krytyk_systemu_edukacji
31.10.12, 14:55
Otóż w weekend przy pewnej z niejasnych przyczyn nielegalnej używce gadałem o życiu ze swoim dobrym kolegą. W pewnym momencie rozmowa zeszła na tematykę światopoglądową i okołoreligijną.Towarzysz mój postawił odważną tezę, w myśl której kobiety więcej pociąga irracjonalizm oraz religianctwo (zwłaszcza egzotyczne, dodałbym od siebie) niż niedowiarstwo czy nawet sceptycyzm, za przykład podając zarzut swojej niegdysiejszej, a wręcz zaprzeszłej narzeczonej, iż z racji swojej niewiary w rzeczy nadprzyrodzone jest mężczyzną nudnym.
Człowiek ma to do siebie, że zrazu myśli raczej anegdotami niż statystykami, tak więc szybko zacząłem wertować pamięć w poszukiwaniu znanych mi przykładów. I rzeczywiście, takie przykłady się znalazły!
Znam faceta, który mimo ewidentnych usterek cieszy się znacznym powodzeniem u kobiet, ponieważ jest neopoganinem i twierdzi, że nie tylko przetrwa własną śmierć (to ostatecznie nie jest znów taki rzadki pogląd), ale także że będzie wówczas pił alkohol z jakimiś prastarymi wojownikami (wikingami?) w specjalnie do tego celu stworzonej krainie.
Przykład drugi. Oto znajoma moich rodziców, przez ćwierć wieku z okładem przykładna żona i matka dzieciom, poznaje jakiegoś hinduistycznego czy buddyjskiego (to do końca nigdy nie zostało rozstrzygnięte) guru i kupuje pod jego wpływem bilet do Niemiec. W jedną stronę.
I trzeci. Pewna postępowa i bywała rozwódka nawraca się pod wpływem nowego partnera na buddyzm i zaczyna m.in. „czantować” (Nam-myoho-renge-kyo) w intencji przysporzenia sobie dóbr doczesnych w rodzaju nowego samochodu (nie wiem tylko do końca, czy jest to intencja zgodna z duchem buddyzmu, ale może i tak).
A nawet gdzieś w moich wspomnieniach z wielu lat mignęła studentka zafascynowana specjalistą od wiedzy tajemnej i ezoteryki. Facet miał trzydzieści parę lat, mieszkał z matką… i nigdzie nie pracował, ponieważ po pierwsze niczego nie umiał, a po drugie zbyt był zajęty studiowaniem magii. Czytał uczone księgi, analizował pismo runiczne, rozmaitą symbolikę i tak dalej. Nie wiem, czy wiele czarował, z ową studentką w każdym razie mu się udało – chodziła jak zaczarowana przez parę miesięcy. Później chyba jednak coś się musiało stać niedobrego, ponieważ pewnego dnia delikatnie mi zasugerowano w towarzystwie, że kwestii owego czarnoksiężnika się już przy studentce nie porusza.
A jak to jest z wami, nadobne użytkowniczki? No? Macie do wyboru dwóch mniej więcej jednako atrakcyjnych partnerów, ale jednego twardo osadzonego w realiach, drugiego zaś nieco od rzeczywistości odklejonego – z której mąki, jak to się mówi, chleba nie będzie? :)