krytyk-systemu-edukacji
27.11.12, 23:17
Słuchajcie: martwię się trochę o swojego kolegę ze studiów, ponieważ kolega ten, jak sądzę, zwariował. :(
Najpierw nie mógł długo, długo znaleźć swojej, jak to się mówi, drugiej połówki, a kiedy już znalazł kandydatkę, to dostał od niej siarczystego kosza – wówczas pisał wiersze, których głównym składnikiem były błędy językowe, i publikował je na blogu. Aha, to ważne: wiersze były pisane polszczyzną, takie w każdym razie było zamierzenie autora.
Potem student ten znalazł jakąś nową dziewczynę, która niestety po niejakim czasie z nim zerwała (czemu się znowu nie ma co aż tak bardzo dziwić). Tak to, biedaczek, przeżył, że z tego wszystkiego przerzucił się (co za ulga!) na prozę, tyle że… pisaną łamaną angielszczyzną. Garść wyimków:
Yesterday was The 'no' day, The 'no' day is a day when you mostly hears 'no'.
Do you believe in destiny? I'm curious, if you believe in destiny, that somewhere in the world should be the only person mean to us. When I was buying this gorgeous ring, I didn't think, that she wasn't this one girl, meant to me.
I'm tired of this, I'm really want live normally, just like before this.
I tak dalej, w tym stylu. What the fuck!? – aż chciałoby się zawołać. Czy rzeczywiście niepowodzenia miłosne mogą do tego stopnia odciąć człowieka od rzeczywistości? A może macie jakieś swoje przykłady ludzi, którzy zaczęli się dziwnie zachowywać w wyniku takich przykrych zdarzeń?