chwilowo mam dość

05.11.12, 13:19
Mam dość swojego małżeństwa. Znowu. Nie, nie jest tak źle, żeby rozważać rozstania, rozwody, separacje. Na ogół jest nawet dobrze. Ale...Jak się komuś chce czytać - długie - to proszę. Chętnie przyjmę komentarze, rady. Głupie zignoruję.
Problemy zaczęły się, gdy po urlopie macierzyńskim zdecydowałam się pracować w domu. Gdzieś stopniowo zniknęło partnerstwo. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, mąż zaczął ode mnie oczekiwać, że będę "żoną" (taką panią co z uśmiechem obsługuje domowników). Mam dużo swoich spraw, projektów, pracuję zawodowo, dużo czasu poświęcam dzieciom - nie mam ani czasu ani ochoty na to, aby zostać darmową służącą. Kłóciliśmy się o to. I niby wszystko wróciło do równowagi, ale to nieprawda.
Mój mąż torpeduje partnerstwo po cichu. Owszem zrobi "wszystko" ugotuje, sprzątnie, umyje podłogę - ale tylko wtedy, gdy dam mu dokładną instrukcję, co-jak-kiedy. Czuję się jakbym miała w domu trzecie dziecko. Denerwuje mnie to. Zdarzyło się że torpedowanie obejmowało odmowę seksu (bo jestem niemiła, bo on zmęczony). Denerwuje mnie brak inicjatywy mojego męża: ja organizuję życie domowe, ja organizuję finanse, ja podejmuję decyzje. Gdy zgłaszam zastrzeżenia - słyszę: robię przecież wszystko o co mnie poprosisz. Robi. Celowo udając kretyna. Nastawiając pranie na zbyt wysoką temperaturę, rozwieszając je tak, że chyba przez magiel je trzeba będzie przepuścić, dopytując co ma ugotować...Kiedyś to wszystko potrafił. Ja chcę z powrotem mojego partnera, mężczyznę, który zaplanuje ze mną wakacje, ustali plan finansowy na przyszły rok, tego który będzie wspólnie ze mną odpowiedzialny za rodzinę, tego co sam z siebie podrzuci dzieci dziadkom i pojedzie ze mną na koncert.
Narasta we mnie złość. W nim też. Tej złości jest we mnie coraz więcej. W nim pewnie też. Nie chce mi się już rozmawiać, powiedziałam to co miałam do powiedzenia. Awantur urządzać nie zamierzam. Ale nie zamierzam też być mamą mojego męża. Nie mam pojęcia dlaczego mu tak odbiło. Był przez długi czas dobrym partnerem. Maskował się a teraz wychodzi z niego macho? Nie rozumiem.
Gdyby mój mąż był palantem bez wahania bym się nim rozstała. Ale nie jest - to fascynujący, atrakcyjny mężczyzna, czuły kochanek, lubię z nim przebywać (kiedy nie jestem wściekła), lubię z nim rozmawiać, lubię razem z nim się bawić, jest dobrym ojcem, wiem, że jest odpowiedzialny, że mogę na niego liczyć w trudnych sytuacjach. Łączy nas bardzo wiele rzeczy - czułość, namiętność , miłość, ale też wspólne wartości, życiowe plany.
Z drugiej strony - tracę dla niego szacunek, właśnie z powodu jego niezrozumiałego dla mnie zachowania. Nie rozumiem dlaczego dojrzały mężczyzna zaczął się nagle zachowywać jak gó...arz. Wyczuwam w nim też sporo złości - skierowanej do mnie. Nigdy mi nie mówi, co go tak złości. Im dłużej taki stan trwa, tym mniej jest we mnie namiętności, miłości, zaczynają dominować uczucie negatywne. Rodzi się we mnie agresja. Mam ochotę stanąć i wrzeszczeć na niego, przyłożyć mu kijem. Izoluję się, odcinam. Napięcie rośnie.
Tak wiem - powinniśmy porozmawiać. Ale do tego trzeba dwóch osób. On twierdzi, że nie umie wyrazić swoich myśli.
    • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 13:29
      Zmniejsz tempo, ustal priorytety. Wasze wspólne priorytety. Już jakiś czas temu zwróciłem uwagę, że robisz wiele rzeczy równocześnie. NIeważne, jakie potrzeby to zaspokaja, ważne, że tak się nie da. Może Twój mąż po prostu przestaje nadążać za Tobą?
      Stres sie kumuluje w czasie, jak się wraca do domu, to człowiek chce, żeby było coś innego. Może mnie zadaniowo i ambitnie? Dzieci podrosna, to zdążysz jeszcze wejść na wysokie obroty, a na razie sobie pewne tematy odpuść. Biorąc pod uwagę, jak jesteś energiczna i zdeterminowana, to zapewne będzie tymczasowe. Np. wytnij sobie większość forum, nie mówię całkiem, zresztą, nie wiem co tam jeszcze, ale wydaje mi sie, że chcesz za dużo, przesz do przodu, ale gdzieś tam gubisz priorytety. No i on nie daje rady, stąd te bunty, bierność, tam, gdzie dawniej szło bez zająknienia. :-)
      • ursyda Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:05
        Dlaczego ona ma zwalniać? Bo on nie może nadążyć?
        Ja ją doskonale rozumiem i to zmęczenie również, odpuszczać właśnie nie powinna bo on tylko czeka na to by mu odpuściła.
        Albo tak jak rzekła alpepe - gosposia i kochanek.
        • piataziuta Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:09
          Jeśli nie chce zwolnić to niech se szybszego faceta znajdzie.
          • gocha033 No to mamy kolejne Tsunami 05.11.12, 14:15
            piataziuta napisała:
            > Jeśli nie chce zwolnić to niech se szybszego faceta znajdzie.


            No to mamy kolejne Tsunami (bo to nie pierwsze).
            I czekamy na bilans strat.
            • ursyda Re: No to mamy kolejne Tsunami 05.11.12, 14:23
              Takie życie gocha, takie życie.
      • twojabogini Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 16:29
        to.niemozliwe napisał:

        to.niemozliwe napisał:

        > Zmniejsz tempo, ustal priorytety. Wasze wspólne priorytety.

        Rozumiem twój punkt widzenia. Mam też wrażenie, że może mieć sporo stycznych z obrazem sytuacji z punktu widzenia mojego męża.
        Nie chcę zwalniać. Nie wymagam od męża dotrzymywania mi kroku. Być może z jego punktu widzenia moja aktywność w jakiś sposób dyskredytuje go jako mężczyznę, stąd nagła niechęć do zajmowania się domem?
        Czy gubię priorytety? Mam swoje ambicje zawodowe, są one dla mnie ważne, nie chcę i nie potrafię z nich zrezygnować. Nie kolidują one z moim życiem rodzinnym, mam czas dla dzieci, mam czas dla męża. Owszem, są dni, gdy jestem wyłączona, bo mam dużo pracy, ale to jest zaledwie kilka dni w miesiącu. No i rodzina ma z tego dochód. Taki urok pracy nieetatowej, że czasem pracy jest dużo, a czasem mało.
        Ja wiem, że gdybym zwolniła, zrezygnowała z rożnych rzeczy, to miałabym czas na to, żeby mój mąż wrócił do domu, dostał obiad, dom był wypucowany, dzieci domyte i spacyfikowane. Ale to bajka. Nie mogę nie pracować, mamy inwestycje, wydatki, mój mąż sam tego nie udźwignie. A ja bym w takiej roli umarła. Ja jako ja. Takie kwestie omówiliśmy przed zawarciem małżeństwa. I taki układ nam się sprawdzał.
        Co do forum - siedzę tylko gdy pracuję. I wbrew pozorom nie pracowałabym szybciej nie korzystając z forum - już testowałam. Jestem najefektywniejsza, gdy mój mózg ma więcej bodźców.
        Ale tak, dopuszczam, że bunt może być wywołany jego poczuciem "nie daję rady".
    • agios_pneumatos Piękne studium przypadku. 05.11.12, 13:32
      j.w. :]
    • alpepe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 13:57
      pani gosposia i pan kochanek rozwiążą wszystkie twoje problemy. U mnie taka opcja nie wchodziła w grę i ja jak każda pszczela królowa pogoniłam trutnia.
    • piataziuta Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:06
      Mąż łatwo wszedł w rolę podopiecznego, który najchętniej by się urwał od obowiązków, ale ty łatwo też weszłaś w rolę szefowej.
      Przestań nią być.
      Nie pouczaj, nie wysyłaj, nie pokazuj palcem, nie tresuj.
      Sama rób tylko minimum.
      Brud się gromadzi? Niech się gromadzi. Świat się nie zawali jak dwa miesiące będzie brudno.
      Tobie jest potrzebny odpoczynek od obowiązków i kierowania, mężowi od szefowej którą się dla niego stałaś.
      • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:14
        jak w domu są dzieci, to nie wiem, czy ten przepis działa...
        • piataziuta Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:22
          to chyba zależy od wieku dzieci
          jak raczkujące i zjadające wszystko z podłogi to faktycznie, może być ciężka sprawa
          ale jak w wieku przedszkolnym czy wczesnoszkolnym to czemu nie najwyżej się uodpornią :P
          • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:30
            no tak, i przyuczą do samodzielności!

            moja mama bez obciachu głosiła zawsze, że okien umyć nie potrafi.
            tato ma taką zabawną wadę wzroku, że brudu nie widzi. (wyjątek stanowią naczynia, których zmywanie jest jego pasją).

            a ja lubiłam okna miec czyste, więc od wieku lat ośmiu znakomicie umiałam je myć.
    • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:07
      a tam, rozmawiać.

      ja na przykład, jak jest kiepsko, nie bardzo potrafię. nawet jeśli chcę być super konstruktywna, stosuje erystykę ( :~) ), różne chwyty poniżej pasa i przytyki.
      a on moje zagajenia kwituje ironicznie użytym zwrotem "nie ma o czym mowić", kiedy to JA coś mu wyrzucam. bardzo sprytnie.

      bywały w naszym związku kryzysy wielkości mastodonta.
      sama nie wiem dlaczego, wymyśliłam wtedy na swój użytek regułkę "tylko kochać i afirmować". (wiem, brzmi trochę głupio, ale co tam)
      nie prowadziłam żadnych rachunków krzywd, no amnezja po prostu.

      gdy aż dech mi zapierało z wściekłości na męża, zaczynałam medytować.
      no dobra, ja bigotka jestem, więc chwytalam się prostych modlitw. o siebie, o niego, o nas oboje. żeby przez głupie ludzkie wybrakowanie nie zniszczyć dobra.
      niesamowite, jaką to miało siłę - uwalniającą z frustracji i agresji.

      a kiedy człowiek czuje się wolny i pozytywnie nastawiony, to o wiele mniej rzeczy mu przszkadza.

      do rozmów między nami dochodziło, kiedy obiektywne problemy, które były nadal, nie kładły już między nami emocjonalnej bariery.
      co ciekawe, choć przedtem myślałam, że on tych problemów nie widzi, albo ma je w odwłoku, często sam zaczynał o nich mówić na zasadzie: wiem, że jest kiepsko bo coś tam, że nie stanąłem na wysokości zadania, chciałbym, żeby było lepiej, jak to zrobić...

      nie wiem, jaki z tego morał.
      jedne kryzysy minęły, my się nadal lubimy i cenimy. bardziej niż przed kryzysami.
      nowe kryzysy przyjdą, sądzę, że niedlugo.
      nie przeraża mnie to - wiem, co wtedy robić.

      piszesz o mężu że jest fascynujący, czuły itd. no właśnie, tego się trzymaj!
      • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:00
        jestem za, niech medytuje, tylko najpierw niech dzieci też nauczy medytować;)

        swoją drogą w parze to ja się nigdy nie kłóciłam ani nie miałam problemów problemy generuje przeważnie potomstwo albo poprzednia generacja.
        • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:07
          z potomstwem to w ogóle sprawa ciężka,

          potomstwo generuje problemy,
          brak potomstwa tez generuje problemy.
          ...
          • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:18
            no wiem:) ale wyobraziłam sobie medytację w środku takiego zestresowanego domostwa i mnie rozśmieszyło:) przepraszam.
            • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:39
              ja nie umiem w szkole.

              dzisiaj na lekcji powiedziałam "d u p a".
              ze złości.
    • berta-death Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:16
      Myślę, że zrobiłaś ten sam błąd co inne kobiety. Przejęłaś dowodzenie w domu i chcesz o wszystkim decydować i pokazywać palcem co i kiedy mają zrobić a potem sprawdzasz stopień wykonania zadania i wystawiasz ocenę. Jak pani uczycielka w szkole. Zatem nic dziwnego, że mąż przyjął bierną postawę ucznia, który robi co mu każą, ale ze wszystkich swoich mocy stawia bierny opór, próbuje się wymigać z obowiązków a jak się żywcem nie da, to robi wszystko na minimum i odwal się.

      Skoro chcesz, żeby mąż zajmował się praniem, niech to robi po swojemu, czyli kiedy chce, jak chce, czym chce i w sposób jaki chce. Niech będzie odpowiedzialny za ten swój obowiązek. Podobnie jest ze sprzątaniem, gotowaniem, szorowaniem garów, opieką nad dziećmi, czy czymkolwiek innym. Skoro dzielisz się z nim obowiązkami, to dziel się też odpowiedzialnością i podejmowaniem decyzji.

      Ustalcie wspólnie co trzeba robić i wymyślcie jak to zrobić, żeby było zrobione. Wspólnie, czyli nie tak, że ty wychodzisz z jedynie słusznym pomysłem i negocjujesz tak długo aż on skapituluje i przyzna ci rację. Może zatrudnienie kogoś do pomocy nie byłoby głupim rozwiązaniem?
    • ursyda Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:23
      No racja, to niech lepiej zostanie i ma tę spodnie w szafie. I dalej płacze na forum.
      • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:31
        Jak się widzi świat czarno-biały, to sie nigdy tęczy nie zobaczy...
        • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:38
          biedaku, kup sobie różowe okulary.
          • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:39
            Dzieki za troskę, Mamuska.
            • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:40
              niemazaco, astrologu od siedmiu boleści.
              • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:44
                Oj tam, nie przynudzaj...:D
                • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:49
                  sorry, ale zasypiam, jak cię czytam. możesz winić za to system.
                  • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:01
                    Hehe...biorąc pod uwagę, jak ochoczo odpowiadasz i jak szybko Twoje odpowiedzi maja na celu mnie dotknąć, to bym powiedział, że wręcz przeciwnie...;-)
                    • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:03
                      zacząłeś brzydko, więc sam powinieneś najlepiej wiedzieć, kto kogo chciał dotknąć.
                      jak już tak lubisz tę psychologię w wydaniu ludowym, to nad tym się zastanów.
                      dobranoc i bez urazy.
                      • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:05
                        Ależ ja nie mam do Ciebie żadnej urazy! Czytam Cię, widzę Twój styl i mi wystarczy...:D
                        • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:06
                          wystarczy do czego? do gó...anych porównań, w których byłeś łaskaw mnie wspomnieć? hehe. ziew. i pa.
                          • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:08
                            Już rzucasz miechem? :D I tak długo wytrzymałaś....pięć postów ;-)
                            • six_a Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:14
                              może powtórzę, bo widzę, że ciężko ci idzie. nie posługuj się przykładami nieznanych ci osób. zamiast tego, możesz poopowiadać o swoim fascynującym życiu. teraz zrozumiałeś?
                              • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 18:57
                                Uraziłem Cię czyms?
                          • ursyda Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:13
                            Czy mi się wydaje, czy ten post z gó...anym porównaniem zniknął?
                        • ursyda Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:15
                          Ty chyba jesteś jeszcze bardzo młody, co?
                          • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:18
                            Niestety, nie bardzo. Ale spytaj siksy, na pewno wg. niej jestem gmnazjalistą. :-)
          • ursyda Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:46
            Albo taką żyrafę ze skittelsów.
    • ursyda Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:25
      Ja tu nie widzę, żeby ona chciała by jej drabinę trzymał.
      Za to widzę jakiegoś sprytnego kolesia, który udaje kretyna tylko po to, by zrzucić ciężar obowiązków na drugą osobę i jak widać całkiem mu się to udaje.
      • to.niemozliwe Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:30
        A co Ty tu widzisz, poza własnymi fantazjami, skoro facet na tym forum się nie wypowiada i znasz sprawę jednostronnie? :D
        • ursyda Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:33
          Rozumiem, że ty jesteś w domu bogini materacem i znasz sprawę dogłębniej?
          • to.niemozliwe Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:36
            Źle rozumiesz. Ja nie patrzę kto winien, tylko jak działa system. I dlaczego się może zacinać.
            • ursyda Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:45
              Dlatego pytam, dlaczego ona ma zwalniać gdy on udaje kretyna?
              • to.niemozliwe Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:59
                Jak dla mnie, to facet jest zdominowany. A to wcześniejsze "wspólne ustalanie wakacji" być moze tylko oznaczało jego większą aktywnosc, a i tak ona rządziła. Niestety, skrajnym odchyleniem postawy dominującej jest sadyzm. Dopóki waszabogini nie weźmie sie za bary ze swoją wladczością, to będzie tylko gorzej.
                Czy jego można pogonić? Można, ale czy o to chodzi w związku, zeby być nadzorca i egzekutorem dzialan wobec partnera/ki? Poza tym, widac, ze facet ucieka w bierną agresję - typowa reakcja na dominację w sytuacji bez wyjścia. Widocznie ona nie przyjmuje jego wytłumaczeń lub nie daje im wiary. Albo daje wiare, po czym dziala tak, jakby nie dawała.
                Rzadkością sa ludzie o zrównoważnonych cechach osobowości, albo zdolni do kompensacji swoich przegięć. I to, co kiedys sie moglo podobac (mily, troskliwy, czuly kochanek), teraz doskwiera (uległy, wygodny, wycofany). To jest inna strona tego samego medalu.
                • ursyda Re: obawiam sie... 05.11.12, 15:05
                  to.niemozliwe napisał:

                  > Jak dla mnie, to facet jest zdominowany.

                  no straszne


                  > Czy jego można pogonić? Można, ale czy o to chodzi w związku, zeby być nadzorca
                  > i egzekutorem dzialan wobec partnera/ki?

                  Oczwyście, tylko też nie chodzi o to, zeby kogoś niańczyć i mieć całe życie taką kulę u nogi.

                  Poza tym, widac, ze facet ucieka w bierną agresję - typowa reakcja na dominację w sytuacji bez wyjścia.
                  • agios_pneumatos Re: obawiam sie... 05.11.12, 15:14
                    ursyda napisała:

                    > Poza tym, widac, ze facet ucieka w bierną agresję - typowa reakcja na dominacj
                    > ę w sytuacji bez wyjścia.
                    >
                    >
      • nie.mam.20 to sie nazywa 05.11.12, 14:30
        conveniently retarded. ;P
      • maly.jasio Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:33
        ursyda napisała:
        > Ja tu nie widzę, żeby ona chciała by jej drabinę trzymał.
        > Za to widzę jakiegoś sprytnego kolesia, który udaje kretyna tylko po to, by zrz
        > ucić ciężar obowiązków na drugą osobę i jak widać całkiem mu się to udaje.


        Ja wiem, zes i Ty "nie od macochy" :)

        Nie bede sie wiec klocil, pojdzmy na kompresor i zgodzmy sie, ze kazdy medal ma dwie strony
        i kazdemu inna strona moze sie bardzej podobac...
        • ursyda Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:36
          Dobrze.
          Ja nie wiem, jak można twierdzić, że ze mną nie można się dogadać;)
          • maly.jasio Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:43
            ursyda napisał
            > Ja nie wiem, jak można twierdzić, że ze mną nie można się dogadać;)


            Podejrzewam (po dluzszej obserwacji), ze podobnie jek z boginia...

            Mozna. Na Twoich warunkach :)
            • ursyda Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:47
              Nikomu każę się dostosowywać.
              • maly.jasio Re: obawiam sie... 05.11.12, 14:55
                ursyda napisała:
                > Nikomu każę się dostosowywać.


                Jestem wiecej , niz pewien, ze Ci ktorzy (dobrowolnie - rzecz jasna) to czynia,
                czynia to dla Twoich zalet.
                (to nie jest ironia)

                Ja niestety nie mam sklonnosci do kompromisu, wiec wiem, ze pewne sprawy zawsze pozostana poza moim zasiegiem...
                eehhh...
                • ursyda Re: obawiam sie... 05.11.12, 15:02
                  Jasiek, gdyby los nas kiedyś splątał to trzymałabym cię w piwnicy tak długo, że na ziemniaka zacząłbyś mówić "tato".
                  • maly.jasio Nie obawiam sie... :) 05.11.12, 15:09
                    ursyda napisała:
                    > Jasiek, gdyby los nas kiedyś splątał to trzymałabym cię w piwnicy tak długo, że
                    > na ziemniaka zacząłbyś mówić "tato".

                    Nie dala bys rady.
                    (i to nie przez sile charakteru).
                    Jestem dosc uzdolniony technicznie i niejedne drzwi i klodki otwieralem juz wytrychem...
                    A W zostaniu uzdolnionym zlodziejem przeszkadzal mi tylko strach i zwykle lenistwo.
                    Kradlem wiec tylko to - za co nie bylo kary. - Kobiece iluzje :)
                    • ursyda Re: Nie obawiam sie... :) 05.11.12, 15:15
                      maly.jasio napisał:

                      > > Kradlem wiec tylko to - za co nie bylo kary. - Kobiece iluzje :)

                      w Ciechocinku chyba:P
                      • maly.jasio Re: Nie obawiam sie... :) 05.11.12, 15:20
                        ursyda napisała:
                        > w Ciechocinku chyba:P


                        i na to przyjdzie kiedys czas, milosc dla mnie nie ma granic... :)

                        a najmlodsza miala 7 lat (jak i ja wtedy) i pobiegla na skarge do mamusi, ze ja caluje :)
                        • ursyda Re: Nie obawiam sie... :) 05.11.12, 15:28
                          fuuuuj
                          • maly.jasio Re: Nie obawiam sie... :) 05.11.12, 15:38
                            Ciebie to dopiero przechetnie ponosilbym na rekach.
                            Mysle, ze tak ze trzy miesiace by sie dalo, zanim szydlo wyszloby z worka :)
                            • ursyda Re: Nie obawiam sie... :) 05.11.12, 15:40
                              Ty byś tu wszystkie nosił.
                              • maly.jasio Re: Nie obawiam sie... :) 05.11.12, 15:52
                                ursyda napisała:
                                > Ty byś tu wszystkie nosił.

                                mylisz sie.
                                mozna kochac wszystkie kobiety
                                ale nie wszystkie trzeba nosic.
                                niektore to same lubia siaty z zakupami dzwigac...

                                A z Toba to jest opcja czysto teoretyczna (w uznaniu Twoich zalet, rzecz jasna)

                                gdyz realnie - to jest kilka przeszkod:
                                - pozostajacych w stalych zwiazkach nie tykam.
                                - a kuriaszczich zenszczin toshe nie trogaju :)
    • ursyda jeszcze jedno 05.11.12, 14:26
      to.niemozliwe napisał:
      Przynajmnie
      > j , jak to facet z jajmi (jak pisze waszabogini), to długo się nie będzie namyś
      > lał. Tego kwiatu...;-)

      Pamiętaj, że to działa w obie strony.
      • to.niemozliwe Re: jeszcze jedno 05.11.12, 14:33
        Wiem, dlatego ludzie się teraz rozwodzą z zupełnie błachych powodów, które rosną do rozmiaru katastrofy. Ot, "narcystyczna osobowość naszych czasów".
        • berta-death Re: jeszcze jedno 05.11.12, 14:54
          Dlaczego błahych? Jakiś rabin wypowiadał się na temat rozwodów w jego religii, które są dozwolone. W judaizmie małżeństwo nie jest sakramentem, można zatem się rozwodzić bez ograniczeń. I na pytanie, czy naprawdę każdy powód do rozwodu jest wystarczający, nawet jakaś błahostka, że zupa była za zimna albo za ciepła, odpowiedział, że tak. Kochający się ludzie nie zwracają uwagi na takie bzdety a jak już zaczynają zwracać, to znaczy, że bardzo źle się między nimi dzieje, uczucia dawno wygasły, już tylko drażnią się nawzajem swoją obecnością i raczej nie ma już czego scalać ani o co walczyć, więc najrozsądniejszym rozwiązaniem jest rozstanie się.
          • ursyda Re: jeszcze jedno 05.11.12, 14:56
            i tyle.
            • to.niemozliwe Re: jeszcze jedno 05.11.12, 15:06
              Jak to takie rozsądne i rzeczowe, to dlaczego rozwód jest wskazywany jako jedna z 3-4 największych trum w życiu?
          • to.niemozliwe Re: jeszcze jedno 05.11.12, 15:04
            Bercia, ja mysle, ze ludzie sie tak wewnetrznie nie zmieniają, że teraz ilosc rozwodów jest bez porownania wieksza niz za czasow, powiedzmy moich rodziców, pewnie Twoich tez.
            Moim zdaniem, to jest wlasnie ta histeria - "my way or go away".
            Zresztą - a jak tu na forum sie rozmawia? Jaka jest zdolnosc do akceptacji odmiennej postawy, dzialania i podgladow innych ludzi, a co dopiero w związku jak jestes z kimś czasem 24 h/dobe?
            • ursyda Re: jeszcze jedno 05.11.12, 15:07
              Mój drogi, nie od dzisiaj wiadomo, że większość kobiet 50 czy 60 lat temu odeszłoby od mężów gdyby miały (wtedy) taką możliwość.
              • to.niemozliwe Re: jeszcze jedno 05.11.12, 15:17
                Wiekszość ludzi, pytanych co, by zrobili ileś tam lat wstecz, zwykle odpowie, że zrobiliby inaczej, takie myslenie magiczne. Trzeba by sie dobrze upewnić, czy jest to odpowiedź kategoryczna, czy takie rozważania ogólne, moja Droga.
      • agios_pneumatos Re: jeszcze jedno 05.11.12, 15:16
        ursyda napisała:

        > to.niemozliwe napisał:
        > Przynajmnie
        > > j , jak to facet z jajmi (jak pisze waszabogini), to długo się nie będzie
        > namyś
        > > lał. Tego kwiatu...;-)
        >
        > Pamiętaj, że to działa w obie strony.


        Hahahaahhaha a co on może stracić zabierając swoje zabawki? :D
        • ursyda Re: jeszcze jedno 05.11.12, 15:25
          A co ona? Debila, który nie rozumie prostych spraw?
          • agios_pneumatos Re: jeszcze jedno 05.11.12, 18:11
            ursyda napisała:

            > A co ona? Debila, który nie rozumie prostych spraw?

            Czytając to wszystko nietrudno zgadnąć kto komu bardziej 'doskwiera.
    • optymist75 Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 14:42
      Przeczytalam i wiesz co,moj maz podobny nawet bardzo w zachowaniu do Twojego,rozmowy daja poprawe na tydzien lub dwa :/
      Tez nie mam ochoty kolejnego dziecka nianczyc,moze to jskas faza,jezu nie wiem.
      Wykonuje wszystkie zajecia po uprzednim dokladnym wytlumaczeniu co jak i dlaczego,bez instrukcji nie da rady ,rece opadaja
    • coff.eina nic nie poradzę 05.11.12, 14:44
      bo mam podobnie...z tym,ze zaczynam już podejmować pewne kroki-nie chcę być całe życie bym czyjąś podporą,jedynym życiem i celem w nim!męczy mnie to..na razie uświadomiłam drugiej stronie,że słowo Kocham-to tylko słowo..takie samo jak inne,a że owa osoba nie wyciaga wniosków-czas na terapię wstrząsową...a zresztą!i tak nic z tego dobrego...
      ale wiedz,że nie jesteś sama...
    • rak_slodkowodny kochaj albo rzuć 05.11.12, 15:07
      to w zasadzie jedyny wybór
      albo sie kogoś szanuje albo nie,
      albo jest się w stanie zaakceptować jakieś zachowania albo nie

      chcesz, żeby dzielił z Tobą obowiązki domowe, ale on się ewidentnie leni?
      przyzwyczaj się, że musisz go poganiać, bo prawdopodobnie to się w przyszlości nie zmieni
      jednak jeśli taka sytuacja jest dla Ciebie nie do zaakceptowania musisz powiedzieć "żegnaj, najdroższy"

      chcesz, by zabierał Cię na spontaniczne wycieczki, ale on tego nie robi (mimo że wie, że byłabyś tym zachwycona, bo mu o tym powiedziałaś)?
      jak wyżej: nie licz, że się to zmieni
      musisz to zaakceptować, a jesli bez tego żyć nie możesz, to może faktycznie lepiej poszukac kogoś innego..?

      z drugiej strony jemu może nie podobać się sposób, w który egzekwujesz od niego pewne rzeczy (na przykład nigdy nie dałaś mu szansy, byście razem ustalili, co robicie w ramach utrzymywania porządku w domu, np. co wolisz -pranie czy odkurzanie, kiedy możemy razem zająć się domem, w sobotę a może w niedzielę?, itd., wiem, uczepiłam się sprzątania:)) i niewykluczone, że pewnego dnia to on powie: "żegnaj, najdroższa"
      no, ale tego się raczej od niego nie dowiesz, jeżeli nie rozmawiacie...



    • light_in_august Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:16
      Z jednej strony piszesz, że macho z niego wyłazi, a z drugiej - że wszystko na Twojej głowie, a on najprotszej decyzji nie umie sam podjąć... Jakos mi się to kłóci.
      Coś mi się wydaje, że masz jednak macho w domu i na siłę próbujesz z niego zrobić partnera, którym on wcale nie ma ochoty być. Szarogęsisz się strasznie w tym związku i wpychasz go w rolę pana domu, a i on daje się w tę rolę wpychać, choć frustracja mu uszami wychodzi.
      Wrzućcie oboje trochę na luz. Pozwól życiu się toczyć, a nie że nad wszystkim musisz mieć kontrolę, wszystko planować i że wszystko ma chodzić jak w zegarku. A najważniejsze - pozwól facetowi być sobą albo go wymień na takiego, który będzie spełniał Twoje oczekiwania, bo tak jak teraz, to się zamęczycie oboje.
      • maly.jasio wishful thinking :) 05.11.12, 15:27
        ogolnie niby masz racje, ale my tu znamy boginie i falowanie jej nastrojow od lat.

        ma firme, jest kapitanem na pokladzie i ma TERAZ nowe pomysly i projekty,
        a sternik ociaga sie ze zmiana kursu, bo porzednie uzgodnienia byly inne :)
        • ursyda Re: wishful thinking :) 05.11.12, 15:28
          to ja nic nie wiem o falowaniach, to chyba pierwszy wątek bogini przez który przebrnęłam bo u niej to eseje są :)
          • to.niemozliwe Re: wishful thinking :) 05.11.12, 15:35
            > to chyba pierwszy wątek bogini przez który pr
            > zebrnęłam bo u niej to eseje są :)
            Co nie przeszkodziło Ci autorytarnie wypowiadać się...
        • light_in_august Re: wishful thinking :) 05.11.12, 16:21
          A to ja nie znaju ;) Chociaż jeden wątek był niedawno w bardzo podobnym tonie (a nawet gorszym), więc nie wiem, czy to falowanie, czy raczej ostre pikowanie w dół.

          Ogólnie to jak widze taką roszczeniową postawę po jednej stronie, to mnie jasn q...ica strzela. Ja, ja, ja. Bo ja tak chcę, bo ja tego oczekuję, bo ja wymagam, bo ja mam inną wizję... I facet to ogólnie jest przezaje.isty, ale nie myje podłogi z własnej woli i nie zaskakuje mnie na koncert. I w ogóle to w moim excelu wszystko wygląda lepiej niż w rzeczywistości. Najlepiej to żeby hologramem był, nie żywym czlowiekiem.
          Przy takiej postawie to raczej pewne, że ten cudowno-beznadziejny facet wkrótce sie zmyje razem z podłogą. I będzie miał rację, bo sama bym od takiego terroru domowego spier... gdzie pieprz rośnie.
          • agios_pneumatos Re: wishful thinking :) 05.11.12, 18:14
            Też nie mogę zrozumieć co on w niej widzi. Bo czegoś takiego co ma serwowane to nawet najlepsza laska (w sensie lodzik) nie nadrobi.

            Chyba, że człek ma jakąś przemyślaną strategię. :)
    • kochanic.a.francuza Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:34
      Przeczytalam Twoj post mezowi z dodatkiem, za ta "Twoja Bogini" ma podobne probemy co i ja. Na to maz: "no tak, przed slubem Ty tez tyle nie gadaas, bylas sliczna i...cicha..."
      :)
      Oni chyba lubia swiety spokoj.
      Jak poszlam do roboty to zrozumialam: gary moga byc brudne, podloga moze czasmai byc w kotach, nawet kibel posmierdywac, ale czlowiek musi sie porzadnie wyspac, odetchnac, zrelaksowac. Ludzie w waszym wieku sa niedospani i niedorelaksowani: praca dzieci, tlok, stres wielkiego miasta. Napiecie narasta jak we wszystkich mazenstwach, zmeczonych njabardziej w tym okresie kiedy ma sie male dzieci i ambitne plany zawodowe.
      Jestes wscieknieta bo za duzo na siebie bierzesz, zbyt ambitna. Odpusc sobie. Przezylam wiem. poleniuchuj, ale totalnie, a nie jedno popoludnie.
      • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 15:36
        Mądra Baba! :-)
    • lew_ [...] 05.11.12, 16:02
      Wiadomość została usunięta ze względu na złamanie prawa lub regulaminu.
    • twojabogini Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 18:42
      Dzięki za porady. Myślę sobie tak - medytacja nie zaszkodzi. Faktycznie gromadzę w sobie wiele złych odczuć i emocji - trudno się potem porozumieć, skoro ja sama mam złe nastawienie.
      Wiele osób sprowadziło problem do sprzątania. Ale sedno tkwi w ogólnym poczuciu odpowiedzialności. Jeśli bilans finansowy danego miesiąca wychodzi ujemnie - to ja zastanawiam się nad dodatkowym zleceniem i załataniem dziury. I tu jakoś mąż nie czuje potrzeby bycia macho.
      Zatem zamiast dotychczasowego mężczyzny mam chłopca, który nie jest za nic odpowiedzialny i miga się od obowiązków domowych, a przy tym stosuje idiotyczną argumentację - kobiety to mężczyźni tamto. Wybiórczo.
      Sprzątanie jako takie mam gdzieś, ale w domu jest dwoje dzieci, muszą mieć co jeść i chociaż parę czystych ubrań. Niestety wymaga to nakładu czasu i pracy.
      Nie mam zapędów do terroryzowania i kontrolowania jak i co jest zrobione. Ale nie mogę się nie przyczepić, gdy zrobienie prania polega na wrzuceniu do pralki pierwszych lepszych ciuchów i wrzuceniu pierwszej lepszej temperatury, potem pranko sobie gnije, potem przerzucone i zmięte wisi tydzień, potem leży nieposkładane 7 dni i każdy etap wymaga omówienia i przypomnienia. Sorry, ale ja nie mam ochoty na takie zabawy. Ani to "pomoc", ani współpraca.
      Generalnie poczytałam sobie wasze posty i wiem jedno - jakakolwiek jest przyczyna, nie jest nią nagła niemoc, zmiana poglądów na role w małżeństwie, ale coś tam się pod powierzchnią dzieje. Co? Nie wiem.
      • berta-death Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 18:47
        Znaczy finansami też średnio się przejmuje. Czyli całkiem w patriarchat mu nie poszło. W związku z tym przyczyna musi być inna. Może jakąś depresję ma, albo jest przemęczony, czy cokolwiek innego.
        A co z jego własnymi ciuchami? Jak są niewyprane to chodzi w brudnych? Jak zniszczone i wymięte wyjmie z pralki to idzie w zniszczonych i wymiętych? Jak nie ma ani jednego czystego kubka w kuchni to pije z brudnego?
        • berta-death Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 20:27
          Może po prostu nad logistyką popracuj. Powyrzucaj albo schowaj głęboko w piwnicy wszystkie nadprogramowe rzeczy. W kuchni niech zostaną po 4 filiżanki, talerze i sztućce, po jednym dla każdego. Wtedy siłą rzeczy nie będzie problemu kto gary myje, bo każdy będzie mył jak będzie chciał coś zjeść albo coś wypić. A jak są czyste w szafce, to łatwiej sięgnąć po nie ręką niż umyć to co w zlewie. A potem góra brudnych naczyń rośnie i nie ma komu wyszorować tego.
          Analogicznie zrób z ciuchami, pościelą, ręcznikami i wszystkim co prać trzeba. Jak wszyscy będą mieli po dwa, góra trzy komplety ubrań na zmianę, to albo będą na bieżąco wrzucać do pralki albo chodzić w brudnym a przynajmniej kubeł na brudy nie będzie kipiał.

          Powywalaj wszystko co łapie kurz, wszystkie durnostojki i wszystko co szczególnej troski wymaga. Jak masz się tym wszystkim sama zajmować, to niech będzie pusty dom stał, bez dywanów, firanek, kwiatów, ozdóbek i niczego. Tylko produkty i przedmioty pierwszej potrzeby, oczywiście w ilości maksymalnie 4sztuk, po jednej dla każdego. Kosz na śmieci kup najmniejszy jaki znajdziesz na rynku, tak żeby szybko się wypełniał i żebyś miała pewność, że na każdego domownika co najmniej raz dziennie trafi, że mu się nawet paproch tam nie zmieści i trzeba będzie do śmietnika się przebiec. Obiady gotuj tylko jednodaniowe i jednokonsystencyjne, żeby każdy był w stanie się sam obsłużyć. Łącznie z tym, że sobie wyciągnie z lodówki, przełoży do mniejszego garnczka, odgrzeje i poda. Do lodówki włóż krojone pieczywo wraz z produktami typu wędliny i sery w plastrach, też żeby łatwa była samoobsługa. Krojone i w jednorazowych porcjach, żeby nie było potem, że okruchy i inne śmieci ktoś zostawił podczas przygotowywania posiłku i nie posprzątał po sobie.

          Oczywiście nie dotyczy to twoich rzeczy, ty sobie swoje czyste trzymaj pod kluczem w osobistej szafce i nie pożyczaj.
          • wersja_robocza Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 20:33
            To już domowa wojna totalna.
            • berta-death Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 20:42
              A to już zależy od tego w jakiej formie się to przeprowadzi. Jak ostentacyjnie i z wielkim hukiem, to pewnie odniesie odwrotny efekt, ale jak krok po kroku, niepostrzeżenie, żeby nikt się nie zorientował, to może się udać. Przecież jak codziennie będzie coś z szafy i pola widzenia znikało to nikt nie zauważy.
      • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 18:55
        To co on robi, jak wraca do domu? TV, gra w coś, internet? Ma jakiś świat równoległy?
        Zgadzam sie z Tobą, ze jak sie zyje w spolecznosci (rodzina, paczka, srodowisko pracy), to sie ma wobec tej zbiorowosci obowiązki. Takze w zakresie starannego doboru prania i rozwieszenia upranego.
        • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 19:45
          To dość osobiste kwestie, więc jeśli chcesz to pisz na priv.
          :-)
      • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 19:53
        byłoby pięknie, żeby kilka światłych rad cioci stefy oraz innych cioć wystarczyło do zażegnania kryzysu.

        a co, jeżeli on, ten mąż, taki jest i koniec?
        może nigdy nie był inny, tylko po prostu dotąd nie miał okazji "wypróbować" się w tych konkretnych warunkach - dwoje dzieci itp.?

        może po prostu Ty JESTEŚ bardziej dojrzała, i - powiedzmy to - inteligentniejsza niż on?

        przecież ludzie NIE SĄ równi.

        nawet jeśli jest bardziej ograniczony niż Ty, może się zmienić, oczywiście. pewnie jakoś tam cały czas się zmienia przy tobie.
        ale to jest proces trwający latami, trzeba mieć cholerną cierpliwość.


        p.s.: mam nadzieję, że przynajmniej chłopina potrafi cię rozbawić!
      • light_in_august Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 21:17
        Powiem Ci, jak to widzę, patrząc zupełnie z boku, biorąc pod uwagę tylko to, co piszesz:
        Szukasz dziury w całym. Masz fajnego faceta, który jest czuły, fascynujący, atrakcyjny, kocha Cię itd. A Ty sprowadzasz cały związek do tego, czy pranie jest zrobione (w przenośni) i czy wszystko chodzi jak w zegarku. Sorry, ale tak to wg mnie wygląda. Nie da się o tym praniu zapomnieć? Albo wziąć to na siebie, skoro on nie potrafi/nie chce? Kastrujesz go w jakimś sensie, upupiasz, wytykasz błędy jak małemu chłopcu/synkowi, a potem się wściekasz, że masz w domu chłopca. Dajże mu być facetem. Jak nie chce prać (a nie znam faceta, który by to chciał i umiał robic tak, jak trzeba), to niech robi coś innego - płaci rachunki, tankuje samochody, naprawia rurki pod zlewem. Podzielcie się obowiązkami tak, żebyście oboje robili to, co umiecie najlepiej i co w miarę lubicie. Naprawdę nie musi być idealnie po równo! I nie wytykaj mu ciągle, tylko spróbuj po dobroci.
        Mam też wrażenie, że jesteś nastawiona bardzo roszczeniowo. Że Ty czegoś chcesz i tak ma być. Ale on może mieć trochę inne priorytety i ma do tego prawo. "Pranie" nie musi być dla niego tak samo ważne jak dla Ciebie. Musisz trochę odpuścić: to, co jest takie niby ważne dla Ciebie, nie musi wcale być tak samo ważne dla niego. Gracie w jednej drużynie pt. rodzina, ale to nie znaczy, że oboje musicie rezygnować z siebie. Mój facet ma w d... czystą podłogę, ja nie - czy to powód, żebysmy się rozstali? Po prostu biorę szmatę i jadę, bo to jest ważne DLA MNIE.
        A może faktycznie propblem leży gdzie indziej, może jednak nie jest Wam tak cudownie, jesteście rozczarowani sobą i codziennością razem i czujecie, że wzajemnie nie spełniacie swoich oczekiwań co do idealnego związku. A temat domowych obowiązków i odpowiedzialności to temat zastępczy.
        • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 21:59
          pamiętajmy, że wiemy, iż ów facet jest "czuły, fascynujący, atrakcyjny i kocha", tylko dlatego, iż naszabogini uznała za stosowne o tym wspomnieć.

          być może, gdyby istotnie szukała dziury w całym, trąbiłaby raczej, że to buc i dureń.
          • mozambik87 Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:07
            może to Twoja bogini jest przemęczona? to klasyczny mechanizm - u mnie nie tak, ale nie uświadamiając sobie tego, doszukuję się czegoś podskórnego u partnera...

            medytacja. samoświadomość. dystans.
            ?

            to hipoteza...
            • stephanie.plum Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:13
              może.
              tylko chciałam powiedzieć, że dopóki bogini widzi jego zalety , i to zalety subiektywne,
              nie jest źle.

              na trekking to i ja bym się wybrała,
              ale w kolanie strzyka.
              • mozambik87 Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:20
                z tym trekkingiem, to żart trochę. jak są obowiązki to trudno czmyhnąć na 3 tygodnie...

                ale koncert to juz mojabogini mogłaby zorganiziwać... bo jak ona strzela focha co i raz to co facet taką pochmurną boginię będzie gdziekolwiek zapraszał. będzie sie bał, że przyjdzie z nosem na kwintę;-)

                twojabogini! medytuj i rezerwuj bilety! :-)
              • mozambik87 Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:21
                masaż kolanka ktoś miły musi zrobić wieczorkiem;-)
          • light_in_august Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:15
            Gdyby "waszabogini" napisała, że to buc i dureń i do tego źle rozwiesza pranie, to usłyszałaby rady "zostaw go". A ona go nie chce zostawiać i takich rad nie chce słuchać.
        • leniwy_pierog Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 23:11
          Wiesz, gdybym ja w domu robiła to co lubię i umiem najlepiej to zajmowałabym się domowymi finansami i od czasu do czasu ugotowała coś fajnego. Ale ze zwykłego szacunku dla faceta i z poczucia przyzwoitości wrzucę jednak pranie, pozmywam czy wyniosę śmieci i nie udaję przy tym, że mam dwie lewe ręce i obsługa pralki mnie przerasta. I chociaż ja mam w d... czystą podłogę to wytrę ją czasem, bo wiem, że dla niego czysta podłoga jest ważna. To też jest jakaś forma okazywania uczuć: robię to nie dlatego, że to dla mnie ważne i lubię, ale dla ciebie.
          • light_in_august Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 23:36
            No dobra, ale czy autorka nie pisze, że on te wszystkie czynności wykonuje? Tyle że bez takiego entuzjazmu, jaki ona by chciała widzieć? Więc o co chodzi? Chłop ma włożyć fartuszek i przybrać uśmiech nr 25 godny perfekcyjnej amerykańskiej pani domu z lat 50-tych? Aha, okej.

            A co do mojej podłogi, to nie, ja niczego na swoim partnerze nie będę wymuszać jako dowodu miłości i troski. Jeśli jego miłość i szacunek przejawiają się na inne sposoby, to sama będę ze ścierą latać, no problemo jak dla mnie ;) A ja, choćbym nie wiem, jak go szanowała i jak przyzwoita bym była, to też pewnych rzeczy nie zrobię, np. garażu mu nie posprzątam, na strych nie polazę (urojony lęk wysokości), nie odśnieżę ani trawy nie skoszę. Bo nie i już. No straszne, wiem ;)
            • leniwy_pierog Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 23:45
              Z tego co ona pisze to problemem nie jest brak entuzjazmu tylko wykonywanie wszystkiego wyłącznie po wcześniejszym wskazaniu i przypomnieniu, a w dodatku celowe wykonywanie źle i na odwal się, choć facet jest inteligentny to udaje głupka. Chodziło mi o to, ze podejście "każdy robi co lubi i umie najlepiej" niewiele załatwia. Nie znam ludzi, którzy lubią wynosić śmieci, czyścić kibel i wykonywać inne tego rodzaju przyjemne czynności. A ktoś to zrobić musi. Ja sama jestem osobą, która ma bardzo wysoką tolerancję na brud i bałagan, nie zależy mi na poukładanym praniu, a kuchnię uznaję za czystą jak mam sobie w czym kawę zrobić i na czym położyć kanapkę. Uważasz, że byłoby w porządku, gdybym w takiej sytuacji zrzuciła wszystkie obowiązki domowe na faceta, bo jemu zależy i on to lepiej robi?
              • light_in_august Re: chwilowo mam dość 06.11.12, 00:18
                Twój facet lubi porządek, a Ty niekoniecznie, ale z miłości/szacunku coś tam jednak robisz. I super. Ale gdyby on Ci ciągle nad uchem stękał, że źle, że do du.py i w ogóle nie tak, jak powinno być, że źle ta podłoga starta, że smugi i że Ty chyba nie na poważnie... to pewnie szczęśliwa byś specjalnie nie była, tylko raczej miała żal, że Ty coś chcesz dla niego zrobić i się starasz, a on fochy strzela. Więc tak to też może wyglądać z punktu widzenia faceta autorki. Że on coś robi, dużo więcej niż by to wynikało z jego potrzeb i chęci, a tej ciągle w poprzek, bo ona ma wizję innej rzeczywistości. Wizję to lepiej dopasowywać do ludzi niż na odwrót. Dorosłych ludzi nie da się zmienić pod siebie, to nie są zwierzaki domowe do tresowania. Można ich tylko wymienić na innych, jeśli coś bardzo nie pasuje. Jak się to załapie, to już potem wszystko w życiu jest łatwiutkie i z górki ;)
                • light_in_august Re: chwilowo mam dość 06.11.12, 00:23
                  A abstrahując już od tych porządków... Fakt, że jeśli ludziom na sobie zależy, to się jednak starają, nawet trochę wbrew sobie. Więc to, że partner autorki przestał się starać, a zaczął wręcz być złośliwie niestaranny, to wydaje mi się, że o porządki to już tu dawno nie chodzi...
    • magnusg Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 18:43
      Bo jesli nie,to chyba jasne,ze ty przejmujesz wiekszosc obowiazkow domowych i zwiazanych z dziecmi.A jesli tego nie robisz, to nic dziwnego, ze facet jest sfrustrowyny i sie odgryza odwalajac robote tak,ze musisz ja poprawiac.
      • berta-death Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 18:50
        Obowiązki zawodowe to ekwiwalent obowiązków związanych z opieką nad dziećmi, nie ogólnych obowiązków domowych. Jakby bogini zamiast opiekować się dziećmi siedziała w biurze a dzieci były u opiekunki, to po powrocie do domu byłoby oczywiste, że obydwoje muszą zakasać rękawy i zająć się sprzątaniem, gotowaniem, praniem, prasowaniem, zakupami i jeszcze dziećmi, które też już wróciły do domu.
        • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 21:30
          bzdura, nie ma żadnych oczywistości, załóż rodzinę to może coś zrozumiesz
          • wersja_robocza Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 21:35
            astrofan napisał:

            > bzdura, nie ma żadnych oczywistości, załóż rodzinę to może coś zrozumiesz

            Dlaczego tak mówisz? Dlaczego odbierasz bercie prawo do wyrażania opinii? Sam jesteś facetem, co jednak nie przeszkadza ci w rozprawianiu na temat kobiet i spraw kobiecych. Więc takie: najpierw włóż rękę w ogień i dopiero twierdź, że oparzenie boli jest co najmniej nie na miejscu.
            • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 21:42
              wyrażam opinię, możesz napisać że ja mówię bzdury, nie odmawiam Ci tego, czemu Ty mi odmawiasz?

              ludzie czasem piszą bzdury, nie sądzisz?

              • wersja_robocza Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 21:47
                Zgoda. Piszą bzdury. Cóż, głupota nie jest zabroniona i można się nawet w niej pławić.
                Pytałam jednak o coś innego.
                • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 21:55
                  mylisz wolność i swobodę wypowiedzi z wiedzą na temat

                  zasada pragmatyczna jest prosta, aby mówić o smaku budyniu musisz go spróbować,

                  w innym wypadku musisz się liczyć, że mówisz bzdury i brednie, nie "mylisz się" a właśnie "bredzisz"

                  te argument który podnosisz jest ulubionym przez wszelkiej maści ignorantów
                  • wersja_robocza Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 21:57
                    Czyli nie wypowiadasz się na temat kobiet i spraw kobiecych?
                    • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:14
                      jeżeli przyjmiemy że kobieta jest człowiekiem (?), to mamy pewną wspólną płaszczyznę, nie sądzisz?

                      ta rzeczywistość jest złożona i wszelkie próby generalizacji zawodzą, liczy się konkretne stwierdzenie i dany problem

                      wybacz, ale nie zapędzisz mnie w kozi róg, to jest niemożliwe ;)
                      • wersja_robocza Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:21
                        No tak. Kobieta jest człowiekiem.
                        Nie chodzi o szachmatowanie, raczej o odbieranie komuś prawa do wyrażania opinii nawet jeśli sam czujesz się w czymś profesorem, a kogoś uważasz za ignoranta. Najwyżej Twoja opinia będzie wartościowsza i pełniejsza. Ale zamykać komuś twarz... Eeetam.;)
                      • wersja_robocza Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:26
                        astrofan napisał:

                        > jeżeli przyjmiemy że kobieta jest człowiekiem (?), to mamy pewną wspólną płaszc
                        > zyznę, nie sądzisz?

                        Astrofan wyjaśnij mi jeszcze raz, jako ten ekspert, Ty jako człowiek z kobietą-człowiekiem masz więcej wspólnego niż Berta-człowiek z kobietą-człowiekiem?:>
                        • stephanie.plum Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:33
                          on chyba chciał powiedzieć, że jako człowiek mający rodzinę (partnera, dzieci) ma więcej wspólnego z boginią-człowiekiem mającym rodzinę, niż berta-człowiek (o rodzinie brak danych) z boginią-człowiekiem.

                          a może się mylę, błądzić jest rzeczą człowiekową.
                          • wersja_robocza Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:43
                            Ja tego nie neguję. Raczej nie pojmuję odbierania komuś głosu i prawa do wyrażania swoich opinii. Mówiąc brutalnie astrofan powinien milczeć na temat kobiet, bo sam nie ma macicy, a o na temat facetów, bo nie mam.. też czegoś nie mam. Tylko co z tego? Nie mam i tyle. Ale opinię na temat mężczyzn mogę mieć. Nawet jeśli nie taką wszechstronną jak astrofan. I wizawi.
                            • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 23:06
                              ochłoń, przeczytaj jeszcze raz choć tą dyskusję,

                              a czy nie sądzisz, że berta nie potrzebuje adwokata w Twojej osobie?
                              • berta-death Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 23:13
                                > a czy nie sądzisz, że berta nie potrzebuje adwokata w Twojej osobie?

                                Potrzebuje. I ciężkie pieniądze za to płaci. Wersja to najdroższy adwokat w całej gazecie.

                                Poza tym nie trzeba mieć męża i dzieci, żeby wiedzieć jak rodzina wygląda. Nikt z księżyca nie spadł, z sierocińca też mało kto pochodzi. Każdy jakiś wgląd w stosunki rodzinne ma. Nie piszę z sufitu tego, co piszę.
                                • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 23:48
                                  a jak powinna wyglądać rodzina wg kogoś kto jak Ty wielokrotnie pisze, że nie widzi potrzeby wiązać się z mężczyzną, nie czuje potrzeby mieć dzieci, a rodzina to siedlisko patologii?

                                  wiem, ze nie piszesz tego z sufitu, piszesz w interesie swojej filozofii życiowej

                                  • berta-death Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 06.11.12, 00:08
                                    > wiem, ze nie piszesz tego z sufitu, piszesz w interesie swojej filozofii życiowej

                                    Wyobraź sobie, że napatrzyłam się w życiu na niejedno małżeństwo i mam pewien wgląd na to jak wyglądają relacje między małżonkami. I nie mam żadnej filozofii życiowej. Widzę jak jest i wiem też co byłoby przeze mnie nie do zaakceptowania. Wiem też, że nie da się ludzi zmienić ani z domu zrobić obozu pracy, gdzie w centralnym miejscu będzie stała tablica z grafikiem obowiązków a ktoś przejmie rolę ekonoma z batem, żeby to wyegzekwować na domownikach.
                                    A zazwyczaj to wygląda tak, że albo jest patriarchalnie, czyli mężczyzna w domu nawet palcem nie kiwa i wtedy jest spokój, albo od czasu do czasu facet coś zrobi, ale w zamian za to są awantury, wzajemne pretensje i żyć w takiej rodzinie się nie da. W tej pierwszej często też nie, bo pomimo względnego spokoju spowodowanego tym, że każdy zna swoją działkę i nie wchodzi ani nie wtrąca się w cudzą, więc przynajmniej na tej linii nie ma konfliktów, to też są zgrzyty bo każdy na swój sposób czuje się wykorzystany.
                                    Albo kobieta twierdzi, że haruje od rana do nocy, żeby ten dom jako tako wyglądał, żeby dzieci były zadbane, żeby mąż miał rano czystą koszulę a on tak mało zarabia, na nic ich nie stać, nie docenia jej, itp. Albo odwrotnie, mąż twierdzi, że haruje od rana do nocy, żeby rodzina mogła żyć na godnym poziomie i wraca a tu nikt go nie docenia, wszystko jest nie tak jak powinno być, rości sobie prawa do rozstawiania wszystkich po kątach jako jedyny żywiciel rodziny.
                                    Tak źle i tak niedobrze.
                          • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:57
                            > on chyba chciał powiedzieć, że jako człowiek mający rodzinę (partnera, dzieci)
                            > ma więcej wspólnego z boginią-człowiekiem mającym rodzinę, niż berta-człowiek (
                            > o rodzinie brak danych) z boginią-człowiekiem.
                            >

                            oki
          • berta-death Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:11
            Jaka bzdura. Skoro obie strony wychodzą rano do pracy a popołudniu z niej wracają, to oczywiste jest, że dom sam się nie posprzątał, pranie nie wyprało, obiad nie ugotował, zakupy nie zrobiły. Takie to wredne i niereformowalne, że się nie chce zrobić samo. I po powrocie do domu trzeba zabrać się za domowe obowiązki. Zwłaszcza jak są dzieci. Wtedy dość oczywistym jest, że obie strony zakasują rękawy i żadna nie twierdzi, że jest zmęczona i niech ten drugi gotuje obiad. I czym ta sytuacja różni się od sytuacji, kiedy kobieta zamiast 8h w pracy zarobkowej, spędza 8h opiekując się dzieckiem? Też nie ma czasu ani dodatkowej siły na to, żeby jednocześnie bawić dziecko i sprzątać, gotować, prać i robić inne rzeczy. Na bieżąco sprzątnie po dziecku, przygotuje mu jedzenie, czy wrzuci jego ubabrane ciuchy do pralki, ale nic więcej nie jest w stanie zrobić.
            A po tych 8h jest dokładnie tak samo zmęczona jak jej mąż po 8h pracy w firmie. W związku z tym logiczne jest, że popołudnia i weekendy to równy podział obowiązków względem domu, dzieci i rodziny.
            • triss_merigold6 Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:19
              Oooo Berta, ekspertko, jak Twoje życie w rodzinie w facetem i potomstwem? Wiesz, moja siostra wielkomiejska niebanalna singielka też ma mnóstwo teorii na temat organizacji zadań i podziału obowiązków, tylko jakoś nigdy nie zweryfikowała w praktyce.

              Jak pani chce pracować to dzieci do żłobka/przedszkola/szkoły, inaczej nie wyegzekwuje tego podziału obowiązków nigdy. Aha, siedząc w domu z dzieckiem można mnóstwo rzeczy pod warunkiem, że nie ma się ambicji poświęcania dziecku każdej minuty uwagi. Jest to męczące i upierdliwe ale możliwe. Przetestowane na dwójce.
              • berta-death Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:29
                Co ma piernik do wiatraka. Najważniejsze jest, żeby kobieta sama przyjęła do wiadomości, że w czasie jak jest z dzieckiem w domu, to zajmuje się dzieckiem a nie domem. Jakoś statystycznej niańce jest w stanie pomieścić się w głowie, że nie jest frajerką i płacą jej za opiekę nad dzieckiem a nie za sprzątanie i gotowanie. Ba, nawet dla statystycznego ojca siedzącego na wychowawczym jest to oczywista oczywistość. Tylko nie dla matek polek.
                A to jest wstęp do tego, żeby popołudniu już wspólnymi siłami zająć się innymi obowiązkami. Niekoniecznie razem jak bliźnięta syjamskie czy wg grafiku, ale chociażby w ten sposób, że jedno zajmuje się dzieckiem a drugie w tym czasie gotuje, sprząta czy idzie na zakupy. Wszystko jedno co kto robi, ważne, żeby to nie było tak, że jedno ma zajęcie związane z obowiązkami wobec domu i rodziny a drugie leży na kanapie i gapi się w tv, bo miało ciężki dzień.
            • astrofan Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:33
              nie rozumiesz, to nie jest kwestia linijki, po 8h nic tu nie znaczy,

              w małżeństwie powinno się rozumieć realny wysiłek ponoszony przez każdą ze stron, a także wartość dodaną,

              a co powiesz o rodzinach i żonach marynarzy czy pilotów
              • triss_merigold6 Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:46
                Powiedziałabym, że mają przewalone, a panie de facto funkcjonują jak samotne matki. Dla mnie opcja nie do przyjęcia, bo albo mam partnera na co dzień albo wcale.
                • berta-death Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:52
                  Zależy ile kasy do domu taki mąż przynosi. Jak przynosi tyle, że żona sobie zatrudnia niańkę i gosposię i jeszcze zostaje jej na wygodne życie i rozrywki, to w czym problem. W ten sposób żyją wszystkie żony robiących kariery mężów, zwłaszcza artystów. Te to się jeszcze liczyć muszą z tym, że mężowie nie są im wierni. Takie małżeństwo to jest pewien kontrakt. Każda ze stron jakieś wymierne korzyści z tego ma.
              • berta-death Re: Pracujesz tyle samo zawodowo co on? 05.11.12, 22:48
                Owszem, ale w tej sytuacji to też dotyczy pracujących osób. Jeden przez 8h popija kawę i plotkuje z koleżankami a drugi haruje jak wół. Podobnie jest z opieką nad dzieckiem. Jeden się stara i po 8h nie wie jak się nazywa a drugi przez cały dzień gra na komputerze, gapi się w tv albo siedzi na forum. Praca jest niewymierna. Nawet zarobki o niczym nie świadczą, bo jeden lekkim kosztem przyniesie kilka tys a drugi za 1200 musi się namęczyć. Podobnie jest z wydolnością. Jeden jest w stanie pracować po 12h, spać po 5 i jeszcze ma czas na rozrywkę a drugi nie wydala na pół etatu i śpiąc po 10h.
    • astrofan Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 21:02
      jesteś bardzo niedojrzała emocjonalnie
    • mozambik87 Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 21:24
      Trekking trzytygodniowy po Peru facetowi się przyda... Wydaje mi się, że wróci do stanu sprzed 'zawieszenia' po zresetowaniu się. Poza tym... nie wiem... ale prania nie mogłabyś nastawić sama? Partnerstwo to fajna idea, ale... Może jak dobrze zarabiasz... niech raz w tygodniu przychodzi pani do sprzątania...
      Nie wiem, może jestem jeszcze głupia i nie znam życia... Ale czy tak totalnie udomowiony facet nie jest Frankensteinem?
    • triss_merigold6 Za chwilę on będzie miał dość 05.11.12, 21:46
      Za chwilę on będzie miał dość i zasadniczo słusznie.
      Z postów wyłania się wizja perfekcjonistycznej, drobiazgowej, dziamgającej non stop baby, zafiksowanej na partnerstwie i równouprawnieniu rozumianym jako ordynarne dyrygowanie.

      Odpuść sobie, bo za chwilę facet Cię kopnie w d..ę z hukiem, a Ty nawet nie zrozumiesz dlaczego. To tylko facet, a Ty chcesz żeby z własnej inicjatywy składał równo pranie... dorosła baba, a naiwna.
      Nie wolno pracować w domu. Praca w domu kobiety jest automatycznie kwalifikowana jako coś niekolidującego z obowiązkami typu pranie/gotowanie/prasowanie. Chcesz żeby doceniał Twój wysiłek zawodowy? Idź do roboty poza domem, a dzieci do żłobka/przedszkola/szkoły.

      Według niego Ty prezentujesz niezrozumiałe zachowanie: siedzisz w chałupie, gadasz o jakichś abstrakcyjnych projektach i ciskasz się o to, że on w zakresie życia domowego nie ma inicjatywy. Do zarabiania kasy też go nie motywujesz, bo przecież upierasz się przy partnerstwie i feminizmie, a chcesz jednocześnie mieć supersamca w łóżku.
      Dajesz sprzeczne komunikaty facetowi.
      • mozambik87 Re: Za chwilę on będzie miał dość 05.11.12, 21:50
        Może zbyt łopatologicznie w formie ;-) - ale z samym punktem widzenia... zgadzam się... Myślę że twojabogini ma kryzys... niekoniecznie mąż...

        Któeś musi wyjechać na trekking;-)
        • triss_merigold6 Re: Za chwilę on będzie miał dość 05.11.12, 22:06
          To samo życie.
          Twojabogini ma kryzys, bo nie ogarnia, że mężczyzna działa inaczej niż kobieta i można sobie dzielić w teorii obowiązki i ślicznie się zgadzać, a potem jest to weryfikowane w praktyce.
          W tej chwili Twojabogini robi wszystko, żeby się facetowi kojarzyć z kapralem, który sam nie wie czego chce. To aseksualne i nieskuteczne.
          Wiem o czym mówię, bo mam zapędy dyktatorskie.;) Ktoś musi przejąć organizację logistyki domowo-dziecięcej i wyznaczać zadania. IMO lepiej robi to kobieta, ale wtedy nie strzela się co pół godziny focha, że on nie pomyślał tylko wydaje krótkie komunikaty "Pranie wstaw. Pranie wyjmij i rozwieś. Strzepnij przed rozwieszeniem. Obierz ziemniaki. Wyrzuć śmieci."
          Owszem to wygląda na traktowanie faceta jak istotę z IQ cukinii, ale ogranicza konflikty i jest skuteczne.
          Żeby panu mężowi dopieścić ego należy wyznaczyć zadanie z podkreśleniem Ja sama nie dam rady, skarbie. Cokolwiek to jest.
          • agios_pneumatos Re: Za chwilę on będzie miał dość 05.11.12, 22:25
            triss_merigold6 napisała:


            > Owszem to wygląda na traktowanie faceta jak istotę z IQ cukinii, ale ogranicza
            > konflikty i jest skuteczne.

            To się zwie 'umową społeczną'.
            • triss_merigold6 Re: Za chwilę on będzie miał dość 05.11.12, 22:33
              Trzeba zadać sobie pytanie czy chodzi nam o rację czy o skuteczność.
              Ja Twojąboginię rozumiem o tyle, że jak widzę pozmywaną zawartość zlewu i zostawiony (why?!) garnek na kuchence/talerzyk na stole, to mam ochotę walnąć najdroższego w łeb. Ale hamuję się i następnym razem płynnym ruchem wrzucam do tego zlewu wszystko jak leci.
              Tłumaczenie, pytania retoryczne, uzgadnianie itd. podobnych kwestii jest czystą stratą energii.
              To facet, to inny gatunek, z tym się nie dyskutuje do usr...a, bo pan wyłącza fonię po 2 minutach najdalej. Znacznie lepiej działa krótki szybki ochrzan/widowiskowy foch, byle nie za często.
              • princessjobaggy Re: Za chwilę on będzie miał dość 06.11.12, 13:37
                > Znacznie lepiej działa krótki szybki ochrzan/widowiskowy foch, byle nie za często.

                Czy ja wiem... Ochrzan bywa dobry, ale nie w takich subiektywnych i malo istotnych sytuacjach. Widowiskowy foch z powodu pozostawionego garnka czy "zle" rozwieszonego prania bedzie dla niego zupelnie niezrozumialy.

                Ale, tak z grubsza, dobrze prawisz w tym watku.
                • triss_merigold6 Re: Za chwilę on będzie miał dość 06.11.12, 13:46
                  Twojabogini w tym wątku tego nie napisała, ale pisała wcześniej, że ma wizję bardzo intensywnego rozwoju zawodowego i oczekuje, że na najbliższe 2 lata pan mąż przejmie obowiązki domowe i dziecięce. Nie dziwię się facetowi, że stawia opór.
              • agios_pneumatos Re: Za chwilę on będzie miał dość 09.11.12, 08:28
                triss_merigold6 napisała:

                > Trzeba zadać sobie pytanie czy chodzi nam o rację czy o [i]skuteczność[
                > /i].

                Ja tam bym wolał, żeby chodziło o kołoperację.

                > Ja Twojąboginię rozumiem o tyle, że jak widzę pozmywaną zawartość zlewu i zosta
                > wiony (why?!) garnek na kuchence/talerzyk na stole, to mam ochotę walnąć najdro
                > ższego w łeb. Ale hamuję się i następnym razem płynnym ruchem wrzucam do tego z
                > lewu wszystko jak leci.

                Wierz mi, że jego też denerwuje wiele rzeczy w Tobie, ale jako mężczyźnie nie przystoi mu odgrywać scen rodem z przedszkola w wykonaniu dzieci tupiących nóżkami. Gdyby mężczyźni przyjęli takie strategie jak kobiety, ludzkość nie miałaby szansy na przetrwanie.

                > Tłumaczenie, pytania retoryczne, uzgadnianie itd. podobnych kwestii jest czystą
                > stratą energii.

                TEORIA jest wtedy gdy wszystko wiemy i nic nie działa
                PRAKTYKA jest wtedy gdy wszystko działa a my nie wiemy dlaczego
                My łączymy Teorię z praktyką czyli nic nie działa i nikt nie wie dlaczego


                > To facet, to inny gatunek, z tym się nie dyskutuje do usr...a, bo pan wyłącza f
                > onię po 2 minutach najdalej. Znacznie lepiej działa krótki szybki ochrzan/widow
                > iskowy foch, byle nie za często.

                Hm... Ja raczej nie poważam 'facetów', którzy dają sobie wejść na głowę. :]
    • lady-z-gaga Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:04
      >Mój mąż torpeduje partnerstwo po cichu. Owszem zrobi "wszystko" ugotuje, sprzątnie, umyje podłogę - ale tylko wtedy, gdy dam mu dokładną instrukcję, co-jak-kiedy.

      Może torpeduje, może nie torpeduje....może nauczył się - doświadczalnie - że wykonanie czegoś niezgodnie z Twoimi wytycznymi kończy się awanturą, albo przynajmniej miażdżącą krytyką?

      Ja chcę z powrotem mojego partnera, mężczyznę, który zaplanuje ze m
      > ną wakacje, ustali plan finansowy na przyszły rok, tego który będzie wspólnie z
      > e mną odpowiedzialny za rodzinę, tego co sam z siebie podrzuci dzieci dziadkom
      > i pojedzie ze mną na koncert.

      Zdumiewająca z Ciebie kobieta. Konsekwentnie pozbawiasz swojego męża jaj (patrząc po postach z ostatnich miesięcy), a potem tupiesz nóżką, bo bezjajeczny facet Ci się nie podoba.
      On pewnie sam sobie tez przestał się podobać, przynajmniej w tej roli, w jakiej go obsadziłaś. Stąd tylko krok do bardzo poważnego kryzysu.
      Ostatnio, kiedy Cię czytałam, była mowa o Twoich super planach zawodowych a także o tym, że pomoc domowa rozwiązałaby część problemów. Nalezy rozumieć, że pomocy nie ma i nadal oczekujesz od męża, że zostanie panią domu?
      • triss_merigold6 Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:08
        Ona go kastruje.
        Krótka piłka, nie bawimy się w dostosowanie pana do idealnych standardów czystości, kulinarnych, zakupowych etc. tylko niech pan zarabia na pomoc domową. W tej chwili facet nie ma motywacji.
        • zuzi.1 Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 22:43
          Zgadzam się w pełni z wypowiedziami Triss.
        • astrofan Re: chwilowo mam dość 05.11.12, 23:21
          posty triss, trafne ujęcie sytuacji, nawet bardzo trafne

        • stedo Re: chwilowo mam dość 09.11.12, 18:54
          Triss, zdradż czy te twoje metody to z autopsji, czy gdzieś wyuczone.Bo prawie na 100% trafne. Tylko właśnie, skoro to urządzenie domowe pt. facet trzeba traktować jak bezrozumny automat, to jak potem z takim rozkminiać problemy tego świata, tudzież z entuzjazmem uprawiać seks i :"robić" dzieci.Automat do seksu można zakupić, ale dzieci i całą resztę chciałoby się robić z człowiekiem.
          • stedo Re: chwilowo mam dość 09.11.12, 18:55
            P.S. Powinnaś otworzyć poradnię jak ogarnąć dom i faceta w nim;))
    • zolla78 Re: chwilowo mam dość 06.11.12, 12:54
      A ja chyba rozumiem jej problem. I nie widzę nadmiernego dyrygowania czy kastrowania. Dostrzegam ten element postu, który raczej pomijacie w swoich odpowiedziach - że on taki wcześniej nie był. Że to co jej mężowi nie sprawiało problemu przed dzieckiem, po dziecku nagle zaczęło i nagle przestał umieć i pamiętać o wielu sprawach, które wcześniej były też dla niego istotne. Zatem to nie jest naginanie jego do jej wyobrażeń i wymaganie by się do nich dostosował, ale chęć powrotu do tego co było wcześniej i dlatego z tym kimś się związała. To raczej on metodą biernego oporu próbuje nagiąć ją i przymusić do roli usługującej i wyręczającej go we wszystkim posługaczki.
      I wtedy jest się naprawdę w trudnej sytuacji, bo narzekanie, gadanie, nie dość że nic nie daje, to człowiek źle się czuje z tym i atmosfera gorsza. Proszenie, rozmowy - olanie totalne i właśnie teksty, że przecież wczoraj coś tam zrobił, a tydzień temu to nawet zrobił to i to.
      Zatem to nie jest tak, że to ona się czepia, kastruje, musztruje i żąda żeby facet miał takie same priorytety lub umiejętności jak ona. Bo on je miał i potrafił współdziałać i wtedy ani go to nie kastrowało ani nie wymagało "zrzędzenia" czy dyrygowania.
      Mam to u siebie.
      I też się zastanawiam co się takiego cholera stało, że z kogoś kogo traktował jak partnera stałam się dla niego formą do ukształtowania na żonę ze Stepford.
      I też jest u nas złość. Bo ja się nie daję, ale mam powoli tej sytuacji dość, a go to wyraźnie frustruje i stawia coraz większy opór w zakresie uczestniczenia w tzw. obowiązkach domowych by metodą chociaż faktów dokonanych móc się wykazać żoną przez duże "Ż", obraża się non stop.
      Ja w pewnym momencie sama zapytałam męża wprost czy on chce tradycyjnego podziału ról. Że można spróbować. Tylko musi wziąć pod uwagę, że to oznacza niższy standard życia bo nie będzie mojej kasy. Oburzył się, że za kogo ja go mam.
      • princessjobaggy Re: chwilowo mam dość 06.11.12, 13:24
        > A ja chyba rozumiem jej problem. I nie widzę nadmiernego dyrygowania czy kastro
        > wania. Dostrzegam ten element postu, który raczej pomijacie w swoich odpowiedzi
        > ach - że on taki wcześniej nie był. Że to co jej mężowi nie sprawiało problemu
        > przed dzieckiem, po dziecku nagle zaczęło i nagle przestał umieć i pamiętać o w
        > ielu sprawach, które wcześniej były też dla niego istotne.

        Wiesz, cierpliwosc kazdego kiedys sie konczy. Moze wykonujac swoja czesc obowiazkow poprawnie i tak bywal strofowany? Po co dluzej sie starac, skoro konczy sie zawsze tym samym, czyli niezadowoleniem autorki?
      • twojabogini Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 00:36
        zolla78 napisała:

        > A ja chyba rozumiem jej problem.

        Dziękuję ci zollu za zrozumienie. Wyraziłaś to co czuję lepiej niż ja. Ja też zaproponowałam mężowi, że zrezygnuję z pracy zawodowej i zajmę się wyłącznie domem i dziećmi, a on niech zmieni pracę na bardziej dochodową, albo weźmie drugi etat. Mi tak naprawdę nawet by to odpowiadało, bo zwolniona z obowiązku współutrzymywania rodziny, miałabym więcej czasu na swoje sprawy, naukę, realizowanie swoich długoterminowych projektów. I nie miałabym problemu z ogarnięciem domu i dzieci - teraz naprawdę potrzebuję partnera w tym, bo sporo ostatnio pracuję.
        Na plus dla mojego męża, że od wczoraj jestem wyłączona, siedzę dzień i noc, bo nawarstwiło mi się pracy i on robi co trzeba. Na minus - nie miałabym takich nawarstwień, gdyby zaczął współpracę wcześniej. Na minus drugi - wydaje się kompletnie obrażony - co mnie wkurza. Ale na razie nie chce mi się kłócić, muszę najpierw ogarnąć pracę i się wyspać porządnie.
        • berta-death Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 00:44
          A dlaczego nie pomyślicie o zatrudnieniu kogoś do pomocy? Logiczne, że jak obie strony pracują to nie są w stanie jeszcze domu ogarniać. Doba ma tylko 24h a człowiek ograniczoną wydolność. Ktoś kto ze 2 razy w tyg przyjdzie posprzątać, wyprać, wyprasować i ugotować coś grubszego nie zaszkodzi.
    • twojabogini Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 00:47
      Ogólnie dzięki za wsparcie. Szczególnie pomagają mi teorie o kastrowaniu samców, krytykowaniem smug na podłodze (może te smugi to po strugach krwi z odciętych jader).

      Szczerze mówiąc to zastanawiam się czy mój m. nie ochłódł czasem w uczuciach i stąd jego nie chciejstwo. Bo w czasach przed dzieckiem była zdecydowanie bardziej - atrakcyjna, skupiona na nim, niedostępna itp. Przy małym dziecku, pracy zawodowej, nastolatku, domu i rodzinie bywam zmęczona, zła, w dresie, nie w humorze.
      I nie sadzę, że ochłodzenie wynika z tego, że jest palantem. Kiedy ja byłam "bardziej" on też był bardziej. raczej naturalne. Żeby nie było on tez kiedyś był bardziej. Teraz zwyczajnie - brakuje nam czasu, nie zawsze jesteśmy dospani, jak to przy małym dziecku...jest generalnie mniej czasu dla partnera i na związek.
      Zastanawiam się tylko, czy jak złapię oddech poświęcić mu trochę więcej czasu, żeby przetestować nową teorię na temat przyczyn, czy jednak dążyć do szczerej rozmowy, czy olać wszystko i jechać na weekend odpocząć.
      A w ogóle to niefeministycznie bardzo sporo rozważań moich zaczęło kręcić się wokół męża. Ale to całkiem fajny mąż - i zwyczajnie szkoda by mi było żeby cała rzecz się potłukła o nie wiadomo co.
      • berta-death Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 01:30
        Mówię, zatrudnijcie gosposię, wystarczy taka co ze 2x tyg przyjdzie na kilka godz i ogarnie wszystko. Będziecie mieć więcej czasu dla siebie i mniej pretekstów do zgrzytów. Wygospodaruj czas dla siebie, jakieś spa, czy fitness. Są takie z kącikami zabaw dla dzieci, więc połączysz przyjemne z pożytecznym, czyli relaks z opieką nad dzieckiem. Kup sobie nowy ciuch, zostaw w któryś wieczór dzieci mężowi i idź do kina albo z koleżankami (na przykład forumowymi) do klubu z męskim striptizem. Zróbcie sobie rodzinne wakacje, np wyjeździe gdzieś z okazji nadchodzących świąt. Przy okazji odpadnie ich organizowanie w domu i kolejne zgrzyty związane z podziałem obowiązków i zmęczeniem.
        • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 01:54
          Szczerze mowiac, tez nie rozumiem dlaczego TB nie wezmie sobie kogos, kto raz w tygodniu obleci wszystko z odkurzaczem, mopem i czyscikami oraz wyprasuje i wlozy na miejsce pranie z tygodnia, a ona w tym czasie spedzi milo czas z rodzina na spacerze, zakupach, czy wizycie u znajomych? Wiecie, jaka to wygoda miec te kilka koszul na tydzien uprasowanych i nie myslec o tym samemu?
          • berta-death Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 02:03
            Przynajmniej jedna osoba, która też nie rozumie. Już myślałam, że to niezrozumienie to wynika z mojego lenistwa. Ja sobie w ogóle nie wyobrażam sytuacji, gdzie jest dom i rodzina a nie ma kogoś do pomocy. Przecież to się zaharować na śmierć można albo umrzeć z brudu.
            • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 02:11
              Ja Cie zawsze Berta rozumiem, choc nie zawsze Twoje zdanie podzielam. Mozna ogarnac i dom tez, ale wlasnie kosztem weekendow, zycia towarzyskiego, czy wrecz rodzinnego, wiec naprawde mozna sporo waznych spraw potracic...
      • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 01:47
        Wyglada na to, ze tak, jak ochoczo dwa dni temu go atakowalas za leserstwo, wrecz ze malzenstwo sie wali, tak teraz go rownie chetnie bronisz i tlumaczysz.
        Czy chodzi o to, ze zajmujesz sie tysiacem dupereli, nawarstwilo Ci sie roboty i zastepczo wscieklas sie na niego, no bo przeciez nie na siebie? To by oznaczalo, ze czujesz wewnetrznie, ze lapiesz te 10 srok za ogon, nie lubisz tego w sobie i Cie to wkurza, ale wypierasz to (ten gniew), bo nie potrafisz skutecznie sie zmienic.
        Kluczem jest zawsze zrozumienie swoich autentycznych emocji. Odczucie ich i nazwanie, tak, jakby byly Twoja niezalezna cecha, wrecz fizycznoscia, jak dlugosc wlosow, czy ksztalt dloni.
        I maz i nastolatek musza swiadczyc prace na rzecz wspolnej rodziny. Jezeli chcesz osiagnac efekt, to uczyn Twoj problem ich problemem. Ludzi trenuje sie do wykonywania czynnosci zlozonych przez pokazanie i wielokrotne powtarzanie czynnosci prostej.
        Sprobuj, np. skupic sie przez tydzien na jednej kwestii - dajmy na to zmywaniu naczyn. Wycwicz w nich odruch, ze sami: odkladaja po sobie brudne do zmywarki, odkladaja brudne po kims do zmywarki, kto zapomnial, wlaczaja zmywarke jak pelna, oprozniaja i odkladaja na miejsce naczynia (wszystko pokaz jak i gdzie) jak umyte.
        Umow sie z nimi, ze kwestia naczyn to wspolna sprawa i jest w powyzszy sposob rozwiazywana wspolnie, to jest clou umowy.
        Korzyscia wspolna jest porzadek z garami i brak konfliktow na tym tle. Potem, przez tydzien, dziesiec dni utrwalaj nawyki - nagradzaj, przypominaj, pokazuj. Czasem towarzysz przy czynnosciach. Pamietaj: kontrakt-trening-utrwalenie. Az procedury stana nie nawykami i zwyczajami domu. Uwaga, tych obyczajow tez sama musisz przestrzegac, wiec niech cie reka katowska broni wylamywac sie i robic za nich, bo np. uwazasz, ze lepiej to robisz.
        Ale skup sie na poczatek na jednym, np. wlasnie naczyniach i porzadku w kuchni. Tylko po to, by przecwiczyc skuteczne przemieszczanie jednego ukladu metastabilnego w nieco inny, bardziej Ci odpowiadajacy.
        :-)
        • berta-death Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 01:59
          Znaczy z chłopem jak z psem? Uczymy tylko jednej sztuczki na raz, czyli albo, że się nie leje po podłodze albo, że się nie gryzie mebli, bo inaczej mu się wszystko pomiesza.
          • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 02:16
            Nie Bercik, nie z chlopem. Z kazdym. Jak sie robi z cywilbandy dobrych zolnierzy? Uczy sie od nowa, jak stac, chodzic biegac, odpowiadac, widziec, co robia koledzy, obslugiwac bron.
            Potem sie uczy wspoldzialania w grupie,bo to zwieksza szanse przezycia, taktyki, itd.
            I masz zolnierza. A nie perswazja, prosba, czy ubraniem w mundur.
            Podobnie jest z innymi sprawami, np. szkoleniem nowych pracownikow. Nowa rola, to nowe umiejetnosci. Wiedza, praktyka, kompetencja, skutecznosc. Jedno wynika z drugiego.
        • to.niemozliwe Re: chwilowo mam dość 07.11.12, 02:06
          acha, i jeszcze jedno - determinacja w realizacji umowionego kontraktu. Przy takich osobach, jak twoj maz, z tendencja do biernosci, czy wygodnictwa, zwykle prezentuja one cala game wymowek, w ktore naprawde gleboko wewnetrznie wierza, by czegos nie robic. I potrafia w tych wymowkach byc bardzo przekonujace lub wywolac konflikt lub przekierowac sprawe na problem emocjonalny, byle tylko nie zmuszac sie do akcji, ktora wymaga wysilku. Sa przy tym wyjatkowo kreatywne i skuteczne, tak, ze..determinacja. ;-)
        • to.niemozliwe Stan docelowy 07.11.12, 02:35
          to wyuczenie Twojego meza i syna, zeby sami mieli odczucie, ze "z ta kuchnia jest cos nie w porzsdku" ktore wewnetrznie skloni ich do akcji, bez Twojego udzialu. Oni na razie nie dostrzegaja tego, ze to jest problem, ze stoja brudne naczynia i na blacie sa resztki jedzenia. Ty problem widzisz oni nie. Jak pokazesz co jest zle, jak prostymi czynnosciami, bedacymi w zakresie ich mozliwosci moga ten stan naprawic, utrwalisz te czynnosci, az stana sie odruchowe, to "twoj problem stanie sie ich problemem". I to jest wlasnie przyklad na to jak skutecznie zmieniac postrzeganie pewnej kwestii przez ludzi, jako sposob na to by miec okreslony efekt.
          Zauwaz, ze dopoki nie postrzegaja, ze "z ta kuchnia naprawde jest cos nie tak", to Twoje prosby o uczestnictwo u sprzataniu beda odbierac jako rzadzenie nimi. Naucz ich myslenia w kategoriach dzialania zorientowanego na rezultat, ktory sami zweryfikuja, ale najpierw pokaz jak to osiagnac i wyznacz standardy.
          PS
          Pisalas, ze mialas 30 szefow, nigdy tak nie dzialali?
          • berta-death Re: Stan docelowy 07.11.12, 03:35
            To nie zadziała. Powiem z własnego doświadczenia. Doświadczenia etatowej bałaganiary i syfiary. Drażni mnie bałagan, sterta garów w zlewie i zapchana zmywarka umytymi rzeczami, które nie chcą się same do szafki powkładać. Drażni mnie to, że w pralce zalegają wyprane rzeczy i świadomość, że jak się ich jeszcze przez kilka godzin nie wyjmie, to zaczną śmierdzieć i trzeba będzie prać od nowa. Drażni mnie też zalana łazienka i wysypujące się z kubła rzeczy do prania. Mało, że mnie drażni, to jeszcze czuję dyskomfort na myśl, że ktoś mógłby wpaść do mieszkania i to zobaczyć. A mimo to tyłka z kanapy nie chce mi się ruszyć i najczęściej nie ruszam.
            • stedo Re: Stan docelowy 09.11.12, 19:23
              Nie Berciu, Ty nie jesteś bałaganiara i syfiara, bo gdyby tak było, to to o czym piszesz nie drażniło by Cię. Ty jesteś leń, po prostu.;))
    • notting_hill Re: chwilowo mam dość 08.11.12, 11:38
      Zacznij go chwalić.....
      No, wiem, dla inteligentnej kobiety udawanie słodkiej idiotki jest zdecydowanie upokarzające, ale można to robić bez poczucia obciachu dla dobra sprawy.
      Moi zdaniem na pobieżny rzut oka widać, że facet czuje się niedoceniony za to co robi... Bo w swoim odczuciu coś tam poświęca, a dostaje w nagrodę zacięte milczenie w najlepszym razie. Wystarczy głupie:o, jak miło, że umyłeś podłogę, wypowiedziane z uśmiechem. Na początek raz dziennie. To naprawdę zbyt wiele za utrzymanie małżeństwa?
      Uprzedzam od razu zarzut, że naturalnie rozumiem, że we wspólnym domu nie ma potrzeby nikomu za nic dziękować, itd... ale czy nie przyjemniej żyje się w otoczeniu, w którym ludzie doceniają, to co dla siebie robią?
      Generalnie zauważam, że mówienie ludziom miłych rzeczy (ale prawdziwych!) jest cenną umiejętnością, a mało kto ją posiadł. To niewiele kosztuje, a bardzo uprzyjemnia życie. I działa, zarówno z dziećmi, nastolatkami, partnerem, przyjaciółmi, jaki całkiem obcymi ludźmi.
      • wypedzonyzziemodzyskanych Ukrainkę 09.11.12, 15:24
        Facet z pewnością się zastanawia czy nie wymienić panią na dbającą o domowe ognisko Ukrainkę....
Pełna wersja