z_pokladu_idy
28.10.12, 08:54
Tym wątkiem chyba się idealnie wpiszę w rozterkowo-związkowy i tak lubiany przez to Forum chciejno-ślubowy nurt:)
Rozstałam się właśnie z człowiekiem, z którym byłam ponad 8 lat. Od 3 lat zaręczeni, wspólny kredyt i mieszkanie. Kiedy ja rozmyślałam nad rozstaniem te 3 lata temu, bo stwierdziłam, że nic z tego nie będzie (nie mieszkaliśmy nawet razem), dostałam pierścionek zaręczynowy. Nie był wymuszony, wcześniej nawet nie wypominałam o ślubie. To On mnie zaskoczył, stwierdził, że bardzo chce i ślubu, i dzieci. Problem w tym, że mój niedoszły mąż się rozmyślił, nie wiedział, czy nadal mnie kocha i czy nadal tego ślubu chce, przy czym rozstać się nie chciał.
A piszę o tym tutaj, bo nie mam komu się wygadać. Większość moich znajomych jest już w związkach małżeńskich, mają dzieci i nawet jeśli znajdą dla mnie chwilę na rozmowę, to mam wrażenie, że do ich wypełnionych endorfinami mózgów nie dociera, co do nich mówię...
Nie wiem, co robić. Decyzję podjęłam na spokojnie, a teraz czuję się, jakbym się sama położyła na torach przed nadjeżdżającym pociągiem. Mam 29 lat i na myśl o przyszłości chce mi się wymiotować. Potrzebuję kopniaka na rozpęd;)