ranita_08
29.10.12, 19:46
Mam spory problem.
Pracuję w dość dużej firmie jako samodzielny manager. Przychodząc do pracy wiedziałam, że nie jest to łatwy kawałek chleba, ale z uwagi na to, że pracy się nie boję i lubię to co robię sprawiało mi to wiele frajdy nawet wtedy, kiedy bywało ciężko.
W pewnym momencie moje szefostwo zauważyło, że temat jest dość ciężki i wymaga więcej pracy niż jest w stanie "przerobić" jedna osoba więc ogłosili nabór.
Do pracy przyszła osoba "z polecenia" samej wierchuszki. Nie przeszkadzało mi to, pomimo, że dziewczyna była specjalistą w czymś zupełnie innym a tutaj przyszła bo akurat nie miała lepszych ofert. Nie przeszkadzało mi nawet, że zarabia 2x tyle co ja. Starała się i naprawdę w wielu prostrzyszch sprawach miałam odciążenie i mogłam zająć się ważniejszymi sprawami. Naprawdę była ok.
Z uwagi na to, że praca szła całkiem nieźle moi bezpośredni przełożeni mnie awansowali. Oczywiście doszły mi dodatkowe obowiązki i troszkę lepsza pensja (jakoś nie ogromnie inna ale zawsze).
We dwie dawałyśmy spokojnie radę. W pewnym momencie moja koleżanka dostała lepszą odertę i odeszła z dnia na dzień. Szefowie oczywiście zapewniali mnie, że szybko znajdą kogoś na jej miejsce więc dawałam z siebie wszystko, żeby nie zawalić pracy, która polegała na wykonywaniu moich nowych obowiązków i obowiązków na wakacie.
Okazało się jednak, że nowej osoby nie będzie bo „oszczędności” i tak ulubione teraz przez wszystkich słowo „kryzys”. Słyszałam, że część moich obowiązków przejmie ktoś inny, jakoś się to rozłoży żeby mnie odciążyć, ale mija już prawie rok i nic z tego.
Problem w tym, że ja nie daję już rady. Nawet nie tyle czasowo, co psychicznie. Cała odpowiedzialność za wielki dział spoczywa na mnie, nikogo to absolutnie nie obchodzi i cokolwiek nie zdążę zrobić lub nie ogarnę w porę jest oczywiście moją winą. Dochodzi do tego, że na samą myśl o pracy boli mnie brzuch, nie sypiam prawie i zrobiłam się mega nerwowa. Drę się naokrągło i to najcześciej na przyjaciół czy parnera bo w pracy jako osoba na stanowisku muszę trzymać fason.
Każdy dzień w pracy to horror bo i tak wiem, że nie zdażę choćbym nie wiem jak się starała. Nie umiem już nawet przez to przemęczenie pracować tak wydajnie jak kiedyś i teraz to, co jeszcze rok temu zajmowało mi 4h, dziś zajmuje 2 dni.
Nie wiem zupelnie co robić. Mam wrażenie, że nikt nie widzi, że jestem już na wykończeniu nerwowym i chyba każdym innym. Każdy tylko pyta- czemu jeszcze nie zrobiłaś tego, gdzie jest tamto, kiedy będzie to..? A ja mam wrażenie, że za chwilę oszaleję i po prostu więcej tam nie przyjdę.
Z dobrego i docenianego pracownika stałam się tym, który nigdy się z niczym nie wyrabia i zawsze nawala. To flustrujące a ja nie wiem jak z tego wyjść. Chęci do pracy dalej mi nie brakuje, ale siły psychicznej żeby to udźwignąć już tak.
Lubiłam swoją pracę a teraz jej nie znoszę.
Mika