ingeborg
11.11.12, 12:11
Drogie Bravo, mam taki problem, że miesiąc temu zaczęłam nową pracę. Poleciła mnie tam koleżanka, zostałam przyjęta na okres próbny i po okresie próbnym czeka mnie umowa o pracę i stała pensja. Żadne kokosy, ale przynajmniej stały dochód, taki, że bez ekstrawagancji da się utrzymać.
Problem w tym, że praca okazuje się być na bardzo wysokich obrotach. Mało ludzi, dużo roboty, pracujemy jak mróweczki, nie ma czasu zjeść, iść do kibla, telefony się urywają, po prostu sajgon. Wiem, że wszędzie tak jest, że zdarzają się okresy hardkoru ale tutaj tak jest non-stop. Przychodzę do domu i jestem skonana, nie mam czasu nawet na odmóżdżające rozrywki, typu tv czy seriale. Nie wyobrażam sobie takiego trybu pracy, zostawania po godzinach, telefonów od współpracowników i szefów w weekendy i w piątek wieczorem. Do tego problemy w komunikacji - teoretycznie mam przełożoną, ale każdy uważa się za mojego szefa, z racji stażu w firmie i dostaję często sprzeczne polecenia od różnych osób (Bo teoretycznie mam też pomagać wszystkim w różnych drobnych sprawach), więc zdarza się, że coś robię a potem okazuje się, że to jest bez sensu. Atmosfera też jest taka sobie, wszyscy na siebie warczą.
W międzyczasie dostałam propozycję pracy (również umowa o pracę) za jakieś 15% mniej ale na pół etatu, za to z prowizjami od obrotu firmy, z mocnymi perspektywami rozwoju, u człowieka którego znam, któremu ufam i z którym mam dobre zawodowe doświadczenia.
I teraz jest problem. Jak rzucić pierwszą pracę, tak, żeby nie było kwasu z koleżanką? Żeby nie miała nieprzyjemności? W zasadzie to jest moja bardzo dobra znajoma, taka od dzieciństwa. Nie widujemy się bardzo często, ale nasze rodziny się znają, ja ją lubię i szanuję.