to.niemozliwe Re: no to mam problem... 29.11.12, 16:58 Czy propozycja czasowej wyprowadzki to dobry pomysł? Czy informować wtedy nasze rodziny - jego i moich rodziców (zostając sama z dziećmi, nawet na krótki czas, będę potrzebowała ich pomocy)? Eskalujesz jego problemy, dziekuję za takie partnerstwo w związku. :-P Odpowiedz Link Zgłoś
kalllka Re: 29.11.12, 17:11 podziekujesz gdy twoja Zona wyprosi cie z partnerstwa, czego oczywiscie wcale ci nie zycze. Odpowiedz Link Zgłoś
astrofan Re: no to mam problem... 29.11.12, 17:17 kobieta wciąga was w swe od dłuższego czasu prowadzone gierki, w z góry określonym celu, uważajcie bo jeszcze będziecie na świadków w sprawie powołani, :) Odpowiedz Link Zgłoś
princessjobaggy Re: no to mam problem... 30.11.12, 14:40 astrofan napisał: > kobieta wciąga was w swe od dłuższego czasu prowadzone gierki, w z góry określo > nym celu, > > uważajcie bo jeszcze będziecie na świadków w sprawie powołani, :) Moze bogini tak naprawde doskonale wie, co jest przyczyna zachowania meza, tylko celowo rznie glupia? A moze w rzeczywistosci wieksze zmiany w jego zachowaniu nie nastapily, ale ktos tu chce sie rozwiesc i teraz tylko produkuje watki w celu uzbierania materialu dowodowego (ja sie tak staralam, a on zmienial na coraz, coraz, coraz gorsze)? Hmm, i najpierw watek o tym, jak spokojnie zapowiadal sie wieczor, zeby zaraz nastepnego dnia oskarzyc meza o wyzywanie sie na dzieciach... Podejrzane. ;) Odpowiedz Link Zgłoś
good_morning z wlasnego doswiadczenia wnosze tyle: 29.11.12, 17:42 rozmawiac da sie tylko z kims, kto chce rozmawiac naprawiac da sie tylko z kims, kto chce naprawiac w przypadku braku checi na powyzsze, wyjscie jest oczywiste. Odpowiedz Link Zgłoś
kseniainc Re: z wlasnego doswiadczenia wnosze tyle: 29.11.12, 17:48 i wiemy na pewno że to własnie ów małżonek nie potrafi roxmawiać? Hmmmm Może jak jej nie pasuje, niech ona się wyprowadzi? tyle ile ludzi tyle zdań.Uważam, ze bogini przesadza-jak często w zasadzie;-p Odpowiedz Link Zgłoś
good_morning Re: z wlasnego doswiadczenia wnosze tyle: 29.11.12, 17:51 w tym watku widze, ze jest napisane; malzonek NIE chce rozmawiac wszystko jest na nie. a gdzie jakies kontrpropozycje? bo jak jestem na nie, to samo bycie na nie nie wystarczy w zwiazku. chyba,ze osoba bedaca na nie po prostu juz w nim byc nie chce. Odpowiedz Link Zgłoś
nie.mam.20 Re: z wlasnego doswiadczenia wnosze tyle: 30.11.12, 01:18 ale to sa zeznania pani, a nie pana, ktorego tutaj nie mielismy przyjemnosci poznac. Mozna czytac GW, mozna jakis inny dziennik. dwa rozne swiaty. Odpowiedz Link Zgłoś
good_morning Re: z wlasnego doswiadczenia wnosze tyle: 30.11.12, 14:22 rozumiem oczywiscie jednak na forum mamy zawsze tylko jedna strone. jesli zalozymy, ze kazdy post na jakis temat to tylko spojrzenie z jednej strony, nie ma sensu odpisywac komukolwiek Odpowiedz Link Zgłoś
gambas-gambas Re: no to mam problem... 29.11.12, 18:51 Po pierwsze - ludzie, czytajcie co pisze założycielka wątku! PRÓBOWAŁA ROZMAWIAĆ Z MĘŻEM. On nie chce rozmawiać i ma wszystko gdzieś. Wypina się na rodzinę, na obowiązki domowe, na potrzeby i plany partnerki. Oczywiście zdaniem forum to ona jest harpią, która stłamsiła biednego misia i misiowi jest przykro - na paradne.:D Facet nie chce, olewa temat, choćby Bogini nie wiem co zrobiła, to nic nie zdziała bez chęci jaśniepana i jego udziału. Twojabogini - nie wiadomo, o co chodzi Twojemu facetowi. Może ma kogoś, może posiadanie rodziny go przerosło (pisałaś, że wspólne dziecko macie jedno, dwuletnie). Jego zachowanie wygląda mi na coś takiego, że facet nie chcę żyć tak jak żyje - być może chodzi o bycie z Tobą, być może chodzi o bycie ojcem - ale nie ma jaj, żeby wykonać jakiś ruch, więc tak sobie wegetuje, zatruwając otoczenie. Drugi trop to to, że ma jakiś poważny problem, ale chyba jesteście ze sobą ileś lat, więc dlaczego nie chce o tym porozmawiać i zachowuje się tak, jak się zachowuje? Moim zdaniem tymczasowa rozłąka to dobry krok, może facet się obudzi, może nie, ale wtedy będziesz miała jasność. Ale jeśli nic nie zrobisz, to sytuacja może się tak ciągnąć w nieskończoność. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Panu się zaczęło ulewać 29.11.12, 21:21 Ojej, panu się zaczęło ulewać w końcu? Nie przejmuj się postami Bogini, ona swoją gierkę z mężem prowadzi od dłuższego czasu. Pod tymi próbami rozmów, bajkami o partnerstwie i równouprawnieniu etc. jest chęć postawienia na swoim za wszelką cenę. To taki typ, że nie ukłuje a krew wyssie. Jako prawniczka powinna wiedzieć, że może gościowi nagwizdać, a nie oczekiwać, że się wyprowadzi ze wspólnego domu i od dziecka wobec którego ma pełnię praw rodzicielskich. Odpowiedz Link Zgłoś
to.niemozliwe Re: no to mam problem... 04.12.12, 04:23 Zakladasz, ze tymczasowa rozlaka moze go sklonic do refleksji i opanowania agresji. A co, jesli zamieszkiwanie poza domem pokaze mu, ze jest spokojniej, nie ma codziennej presji, szamotania sie i facet stwierdzi, ze wlasciwie, to tak mu jest lepiej? Skad wiesz, ze nieobecnosc w domu bedzie dla niego az taka duza kara? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Jak się chce psa uderzyć... 29.11.12, 21:39 Jak się chce psa uderzyć, to się kij znajdzie. Od miesięcy toczysz zakamuflowaną ładnymi słowami o partnerstwie, wojnę podjazdową z mężem. Teraz zbierasz rzekome dowody na jego agresję i akty przemocy. Przynajmniej nie kłam i powiedz sobie otwarcie, że dusisz się w stałym związku z mężczyzną pod jednym dachem, masz gdzieś kompromisy i chcesz się go pozbyć podrzucając mu potem - w ramach podziału opieki - absorbującego dwulatka. Szacun dla pana, i tak długo wytrzymał. Aha, spontaniczne powrzeszczenie sobie z powodu wkurwu uważam za niezbyt fajne, ale zupełnie normalne, o ile nie zdarza się często. Odpowiedz Link Zgłoś
krakoma Re: no to mam problem... 30.11.12, 09:23 z tego co i jak to opisujesz, za prawdopodobne uwazam, ze twoj maz ma ciebie dosyc. mozliwe, ze mecza go jego osobiste niepowodzenia, ale twoje wszechstronne radzenie sobie ze wszystkim drazni go jeszcze bardziej - dlatego bojkotuje cie na kazdym kroku i utrudnia, zebys wreszcie pekla. i nic dziwnego, ze nie chce z toba rozmawiac, nawet, kiedy stwarzasz warunki - bo to ty jestes utajonym wrogiem. watpie, ze sama do niego dotrzesz. Odpowiedz Link Zgłoś
przeciez.wiem Znakomity pomysł! 30.11.12, 09:39 Niech się wyprowadzi. W końcu się od Ciebie uwolni. Brr... Odpowiedz Link Zgłoś
kbjsht Re: no to mam problem... 30.11.12, 15:49 tak, niech się zabiera. jedna odpowiedzialna matka chociaż ;) Odpowiedz Link Zgłoś
agulha Guz mózgu? 04.12.12, 01:41 Zanim podejmiesz jakieś kroki typu rozwód, zrób dwie rzeczy: - ustal, czy jest albo była jakaś bardzo ważna przyczyna emocjonalna tego wybuchu (mężowi grozi utrata pracy albo dostał wypowiedzenie i boi Ci się powiedzieć, wpadł w długi, podżyrował pożyczkę, był wyjątkowo głodny) jeżeli nie - znajdź _dobrego_neurologa i zaprowadź do niego męża. Przyczyną zmiany osobowości może być guz mózgu okolicy czołowej. W tej lokalizacji ta cholera potrafi nie dawać innych objawów, takich jak niedowłady, drgawki, lekarz dowiaduje się tylko od bliskich, że pacjent "nie jest sobą", "jest zupełnie zmieniony" i takie tam. Tomografia mózgu powinna rozstrzygnąć sprawę. Mało prawdopodobne, ale najbardziej niebezpieczne. Odpowiedz Link Zgłoś
czteryzywioly Re: no to mam problem... 04.12.12, 08:26 Ciężko planować życie z kimś, kto nie chce rozmawiać o problemach. U mnie jest trochę inaczej, też nie rozmawiamy o trudnych sprawach, ale dlatego, że mąż "woli się nie mieszać". Posiadanie własnego zdania niesie ze sobą obowiązek przyjęcia jakieś postawy życiowej, a on woli być neutralny. Wiecznie neutralny... Taki dorosły człowiek, który nie chce się wziąć za siebie to dodatkowy balast do tego, co i tak na co dzień trzeba zrobić. Ja tak przynajmniej mam, bo biorę pod uwagę to, żeby mężowi też było dobrze i wygodnie (jeszcze). A może Twój mąż ma kompleks, że Ty lepiej zarabiasz? I jednak sobie z tym nie poradził? Odpowiedz Link Zgłoś
stephanie.plum w następnym odcinku... 04.12.12, 11:18 w następnym odcinku, przeniesionym na Oślą mimo wielkiej przecież oglądalności poprzednich, osoby śledzące z zapartym perypetie b. i jej rodziny mogły się dowiedzieć, co następuje: Postawiłam sprawę na ostrzu noża: albo dowiem się o co chodzi, albo kończymy zabawę. Pomogło. Dowiedziałam się. Parę miesięcy temu mój mąż znalazł sobie, hm...nazwijmy to - nowe hobby, popalanie trawki. Stąd niechęć do udziału w obowiązkach domowych, zrzucanie wszystkiego na mnie i torpedowanie moich planów zawodowych. Razem z nowym hobby pojawiło się zamiłowanie do lajtowego życia, a takiego nie jest w stanie wieść człowiek obarczony rodziną i dwójką dzieci. Dlatego zaczęły narastać w nim stres i agresja - bo to co do tej pory było fajne, zaczęło wydawać się nudne, mozolne, trudne, dzieci "zrobiły się" wkurzające itd. To go zdziwiło, bo myślał, że jedno z drugim da się pogodzić (jak rozumiem wystarczyłoby, że żona weźmie dom na siebie i można już żyć jak afrykański bonzo). Zmarnowałam bez sensu parę miesięcy, próbując dojść o co chodzi, dopasować się do nowych oczekiwań, zamiany podziału obowiązków, zmiany moich planów zawodowych - wbrew sobie, ale w dobrej wierze, że tak trzeba, że stabilna rodzina dla dzieci....bla, bla. Nie rozumiem kompletnie dlaczego tak trudno jest przyjść i powiedzieć - słuchaj mam ochotę na parę miesięcy luzu, albo na luz do końca życia. Bo źle się wypadnie przed rodziną i sąd w razie czego przypisze całą winę? Zabawne, że wierzyłam w to, że jestem częściowo winna jego wycofaniu się z partnerstwa, że może stłumiłam biedactwo, że partnerstwo niszczy jego męskość, że feminizm feminizmem, równość równością a rodzina rodziną itp. Takie dictum słyszałam zewsząd (w realu). Dlatego zgodziłam się na zmiany. Ostatni raz w moim życiu zrobiłam coś wbrew sobie. W zgodzie ze sobą zdecydowałam, że się rozstajemy. Nie z powodu nowego hobby, ale z powodu kłamstw, manipulacji, grania moimi uczuciami i moim zaangażowaniem. Szczegółowe warunki ustalimy, gdy ochłonę. Tak więc nie mam już problemu. Oczywiście jest mi ogromnie przykro. Oczywiście swoje odpłakałam. Nie jestem z kamienia. Ale wiem na czym stoję i nikt już nie robi mi wody z mózgu. Pewnie za jakiś czas zacznie się w moim życiu rozdział dwa tragikomedii pt. on kocha i chce wrócić. Zrozumiał, tęskni, nie myślał, że to wszystko tak się skończy. Pewnie pojawią się ciocie i mamy z gadką, że feminizm feminizmem, a dzieci muszą mieć tatę. Że odbiło mu tylko raz, ale przecież się sprawdzał wcześniej i było cudownie. Było. Dla mnie to rozdział zamknięty. I mam nadzieję, że gdy opadną mi emocje zamknięty pozostanie. dramatyczne napięcie - jest nauka moralna - jest (nie pal zioła) zajawka odcinków następnych - jest widzowie powinni byc zadowoleni... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Buhahaha 04.12.12, 11:26 Buhahahha sądziłam, że to zręczna podróba, a Twojabogini naprawdę wyprodukowała taki post. Leżę... Z tą trawką to przegięcie, mogła kobieta zaproponować forumowiczom coś bardziej realnego. Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: Buhahaha 04.12.12, 11:28 ojtam, na wydumanie narkomana w sądzie starczy;) Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: Buhahaha 10.12.12, 13:11 tia. on siedział w domu i myślał, że zajarałby, a tu dzieciaki skaczą po sobie......żona taka zorganizowana i poukładana, a on narko - man i cholera go strzeliła. w kazdym razie chodzi o to, ze ja tyleeeeeee czasu okłamywał, że nie był na bani a był. Odpowiedz Link Zgłoś
light_in_august Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 11:36 Brzmi to zupełnie nieprawdopodobnie... ale nie wnikam ;) Dziwny powód, żeby wystawić męża za drzwi... Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 11:41 Przecież musiała pokazać jaka jest asertywna, zdecydowana, bezkompromisowa i nie ma żadnych problemów ze stawianiem granic. Odpowiedz Link Zgłoś
alpepe Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 11:42 triss, a ty to którego już małżonka ćwiczysz? Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 11:48 Ja nie mam męża, żyję w konkubinacie. Przynajmniej nie ośmieszam idei równouprawnienia i taką realizacją założeń feminizmu w praktyce, jak robi to Bogini. Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 12:31 Lekkie przegięcie z tym ziołem. Naprawdę brzmi jak umoralniające opowiadanko dla gimnazjalistów. Jedyny sposób, żeby z tego jakoś wybrnąć jest taki, że pan to zioło palił bo miał jakieś problemy, o których nadal nie chce mówić. Gdzieś czytałam, że faceci tak mają. W przypadku pojawienia się problemów, jakichkolwiek, nie sięgają po profesjonalną pomoc, tylko próbują sobie radzić sami a jak nie dają rady, to znieczulają się ogólnodostępnymi środkami takimi jak alkohol czy narkotyki. Stąd statystycznie mniej mężczyzn wśród leczących się np na depresje ale więcej wśród alkoholików. A być może wymyślił to zioło, żeby mu żona dała spokój i nie drążyła więcej tematu. Odpowiedz Link Zgłoś
sfornarina Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 12:39 > A być może wymyślił to zioło, żeby mu żona dała spokój i nie drąż > yła więcej tematu. Albo nie sam to zioło pali. Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 13:39 berta-death napisała: > Jedyny sposób, żeby z tego jakoś wybrnąć jest taki, że pan to zioło palił bo mi > ał jakieś problemy, o których nadal nie chce mówić. Gdzieś czytałam, że faceci > tak mają. W przypadku pojawienia się problemów, jakichkolwiek, nie sięgają po p > rofesjonalną pomoc, tylko próbują sobie radzić sami a jak nie dają rady, to zni > eczulają się ogólnodostępnymi środkami takimi jak alkohol czy narkotyki. Pewnie jest tak jak napisałaś. Ziółko było sposobem poradzenia sobie z problemami, o których nadal nie chce mówić. Ale skoro nie chce mówić i skoro nie ma ochoty angażować się w rodzinę i ma zamiar rozwiązywać swoje problemy za pomocą używek - to tym samym nasz związek jako taki przestaje istnieć. Związek małżeński, zwłaszcza kiedy są dzieci ma to do siebie, że problemy rozwiązuje się wspólnie i się o nich rozmawia, razem dzieli się odpowiedzialność za rodzinę i nie nadużywa się środków otumaniających. > A być może wymyślił to zioło, żeby mu żona dała spokój i nie drąż > yła więcej tematu. Być może. To też niespecjalnie zmienia postać rzeczy. Nie mogę rozwiązać problemów o których nie wiem. Rozumiem, że mój nastolatek, gdy wpakuje się w problemy, nie zawsze chce mi o tym powiedzieć, nawet gdy zaczynają go przerastać. Ale nawet w jego przypadku nie prowadzę dochodzeń, tylko siadam, zapewniam, że zaakceptuję wszystko co powie, ale muszę wiedzieć jak mu pomóc, skoro sam najwidoczniej sobie nie radzi. I albo słyszę "poradzę sobie" i daję spokój, albo dowiaduję się, co tym razem cudownym chłopcom udało się zmalować. Nie wiem, czy postąpiłam dobrze. Ale nie da się na siłę być z kimś, kto najwyraźniej tego nie chce. Odpowiedz Link Zgłoś
triss_merigold6 Hehheh ale wtopa 04.12.12, 13:52 Hehehe ale wtopa. W poprzednim odcinku twierdziłaś, że w wypadku rozstania zostawisz młodsze dziecko z ojcem. I co, z ćpunem zostawisz? Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: Hehheh ale wtopa 04.12.12, 14:57 triss_merigold6 napisała: > Hehehe ale wtopa. W poprzednim odcinku twierdziłaś, że w wypadku rozstania zost > awisz młodsze dziecko z ojcem. I co, z ćpunem zostawisz? Lepiej ci, kiedy się tak wyzłośliwisz? Ktoś kto sobie popalił trawkę przez jakiś czas raczej ćpunem nie jest. Aczkolwiek jeśli zamierza sobie tą trawkę systematycznie popalać dalej nie jest też odpowiednim opiekunem dziecka. Odpowiedz Link Zgłoś
kseniainc Re: Hehheh ale wtopa 04.12.12, 15:05 Alkohol takze zmienia swiadomośc, papierosy trują dziecko, a nawet jak się wychodzi z pomieszcenia gdzie ono jest , to pozostawia dyskomfort ten smród, trawka tez robi na pewien czas sieczkę w mózgu hmmmmm Złym opiekunek jest ten, co ma padaczkę, nerwice, natrectwa..........generalnie nikt nie powinien miec dzieci;-p Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: Hehheh ale wtopa 04.12.12, 15:14 kseniainc napisała: > Alkohol takze zmienia swiadomośc, papierosy trują dziecko, a nawet jak się wych > odzi z pomieszcenia gdzie ono jest , to pozostawia dyskomfort ten smród, trawka > tez robi na pewien czas sieczkę w mózgu hmmmmm > Złym opiekunek jest ten, co ma padaczkę, nerwice, natrectwa..........generalnie > nikt nie powinien miec dzieci;-p Nie mam nic przeciwko używkom. Korzystam z nich, bo lubię, bo mnie relaksują, bo spotykam się ze znajomymi, którzy też lubią korzystać z używek. I nie sądzę, aby korzystanie z używek wykluczało bycie odpowiedzialnym rodzicem. Systematyczne używanie alkoholu lub trawki nie jest jednak drogą do odpowiedzialnego rodzicielstwa. Rodzic może lubić dobrą zabawę, może być chory, znerwicowany, czy co tam jeszcze - ale musi być przy tym odpowiedzialny. Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: Hehheh ale wtopa 04.12.12, 15:08 a od jakiego czasu on tak pali, bo w marcu jeszcze był ideałem, w sierpniu zaharowywał się po 60 godzin tygodniowo na poważnym stanowisku i miał czas na cudowne życie rodzinne + pasje, a w listopadzie już się nie nadaje nawet na ojca. świat jakoś przyspieszył. pewnie żeby przed końcem świata wszystko pozamiatać. Odpowiedz Link Zgłoś
wielkafuria Re: Hehheh ale wtopa 04.12.12, 22:47 six_a napisała: > świat jakoś przyspieszył. pewnie żeby przed końcem świata wszystko pozamiatać. > ::D:D:D dobre :) Odpowiedz Link Zgłoś
zolla78 Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 15:11 Współczuję, że tak wyszło. Naprawdę. Ale chyba wygląda, że on powiedział jednak Tobie jaki ma problem - rodzinę i odpowiedzialność, której nie chce. Może tu nie ma drugiego dna. Mam nadzieję, że może się jeszcze wszystko jakoś wyjaśni i ułoży. Powodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
krakoma Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 16:42 znowu cos przeoczylam! >Nie wiem, czy postąpiłam dobrze. Ale nie da się na siłę być z kimś, kto najwyraźniej tego nie chce. znaczy ze ten, jednak za drzwiami jego miejsce? Odpowiedz Link Zgłoś
berta-death Re: w następnym odcinku... 04.12.12, 23:27 A może to jednak o przemęczenie chodzi i chłop nie ma odwagi cywilnej przyznać nawet sam przed sobą, że nie wydala. Pisałaś, że pracował po 60h/tyg a potem jeszcze równo dzielił się obowiązkami domowymi, zajmował dziećmi, itp. Człowiek to nie robot. Tak jak pisałam wcześniej, etatowy pracownik plus niemowlak pod jednym dachem to duet mocno niekompatybilny. Nie da się po 12h na nogach i pełnych obrotach, zajmować się jeszcze gotowaniem, sprzątaniem, praniem i niańczeniem dzieci przez kolejnych kilka godzin a potem jeszcze nocy nie przespać, bo dziecko akurat ma fazę na niespanie albo spanie w łóżku z rodzicami, gdzie wierci się, wierzga i ciągle kogoś budzi i jeszcze człowiek instynktownie czuwa, żeby mu przez sen krzywdy nie zrobić. Nie da się takiego pełnego równouprawnienia i równego podziału obowiązków wprowadzić mają małe dzieci w domu. Chyba, że obie strony siedzą na urlopie i na głowie mają tylko dom i dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
kochanic.a.francuza Re: w następnym odcinku... 05.12.12, 16:50 Popieram. Gdybym pracowala 60 godzin tygodniowo, tez bym chyba sobie cos zaaplikowala, bo ja juz przy 40 godzinach tygodniowo nie wyrabiam. A tu jeszcze robota w domu i niemowlak. Za duzo od siebie wymacie Bogini. Tak to mozesz szukac partnera do konca zycia. Kazdy jeden wymieknie przy takim maratonie. Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: w następnym odcinku... 05.12.12, 17:17 kochanic.a.francuza napisała: > Popieram. Gdybym pracowala 60 godzin tygodniowo, tez bym chyba sobie cos zaapli > kowala, bo ja juz przy 40 godzinach tygodniowo nie wyrabiam. A tu jeszcze robot > a w domu i niemowlak. Za duzo od siebie wymacie Bogini. Tak to mozesz szukac pa > rtnera do konca zycia. Kazdy jeden wymieknie przy takim maratonie. Zmęczenie pracujących rodziców małych dzieci to temat rzeka. Fakt, że odkąd mamy małe dziecko przez większość czasu padamy, ale braliśmy to pod uwagę i dawaliśmy sobie całkiem nieźle radę, nawet w tym najgorszym okresie - kolek, ząbkowań itp. i pracy męża na full. Dwuipółlatek już tak nie daje popalić, oprócz tego, że lubi się do łóżka czasem wpakować i rodziców obudzić. Co do pracy - przy 60 h. tygodniowo (bywało) większość brałam na siebie, chociażby dlatego, że męża po prostu nie było w domu, a jak był to chciał spać. Ale oboje mamy takie prace, że czasem jest jej więcej, czasem mniej. Zdarza się, że przez parę dni nie odchodzę od kompa, są dni kiedy nie mam żadnej roboty. Mój szacowny m. pracuje ostatnio maks do 14 (choć czasem nie ma ani jednego dnia wolnego w tygodniu, w weekendy musi te 4 godziny na prace przeznaczyć), fakt, że intensywnie, czasem jeszcze coś po południu sobie robi. Dojazd do pracy w te i wewte to max pół godziny - urok mieszkania poza dużą aglomeracją. Nie musimy gonić w piętkę - tak jak faktycznie większość małżeństw gdzie ludzie próbują godzić etat z opieką nad małymi dziećmi, a do pracy dojeżdżają po przynajmniej godzinę w jedną stronę. Mamy też pomoc dziadka w opiece nad małym, babci która czasem obiad zrobi, albo pranie - nie możemy narzekać. Odpowiedz Link Zgłoś
wez_sie mi to bardziej pasuje na crack 04.12.12, 12:41 mi to bardziej pasuje na crack a nie ziolo, z tym ze w polsce crak jest zupelnie niepopularny wiec stawiam, ze to byl butapren ewentualnie butan/propan Odpowiedz Link Zgłoś
vandikia Re: no to mam problem... 04.12.12, 12:53 dlaczego kolejny wątek o tej samej tematyce wisi na forum? powinien być na oślej, w ostateczności na wyżalni Odpowiedz Link Zgłoś
wielkafuria I jak to się SkOńCZzYłO? 04.12.12, 22:57 bo nie wiem.... pogadała z nim? wyrzuciła męża z domu? mąż zrozumial swój bład i po przemyśleniu wrocił i sa szczesliwa rodzina? maz zrozumiał swoj blad i po przemysleniu zlozył papiery rozwodowe i sie cieszy ze sie od idealnej baby uwolnił? halo halo??? Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 04.12.12, 23:00 no masz niżej odcinek 12583 mody na sukces import prosto z osła, że go posadziła i mówi: gadaj, a on: że przypala, a ona: no to won, a on: no dobra. i happy end jest? jest. Odpowiedz Link Zgłoś
wielkafuria Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 04.12.12, 23:06 czyli ze jednak wywaliła? ja się w tym nowym menu forum jeszcze gubię... gdzie jest forum Osla lawka? Musze to sama przeczytać, streszczenie się nie liczy :P Odpowiedz Link Zgłoś
six_a Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 04.12.12, 23:16 tam jest to samo, co tutaj: forum.gazeta.pl/forum/f,396,Osla_lawka.html Odpowiedz Link Zgłoś
krakoma Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 00:23 ja myslala, ze ten odcinek to pastisz, a nie realia. a tu sie okazuje, trzeba brac forum na powaznie. niezle. Odpowiedz Link Zgłoś
wielkafuria Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 01:18 oooo ja też myslalam że stephanie.plum poplyneła i wymysliła ten "odcinek". A tu kicha.... sama autorka to napisała... ale cos mi tu z ta trawka smierdzi. to nie jest powód do dziwnego zachowania meza, tylko sposob obrony przed rzeczywistoscia (lub boginią....) Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 12:36 wielkafuria napisał(a): > to nie jest powód do dziwnego zachowania meza, tylko sposob obrony przed rzeczy > wistoscia (lub boginią....) Zgadzam się. Ale dopóki mąż nie zdecyduje się rozwiązać swoich problemów, tylko uciekać przed nimi, za wiele się nie zmieni. Rozumiem, że może nie chcieć rozwiązywać tych problemów ze mną (bo nie chce żebym o nich wiedziała albo z tysiąca innych powodów). Jeśli problemem jestem ja - też powinnam o tym wiedzieć. Bo owszem, nie jestem słodką żonką, która zawsze i w każdej sytuacji jest kochająca, gotuje obiadki, sprząta i skacze wokół męża. Bo chcę współodpowiedzialności, dzielenia się obowiązkami (nie po pół, nie po równo, ale na dwoje), zresztą dla dobra rodziny zmiękłam, wzięłam więcej na siebie, odciążyłam męża, mniej pracuję, więcej kurodomuję - i zrobiło się jeszcze gorzej. Bywam nadmiernie asertywną cholerą. Ale jestem też czuła, uważna, kochająca. I jedyne czego bym chciała się dowiedzieć, to, co do cholery się dzieje. Tak, zaproponowałam mężowi żeby na jakiś czas wyprowadził się z domu, wyciszył i przemyślał o co chodzi. Zaproponowałam to w rozmowie, nie w awanturze. Powiedziałam mu, że mi na nim zależy, że czuję się zdezorientowana, że boli mnie jego milczenie. Uznał, że to dobry pomysł. Przychodzi do domu po południu zobaczyć się dziećmi. Nadal jest spięty, nerwowy, gdy dzieci dokazują i przestają być jak z obrazka - jest o krok od wybuchu, wychodzi zdenerwowany. Nadal nie usłyszałam żadnych wyjaśnień. Jestem w stanie poradzić sobie sama, więc nie czuję panicznej potrzeby walczenia o małżeństwo. Czuję się zraniona i odrzucona i pod wpływem tych emocji najchętniej zakończyłabym to wszystko. Ale to nadal mimo wszystko jest mój mąż, choć kompletnie go nie rozumiem. Umówiłam się z terapeutą rodzinnym - sama, bo on nie widzi potrzeby. Jeśli ktoś ma jakieś pomysły, uwagi, rozwiązał podobny problem w swoim małżeństwie - chętnie wysłucham. Odpowiedz Link Zgłoś
kseniainc Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 14:30 ja rozwiązałam małżenstwo;-p i problemy tym sposobem też;-p Odpowiedz Link Zgłoś
light_in_august Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 14:46 Bogini, mi tu śmierdzi inną babą na kilometr, a nie żadną trawką... Trawkę to sobie można dla fanu popalać albo żeby się "odstresować", ale nikt mi nie wmówi, że ktoś przypala od paru m-cy i już się zwoje w mózgu porozwijały, sorry ;) To jest dużo głębszy problem. A niestety zdrada czy "ta druga" to są najczęstsze powody nagłego dziwnego zachowania mężczyzny (wiem to, przerabiałam). On się w końcu do tego przyzna, jak się zdobędzie na odwagę albo po prostu mu przejdzie i wróci do siebie, ale nie wiem, czy sama nie powinnaś tego podrążyć póki co... Odpowiedz Link Zgłoś
krakoma Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 16:25 inna kobieta nie tlumaczy, dlaczego reaguje agresorem na dzieci. "dziiiiwny jest teen swiat..." Odpowiedz Link Zgłoś
light_in_august Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 16:34 Ależ może tłumaczyć. Pan jest być może zakochany, sfrustrowany, rozdarty, wszystko mu się nagle przestało w domu podobać, własna zaczęła z dnia na dzień wnerwiać i stąd wybuchy agresji. Nie mówię, że tak jest, nie bawię się w jasnowidza, ale może być, "objawy" pasują... Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 17:39 light_in_august napisała: Nie mówię, że tak jest, nie bawię się w jasnowidza, > ale może być, "objawy" pasują... Pasują. Ale pasuje też wiele innych rzeczy. Znudzenie rodziną, kryzys egzystencjalny, odkochanie się (bez pomocy obiektu zastępczego)...Czas pewnie pokaże. Chociaż fakt, że większość podobnych przypadków oznacza inną babę i frustrację, że jak się do niej odejdzie, albo nawiąże romans to wyjdzie się na palanta. Większość facetów bardziej lub mniej świadomie robi w takiej sytuacji z żony jędzę - no bo jak się zdradza jędzę, to niby co innego. Odpowiedz Link Zgłoś
z_pokladu_idy Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 17:01 Dzieciaki to największa przeszkoda, żeby się znowu kawalerem poczuć i się na pięcie odwrócić. Papiery rozwodowe można po prostu podpisać, a takich dwóch małych dowodów wczorajszych obietnic wymazać się nie da i stają się największym powodem frustracji. Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 17:25 light_in_august napisała: > Trawkę to s > obie można dla fanu popalać albo żeby się "odstresować", ale nikt mi nie wmówi, > że ktoś przypala od paru m-cy i już się zwoje w mózgu porozwijały, sorry ;) Pewnie, że nie. Mam znajomych z syndromem wypalenia, ale "pracowali" na to latami. Intensywnie. Ale fakt, że jak ktoś sobie po pracy popali, to potem może już mu się nie chcieć w domu nic, poza jakimś lajtowym zajęciem typu spacer z dzieckiem - więc może i trochę dlatego tych obowiązków unikał? A niestety zdrada czy "ta druga" to są najczęstsze > powody nagłego dziwnego zachowania mężczyzny (wiem to, przerabiałam). Wiesz, to jedna z rzeczy o których myślałam. Po tym co się nasłuchałam od klientów nie mogę powiedzieć, że to niemożliwe, bo np. nie miałby kiedy - choć fakt, że po pracy jest w domu, nigdzie się nie włóczy, nie wyjeżdża itp. Może jest dopiero na etapie zalotów :/ > On się w końcu do tego przyzna, jak się zdobędzie na odwagę albo po prostu mu p > rzejdzie i wróci do siebie, ale nie wiem, czy sama nie powinnaś tego podrążyć p > óki co... Myślę, że takie rzeczy z czasem się wydają (chyba, że kobiety godzą się na dziwne zachowania i nie chcą widzieć co się dzieje - ja widzę, że coś nie gra). Czułabym się upokorzona sama przez siebie drążąc w tym kierunku, sprawdzając itp. Odpowiedz Link Zgłoś
kochanic.a.francuza Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 17:00 He, he, jednak kobiety uwilbiaja seriale i to takie na zywo. Bogini, przykro mi. Moze sie jeszcze ulozy, ale tak na marginesie: dogadaj sie z gazeta, moze dorobisz na takim tasiemcu "na zywo". Wcale nie zartuje, zobacz jak wszyscy sa ciekawscy ciagu dalszego. Pikantnych watkow pobocznych ci nie zabraknie wystarczy czytac forum:))) Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: I jak to się SkOńCZzYłO? 05.12.12, 17:50 kochanic.a.francuza napisała: > He, he, jednak kobiety uwilbiaja seriale i to takie na zywo. > Bogini, przykro mi. Moze sie jeszcze ulozy, ale tak na marginesie: dogadaj sie > z gazeta, moze dorobisz na takim tasiemcu "na zywo". Wcale nie zartuje, zobacz > jak wszyscy sa ciekawscy ciagu dalszego. Pikantnych watkow pobocznych ci nie za > braknie wystarczy czytac forum:))) No nie sądziłam, że kiedyś stworzę własnego tasiemca w miksie z big brotherem ;) Z drugiej strony - po prostu dobrze mi tak się wypisać. Coś jak wizyta u terapeuty, tylko ciekawsza, bo tacy się za często nie odzywają, a już na pewno nie atakują pacjenta, są stonowani, a poza tym każdy z nich jest ograniczony swoim światopoglądem. Katolicki zaleci modlitwę, postępowy rozwód, inny kochanka dla odświeżenia spojrzenia na związek...Jeden terapeuta stworzy tez tylko jedną teorię spiskową (za wczesne wysadzanie na nocnik mnie lub męża, złe relacje z rodzicem, skrywane dewiacje). A tu mam full miks i jeszcze potwierdzenie, że nie oszalałam podejrzewając zdradę, machloje finansowe i inne niecne sprawki, skoro inne wpadają na to samo. No i u terapeuty raczej tyle bym się nie pośmiała, co przy swoim tasiemcowym wątku. A śmiech leczy. Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: slowotok i tyle. 05.12.12, 18:11 maly.jasio napisał: mały.jasiu - ponieważ jesteś uprzejmy to równie uprzejmie ci odpowiem: nie mogę wyjść z podziwu, jak udało ci się dokonać tak trafnej obserwacji a obserwację tą bystrą tak kulturalnie i zabawnie spuentować? Wiem, że "smędzę". Zarówno wirtualnie jak i w realu od paru dni w kółko przerabiam to samo, tak to nudne. Mogłabym wysilić się na zabawny lub chociaż kontrowersyjny wątek. Ale wiesz, tak przypadkiem się składa, że rozwala mi się całkiem udane małżeństwo, w którym czułam się szczęśliwa. I smędzę. Jeśli potrzebujesz więcej napięcia - to wiedz, że również rozpaczam, płaczę, użalam się nad sobą, bywam żałosna, do połowy dnia chodzę w dresie (ale potem jak każda idiotka robię się na bóstwo bo mąż przyjdzie i może zobaczy, że jednak jestem śliczna, kochana i słodka). Niestety nie wpadłam jeszcze w alkoholizm, ani żaden inny interesujący nałóg, nie planuję samobójstwa i nie znęcam się nad dziećmi - co pewnie podkręciłoby akcję. Odpowiedz Link Zgłoś
maly.jasio ja tez 05.12.12, 18:15 nie planuje samobojstwa bo to nieprzystojne. i to by bylo na tyle. J.K. Odpowiedz Link Zgłoś
kimonabike Re: no to mam problem... 10.12.12, 11:06 Masz rzeczywiście nieciekawą sytuację, Bogini, samotnie to wszystko brzmi. Będę teraz obcesowa, bo chcę zwięźle, jako że nie bardzo mam czas żeby się w tej chwili rozpisywać, a potem zapomnę. Jak Cię tak podczytuję, to nasuwa mi się kilka przypuszczen/spostrzeżeń: 1.Przenosisz na męża uczucia związane z pracą (ofiary i sprawcy przemocy domowej) 2.Nie radzisz sobie z własną złością-przygłaskujesz,projektujesz na otoczenie,racjonalizujesz do bólu zębów 3.Mąż nigdy nie był (nie czuł się) takim jakim go widziałaś wcześniej, dostosował się do Twojego schematu, a teraz dotarło do niego że albo będzie całe życie ostrożnie stąpał po cienkim lodzie udając lepszą wersję siebie albo go zostawisz, nie zaakceptujesz z wadami. Nie piszę tego, żeby go usprawiedliwiać, a Ciebie wpędzać w poczucie winy.Masz prawo nie zaakceptować. No a życie w iluzji jak wiadomo strata cennego czasu. Tylko zgaduję, nawet wszystkiego nie czytałam, ale pomyślałam: napiszę,co tam, może się przyda, czasem zdarza mi się mieć trafne przypuszczenia. Tak czy inaczej,powodzenia! Dbajcie o siebie i dzieciaki. Odpowiedz Link Zgłoś
twojabogini Re: no to mam problem... 10.12.12, 13:38 kimonabike napisała: > 1.Przenosisz na męża uczucia związane z pracą (ofiary i sprawcy przemocy domow > ej) To możliwe. Pewnie nadmiernie się przejęłam tym wrzaskiem na dzieci i bardzo możliwe, że moja nadwrażliwość w tym względzie bierze się z tych opowieści, których siłą rzeczy wysłuchałam. Ani on przemocowiec, ani ja ofiara. > 2.Nie radzisz sobie z własną złością-przygłaskujesz,projektujesz na otoczenie,r > acjonalizujesz do bólu zębów Trafnie. Pracuję nad tym. Generalnie jestem osobą nadwrażliwą, wszystkie emocje przeżywam nadmiernie, radość, szczęście, ale też złość i agresję. Nie zawsze umiem to skanalizować, więc tłumię, tłumię, tłumię. Ale pomaga mi zmęczenie się fizyczne. > 3.Mąż nigdy nie był (nie czuł się) takim jakim go widziałaś wcześniej, dostosow > ał się do Twojego schematu, a teraz dotarło do niego że albo będzie całe życie > ostrożnie stąpał po cienkim lodzie udając lepszą wersję siebie albo go zostawis > z, nie zaakceptujesz z wadami. To też możliwe. I jeśli tak jest to jakoś się na pewno dogadamy, tworząc nowy styl współpracy. > Tylko zgaduję, nawet wszystkiego nie czytałam, ale pomyślałam: napiszę,co tam, > może się przyda, czasem zdarza mi się mieć trafne przypuszczenia. Tak czy inacz > ej,powodzenia! Dbajcie o siebie i dzieciaki. Dziękuję ci za twoje przemyślenia i za życzenia. Pewnie jakoś z czasem wszystko poskładamy. jakoś tak sobie myślę, że gdzie jest miłość tam z czasem jest i zgoda. Odpowiedz Link Zgłoś
paco_lopez Re: no to mam problem... 10.12.12, 11:19 skąd ja to znam..... on to ja , a ty to moja kryśka. więc u nas to jest tak, ze ja zaraz jadę w delegację, a w lato na działkę. nikogo nie informujemy oficjalnie. rozwodzimy się na dwa tygodnie i koniec. chłop koło czterdziestki wariujący jest, a dzieciaki bywają wkurzające przed świetami. wizja mikołaja z prezentami uszajbia je skutecznie. chłop się tylko może alienować, bo jego naturalna agresja , którą atawistycznie skumulowałby teraz zabijając zwierza rozmywa sie na pierdoły. nijak sie zrelaksowac nie można. w robocie kociokwik, a w domu drugi kociokwik. Odpowiedz Link Zgłoś