tonik777
15.10.12, 14:22
Sytuacja z wczoraj. Żona prosi mnie o radę w pewnej spawie. No to jej odpowiadam zrób tak, tak i tak i wtedy wszystko będzie dobrze. Konkretnie, prosto i bez kombinowanie. Dla mnie sprawa zakończona. Ale nie dla niej. Coś tam zaczyna mruczeć pod nosem, że jej moja rada nie odpowiada i ona ma inne rozwiązanie. Według niej lepsze. I tutaj pojawia się pytanie po kiego zawraca mi głowę problemami, które sobie sama potrafi rozwiązać? Za chwilę jeszcze pokłóciła się ze mną, że nie jestem dla niej dobry i się z nią nie zgadzam (to niezgadzanie się z nią polega na tym, że dałem jej inne rozwiązanie niż to co ona sobie wymyśliła). W końcu jej powiedziałem, że jak uważa, że wie lepiej to niech zrobi po swojemu, tylko, że potem będzie miała problem (dokładnie jej wyjaśniłem na czym ten problem będzie polegał). No i się na mnie obraziła, że nigdy jej nic nie poradzę tylko ona sama musi być ze wszystkimi problemami. No to się już zdenerwowałem i wygarnąłem jej, że przecież przed chwilą dałem jej konkretne rozwiązanie, tylko ona nie chce z niego skorzystać.
I tak sobie o tym myślałem i doszedłem do wniosku, że ona wcale nie chciała mojej rady, tylko tego, żeby przekonał ją, że jej rozwiązanie jest dobre (a nie jest) i w razie kłopotów będzie mogła zrzucić winę na mnie (bo przecież jej tak doradziłem).
Przepraszam za zaśmiecanie forum, ale chciałem się po prostu wyżalić. Nie oczekuje żadnej porady. Ale może tylko pocieszycie mnie, że nie tylko moja żona jest taka nielogiczna.