Praca, praca...

01.11.12, 21:12
Od pewnego czasu mam nową pracę. Praca jest w polskim oddziale wielkiego, międzynarodowego koncernu. Korpo pełną gębą. Piękne biuro w biurowcu typu Francja elegancja i te sprawy. Praca całkiem OK-zespół bardzo fajny. Bardzo dobra pensja, samochód służbowy i tak dalej. Super, nie? Problem w tym, że ja przez ostatnie kilka lat pracowałam na swój rachunek. Sama sobie byłam sterem, żeglarzem i okrętem. Ale przyszedł kryzys, warunki na rynku bardzo się zmieniły, niepłacenie faktur przez klientów stało się normą, a nie wyjątkiem. Płynność finansowa stała się problematyczna a rachunki do płacenia pozostały bez zmian.
Stąd decyzja o pracy w firmie. Wcześniej też kilka lat pracowałam w korpo, więc niby wiedziałam co jest grane. A jednak… Problem jest z godzinami pracy. Ja staram się zrobić co mam do zrobienia w granicach 8,5-9 godzin i idę do domu. Nie mam też problemu, żeby w takie dni jak jutro wziąć urlop, bo nie mam nic pilnego do zrobienia. Jak jest taka potrzeba, to oczywiście zostaję-zdarzało mi się już tutaj kilkanaście godzin pracy, ale uważam to za wyjątek nie regułę. Jednak moja szefowa (skądinąd bardzo fajna kobieta) twierdzi, ze trzeba dawać przykład pracownikom i pracować i pracować i pracować… Długo i namiętnie.
Zgoda, przykład solidnej i efektywnej pracy tak. Ale nie siedzenia po godzinach dla samego siedzenia. Problem też w tym, że ja przychodzę do pracy przed ósmą, bardzo często jako pierwsza, więc też jako jedna z pierwszych wychodzę. I to nie jest dobrze widziane, niezależnie od tego, że to co robię robię dobrze, nie ma żadnych uwag i zaległości. I nie pasuje mi wysiadywanie w pracy, bo ja poza nią też mam życie!
I już nie wiem, czy to te moje lata „na swoim” , jakaś niezależność i świadomość, że od samego grzania tyłkiem fotela przy biurku efektów nie ma. Czy nie kumam już idei i sensu korporacyjnej pracy? Chyba to drugie i za specjalnej kariery w korpo to ja chyba nie zrobię… Wyjść mam kilka. Przetrwać kryzys na posadzie i potem znowu walczyć solo? Pogadać z szefową i jej wyjaśnić mój punkt widzenia? To naprawdę fajna osoba, ale pracoholiczka. Czy uśmiechać się, przytakiwać i robić swoje?
    • fuks0 Re: Praca, praca... 01.11.12, 21:16
      Zmienić pracę. Nie każdy szef w korpo oczekuje bezproduktywnego wykręcania nadgodzin. W niektórych jest to nawet niemile widziane.
      • jelenzporozem Re: Praca, praca... 02.11.12, 11:20
        matko czy to moja szefowa troluje:D
        Nono... to fajna babka ponieważ lubi jak pracownicy pozostają po godzinach. Ostatni kawałek the best, kit że tak jest w każdej korporacji:D:D:D

    • krytyk_systemu_edukacji Re: Praca, praca... 01.11.12, 21:17
      > Przetrwać kryzys na posadzie i potem znowu walczyć solo? Pogadać z szefową i jej wyjaśnić
      > mój punkt widzenia? To naprawdę fajna osoba, ale pracoholiczka. Czy uśmiechać
      > się, przytakiwać i robić swoje?

      Przede wszystkim uważaj na ogon, żeby Ci go ktoś nie przytrzasnął albo nie nadepnął.
    • triismegistos Re: Praca, praca... 01.11.12, 21:17
      Nie pozostaje ci nic innego niż odkryć pasjonujace życie w internecie i prowadzić je w pracy. Polecam ebooki, zawsze można sobie poczytać i porobić wrażenie, że jest się pracowitą mróweczką. Niestety, opieprzanie się wchodzi w krew.
    • czerwony.melon Re: Praca, praca... 01.11.12, 21:23
      Rozgłoś, że przychodzisz wcześnie do pracy. Podkreśl to też w rozmowie z szefową. Przedstaw to jako twój atut - że dajesz dobry przykład. Może będzie po problemie.
    • wielkafuria Re: Praca, praca... 02.11.12, 07:20
      ja pierniczę...
      korpo, wykon, co jeszcze??
      nie mozna uzywac słow dostepnych w jezyku polskim??
      • nie.mam.20 nie przejmuj sie bardzo, tak jest wszedzie 02.11.12, 07:58
        my mamy arvo, barbie, sicki, mate, brekkie, flattie, luv, misus, seeya, noworries, shell be apples....
        wykon to jeszcze za komuny byl.
    • headvig Re: Praca, praca... 02.11.12, 07:39
      skoro dla niej ważne jak długo siedzisz, to przesuń swoje godziny pracy. przychodź na 9 czy 10 i siedź do 18.00. godzinowo wyjdzie na to samo, a szefowa będzie zadowolona, że siedzisz do późna.
    • nie.mam.20 polska odmiana siermieznego kapitalizmu 02.11.12, 07:51
      ludzie nie wiedza, ze mozna pracowac glowa, a nie dupa.
      Znam twoj bol, ale ja sie nie dalem i po prostu robilem swoje w 8 godzin. A jak mi szef wystawal, to go pytalem, ile on ma zaleglej pracy? Bo ja mam wszystko na biezaco. I pokazywalem mu, gdzie ma rezerwy. Ludzion w kraju wydaje sie, ze pracujaca w ten sposob robia sobie przody. Goowno prawda. To przypomina spedy partyjne za Stalina, gdy sala klaskala do upadlego, kazdy bal sie przestac klaskac.
    • thelma.333 Re: Praca, praca... 02.11.12, 09:46
      przesun godziny pracy;
      przychodz na 9-10, i wychodz odpowiednio o 17-18
    • athroposs Re: Praca, praca... 02.11.12, 10:05
      jeśli wykonujesz swoją pracę dobrze i na bieżąco, nie masz się czym martwić
      rób swoje i się nie przejmuj, wychodź po 8 godz.
      w rozmowach z szefową przedstawiaj jasne dowody na to, że nie masz zaległości
      przesuwanie godzin pracy tylko po to, by zrobić lepsze wrażenie to słaby pomysł z uwagi na to, że chcesz przecież mieć więcej czasu po
      szefowa albo się przyzwyczai i odpuści, albo nie - wtedy zostają kombinacje, czy zostać i cierpieć, czy szukać innej firmy, gdzie szef używa rozumu
    • 10iwonka10 Re: Praca, praca... 02.11.12, 10:24
      Wydaje mi sie ze amerykanskie korporacje w tym przoduja. Bezproduktywnym siedzeniu w pracy.
    • gr.eenka Re: Praca, praca... 02.11.12, 11:37
      a ja właściwie z każdym dniem coraz mniej lubię swoją pracę :) I nie wynika to z jej charakteru czy specyfiki a z relacji z współpracownicą. O ile cieszyłam się z tego co będęrobić to w tej chwili raczej popadam w zniechęcenie i frustrację. Cokolwiek zrobię jest oceniane negatywnie. Mały błąd lub niedociągnięcie przekreśla cała pracę jaką wykonałam. I właściwie mam dość zastanawiania się czy dana osoba wydając takie jednoznaczne opinie mnie nie lubi, czuje się zagrożona lub cokolwiek innego przychodzi jej do głowy. Spotykam się z jej strony arogancją przechodzącą w agresję. Rozmowa właściwie sprowadza się do wyszukania jakiegoś błędu, wydania negatywnej opinii i przekreślenia całej pracy z wnioskiem do szefa. Szef nawet nie ogląd tego co robię opierając się na opinii.
      • 10iwonka10 Re: Praca, praca... 02.11.12, 12:06
        Wspolpracownica ? Dlaczego ona sprawdza twoja prace? Wyglada raczej ze jest ona twoja przelozona...
        • gr.eenka Re: Praca, praca... 02.11.12, 12:19
          hm, tak wygląda , ale oficjalnie nie - trudno powiedzieć - jakoś to nie zostało określone, ale od poczatku traktowałam ją jako ważniejszą - nie pisaną szefową.
          Nie tłumaczy to jej arogancji i wrogości :)
          • 10iwonka10 Re: Praca, praca... 02.11.12, 12:52
            I moze tutaj zrobilas blad. Kobieta ma pewno jakies wielkie niespelnione ambicje bo zadna szefowa nie jest i wyzywa sie na tobie. Takie sa najgorsze !!!! Poczekaj jak bedzie na jakims urlopie i daj swoja prace bezposrednio szefowi.... a nastepnym razem nawet jak ona bedzie zrob to samo....
    • senseiek Powiedz szefowej, ze skoro jest samotna panna 02.11.12, 13:29
      Powiedz szefowej, ze skoro jest samotna panna, to nudno jej by bylo siedzec w czterech scianach wiec woli zostac w pracy i poudawac prace.. Ale Ty masz meza i dzieci ktore trzeba nakarmic.. ;)
      • czerwony.melon Re: Powiedz szefowej, ze skoro jest samotna panna 02.11.12, 16:08
        Jaaasne. Nietaktowana odzywka do szefowej polepszy jej sytuację.
    • akle2 Re: Praca, praca... 02.11.12, 14:09
      Zazdroszczę - nie tej stali i szkła - ale niezbyt obszernego zakresu obowiązków. Naprawdę.
      Powiedz szefowej, że z niewolnika nie ma robotnika i że człowiek musi odpoczywać, żeby być efektywny. Jeśli będziesz przysypiać z nosem na klawiaturze to ani nie będziesz szybsza ani wydajniejsza.
    • dzisoswiecony Re: Praca, praca... 02.11.12, 15:02
      >Ja staram się zrobić co mam do zrobienia w granicach 8,5-9 godzin

      Nie jest powszechnie przyjętą normą pozostawanie w pracy dłużej niż 8 godzin, chyba, że jest na to twoja zgoda, a przy tym wpływa na twoje konto wynagradzane dosłownie tytułem zapłaty za nadgodziny liczone zgodnie z prawem pracy a nie jakieś inne wirtualnie liczone dodatki.

      Takie sedzenie po godzinach prowadzi tylko do jednego... wyczerpania. Przepracowany pracownik to niewydajny pracownik.

      >Jednak moja szefowa (skądinąd bardzo fajna kobieta) twierdzi, ze trzeba dawać p
      > rzykład pracownikom i pracować i pracować i pracować… Długo i namiętnie.

      Nie porywaj się na porównanie etatu szeregowego pracownika ze stanowiskiem kierowniczym i dyrektorskim to są różne kontrakty zupełnie inaczej zdefinowane w prawie pracy. Zupełnie inaczej liczone godzinowo.
      Jeżeli jesteś zmuszana wbrew swojej woli do pozostawania w pracy po godzinach to, z tego co pamiętam roszczenie o niezapłacone nadgodziny przedawnia się w termine trzech lat (warto sprawdzić dokładnie, ale chyba tak). Zostajesz w pracy dłuże, dowód wydrukowany lub zarchiwizowany mail, robisz zestawienie i wysyłasz pracodawcy wezwanie do zapłaty.






    • agulha Re: Praca, praca... 02.11.12, 23:03
      Mimo, że sama jestem typem raczej rozlazłym, lata pracy nauczyły mnie, że samo wysiadywanie jaj po godzinach (podobnie jak widok danej osoby zajętej rozmową ze współpracownikiem przy kawie) o niczym nie świadczy. Istnieją w przyrodzie wszelkie możliwe kombinacje: osoba pracująca równe 8 godzin i tak zorganizowana, że ma wszystko ogarnięte, osobnik rozlazły, który straci w ciągu dnia pracy z godzinę, ale ją potem odsiedzi i też ma wszystko zrobione na czas, oraz osoby, które zawsze mają tyły i zawsze jęczą, że są przemęczone, niezależnie od tego, czy wybiegają z pracy punktualnie, czy siedzą do nocy. Dobra firma i dobry szef powinny zwracać uwagę na wyniki pracy (zakładając, że osobnik rozlazły nie żąda pieniędzy za nadgodziny) i współpracę w zespole, a tę współpracę też planować tak, żeby pasowała do każdego typu pracownika (czyli spotkania w ciągu dnia, a nie o 16:30). Miałam kiedyś taką szefową, u której, powiedzmy, terminowałam w pewnej specjalizacji. Cały Boży dzień snuła się z kąta w kąt, a ja miałam pewne rzeczy do zrobienia i robiłam je. Za to o 15, kiedy już pora była powoli wychodzić się do domu, w niej wzbierała wena twórcza, że ona będzie sprawdzała to, co ja zrobiłam. I nie dało się babie delikatnie wytłumaczyć, że ja nie mam ochoty spędzać kilku godzin w ciągu dnia na gadaniu o d Maryni i kręceniu się z kąta w kąt, a za to mieć zawalonego popołudnia i wieczoru.
      Miejsca, gdzie ocenia się pracownika po godzinie wyjścia (że ma być koniecznie dłużej niż w umowie) albo demonstracyjnie pyta "wychodzisz? A wszystko masz zrobione?!" [wiadomo, w normalnej robocie są rzeczy pilne i mniej pilne, które zostawia się na potem, gdy czasu zabrakło], są toksyczne.
    • nie.mam.20 proponuje test piwa, okazuje sie, ze IT maja pomys 03.11.12, 02:09
      www.dailytelegraph.com.au/news/bosses-finding-the-key-to-happy-employees-is-a-tipple-while-they-work/story-e6freuy9-1226509477799
Inne wątki na temat:
Pełna wersja