strasznie_smutny
15.11.12, 22:14
Hej, postanowiłem napisać ponieważ rozdziera mnie ogromny smutek, żal... Po prostu, jest we mnie potrzeba podzielenia się z kimś tym wszystkim co czuję, a niestety nie mam bliskiej mi osoby. Jestem samotny, tak właśnie się czuję. Moje życie, hmmm... no właśnie. Chyba nie mam życia po prostu.
Ale po kolei. Byłem zaręczony z cudowna kobietą, miłością mojego życia. Byliśmy ze sobą 7 lat. Zdarzył się tragiczny wypadek. Zmarła. 28 lat.
Nawet nie ma sensu opisywać tego co się ze mną działo, nie ma takich słów. Dziwię się, że do tej pory to wszystko zniosłem, choć bez pomocy bliskich, terapii oraz leków byłoby to chyba niemożliwe...
Po jakimś czasie zdecydowałem się (choć z trudem) kogoś poznać. Poznałem dziewczynę, było raz lepiej, raz gorzej. Zaangażowałem się (jestem niestety dość wrażliwy i bardzo się przywiązujący do drugiej osoby), no i klapa. Po 2 latach znajomości mam się odczepić i odejść.
Znowu smutek, dół, brak nadziei na cokolwiek pozytywnego w życiu.
Mam 36 lat, ogromny głód miłości oraz brak sił by zaczynać coś znów.
Czy ktoś z Was znajdzie jakieś słowa na pocieszenie? :-)
Czasem zastanawiam się czy lepiej by nie było niczego zaczynać, żyć zupełnie samemu, nie narażając się na ból rozstania i cierpienia.