saraisa
27.11.12, 21:16
Kurczę no, muszę sobie troszkę ponarzekać, ot tak dać wyraz pewnej frustracji. krótka w miarę historia - jak ktoś nie chce, niech nie czyta. ;P
poznałam ostatnio faceta w klubie. i niby wszystko fajnie, wziął mój nr, mieliśmy się spotkać. do spotkania w końcu doszło, ale miałam wrażenie, że sama musiałam się więcej napracować niż ten pan ;P
najpierw były problemy ze zdzwonieniem się: raz nie odebrałam, bo byłam w pracy, pan nie zadzwonił drugi raz. pomyślałam: może nie jest mnie pewien, więc sama się odezwałam. on zaproponował spotkanie, zgodziłam się, ale konkrety nie padły.
on się nie odzywał, więc to ja smsowo zapytałam, co z tym spotkaniem. w tym momencie czułam się już na granicy narzucania się. =/
wreszcie spotkanie: było naprawdę spoko, śmialiśmy się etc. on, że musimy to powtórzyć.
potem znów problemy ze zdzwonieniem się: nie odebrałam jak on dzwonił, nauczona doświadczeniem oddzwoniłam do niego. a naprawdę nie lubię sama dzwonić do faceta, szczególnie na początkowym etapie znajomości, gdzie teoretycznie to facet powinien inicjować. =/
nastąpiła propozycja spotkania z jego strony, ale akurat wtedy naprawdę nie mogłam, no zdarza się, choć podkreśliłam, że chętnie innym razem. no i od tego czasu cisza.
i ta się zastanawiam: miał prawo się poczuć olewany? bo nie wiem, o co może chodzić.
z mojej strony rzeczywiście jakoś bardzo nie zaiskrzyło, może to wyczuł, ale i tak chciałam go poznać bliżej, bo być może przekonałabym się do niego.
Pytanie: poczuł się olewany albo za mało zainteresowania z mojej strony? =/ smsować do niego kolejny raz już nie chcę.