Dodaj do ulubionych

Rozwód? A może jest inne wyjście?

06.11.12, 11:40
Po wczorajszej wymianie zdań z moją małżonką dotarła do mnie przykra prawda. Moja żona wyszła za mnie dla pieniędzy. Nie żebym był jakiś bogaty, ale parę gorszy się uzbierało. Wczoraj małżonka stwierdziła, że powinienem przepisać na wspólnotę małżeńską mieszkania, które kupiłem jeszcze przed ślubem (pierwsze na wiele lat zanim ją poznałem, a drugie już jak się spotykaliśmy). Oba zakupy zostały sfinansowane tylko z mojej pracy, ona nie dołożyła się do tego ani złotówki. W ogóle do niczego się nie dokłada ponieważ nie pracuje, a jak pracowała (jeszcze przed ślubem) to też nie bardzo była skłonna się tym podzielić (zarobione pieniądze wydawała głównie na torebki czy buty). Ponadto, że nie pracuje zawodowo, to w domu też niewiele robi. Czasem zetrze jakieś kurze czy uprasuje, ale większe sprzątanie to i tak na mojej głowie (bo jej ciężko). Z gotowaniem też nie bardzo. Przed ślubem jej się chciało, a teraz to tylko jakieś pierogi z Lidla czy inne danie do podgrzania. Do związku moja żona wnosi jedynie ciągłe narzekania na wszystko, a wszelkie konstruktywne pomysły na rozwiązanie jej "problemów" odrzuca.
Tak więc nie widzę powodów, dla których miałbym dalej tkwić w tym związku.
Ponieważ żona ciągle prowokuje kłótnie, to jej "prośbę" o przepisanie majątku traktuję jako próbę zagrabienia majątku. Widzę to tak, że najpierw przepiszemy te mieszkania na wspólnotę majątkową, potem rozwód i podział majątku. Ona zyska, a ja stracę. Tym bardziej, że już wcześniej kilka razy chciała się rozwieść (w sumie bez powodu).
Obserwuj wątek
      • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 12:00
        Ta okropna żona nie była taka wcześniej (albo zaślepiony miłością nie zauważyłem tego). Czuję się oszukany, ponieważ wychodziłem za inną kobietę niż mam teraz żonę. Wtedy była wesoła, uśmiechnięta, a teraz tylko marudzi. Niestety moja żona po ślubie bardzo się zmieniła i to na gorsze.
        • wielkafuria propozycja 06.11.12, 12:24
          mac_drosz napisał:
          > Ta okropna żona nie była taka wcześniej (albo zaślepiony miłością nie zauważyłe
          > m tego). Czuję się oszukany, ponieważ wychodziłem za inną kobietę niż mam teraz

          sluchaj... jesli jestes przystojny, dobry w lozku i jeszcze gotujesz to rozwiedz sie z zoną i ozen sie ze mną... ja ci opowiem o wszystkich swoich wadach zeby pozniej nie było i obiecuje ze nie bede marudzić! obiecuje!!!!!
              • azja35 Re: propozycja 21.07.13, 20:55
                Furia, kurczę, mało się nie udławiłem ze śmiechu !
                To ja się zapisuję w kolejkę ;)

                Przystojny jestem, gotuję, z łózkiem też nie ma problemu. Tylko... hm...mały problem... jakoś nie mam ochoty przeprowadzać się z miasta na wieś....

                kota jakoś polubię ( damy radę ), a w ramach szukania kompromisu - może nawet nauczę się mruczeć ;)

                Jak tam wysiłki "swatkowe"?
            • stokrotka_a Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 14:44
              mac_drosz napisał:

              > Więź była, ale osłabła. Co do reszty masz rację. Małżeństwo daje mi bardzo niew
              > iele pozytywów, a wiele negatywów. Stąd moje myśli o rozwodzie.

              Trzeba było pomyśleć przed, że stan zakochania mija po pewnym czasie i wtedy zostaje rzeczywistość, która nijak nie pasuje do "obrazków" z czasu uniesień i erotycznych odlotów. Pomyśl o tym przed kolejnym potencjalnym związkiem.
        • swan_ganz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 24.07.13, 12:29
          Czuję się oszukany, ponieważ wychodziłem za inną kobietę niż mam teraz żonę.

          zawsze tak jest.... To standard w małżeństwie...
          Z postów wynika, ze tak naprawdę już nic was nie łączy innego niż te przysłowiowe 20 cm co jakiś czas więc dajcie sobie spokój bo sobie wzajemnie życie zmarnujecie.. I ty i ona macie szansę by znaleźć swoje połówki z którymi będziecie szczęśliwi ale taką szansę będzie mieli tylko wtedy gdy nie będziecie sobie wzajemnie przeszkadzać...
          Co do podziału majątku; to drugie mieszkanie kupiłes już w czasie trwania waszego związku więc bez względu na to czy je przepiszesz czy też nie to i tak go nie ocalisz... Chyba, zę je wcześniej sprzedasz i "znikniesz" kasę z tej transakcji.... Jakiś nieudany "biznesik", strata na foreksie, ew. przerżnąłeś forsę w kasynie... :-)
          • mlodyniedowziecia Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 25.07.13, 08:02
            Jeżeli mieszkanie było kupione przed małżeństwem to całe jest do uratowania. Jeżeli w trakcie małżeństwa, ale za kasę sprzed ślubu to też, o ile potrafi udowodnić jej istnienie.
            Autor pisze, że kupione w trakcie kiedy się spotykali, więc raczej przed ślubem.
            Nie strasz go.
        • illmatar Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 29.07.13, 11:26
          mac_drosz napisał:

          > Ta okropna żona nie była taka wcześniej (albo zaślepiony miłością nie zauważyłe
          > m tego). Czuję się oszukany

          Tak to jest jak opadną łuski. Na drugi raz się nie żeń. Bo wiesz, łuski zawsze opadają, a bab bez wad nie ma. Wiem co mówię.

          Facetów zresztą także.
    • wielkafuria Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 12:20
      no ok, rozumiem twoje racje, całkiem jasno i klarownie nam to opisałeś. pytanie czego oczekujesz? od nas w sensie. bo jeśli jest tak jak podejrzewasz a ja jestem skłonna sie przychylić do twoich podejrzeń to po prostu zaskocz ją - zgódź się, przynieś szarą kopertę i nagraj jej minę jak zamiast aktu własności zobaczy tam pozew o rozwód :D:D:D
    • krakoma Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 12:23
      a dlaczego nie pracuje?

      wez z nia usiadz i oznajmij jej tresc posta, niech sie ustosunkuje. moze wspolnie dojdziecie do wniosku, ze pora na rozwod. a moze po prostu pogadacie szczerze i oczyscicie atmosfere z tego, co was oboje drazni - bo ona, skoro marudzi, tez musi miec ci cos do zarzucenia.
        • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 12:36
          Żona nie pracuje, ponieważ moim zdaniem jej się nie chce, a według niej, żeby mieć pracę trzeba mieć znajomości. A ponieważ nie mamy tych znajomości, to ona nawet nie szuka pracy. Niestety w tej kwestii nie możemy dojść do porozumienia i ona nie chce nawet słyszeć o szukaniu pracy. Chętnie bym jej pomógł w tym szukaniu, ponieważ uważam, że ma zbyt dużo czasu wolnego i z nudy wymyśla sobie różne problemy. W ogóle ciężko się z nią ostatnią rozmawia. Jak jej coś nie pasuje to nie chce rzeczowo rozmawiać tylko krzyczy albo płacze.
          Dzieci nie mamy, więc ten problem odpada.
              • krakoma Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 13:03
                moze zaproponuj jej pod presja rozwodu terapie malzenska, skoro sama tego nie ogarnia i histeryzuje? nie wiadomo jak dlugo jest juz bez pracy, ale widac, ze sie nakreca - im dluzej bedzie sie w akt. stanie pograzac, tym trudniej bedzie jej z tego wyjsc i tym trudniej bedzie jej rzeczywiscie znalezc prace, bo luka w cv bedzie rosla.
                ale wyglada na to, ze ma leki - bez pracy chcialaby miec przynajmniej "jakies" zabezpieczenie, stad propozycja z przepisaniem mieszkania.
                nielatwa syt.
          • kseniainc Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 12:47
            a może, to właśnie o ten brak dzieci się jej rozchodzi?
            Wygodna jest, bo od początku taki model zaproponowałeś, to jest jak zabrać dziecku zabawkę którą się kupiło-stety.
            Brak pracy powoduje "zdziczenie", zamknięcie się w sobie-nawet jeśli ma się bliskich znajomych. Traci się poczucie własnej wartości...Jak ją kochasz, to spróbuj bardziej "siłowo" porozmawiać.
            • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 12:59
              > a może, to właśnie o ten brak dzieci się jej rozchodzi?
              Nie wiem czy to rozwiąże problem. Skoro ona jest taka słaba (sama tak mówi), to nie jestem pewien czy z dzieckiem sobie poradzi. Przecież małe dziecko to zapierdziel przez 24 godziny na dobę.

              > Wygodna jest, bo od początku taki model zaproponowałeś, to jest jak zabrać dzie
              > cku zabawkę którą się kupiło-stety.
              Na początku model był inny. Ona pracowała na zastępstwo, więc wiadome było kiedy dokładnie praca się skończy. Potem trochę szukała i znalazła pracę telemarketera. Tutaj był taki kłopot, że zarówno w mojej opinii jak i jej, to praca nie była zbyt dobra (firma miała bardzo złą organizację pracy i do tych samych ludzi dzwoniono 10 razy dziennie - różni marketerzy), więc zrezygnowała.I miała szukać następnej, tylko po kilku niepowodzeniach zrezygnowała i zaparła się, że już szukać nie będzie.

              > Brak pracy powoduje "zdziczenie", zamknięcie się w sobie-nawet jeśli ma się bliskich
              > znajomych. Traci się poczucie własnej wartości...Jak ją kochasz, to spróbuj
              > bardziej "siłowo" porozmawiać.
              Takie zdziczenie u niej nastąpiło. Chciałbym jej pomóc, ale nie wiem jak. Wszelkie próby pomocy są odrzucane.
                • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 13:32
                  > wszelkie nasze genialne pomysły na pomoc odrzucasz, marudzisz :-((((
                  > moim zdaniem jesteś taki sam jak Twoja żonka

                  Nieprawda. Tylko, że niektóre z tych pomysłów już zastosowałem i nie zadziałały, co do innych mam pewne wątpliwości co do ich skuteczności, a ich niepowodzenie dodatkowo skomplikuje sytuację, a jeszcze inne wykorzystam. Tylko muszę się nauczyć być bardziej twardy wobec żony i wtedy może uda mi się z nią sensownie porozmawiać.
                  • wielkafuria Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 13:35
                    mac_drosz napisał:
                    > Nieprawda. Tylko, że niektóre z tych pomysłów już zastosowałem i nie zadziałały
                    > , co do innych mam pewne wątpliwości co do ich skuteczności, a ich niepowodzeni
                    > e dodatkowo skomplikuje sytuację, a jeszcze inne wykorzystam.


                    ok, wypunktuj co zastosowales i jaka byla reakcja pani zony
                    • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 13:57
                      > ok, wypunktuj co zastosowales i jaka byla reakcja pani zony

                      1. Rozmowa na temat próby poszukania przez nią pracy.
                      Ona nie będzie szukała, ponieważ to jest poniżające, oferty przedstawiane w gazetach czy internecie są niewiarygodne. Ponadto i tak nic nie znajdzie bo trzeba mieć znajomości i bez tego nie ma pracy.
                      Jak powiem jej, że się z tym nie zgadzam to okazuje się, że jej nie kocham (bo jak kocham to powinienem się zgadzać).

                      2. Próba podjęcia terapii w ośrodku pomocy rodzinie lub u psychologa.
                      Według żony nikt nie może jej pomóc. Ona sama musi się z tym uporać.
                      To jej mówię, że niech się upora. I znowu okazuje się, że jej nie kocham, bo nic nie rozumiem i kiedyś samo jej przejdzie.

                      3. Ograniczenie wydatków na pierdoły (torebki, buty i inne takie).
                      Oczywiście nie kocham jej robiąc jej takie świństwo. I potem leci do mamy pożalić się jakiego ma beznadziejnego męża, a mama (emerytka) sobie jedzenia nie kupi tylko da jej pieniądze na te pierdoły, które ona chce. Teściowa uważa, że jej córka jest bardzo biedna (przecież nie ma pracy), więc jej się należą takie drobne przyjemności. Nie pomaga tłumaczenie, że takie przyjemności łagodzą sytuację tylko na chwilę, by potem jeszcze się ona pogorszyła. Poza tym teściowa jest fajna. Teścia ze względu na chorobę nie wciągam w to wszystko.

                      4. Podczas wszelkich sprzeczek proszę ją o normalną rozmowę, a nie krzyki i płacz.
                      Ona ma hormony i będzie krzyczeć i płakać kiedy jej się podoba.

                      (więcej w tej chwili nie pamiętam)
                      • wielkafuria Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 14:22
                        mac_drosz, wiesz... my tu pitu pitu, niektore odpowiedzi na zarty, niektore na powaznie, ale tak naprawdę, zakladajac ze jestes obiektywny w tym co nam tu piszesz, to jestes upupiony na maksa.

                        ad1.ad3 zadna praca nie hańbi. gdybym miala do wyboru przymierac z honorem głodem albo isc na kasę do biedronki to poszlaby na kase. wiem, ze głodem nie przymieracie, ale jesli jasnie pani nie ma dzieci i nie musi siedziec w domu to nie rozumiem dlaczego nie siedzi przy kompie i nie wysyła cv. to znaczy wiem... bo jej na to pozwoliles, bo skoro ona wie ze jak zacznie krzyczec i szantazowac cie emocjonalnie to i tak odpuscisz i tak... punkt dla niej :) niezle sie ustawiła :)
                        ----> daj jej ultimatum: żono, daje ci 3 miesiaca na zlalezienie jakiejkolwiek pracy, poniewaz mam wrazenie ze na mnie zerujesz. do tego czasu, nie ma ciuchow ani torebek a na zakupy spozywcze pojedziemy wspolnie. tesciowa sie nie przejmuj, jak woli sobie od ust odjac zeby dac corce na torebke to jej sprawa.

                        Ad2. piti pitu... robi sobie z ciebie niezłe jaja. najpierw histeryzuje w domu a pozniej dzwoni do kolezanek i sie smieje ze ma meza jelenia ktory na wszystko daje sie nabrac...

                        Ad4. jak zaczyna podnosic glos, wychodzisz z informacja ze jak sie uspokoi to wie gdzie cie szukac. musisz byc twardy. to tak jak z dziecmi, badaja granice do ktorych sie moga posunac, a pozniej probuj naiwniaku wrocic na wlasciwe tory.

                        ja bym sie z nia rozwiodła....a przynajmniej dala jej ultimatum: albo praca i zwiazek albo koniec z wami

                        dalej nie odpowiedziales jak wytłumaczyla ci chec przepisania mieszkan na was dwoje.
                        • stokrotka_a Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 14:29
                          wielkafuria napisał(a):

                          > mac_drosz, wiesz... my tu pitu pitu, niektore odpowiedzi na zarty, niektore na
                          > powaznie, ale tak naprawdę, zakladajac ze jestes obiektywny w tym co nam tu pis
                          > zesz, to jestes upupiony na maksa.

                          Jak można zakładać, że w takiej sytuacji (bardzo osobistej i związanej z konfliktem pomiędzy żoną i mężem) autor jest obiektywny??? Przecież to oczywiste, że nie est obiektywny. Kwestią jest jedynie stopień jego subiektywizmu.
                        • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 14:41
                          Do koleżanek nie dzwoni bo zerwała kontakt. Według niej dlatego, że jej wstyd, że nie ma pracy. Z drugiej strony źle jej, że nie ma z kim porozmawiać (tylko z mamą). Ale jak jej powiedziałem, że na przykład mamy sąsiadkę, która siedzi z dzieckiem i chętnie też by z kimś pogadała, to ona już nie chce. W ogóle boi się kontaktu z ludźmi. Jak twierdzi dlatego, że jej wstyd, że nie ma pracy (a przecież znajomi będą się pytać gdzie pracuje).
                          Co do mieszkania to stwierdziła, że czuje się obco i nie u siebie. Jakoś wcześniej jej to nie przeszkadzało (od ponad dwóch lat mieszkamy u mnie). Dodam też, że nigdy nie dałem jej do zrozumienia, że mogę ją wyrzucić czy coś w tym stylu. Nawet jeśli ona była dla mnie niemiła (czy wręcz chamska) to ja nigdy nie powiedziałem, żeby się wynosiła. Owszem miałem ochotę, ale gdybym tak zrobił, to oznacza koniec i dla mnie nie byłoby już szansy na uratowanie związku.
                          • kirkunia Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 20:44
                            Wygląda na to, że oprócz tego, że rozpieszczona (mamusia nadal zamiast chlebka dla siebie kupuje córci torebeczkę :) ), to ma rzeczywisty problem - jeśli zerwała kontakty z psiapsiólami to już niedobrze.

                            Spróbuj "zaocznie" spotkać się z jakimś terapeutą - najlepiej łączącym psychoterapię z psychiatrią. A potem chyba trzeba by jakoś żonę do terapii skłonić? Ustalić realny, średnioterminowy - i konsekwentnie realizowany - program "odcinania od dóbr" jeżeli nie zgodzi się na terapię.
                          • stopgmopol "mieszkala u mnie"??? 25.07.13, 21:55
                            Bardzo mi sie to nie spodobalo.
                            Skoro jest malzenstwo, nie ma podzialu. Ona nie mieszka u ciebie, ale jest to wspolne, malzenskie gniazdo, ktore ona tez jakos tworzy (moze mizernie, ale tworzy).

                            Mysle, ze problemem moze byc twoje dosc racjonalne podejscie - koncentracja na sprawach przyziemnych, praktycznych.
                            Jak czytam twoje posty, malo tu ciepla, uczuc.
                            A zona byc moze potrzebuje ciepla. Byc moze potrzebuje wsparcia (nie dawania rad!), ale przytulenia, uslyszenia, jak bardzo jest kochana, akceptowana, ze wszystko bedzie dobrze.
                            Twoje zasadnicze podejscie mnie by wpedzilo w dolek. Zero romantyzmu.
                            A kiedy, i co ostatnio cieplego uslyszala?
                            Kiedy dostala kwiaty, jakis prezent, wyrazy akceptacji i pochwale za te pierogi?
                            Ewidentnie ona ma jakas depresje, cierpi, ale ty tylko dokladasz jej cierpienia, traktujac zasadowo.

                            Wizyte u terapeuty mozna zamowic domowa.
                            Zona bedzie miala wybor - opuscic pokoj, albo zostac.
                            Zaloze sie, ze wezmie udzial w wizycie.
                            Samo gadanie o specjaliscie nic nie pomoze.
                            Zalatw termin do domu, i tyle. Kup kwiaty, powiedz, ze ja kochasz - od tego sie nie rozplacze.
                            Powiedz jej, jak sam bardzo czujesz sie bezradny z tym wszystkim, i popros o wsparcie.
                            I przestan marudzic, stawiac siebie w pozycji super bohatera, ktory juz tak wiele zrobil, a to nie dziala.
                  • tfu.tfu a może własna firma? 08.11.12, 07:39
                    bo ja tę twoją żonę rozumiem. im dłużej się szuka pracy bez powodzenia, tym gorzej. po pewnym czasie się już nie wierzy w znalezienie jakiejkolwiek, a potem to już depresja.
                    imho to zamiast pisać pozew powinieneś ja w te pędy zabrać do psychologa, bo te histeryczne reakcje na każdą próbę rozmowy to jest objaw depresji.
                    a co do zajęcia, jeśli już żona wyjdzie z doła, to zaproponuj jej założenie własnej firmy, można dostać dotację z UP, są różne inne projekty unijne. jeśli żona ma jakikolwiek pomysł, to niech próbuje (niechby chociaż lumpeks otworzyła, to teraz chyba najlepsze po zakładzie pogrzebowym źródło dochodów ;-))
                    tak czy siak, życzę ci powodzenia. z rozwodem zawsze zdążysz, teraz postaraj się jej pomóc, jeśli możesz, bo mam wrażenie, że ona cię bardzo potrzebuje, ale nie potrafi o pomoc poprosić inaczej niż histerią :-(
                    trzymam kciuki!
                    • mac_drosz Re: a może własna firma? 08.11.12, 09:06
                      Już myśleliśmy o założeniu własnej działalności. To zdaje się dobry pomysł (nawet mam już koncepcje co mogłaby robić). Będę tylko musiał wziąć jakiś urlop, żeby na początku pomóc jej z pewnymi formalnymi sprawami. Sprawdzę jeszcze te dofinansowania z UP. Z tym powinno być łatwiej zacząć.
                      • szowinistyczna.swinia Re: a może własna firma? 08.11.12, 09:33
                        Trochę bez sensu. Sprawy formalne są do ogarnięcia dla każdego, trzeba tylko poszukać informacji. Założyć działalność można było w dwa dni w mieście stołecznym w czasie, gdy nie było tak zwanego "jednego okienka" Podejżewam, że teraz jest jeszcze łatwiej. W urzędach się sporo pozmieniało, panie i panowie są mili i pomocni. Skoro żonie się nudzi, moim zdaniem powinna zewrzeć poślady i sama się zakręcić za interesem. Szczególnie, że to ma być jej interes.
                        • szowinistyczna.swinia Re: a może własna firma? 08.11.12, 09:35
                          A i jeszcze jedno - to powinien być jej pomysł, co chce robić. Jak Ty jej wymyślisz, skąd masz pewność czy ją to będzie kręciło? Potem Ci wypomni, że interes do dupy, niefajny i w ogóle ona się nie spełnia. I po co? A tak to będzie mogła mieć prestensje tylko do siebie.
                          • mac_drosz Re: a może własna firma? 08.11.12, 10:01
                            Interes jest jej pomysłem i jego realizacja by ją kręciła. Faktem jest też to co napisał(a/e)ś wcześniej. Sprawy organizacyjne są do ogarnięcia, ale znacznie łatwiej pójdzie jak zrobimy to razem. Wtedy żona szybciej wkręci się w urzędowe formalności.
                      • tfu.tfu Re: a może własna firma? 08.11.12, 15:11
                        wiesz, to ja bym odłożyła w czasie, oczywiście o dotację z UP wystąpić można już (a przynajmniej skompletować papierzyska i wypełnić z pomocą doradcy - żona będzie musiała wyjść do tego urzędu, między ludzi, usiąść i omówić, jeśli chcesz być obecny, to myślę, że to będzie duże wsparcie dla niej), ale ja bym się skupiła raczej na tym, jak ją z doła wyciągnąć.
                        Opisałeś nam tu jak się czujesz, co Cię boli i uwiera, jakie zmiany widzisz w kobiecie, którą przecież kochasz. Może mógłbyś opisać to swojej żonie? Napisz list. Napisz jak bardzo Ci zależy, żeby Twoja ukochana kobieta była szczęśliwa i jak bardzo chciałbyś jej pomóc w osiągnięciu tego celu. Napisz co Cię boli w jej zachowaniu i jak się z tym czujesz, ale bez oskarżeń i pretensji, zaklej kopertę i wyślij pocztą. Może kiedy przeczyta, to będzie mogła tak samo odpisać? Może wtedy się zgodzi na wspólną wizytę u psychologa? Jeśłi tak strasznie płacze, postaraj się nie uciekać, przytul i bądź. Wychodzenie z depresji to bardzo trudna praca, może być i tak, że będą potrzebne leki. Wspieraj ją. I może niech zbada tarczycę. Objawy depresji dają również choroby tarczycy...
                        Nie wiem, co Ci jeszcze poradzić, ale wierzę, że jeśli żona wyjdzie z dołka, to naprawdę macie szansę na udane i szczęśliwe życie. Za to trzymam kciuki. Rozwód to zawsze ostateczność. Trzymaj się!
                    • marguy Re: a może własna firma? 14.07.13, 17:27
                      plujka,
                      sadze, ze jest jednak spora roznica pomiedzy toba a rozkapryszona malzonka watkozakladacza.
                      Nudzi sie z braku pracy? No to niech wezmie sie za nauke, podwyzszy kwalifikacje zeby mogla znalezc cos co jej naprawde odpowiada.
                      W domu meza po dwoch latach czuje sie obco, co oznacza, ze wciaz jest w stanie tymczasowosci, nic nie jest definitywne.
                      Ciekawa jestem w jaki sposob wyobraza sobie wspolna przyszlosc. Czy ma jakies plany, marzenia w ktorych jest miejsce dla obojga.
                      Jesli nie, to rozwiodlabym sie, bo szkoda zycia na to zeby wlec za soba kogos, kto tkwi w malzenstwie tylko po to zeby tkwic.

              • wielkafuria Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 13:05
                słuchaj mac_drosz... masz dwie opcje:
                - albo coś zrobisz ze swoja zona i narzucisz jakies dzialania z jej strony
                - albo nic nie zrobisz i dolaczysz do grona uzytkownikow forum zalac sie jaki jestes nieszczesliwy...

                PS. czy zapytales zone dlaczego zalezy jej na wspolnocie majatkowej? co odpowiedziala?
                PS2. kochasz ją?
                PS3. jesli nie to sie rozwiedz
                PS4. jesli tak, to ja ustaw do pionu idzie na terapię - warunek bycia razem.
    • mariuszg2 Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 13:36
      mac_drosz napisał:

      > Po wczorajszej wymianie zdań z moją małżonką dotarła do mnie przykra prawda. Mo
      > ja żona wyszła za mnie dla pieniędzy.

      A Ty pewno za nią dla jej wdzięków i boskiego ciała....klasyczny układ: pieniądze za seks...

      myślę że powinienes podejśc do problemu pragmatycznie....ponieważ prawo jest przeciwko Tobie trzeba zaczać działać w szarej strefie.... zupełnie jak z płaceniem podatków.... sa za wysokie i rozbójnicze więc nie robisz na fakturę itp....a chętnych do obupulnych korzyści jest sporo.... tak 4 RP buduje swoją potęge...na glinianych nóżkach....tak i tTy zacznij budowac swoje prywatne szczęście z kochanką.....znam kilka fajnych i chętnych dziewczyn z tego forum....;p
    • dreemcatcher Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 15:39
      chłopie spieprzaj z tego związku , sytuacja nie poprawi się, baba chce majątku żeby sobie życie lepiej ułożyć ale z kim innym za twoja kasę. Ide o zakład że jesli postawisz sprawę jasno o rozwodzie ona nagle się okaże ideałem ale do czasu kiedy cię urobi i zrobisz jej dziecko, wtedy przepadłeś...... i wtedy będzie można powiedzieć widziaiy gały co brały
    • agios_pneumatos Recepta jest prosta 06.11.12, 18:40
      1. Nie bzykać
      2. Olać
      3. Nie interesować się
      4. Lekceważyć
      5. Ignorować
      6. itepe

      Musisz tak pokierować tą grą, żeby to ona złożyła pozew. Masz wszystkie karty potrzebne do rozwodu w swoich rękach. A gdyby tak jeszcze zaczęła się puszczać...
      • wersja_robocza Re: Recepta jest prosta 06.11.12, 18:43
        agios_pneumatos napisał:

        > 1. Nie bzykać
        > 2. Olać
        > 3. Nie interesować się
        > 4. Lekceważyć
        > 5. Ignorować
        > 6. itepe
        >
        > Musisz tak pokierować tą grą, żeby to ona złożyła pozew. Masz wszystkie karty p
        > otrzebne do rozwodu w swoich rękach. A gdyby tak jeszcze zaczęła się puszczać..
        > .

        I to kobiety są manipulantkami, a mężczyźni jak te owiecki na rzeź.:cool:
        • agios_pneumatos Re: Recepta jest prosta 06.11.12, 18:57
          A o czym to niedawno dyskutowaliśmy? Że nie jesteśmy inicjatorami, lecz czeba nam porządnie zaleźć za skórę, żeby się włączył młoda foka mode.

          A skoro już ktoś zajedzie za skórę to powinien się liczyć z tym, że druga strona uruchomi swoją INTELIGENCJĘ, nie zdolności manipulatorskie.

          Nie mylmy dwu różnych systemów walutowych...
          • wersja_robocza Re: Recepta jest prosta 06.11.12, 19:08
            Niech będzie na poważnie.
            O ile sobie przypominam, to wykazywałeś zniesmaczenie czy nawet oburzenie w wątku twojejbogini na temat praktyk manipulacyjnych stosowanych na partnerach. A tutaj sam doradzasz manipulację. Możesz to nazwać inteligencją czy sprytem. Ale to manipulacja. Odstaw z łóżka, ignoruj, zbieraj kwity, a nawet módl się, żeby się puszczała. Graj.:> Inteligencja nakazywałaby przegnać babę z domu i ze swojego życia albo samemu się wymiksować na Baleary.:cool:
            • agios_pneumatos Re: Recepta jest prosta 06.11.12, 19:16
              wersja_robocza napisała:

              > Niech będzie na poważnie.
              > O ile sobie przypominam, to wykazywałeś zniesmaczenie czy nawet oburzenie w wąt
              > ku twojejbogini na temat praktyk manipulacyjnych stosowanych na partnerach. A t
              > utaj sam doradzasz manipulację. Możesz to nazwać inteligencją czy sprytem. Ale
              > to manipulacja. Odstaw z łóżka, ignoruj, zbieraj kwity, a nawet módl się, żeby
              > się puszczała. Graj.:> Inteligencja nakazywałaby przegnać babę z domu i ze
              > swojego życia albo samemu się wymiksować na Baleary.:cool:

              Momentum... ad vocem parę rzeczy. Albo więcej:

              1. Nie znoszę baby,
              2. Nie doradzam manipulacji, a 'zasadę dźwigni',
              3. Mój VII zmysł podpowiada mi, że facet nie będzie miał łatwej przeprawy.
              4. Do jasnej cholera to ona zaczęła;

              www.youtube.com/watch?v=AR8SkOhKG9Y
              Znamienny cytat w 0:12.
              • wersja_robocza Re: Recepta jest prosta 06.11.12, 19:26
                No dobrze. No ona zaczęła, bo zła, leniwa i do tego harpia. A on to niewinny i nieświadomy misio. Jemu jest źle. Związek jest niesatysfakcjonujący. To wytłumacz po co on ma nadal w tym tkwić i wojenkę uskuteczniać, zamiast wyjść z toksycznego związku?
                Której baby nie znosisz? I jaka przeprawa faceta czeka? Mówimy o tym wątku. O tamtym to w tamtym.:cool: Reakcja od nas zależy. Co nie?:>
    • akle2 Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 20:35
      Rozwód. Ja lubię ścierać kurze, a mieszkanie mogę po Tobie odziedziczyć. Mogę być żoną numer dwa. Obiecuję, że dopóki grzybki nie zaczną działać, nie wspomnę o przepisaniu za życia ;P

      Sam sobie, facet, odpowiedziałeś na wszystkie pytania. Obyś tylko był w tym konsekwentny.
    • czerwony.melon Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 06.11.12, 21:39
      mac_drosz napisał:

      > Co do mieszkania to stwierdziła, że czuje się obco i nie u siebie.

      Powiedz jej, przepisywać nie będziesz, bo to wymagałoby podpisania INTERCYZY (oficjalna nazwa: umowa małżeńska rozszerzającą wspólność majątkową małżeńską). A przecież Ty, kochana, nie chcesz intercyzy, prawda? ;)

      Powiedz też, że ją rozumiesz. I po dłuższym zastanowieniu dochodzisz do wniosku, że dobrze by było, że byście kupili wspólne, małżeńskie. W tym celu musi pójść do pracy, najlepiej dobrze płatnej.

      A to czy ostatecznie kupicie, to już inna sprawa.



      Albo jej się polepszy, bo przestanie mieć za dużo czasu. Albo - jeśli nie i i tak dojdzie do rozwodu - dzięki temu, że pracuje przynajmniej nie będziesz musiał płacić wysokich alimentów na nią.

    • mirtillo25 Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 07.11.12, 10:53
      A może pokopałbyś głębiej? A nie przyszło Ci do głowy, że żona ma wyrzuty sumienia, że nie pracuje i przez to jest taka nerwowa sytuacja? Moja koleżanka wysyłała tonami CV i nie mogła znaleźć pracy. Głupio było się jej przyznać i mówiła mężowi, że nie szuka roboty, że nic na siłę. A jak coś jej podpowiedział, to robiła wielką awanturę.

      Potem przychodziła do mnie i mówiła, że jest załamana, bo nigdzie jej nie chcą. Przez to że nie miała pracy czuła, że oczekuje się od niej, żeby się zajmowała domem. Mówiła, że nie zajmowała się domem, bo ją to dołowało. W pewnym momencie na niczym jej nie zależało.
      Okazało się, że miała jakiś dziwny rodzaj depresji - takie bycie w próżni, nic Ci się nie chce, na niczym Ci nie zależy.

      Walka Twojej żony o mieszkanie, to obawa, że ją zostawisz z niczym. Domyśla się, że masz jej już dość i boi się, że zostanie z niczym. Porozmawiaj z żoną na spokojnie.
      • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 07.11.12, 11:37
        > A może pokopałbyś głębiej? A nie przyszło Ci do głowy, że żona ma wyrzuty sumienia,
        > że nie pracuje i przez to jest taka nerwowa sytuacja?
        Przyszło. Zresztą ona sama coś takiego twierdzi. Problem jest taki, że ja w ogóle nie widzę chęci z jej strony do zmiany tego stanu rzeczy. Wiem, że znalezienie pracy łatwe nie jest, ale jak się nie szuka, to szansa, że praca sama przyjdzie jest minimalna. Nie tak dawno temu przypadkiem natknąłem się na ogłoszenie pracy. Jakiś urząd w naszym mieście poszukiwał pracownika biurowego. Nie mieli zbyt dużych wymagań (żona spełniała wszystkie). Powiedziałem jej o tym oraz dodałem, że chętnie pomogę jej napisać CV pod tą ofertę. No i zaczęły się krzyki, że chce się jej pozbyć z domu. Koniec końców nie napisaliśmy tego CV i nie złożyliśmy oferty. Ciężko mi to wytłumaczyć biorąc pod uwagę, że ona twierdzi, że taka praca by jej odpowiadała.


        > Przez to że nie miała pracy czuła, że oczekuje się od niej, żeby się zajmowała
        > domem. Mówiła, że nie zajmowała się domem, bo ją to dołowało. W pewnym momencie
        > na niczym jej nie zależało.
        > Okazało się, że miała jakiś dziwny rodzaj depresji - takie bycie w próżni, nic
        > Ci się nie chce, na niczym Ci nie zależy.
        U mojej jest podobnie. Tylko, że ja uważam, że zajmowanie się domem powinno działać przynajmniej trochę odstresowywująco. Bo jak nie robi nic, to popada jeszcze w większą depresję. I tak sama siebie negatywnie nakręca.

        > Porozmawiaj z żoną na spokojnie.
        Tutaj jest problem. Na spokojnie można z nią porozmawiać tylko wtedy gdy się mówi to co ona chce usłyszeć. Jeśli cokolwiek jej nie pasuje, nie ma już spokojnej rozmowy. Mimo, że ja cały czas próbuję ją uspokoić to się po prostu nie da (przynajmniej mi się nie udaje).
        • vfib Terapia małżeńska? 07.11.12, 21:41
          Serio. Nie jestem fanką psychoterapii i nie uważam, że psycholog za nas rozwiąże problemy i trochę drażni mnie moda na "terapeutów". Ale to polecam o ile jeszcze jakiś cień szansy dla Was widzisz. Ja przerobiłam coś podobnego, tylko odwrotnie:-) Ja zarabiałam, do tego musiałam się zajmować domem, a mój mąż miał pasmo niepowodzeń w swojej firmie i wszystko generalnie w poważaniu. Nie będę sie rozpisywać, bo nie o moją historię tu chodzi. Ale też nie mogliśmy się dogadać, wszystkie próby kończyły się aferą, szkoda gadać. Rzecz w tym, że poziom frustracji, złości, oskarżeń i "moje jest mojsze" mimo szczerych chęci uniemożliwiał rzeczową i szczerą rozmowę. Pomoc kogoś z zewnątrz jest w takiej sytuacji naprawdę OK. Przynajmniej trzeba spróbować. Bo być może Twoja żona zwyczajnie się boi nowej pracy, być może straciła wiarę w siebie, a Ty jesteś sfrustrowany, bo czujesz się jak dojna krowa. Być może jest inaczej, ale tak jak teraz-nie dowiesz się tego. A z jakiegoś powodu się w sobie zakochaliście, jesteście ze sobą. Może lepiej spróbować zrobić co się tylko da, spróbować się porozumieć zanim podejmie się ostateczną decyzję. U mnie się udało sprawy naprawić. Powiem więcej: lepiej niż naprawić czego i Tobie życzę.
          • mac_drosz Re: Terapia małżeńska? 08.11.12, 07:13
            Też uważam, że pomoc z zewnątrz jest w naszym przypadku potrzebna. Ponieważ żona nie reaguje na moje argumenty, to może posłucha kogoś innego. Jedyny problem jest taki, że ona nie ma ochoty na coś takiego. Próbowałem iść z nią do poradni małżeńskiej, ale ona odmawia. W każdym razie będę próbował dalej ją do tego przekonać.
        • papryczka.chili Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 23.07.13, 14:26
          ja powiem z wlasnego doświadczenia ze Twoja żona ma depresje a to się leczy, jezeli przysiega małżeńska jest dla Ciebie czyms waznym powalcz o swoje małżeństwo. Może jakiś sklep internetowy by prowadziła ?Moze ma jakies zdolności manulane i moze by biżuterie robiła potem to sprzedawała?
          Im dłuzej się siedzi w domu człowiek dostaje palmy( ja siedze 5 rok ale mam dwójkę dzieci)
          i cięzko jest bez pracy , siedzenie w domu męczy i to bardzo.
      • mac_drosz Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 08.11.12, 09:08
        > a dlaczego się z nią ożeniłeś?
        Bo ją kochałem. Zresztą nadal kocham, bo gdyby przestał to nie zastanawiałbym się na rozwodem tylko to zrobił. Poza tym wtedy była inna niż teraz, więc z mojego punktu wygląa to tak, że mam inną żonę niż sobie brałem.
    • michau120 Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 08.11.12, 08:22
      Zazwyczaj największą niespodzianką po ślubie są kobiety, a takie które żenią się tylko dla majątku lepiej z biegu puścić z torbami, na pewno nie jest to łatwe, ale czy życie z kimś kto nie jest dla ciebie bo cibie kocha i ty o tym wiesz jest fajne ???
    • trollik.morski Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 08.11.12, 08:50
      Jeżeli nie macie dzieci, to rozwiedź się jak najszybciej. W tym układzie nie ma szans na normalne życie, a ew. przyszłe dzieci zostaną kalekami psychicznymi.
      Mam wątpliwą przyjemność obserwowania małżeństwa, gdzie przed ślubem on też był zakochany, a ona ?????
    • mypandka Re: Rozwód? A może jest inne wyjście? 23.07.13, 14:36
      Rozwiedź się z żoną. Na pewno znajdziesz jakąś lepiej wywiązująca się z obowiązków pracownice. Ja się zgłaszam. Nie jestem materialistką raczej. Będziesz miał pierogi o nieznanym pochodzeniu, a kurzu do woli (bo osiada na moich licznych butach i torebkach). Tylko co ty masz do zaoferowania oprócz tych mieszkań bo nie napisałeś. Jesteś dobrym człowiekiem? zależy ci na ludziach? może masz świetne poczucie humoru albo charyzmę?

      Acha...Tylko musimy wymyślić co z robić z moim mężem...On nie chce się ze mną rozwieść mimo że mam wady twojej żony i tysiąc innych dodatkowo. Mógłby je katalogować jakby chciał. Tylko po co?

      To co podajesz to chyba nie powód do rozwodu. Może jej po prostu nie kochasz. A jeśli tak to nawet jakby nie była materialistką i wyrabiała sam ciasto na pierogi to niczego nie zmieni
Inne wątki na temat:

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka