jagabaga92
30.11.12, 11:54
...a ja uważam, że to niedorzeczność. Poszło o e-mailową dyskusję na temat kosmetyków i wiedzy w dziedzinie kosmetologii. Moja koleżanka uczy się w zaocznej szkole kosmetyki. To studium 2-letnie, a ona jest na I semestrze II roku. No i uważa, że jest fachowcem w dziedzinie kosmetyki, zaś ja, w dodatku – o zgrozo – nie używająca kosmetyków i wszyscy inni „użytkownicy” kosmetyków na niczym się nie znają. Napisałam, że irytuje mnie u ludzi podejście na zasadzie, że skoro nie ma się dyplomu z danej dziedziny, to gęba w kubeł. Wcześniej podzieliłam się z nią swoją opinia nt. poziomu kształcenia zaocznego w naszym kraju (studiowałam dziennie i zaocznie w tym samym kierunku i w niedługim odstępie czasu, więc mam skalę porównawczą). Ani jednej, ani drugiej swojej opinii nie adresowałam imiennie do niej, bo ogólnie wkurza mnie taka postawa „specjalistów”, no i mam takie, a nie inne zdanie o zaocznym systemie kształcenia, ale ona wzięła to do siebie i zarzuca mi, że ją obrażam i że przeryczała przeze mnie pół nocy.
No i teraz ja nie wiem, co z tym fantem zrobić. Jeśli ją przeproszę, to wyjdzie na to, że jej łzy podziałały na mnie i zmieniam swoje rozumowanie. A ja nie zamierzam go zmieniać. I uważam, że jej łzy nie były adekwatne do „mojego przewinienia”. A z drugiej strony, jeśli w moich słowach jednak było coś nie tak (ale co??? były „ogólne”!!!) i faktycznie ją uraziłam?? Jak pozostać przy swoim zdaniu, a nie sprawiać tym przykrości innym?