idealne dla tego filmu okreslenie.

                      caly film wydaje mi sie slaby, bo bardzo jednotorowy i schematyczny.
                      konstrukcja filmu to jak przemieszane naglowki z gazet i zilustrowanie ich
                      obrazami.

                      tak tez
                      calkowicie konwencjonalnie i schematycznie jest przedstawiona tam Japonia.
                      oburzajacy sposob pokazania Japonczykow . kultura zredukowana tak samo do hasel.

                      film mnie rozczarowal. slabiutki. szukalam innych wartosci, ktore moze mialy
                      dzieki temu zostac wydobyte i nie znalazlam.

                      pozdrawiam
                      • Gość: Pinkerton Re: Banana Yoshimoto IP: *.net-serwis.pl 08.07.04, 23:20
                        Ten snobizm jest naprawdę śmieszny. Co wy wiecie o Japonii ? Byliście tam
                        chociaż ? Oczywiście, nie. Może te komentarze byłyby bardziej trzeżwe
        • Gość: linia Re: Banana Yoshimoto IP: *.tokyo.ocn.ne.jp 06.07.04, 15:40
          Jeśli już podniesimy poziom ...
          to nie ma najkrótszej linii.
          a idzie się po linii najmniejszego oporu
    • maniana73 Re: Banana Yoshimoto 04.07.04, 20:38
      Czlowieku, troche tworczego podejscia do jezyka! Ang. cute i jap. kawaii
      calkiem dobzre brzmi jako fajniutki. Fajniutki wypowiedziane z odpowiednia
      intonacja - tak jak Japonki mowia kawaii - to calkiem zgrabny pomysl
      translatorski. A slowo fajniutki jest do tego tak samo popkulturowe jak kawaii.
      Czytajac Twoja opinie mam wrazenie, ze Cie zal targa, ze to nie Ciebie Obcasy
      poprosily o recenzje... Acha, jestem tlumaczka z ang., spedzilam w Japonii
      troche czasu, choz nie tyle co dr Bator. Acha, onigiri wyglada jak ryzowa
      kanapka, jedzone jest jak kanapka, pelni funkce kanapki, na ang. tlumaczone
      jest jako kanapka. Po ang jest Amrita poza tym. Powodzenia! No a KEnzaburo
      mogli poprawic, fakt.
    • Gość: jua Re: Banana Yoshimoto IP: *.chcgilgm.dynamic.covad.net 04.07.04, 23:03
      yaoi/yuri/slash,


      zupelnie nie wiem co to jest, a bardzo chcialabym. czy moglbys mi dac jakis
      link, albo kilka informacji.

      pozdrawiam

      • Gość: cień Re: Banana Yoshimoto IP: *.ap-US01.usen.ad.jp 05.07.04, 03:05
        Yaoi/yuri to mangi/anime/fanfiction o tematyce homo- i biseksualnej. To są terminy japońskie,
        natomiast slash dotyczy tego samego zjawiska na Zachodzie.

        W razie czego wpisz sobie w Google, wyskoczy Ci bardzo, bardzo dużo informacji.
    • Gość: mishima BOJKOT JOANNY BATOR!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.07.04, 23:49
      tego juz za wiele! czy taka porzadna gazeta jak "Gazeta" nie moze jakos
      sprawdzac kompetencji swoich dziennikarzy!? to juz ktorys z kolei artykul pani
      bator, w ktorym autorka wykazuje sie niezwykle zenujaca niewiedza i ignorancja.
      podczas pisania o yoshimoto banana mogla sobie chociaz w internecie sprawdzic
      jak nazywal sie jeden z dwoch japonskich noblistow. zreszta dziwne, ze nie
      zauwazyla tego osoba odpowiedzialna za korekte tekstu. w koncu takie
      lekcewazenie noblistow nie powinno zdarzac sie gazecie, ktora chce formowac
      gusta literackie swoich czytelnikow poprzez wydawanie 'kolekcji' godnych
      przeczytania ksiazek.
      ale to nie wszystko! oczywiscie, ponizej dluga lista bledow, stworzona przez
      innych zainteresowanych czytelnikow. zreszta forum pod kazdym tekstem pani
      bator wyglada jak wielka errata. co pamietam do dzis, to bodhisattwa 'izu'
      zamiast 'jizo' z artyluku 'japonki'. izu, prosze pani, to jest taki polwysep w
      japonii.
      oczywiscie, te bledy raza tylko ludzi zorientowanych w tematyce japonii i nie
      burza spokoju wiekszosci czytelnikow. jednak egzotyka zagadnienia nie
      usprawiedliwia takiej bezczelnej ignorancji. nawet ludzie niewtajemniczeni maja
      prawo do zdobywania rzetelnej wiedzy z artykulow zamieszczanych we wplywowym
      opiniotworczym magazynie.
      a juz mrozace krew w zylach sa zdania ze wstepu do artylkulu 'kobiety
      wspolczesnej japonii'. cytuje pania bator: 'Od ponad pół roku podróżuję po
      Japonii, zbierając materiały do książki.' ratunku! sama jestem studentka
      pierwszego roku japonistyki i podejrzewam, ze z wiedza tej pani zostalabym
      wysmiana na egzaminach wstepnych.
      oczywiscie, docenic nalezy, ze pani bator wiedze zdobywa samodzielnie,
      najwyrazniej opierajac sie wylacznie na osobistym doswiadczeniu podczas podrozy
      po japonii. niektore jej spostrzezenia, pozbawione naukowego dystansu, sa
      faktycznie trafne i interesujace. ich wartosc tkwi w bezposrednim kontakcie z
      japonczykami, a bardziej z japonkami. jest ciekawym dopelnieniem wiedzy
      specjalistycznej. to tak mniej wiecej, jakby po przeczytaniu rzetelnej ksiazki
      o japonii zweryfikowac jej autentycznosc w rozmowie ze zwyklym japonczykiem. na
      przyklad dopiero w tekstach pani bator znalazlam aktulane informacje na temat
      antykoncepcji w japonii. nikt o tym na razie nie napisal, a niech ktos sprobuje
      ot tak zapytac znajoma japonke czy uzywa pigulek. pewnie wiecej juz nie bedzie
      mial okazji z nia porozmawiac.
      moja uwage w tekstach pani bator przyciaga wlasnie taki nieformlany styl,
      zderzenie zupelnego laika z japonia. problem w tym, ze ow laik probuje pozowac
      na znawce tematu wywolujac swoimi glupimi bledami oburzenie juz u sredno
      zorientowanej osoby. dlatego niech jakich japonista, na boga, zainteresuje sie
      dzialalnoscia pani bator i zechce czytac jej teksty przed publikacja!
      niestety, japonia to juz nie jest egzotyczna i niepoznana kraina. ktos, kto
      spedzil pol roku w papui-nowej gwinei moze uwazac sie za znawce obyczajow tego
      kraju, bo niewiele osob moze jego wiedze zweryfikowac. ale w polsce od dawna
      istnieja juz studia japonistyczne i ktos, kto chce o tym kraju pisac, powinien
      zdobyc na jego temat podstawowa wiedze.
      dlatego, jesli pani bator powaznie mysli o przedstawieniu swojego dziela
      czytelnikowi, to powinna najpierw poczytac to, co juz zostalo wydane. w obecnej
      formie, jej tworczosc, choc zajmujaca, jest, niestety NIEWIARYGODNA. taka ilosc
      elementarnych bledow poddaje w watpliwosc autentycznosc reszty tekstu. w ten
      sposob naraza innych laikow na powielanie swoich bledow, a u zainteresowanych
      wywoluje wrazenie zupelnej amatroszczyzny.
      oczywiscie, swiezosc i szczerosc jej tekstow jest fascynujaca, ale bez zaplecza
      zbudowanego z rzetelnej wiedzy przypomina mi to ignorancka konwencje tabloidu.
      • Gość: twarda femo-lesba Re: BOJKOT JOANNY BATOR!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.07.04, 10:57
        pani bator integruje sie z lesbijkami japonskimi i szlaja sie po sex-saunach z
        jakimis butchami- odkrywa ich ciezka dole i nie ma czasu na jakies drobnostki...
    • Gość: koralik Re: Banana Yoshimoto IP: *.inside.bridgestone.co.jp / 202.238.175.* 12.07.04, 03:39
      ale czy Kuchnia jest juz naprawde wydana? kto tlumaczyl i czy z japonskiego?

      Koralik

      PS. w zyciu bym nie pomyslala, ze Banana jest fajniutkie ;-) a jednak mozna sie
      czegos nowego dowiedziec :-P
    • Gość: mishima Re: Banana Yoshimoto jest wydana po polsku! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.07.04, 17:52
      jest wydana! wlasnie dzisiaj kupilam! tlumaczylan z japonskiego anna zielinska-
      elliott, co jest naprawde wielkim wydarzeniem, zwazywszy, ze wiele ksiazek
      (murakami - sputnik sweetheart na przyklad) przeklada sie u nas z angielskiego.
      wydal ja piw i kosztuje 23zl. dosyc cienka, 134 strony, zawiera dwie
      opowiastki - kuchnia i moonlight shadow. a najlepsze jest to, ze choc tytul
      oryginalny to 'kitchin' na okladce sa dwa slincze kanji na 'daidokoro', czyli
      wlasne kuchnia. :)
    • Gość: Co do kuchni Re: Banana Yoshimoto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 00:16
      Uwielbiam japonskie horrory i japonski klimat, dlatego siegnelam po te pozycje.
      Przeczytalam. Pani Bator wcale mnie do tego nie zachecila, nawet nie czytalam
      tego artykulu, tylko po prostu na merlinie byla po 17 zlotych.
      I pierwsze opowiadanie jest bardzo super. Drugie, troche mniej, jedno zdanie
      mnie nurtuje. W drugim opowiadaniu dwudziestoletniej dziewczynie ginie w
      wypadku samochodowym chlopak z ktorym byla cztery lata. Teskni za nim bardzo,
      chudnie, nie daje sobie rady. Spotyka laske, ktora pomaga jej spotkac swojego
      ukochanego po drugiej stronie rzeki. Po niemym widzeniu Urara (ta ktora pomogla
      dziewczynie w widzeniu) mowi:
      "Rozstanie, śmierć to bardzo bolesne przezycie. Ale dla milosci, ktora nie
      mialaby trwac az po grob, nie warto marnowac czasu."

      I ja za ch... nie wiem co to mialo znaczyc?? Urara wiedziala, ze ten zwiazek
      nie mialby szans, czy raczej powiedziala to jako banal?! A jesli to nie byla
      milosc az po grob, to JAKA milosc jest az po grob?? Czy autorce chodzilo oto,
      ze tak mlodzi ludzie nie sa stali w uczuciach, mimo ze byli ze soba cztery
      lata, to wedlug autorki niewystarczajcy czas??
      Moze ktos bardziej zainteresowany odpowie, bo nie wiem jak to zinterpretowac.


      • onnanoko1 Re: Banana Yoshimoto 27.07.04, 00:49
        a nie uważasz, że to wlasnie byla milosc po grob, tzn tego chlopaka, ktory
        zginal w wypadku? czyli taka dla ktorej warto tracic czas? i cale to zdanie
        jest wiec wtedy pytaniem retorycznym ktore znaczy mniej wiecej ze warto bylo
        ten czas "marnowac" nawet jesli boli? no bo ostatecznie komu w wieku jakichs 20
        lat, bo tyle mniej wiecej mieli bohaterowie moonlight shadow, zdarza sie milosc
        az pogrob, nie pokaleczona zdrada, awanturami, rozstaniem itp., taka piekna az
        do konca?
        Aha i mam pytanie, bo czytalam to po angielsku zanim pojawilo sie tlumaczenie:
        jak jest przetlumaczony na polski sam tytul "m.s"?
        • Gość: Co do kuchni Re: Banana Yoshimoto IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.07.04, 08:58
          To nie jest pytanie retoryczne to jest STWIERDZENIE! Wiec nadal tego nie
          rozumiem.
          A dlaczego dwudziestolatkom nie moze sie zdarzyc milosc az po grob?? To kto ma
          doswiadczyc takiej milosci, stulatkowie??
          Wczesniej sama bohaterka pisze o tym, ze pewnie za kilka lat by sie rozstali.
          Takze nie rozumiem tego, ale chetnie poznam glosy innych.
          Tytul nie zostal przetlumaczony.
          • onnanoko1 Re: Banana Yoshimoto 27.07.04, 14:15
            pytanie retoryczne ma dwa znaczenia (z tego co pamietam z podstawowki...)jedno
            to pytanie na ktore nie da sie odpowiedziec, a drugie to STWIERDZANIE rzeczy
            dosyc oczywistych (pytanie retoryczne "czyz nie?" oznacza w rzeczywistosci
            stwierdzenie "no przeciez tak!"). Tak wiec na jedno wychodzi czy nazwiemy to
            stwierdzeniem czy pytaniem retorycznym

            jesli chodzi o milosc po grob to zawsze kojarzyla mi sie ze staruszkami ktorzy
            patrza na prawnuki i wspominaja jak to sie spotkali dawno temu. Takie "zyli
            dlugo i szczesliwie". moze to tylko ograniczonosc moich skojarzen.
            dwudziestolatkom duzo czesciej zdarza sie rozstac niz umrzec nie?

            a propos tytulu. moze ktos ma pomysl jak to przetlumaczyc? tak dla zabawy
            • Gość: co do kuchni Re: Banana Yoshimoto IP: *.energis.pl 27.07.04, 15:45
              > dwudziestolatkom duzo czesciej zdarza sie rozstac niz umrzec nie?

              A mnie odwrotnie. I ja na przyklad nie widze zabiegow retorycznych u tej
              pisarki. U niej wszystko jest realne, ja jej wierze we wszystko co napisze.
              Wierze, ze dziewczynka za swiatow przyszla po swoj mundurek, a
              bohaterka "Kuchni" wspina sie po dachach, po to by dac cos smacznego swojemu
              ukochanemu. Dlatego odbieram to tak realnie i jest to jakby rysa na szkle.
              Chcialabym wierzyc, ze ich milosc, to byla wlasnie milosc po GRÓB, a nie ze to
              jedna ze sciezek, ktora mogli wybrac. To sie troche kloci np. z
              opowiadaniem "Kuchnia". Tam bohaterowie konsekwentnie mimo obaw, zblizaja sie
              do siebie, wierzac, ze to co ich spotkalo, to milosc na cale zycie. Laczy ich
              swiadomosc smierci i osamotnienia, dlatego sa sobie tak bliscy.
              Miłość po grób jak dla mnie to milosc bolesna, ale i spokojna. Przeciez mozna
              kogos kochac cale swoje zycie, a ten ktos moze juz nie zyc, albo byc z kims
              innym. A nie po dwoch miesiacach uzalania sie (w tym przypadku nad soba, bo nad
              kim), stwierdzic, ze nie ma tego zlego co by na dobre nie wyszlo. I chodzi mi
              tylko wylacznie o tych bohaterow i okreslona sytuacje, nie wiem co ja bym
              zrobila na miejscy tej dziewczyny. Na pewno nie byloby mi milo, gdyby ktos tak
              splaszczyl caly ten zwiazek na zasadzie, po co plakac, przeciez to wszystko
              moglo sie rozpasc, nie warto sie nad tym zastanawiac.
              To dosyc egoistyczne...
              ...
Inne wątki na temat:
Pełna wersja