twojabogini
05.11.12, 13:19
Mam dość swojego małżeństwa. Znowu. Nie, nie jest tak źle, żeby rozważać rozstania, rozwody, separacje. Na ogół jest nawet dobrze. Ale...Jak się komuś chce czytać - długie - to proszę. Chętnie przyjmę komentarze, rady. Głupie zignoruję.
Problemy zaczęły się, gdy po urlopie macierzyńskim zdecydowałam się pracować w domu. Gdzieś stopniowo zniknęło partnerstwo. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, mąż zaczął ode mnie oczekiwać, że będę "żoną" (taką panią co z uśmiechem obsługuje domowników). Mam dużo swoich spraw, projektów, pracuję zawodowo, dużo czasu poświęcam dzieciom - nie mam ani czasu ani ochoty na to, aby zostać darmową służącą. Kłóciliśmy się o to. I niby wszystko wróciło do równowagi, ale to nieprawda.
Mój mąż torpeduje partnerstwo po cichu. Owszem zrobi "wszystko" ugotuje, sprzątnie, umyje podłogę - ale tylko wtedy, gdy dam mu dokładną instrukcję, co-jak-kiedy. Czuję się jakbym miała w domu trzecie dziecko. Denerwuje mnie to. Zdarzyło się że torpedowanie obejmowało odmowę seksu (bo jestem niemiła, bo on zmęczony). Denerwuje mnie brak inicjatywy mojego męża: ja organizuję życie domowe, ja organizuję finanse, ja podejmuję decyzje. Gdy zgłaszam zastrzeżenia - słyszę: robię przecież wszystko o co mnie poprosisz. Robi. Celowo udając kretyna. Nastawiając pranie na zbyt wysoką temperaturę, rozwieszając je tak, że chyba przez magiel je trzeba będzie przepuścić, dopytując co ma ugotować...Kiedyś to wszystko potrafił. Ja chcę z powrotem mojego partnera, mężczyznę, który zaplanuje ze mną wakacje, ustali plan finansowy na przyszły rok, tego który będzie wspólnie ze mną odpowiedzialny za rodzinę, tego co sam z siebie podrzuci dzieci dziadkom i pojedzie ze mną na koncert.
Narasta we mnie złość. W nim też. Tej złości jest we mnie coraz więcej. W nim pewnie też. Nie chce mi się już rozmawiać, powiedziałam to co miałam do powiedzenia. Awantur urządzać nie zamierzam. Ale nie zamierzam też być mamą mojego męża. Nie mam pojęcia dlaczego mu tak odbiło. Był przez długi czas dobrym partnerem. Maskował się a teraz wychodzi z niego macho? Nie rozumiem.
Gdyby mój mąż był palantem bez wahania bym się nim rozstała. Ale nie jest - to fascynujący, atrakcyjny mężczyzna, czuły kochanek, lubię z nim przebywać (kiedy nie jestem wściekła), lubię z nim rozmawiać, lubię razem z nim się bawić, jest dobrym ojcem, wiem, że jest odpowiedzialny, że mogę na niego liczyć w trudnych sytuacjach. Łączy nas bardzo wiele rzeczy - czułość, namiętność , miłość, ale też wspólne wartości, życiowe plany.
Z drugiej strony - tracę dla niego szacunek, właśnie z powodu jego niezrozumiałego dla mnie zachowania. Nie rozumiem dlaczego dojrzały mężczyzna zaczął się nagle zachowywać jak gó...arz. Wyczuwam w nim też sporo złości - skierowanej do mnie. Nigdy mi nie mówi, co go tak złości. Im dłużej taki stan trwa, tym mniej jest we mnie namiętności, miłości, zaczynają dominować uczucie negatywne. Rodzi się we mnie agresja. Mam ochotę stanąć i wrzeszczeć na niego, przyłożyć mu kijem. Izoluję się, odcinam. Napięcie rośnie.
Tak wiem - powinniśmy porozmawiać. Ale do tego trzeba dwóch osób. On twierdzi, że nie umie wyrazić swoich myśli.