do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych...

08.12.12, 04:07
czytam tu od jakiegos czasu i juz kurde nie moge zniesc kolejnych watkow w rodzaju:

"... maz wydziela mi kase i traktuje jak smiecia, mamy 2 dzieci, musialam zrezygnowac z pracy bo dojazd zajmuje 2 godziny...."
"... psulo sie miedzy nami od roku teraz okazalo sie ze jestem w drugiej ciazy co robic..."
"...matka mnie terroryzuje ale sie mie wyprowadzam bo mnie nie stac od 2 lat po doktoracie szukam pracy a zaoferowali my tylko przedstawiciela handlowego a NIE PO TO STUDIOWALAM.."
"...jestesmy iod 5 lat malzenstwem, maz nie pracuje, mieszkamy u moich rodzicow, nie wiem czy sie wyprowadzac bo jak bedziemy miec dziecko to mama sie zajmie..."
"... wzielismy razem kredyt na 30 lat, on mnie zdradza i mowi ze to koniec..."

itp, itd.
no i nie rozumiem. naprawde nie rozumiem.
zeby nie bylo, sama w zyciu podejmowalam glupie decyzje, bylam w zlych zwiazkach i robilam rozne dziwne rzeczy, ale nigdy nie przyszlo mi do glowy zeby:
- brac slub kiedy nie jestem niezalezna finansowo i "bawic sie w dom" u rodzicow
- fundowac sobie dziecko (a co dopiero drugie!!) z kims komu do konca nie ufam/kiedy nie ma na to warunkow/zeby naprawic nieudany zwiazek.
- klepac biede i popadac w frustracje z powodu pracy/jej braku - zawsze sa inne opcje, jak zmiana miasta, wyjazd za granice (i nie zaczynajcie mi prosze ze "zmywakami"...), branie kazdej pracy jaka sie trafi chowajac dyplom i ambicje w kieszeni. (ale rozumiem ze jesli ma sie juz 2 dzieci z nieodpowiedzialnym palantem to moze nie byc takie proste, dlatego patrz pkt powyzej)
- mieszkac z matka po skonczeniu studiow i skonczyc w psychiatryku bo mnie "nie stac" na samodzielne zycie (wyjechalam, wybieram wolnosc)
- podejmowac dlugfalowe zobowiazania (kredyt, budowa, przeprowadzka w nowe miejsce) z kims kogo nie jestem pewna ale wierze ze "jakos to bedzie"...


podsumowujac - wiem ze "shit happens", nic nie jest czarno-biale, nie mozna przewidziec wszystkiego, nikt nie jest idealny (a juz ja napewno nie).
ale moim zdaniem wiele z tych dramatow dzieje sie, bo bohaterka sama, na wlasne zyczenie wpakowala sie w taka sytuacje (albo w niej po protu tkwi nie probujac nic zmieniac).
czy to jest tak, ze pewnie osoby poprostu nie potrafia racjonalnie myslec i podejmuja decyzje w oparciu o emocje, impulsy i leki?
gdzie instynkt samozachowawczy, jakis zdrowy egoizm, wewnetrzny glos ktory przestrzega was przed wpakowaniem sie g..no?
    • facettt A Swiat sie smieje... 08.12.12, 05:28
      banksia napisała:
      czy to jest tak, ze pewnie osoby poprostu nie potrafia racjonalnie myslec i pod
      > ejmuja decyzje w oparciu o emocje, impulsy i leki?
      > gdzie instynkt samozachowawczy, jakis zdrowy egoizm, wewnetrzny glos ktory prze
      > strzega was przed wpakowaniem sie g..no?

      No tak to jest. rzeczywiscie.
      a dotyczy to gdzies polowy populacji.
      inaczej (prawie) cala Africa powinna juz dawno wymrzec, poniewaz - realnie myslac
      - zyc sie tam normalnie nie da.
      www.youtube.com/watch?v=gksvI5xJBKw
      • feel_good_inc Re: A Swiat sie smieje... 08.12.12, 10:31
        facettt napisał:
        > No tak to jest. rzeczywiscie.
        > a dotyczy to gdzies polowy populacji.

        Raczej jakichś 80%.

        > inaczej (prawie) cala Africa powinna juz dawno wymrzec, poniewaz - realnie mys
        > lac
        > - zyc sie tam normalnie nie da.

        Co ty bredzisz misiu? Afryka to kolebka ludzkości i doskonale się do życia nadaje. Jej obecny stan to kwestia czysto polityczna.
        • facettt Re: A Swiat sie smieje... 08.12.12, 13:12
          feel_good_inc napisał:
          Co ty bredzisz misiu? Afryka to kolebka ludzkości i doskonale się do życia nada
          > je. Jej obecny stan to kwestia czysto polityczna.

          Znaczy Czarni sie rzadzic nie umieja ?
          Bo przeciez za czasow Kolonializmu Bialych nedzy bylo mniej i nawet linie kolejowe budowali.
          A teraz je rozbieraja.
    • nie.mam.20 ale to lepiej widac z perspektywy kraju, w ktorym 08.12.12, 08:01
      jest wiecej ateistow niz zwolennikow kosciola narodowego, nieznacznie mniej niz katoli.
      Poza enklawami od Parramatty na zachod.
      • krytyk-systemu-edukacji Re: ale to lepiej widac z perspektywy kraju, w kt 08.12.12, 13:56
        > jest wiecej ateistow niz zwolennikow kosciola narodowego

        Nienawidzę ateistów prawie tak samo jak religiantów.
        • kseniainc Re: ale to lepiej widac z perspektywy kraju, w kt 08.12.12, 14:12
          ŻE tak wszystkich, że wszystkich? Brzydzę się nienawiści;-p
          • krytyk-systemu-edukacji Re: ale to lepiej widac z perspektywy kraju, w kt 08.12.12, 14:22
            > ŻE tak wszystkich, że wszystkich? Brzydzę się nienawiści;-p

            Ja też. W rzeczywistości nikogo nie nienawidzę, tak sobie piszę tylko półżartem. :)

            Ale najbardziej przerażające jest to, że naprawdę istnieją ludzie potrafiący nienawidzić całe grupy ludzi, czy właściwie ich wyobrażenie: od Żydów przez kobiety do, dajmy na to, kapitalistów. Prześwietnie sportretował tego rodzaju żywienie się nienawiścią Umberto Eco w powieści Cmentarz w Pradze: bohater prócz Żydów, Niemców, Włochów, kobiet, jezuitów, masonów,… nienawidził kun (!), chociaż, jak sam przyznał, nigdy nie miał kun ani nigdy żadnej nie widział. :)
            • kseniainc Re: ale to lepiej widac z perspektywy kraju, w kt 08.12.12, 14:34
              Nie wiem nie znam się tak dobrze jak Ty.......
              Nie spotkałam na swojej drodze jeszcze osoby , a co dopiero wielu ,gdzie mogłabym powiedziec, że nienawidzę. Często bywa tak, że znienawidzone jest , to co tak do końca nieznane, albo niezrozumiane .......ale nie bedę się wgłebiac-bo jak wspomniałam, takie odczucie jest mi zupełnie obce.
        • nie.mam.20 ty nawet jak w lustro patrzysz, to zamykasz oczy 09.12.12, 06:36
          ustalilem dla ciebie, ze sixa nie jest socjolozka. cieszysz sie?
      • magnusg Re: ale to lepiej widac z perspektywy kraju, w kt 08.12.12, 13:59
        swoich rodzicow tez pogardliwie od katoli wyzywasz?I co to ma do tematu tutaj?
    • sootball Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 08:41
      bohaterka sama, na wlasne
      > zyczenie wpakowala sie w taka sytuacje (albo w niej po protu tkwi nie probujac
      > nic zmieniac).

      Tak właśnie jest. A przyczyny tego są bardzo złożone, czego większość ludzi nie jest świadoma. Zazwyczaj "bo jest głupia" kończy rozmowę, kiedy tak naprawdę powinno ją zaczynać.

      > czy to jest tak, ze pewnie osoby poprostu nie potrafia racjonalnie myslec i pod
      > ejmuja decyzje w oparciu o emocje, impulsy i leki?
      Jak każdy z nas, są uwarunkowane w pewnien sposób. Na przykład jeśli pochodzą z przemocowych rodzin i mają zaburzony obraz ojca (nie chodzi tylko o alkoholizm i bicie, może być ojciec tyran i despota, ojciec znęcający się psychicznie, albo ojciec kompletnie wycofany, nie wspierający i pod pantoflem despotycznej matki), to jest duża szansa, ze będą je pociągać mężczyźni, z którymi nie da się zbudować zdrowego związku. Tych normalnych odsiewają na starcie.

      gdzie instynkt samozachowawczy, jakis zdrowy egoizm, wewnetrzny glos ktory prze
      > strzega was przed wpakowaniem sie g..no?
      Nie ma. Albo jest zaburzony.

      Przeczytaj "kobiety, które kochają za bardzo".
    • jeriomina Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 09:23
      Masz rację banksia. Też to obserwuję. Ludzie często wpakowują się w shit na własne życzenie a potem go jeszcze pogłębiają. Myślę, że działa często uzależnienie emocjonalne od różnych osób, nawet od tych które krzywdzą, to co już ktoś wspomniał "kochanie za bardzo", brak wiary we własne siły. Ja tych ludzi do końca nie winię, jednemu tylko się dziwię - mnożeniu się na potęgę w nieudanych związkach i "naprawianiem" rozlatującego się związku dzieckiem ---> droga do klęski.
      Może to zabrzmi dziwnie ale uważam, że na rozmnażanie powinno się mieć pozwolenie i powinna to badać jakaś komisja. Tak jak sprawdza się ludzi przy adopcji zwierząt ze schroniska i adopcji dzieci, powinno się jakoś regulować naturalne rozmnażanie. Od dawna tak uważam, obserwując mądrych i fajnych ludzi którzy dzieci nie mają oraz kretynów mnożących się na potęgę.
      • six_a Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 10:18
        >Może to zabrzmi dziwnie ale uważam, że na rozmnażanie powinno się mieć pozwolenie i powinna to badać jakaś komisja. Tak jak sprawdza się ludzi przy adopcji zwierząt ze schroniska i adopcji dzieci, powinno się jakoś regulować naturalne rozmnażanie. Od dawna tak uważam, obserwując mądrych i fajnych ludzi którzy dzieci nie mają oraz kretynów mnożących się na potęgę.

        nie brzmi dziwnie, były już takie pomysły. tyle tylko, że zgodnie z nimi, mądrzy i fajni mieliby przymus rozmnażania, co nie byłoby już chyba takie fajne. szczególnie dla tych mądrych i fajnych, którzy rozmnażać się nie chcą - soooooo be careful what you wish for;)
        • jeriomina Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 19:42
          > nie brzmi dziwnie, były już takie pomysły.

          Wiem, młodzi hitlerowcy z kołyskami na plecach, organizacje typu Lebensborn itd. tylko tam niestety chodziło o rasę i narodowość bardziej.

          tyle tylko, że zgodnie z nimi, mądrz
          > y i fajni mieliby przymus rozmnażania, co nie byłoby już chyba takie fajne. szc
          > zególnie dla tych mądrych i fajnych, którzy rozmnażać się nie chcą - soooooo be
          > careful what you wish for;)

          Ja myślę, że sporo ludzi mądrych i fajnych, gdyby miało naprawdę dobre warunki i ktoś by to dotował i wspomagał (nie żebracze becikowe tylko stały dopływ gotówki) to chętniej by się decydowali. Mój jeden znajomy wprost mówi (zawodowo artysta i "wolny strzelec") - chciałbym mieć dzieci gdyby ich nie trzeba było wychowywać i utrzymywać :)
          • six_a Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 19:46
            >chciałbym mieć dzieci gdyby ich nie trzeba było wychowywać i utrzymywać :)
            a on jest z tych mądrych i fajnych czy wręcz przeciwnie? :)
            • jeriomina Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 20:11
              No właśnie jest z tych, co powinni mieć i to najlepiej piątkę od razu :D
    • light_in_august Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 09:49
      Że ludzie są dziwni, to mnie nie dziwi ;) Dziwi mnie tylko, że ktoś na własne życzenie pie...oli sobie życie, po czym szuka winnych we wszystkich wokół i ma pretensje do całego świata, tylko nie do siebie. I mendzi, smędzi, marudzi na męża/żonę/matkę/szwagierkę, zamiast wziąć się w garść i zmieniać to, co można zmienić, czyli swoje życie/zachowanie.
    • sundry Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 09:53
      Jeszcze gorsze są wątki w stylu: Ci ludzie to takie sieroty życiowe, radzić sobie nie umieją, za to ja jestem taka wspaniała i tak głupiej rzeczy nigdy bym nie zrobiła. Nigdy nie mów nigdy. Każdy ma swoją drogę, swoje motywacje, nie zawsze racjonalne, gdyby wszyscy postępowali racjonalnie, to byłby utopijny idealny świat. Nie oceniaj innych, bo nie masz pojęcia, jak w takiej sytuacji byś się zachowała, będąc tą osobą, z zewnątrz wszystko może wyglądać na proste.
      • dziewczyna_rzeznika Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 12:03
        egzakli.
    • six_a Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 09:56
      nie wiem doprawdy, co nudniejsze: jestem sierotą czy jestem lepsza od tych wszystkich sierot, ponieważ gdy brałam kredyt na 30 lat, to byłam hiperświadoma i pewna drugiego człowieka, a i tak wszystko pie...ęło po pięciu latach, gdy uuuuuuuuuups okazało się, że nie jestem nostradamusem.
      cholerny pech.
      • banksia Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 09.12.12, 02:45
        oczywiscie, sixa, ze nie jestem nostradamusem.
        z tym kredytem to rzeczywiscie dosc ekstremalny przyklad, przez 30 lat wiele sie moze zdarzyc, jasna sprawa.
        nie trzeba jednak byc jasnowidzem by zuwazyc ze podejmujac pewne decyzje (lub ich nie podejmujac), wchodzimy w totalne bagno i robimy sobie w zyciu burdel.
        przyklady takich decyzji to wg mnie:
        - zycie w nieznosnych ukladach domowo-rodzinnych i brak jakiegokolwiek dzialania by zmienic sytuacje
        - decydowanie sie na dziecko (wpadka kontrolowana, jeszcze lepiej;) w nieudanym zwiazku, z nadzieja ze "sie polepszy"
        - branie "slubu" i "zakladanie rodziny" pozostajac na utrzymaniu rodzicow i mieszkajac z nimi (bo to zawsze lepiej niz placic "obcym" za wynajem lol) i narzekanie potem ze tesciowa sie wtraca i bzyknac sie nawet swobodnie nie mozna...

        przyklad mozna mnozyc, chodzi mi tu o podejmowanie waznych, czasem nieodwracalnych zyciowych decyzji bez zadnego udzialu zdrowego rozsadku.

        a jesli cie moj watek nudzi to klikaj na inny, nie ma sprawy;)

        six_a napisała:

        > nie wiem doprawdy, co nudniejsze: jestem sierotą czy jestem lepsza od tych wszy
        > stkich sierot, ponieważ gdy brałam kredyt na 30 lat, to byłam hiperświadoma i p
        > ewna drugiego człowieka, a i tak wszystko pie...ęło po pięciu latach, gdy uuuuu
        > uuuuups okazało się, że nie jestem nostradamusem.
        > cholerny pech.
    • kalllka Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 10:46
      szlagwort klanu: zycie... jest nowela' doslownie wyznaczyl polskim publikatorom - wice wers.
      przywolywane przez cie tematy watkow, powstaja na zyczenie. wyznaczja minimum- spadajacym na leb statystykom : ogladalnosci, sluchalnosci, czytelnictwa itd.
      techniczna nieznajomosc rzeczy powoduje poploch wsrod naczalstwa zainteresowanego litylko wysoka obrotowoscia monety informacyjnej - polski fotel- FPL
      spady post _murdocchowe, latwe do zdobycia, tanie w obsludze- strasza zatem, 'waga i stylem' w polskiej sieci, na ekranach kompow i tv.
      brak rzetelnosci zdobywania i przetwarzania informacji- zawodowcow IT, powoduje ze nieuregulowana standardami kopyrajterka 'posuwa' polskie mass media jak sie jej 'rzywnie' podoba, najczesciej w strone friclansu i zupelnie nie troszczac o przyszlosc.


    • wielkanocnaniespodzianka Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 10:48
      mnie także irytuje bierność, której przykłady podajesz. i bierność, i te decyzje podejmowane jakby przypadkowo, w amoku.
    • triismegistos Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 10:54
      No cóż, są ludzie, którzy są niezaradni, bojący się świata i własnych decyzji. Są tacy i już. A są ludzie, którzy całe życie radzili si doskonale, a potem nagle robią się bezradni z powodu depresji etc. Nie ma sensu stwierdzać z wyższością "ale głupie baby" i wbijać w samozadowolenie z powody własnej nad nimi wyższości, bo jest całkiem możliwe, że kiedyś ciebie to samo spotka.
      • kalllka Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 11:35
        przywolane przez banksie przyklady pokazywaly w wiekszosci- brak logiki w zastosowaniu zwiazku przyczynowo- skutkowego.
        zwlaszcza w zestawieniu z autorefleksja nie mogly byc odebrane jako proba wyzszosci nad nizszoscia , nie wiem wiec dlaczego wzbudzily w tobie- megistosie, calkiem mozliwa akcje odwetowa.






        • nie.mam.20 Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 12:33
          jestes jak swiezy domestos :*
          • coffei.na chyba jak mentos- 08.12.12, 15:09
            the fresh maker!
            • nie.mam.20 a jak ja napisalem? domestos... 09.12.12, 06:44
              no, to dobrze napisalem.
              Kofi, ja rozmawiam z Kalcie i to jest jezyk maszynowy, najwyzsza polka - prosto do assemblera.
              Kalcie innego kodu nie uznaje.
        • banksia Dzieki za zrozumienie:) 09.12.12, 01:59
          kalllka napisała:

          > przywolane przez banksie przyklady pokazywaly w wiekszosci- brak logiki w zast
          > osowaniu zwiazku przyczynowo- skutkowego.
          > zwlaszcza w zestawieniu z autorefleksja nie mogly byc odebrane jako proba wy
          > zszosci nad nizszoscia
    • dziewczyna_rzeznika A nie przyszło Ci na myśl 08.12.12, 12:01
      droga banksiu, że skoro to wszystko takie oczywiste ( bo z perspektywy osób trzecich, zawsze takie będzie), to nie przyszło Ci na myśl, że leżą u tego bardziej złożone podstawy, niż Ci się wydaje...? Chyba nie doceniasz ludzi. Owszem, bywają przypadki, kiedy ludzie odznaczają się wyjątkowo zaawansowaną głupotą i naiwnością i w dużej mierze z tych właśnie powodów sami na siebie ściągają problemy. Jednak większość z nich ma swoje uzasadnienie w toksycznych schematach wyniesionych z domu rodzinnego. Jest coś takiego, jak "wyuczona bezradność", nic dziwnego, że dziewczynki, które od dziecka były straszone, że życie jest takie złe i niebezpieczne, a one takie małe, głupiutkie i bezbronne, mają spaczoną psychikę i nigdy emocjonalnie nie dojrzewają, pakując się w związki, które tak naprawdę są kontynuacją schematu rodzinnego.

      Zresztą, ja sama jestem tego przykładem. Ratuje mnie może tylko to, a to już bardzo dużo, że MAM ŚWIADOMOŚĆ pewnych wzorców.
      • olewka100procent Re: A nie przyszło Ci na myśl 08.12.12, 12:19
        gdyby wszyscy mieli zakładać rodziny po 30 i to dopiero po kupnie domu, to wiesz co ? nie będzie miał kto robić na twoją emeryture. Chyba nie znasz polskich realiów, mieszkasz w wielkim mieście i uważasz, że cała reszta polaków ma się dobrze. Otóż nie, ja mieszkam na prowincji i tutaj jak zarobisz 1500 zł na ręke to już jesteś ktoś, a sąsiedzi i otoczenie mówią, że dobrą prace masz ... różne scenariusze życie pisze, a ty jeśli masz tak dobrze to powinnaś się tylko cieszyć
        • dziewczyna_rzeznika Re: A nie przyszło Ci na myśl 08.12.12, 12:22
          ciszem siem, naucz się dżefka
      • maitresse.d.un.francais Re: A nie przyszło Ci na myśl 08.12.12, 16:13
        dziewczyna_rzeznika napisała:

        > droga banksiu, że skoro to wszystko takie oczywiste ( bo z perspektywy osób trz
        > ecich, zawsze takie będzie), to nie przyszło Ci na myśl, że leżą u tego bardzie
        > j złożone podstawy, niż Ci się wydaje...?

        Powtórnie popieram dziewczynę rzeźnika.

        No ale cóż, besserwisserstwo i wieszanie psów na "nieporadnych, sfrustrowanych" jest dzisiaj niezmiernie trendy. W odróżnieniu od myślenia.
        • banksia Re: A nie przyszło Ci na myśl 09.12.12, 23:24
          > No ale cóż, besserwisserstwo i wieszanie psów na "nieporadnych, sfrustrowanych"
          > jest dzisiaj niezmiernie trendy. W odróżnieniu od myślenia

          najwiekszy "psy" to takie osoby wieszja same na sobie - ok, to przenosnia, chce powiedziec ze wlasnym wiecznym zagubiebiem, bienoscia i nieporadnoscia same sobie robia najwieksze kuku, a nie ja, ktora jedynie to komentuje.
          nie orientuje sie czy to jest trendy, natomiast myslenie o ktorym wpominasz powyzej uchronilo mnie nie raz przed permanentnym sp.leniem zobie zycia.
          no ale moze to nie u wszystkich dziala.
          • maitresse.d.un.francais Re: A nie przyszło Ci na myśl 10.12.12, 18:19

            > nie orientuje sie czy to jest trendy, natomiast myslenie o ktorym wpomin
            > asz powyzej uchronilo mnie nie raz przed permanentnym sp.leniem zobie zycia.
            > no ale moze to nie u wszystkich dziala.

            nie banksiu - myślenie obejmuje również empatię, tzn. zrozumienie, że ludzie są różni

            Tzn. kombinowanie mniej więcej w ten sposób: "Skoro ja banksia jestem cudna i znakomicie sobie radzę, to NIE WSZYSCY muszą znakomicie sobie radzić i być tacy cudni jak ja".

            Ty natomiast uważasz, że to ty - banksia - masz być jakimś kryterium. "Kto sobie radzi gorzej od banksi, ten głupi i bezmózgi".



            poza tym mam wrażenie, że Oświecenie nastąpiło jakieś kilka wieków temu, a obecnie wiemy, że człowiek nie tylko rozumem się kieruje - patrz psychologia
    • gr.eenka Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 12:40
      ja tam nie robię rzeczy, których miałabym żałować
      skoro jużna początku jest założenie ,żę mogę żałować
    • allatatevi1 Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 13:24
      Generalnie się z Tobą zgadzam, jednak obserwuję 2 przedziwne trendy wśród moich znajomych.

      1. Polska to taki dziwny kraj, gdzie lepiej wyżebrać mieszkanie i samochód od rodziców/dziadków/teściów niż dobrze zarabiać.
      Znam ludzi którzy zarabiają (jak na polskie warunki) dobrze, ale niestety wynajem/raty kredytu/raty za samochód muszą spłacać sami.
      I tych którzy zarabiają kiepsko, ale wystarczyło że wyżebrali mieszkanie i samochód i dzięki temu nawet z ich żałosnymi zarobkami żyją dobrze.
      Pamiętam sytuację sprzed kilku lat - 2 moje znajome, obie jeszcze na studiach - jedna na rękę miała 3.500 druga 1.500.
      I ta z tym 1.500 się sadziła jaka ta druga jest rozrzutna i nie potrafi zarządzać pieniędzmi, bo ciągle jej na coś brakuje, podczas gdy ona ze swoimi 1.500 jakoś sobie radzi (tyle że mieszkała w mieszkaniu po babci i miała samochód kupiony przez rodziców parę lat wcześniej).
      Nie brała pod uwagę, że tamta musiała z tych 3.500 zapłacić nie tylko za rachunki, czynsz i jedzenia a również za wynajem i raty za samochód (pracowała w źle skomunikowanym miejscu).

      2. Polski paradoks - zamieszkaj na jakiś czas z rodzicami - jesteś nieudacznikiem; uwieś się jak huba na facecie - gitara gra.
      Również historia sprzed lat - 2 moje znajome straciły pracę - jedna szukała nowej pracy prawie pół roku, nie miała pieniędzy żeby płacić dłużej za wynajem i wróciła do rodziców - została okrzyknięta nieudacznikiem.
      Druga właściwie od 2 lat - raz pracę ma, raz nie ma - ale utrzymuje ją jej mąż - jej nikt nie mówi że jest nieudacznikiem.
      Czyżby w Polsce ludzie uważali, że kobiety w związkach zarabiają na swoje utrzymanie ponieważ udostępniają swojemu partnerowi krocze?
      Bardzo uwłaczające.


      ¡Ya esta! ¡Cuanta ambigüedad!
      Esta vida me va a matar.
      Mi corazón vacío no soporta una ausencia más.
      • 2szarozielone Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 13:50
        W tym, że majątek gromadzi się przez pokolenia, jest przekazywany dzieciom przez rodziców i stopniowo powiększany - nie ma nic złego. Powiedziałabym nawet, że to naturalne... Nienaturalne jest to, że w Polsce ten łańcuch przez dziejowe zawirowania był tyle razy przerywany, zaburzany i niszczony, że teraz żebrać o mieszkania trzeba u banków, które zdzierają z Polaków (którzy w porównaniu do reszty Europy zarabiają naprawdę mizernie), jednocześnie niemiłosiernie zawyżając ceny mieszkań na rynku.
        Nienaturalne jest też to, że obecnie właściwie wcale nie gromadzi się materialnego majątku, który można przekazać dalej i w jakikolwiek sposób akumulować... Budownictwo marnej jakości, meble z tektury, elektronika na 2 latach gwarancji, samochody podobnie... Wciąż tylko wydajemy, kupujemy, zajeżdżamy, wyrzucamy, zarabiamy, znów kupujemy... a dzieci to samo od zera... Planeta zarasta śmieciem, my pracujemy coraz więcej, a mamy coraz mniej. Serio, irytują mnie te czasy.
        • six_a Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 14:10
          a co takiego supertrwałego można było przekazać dawniej? to samo co dzisiaj. hipotekę, grunt, dzieła sztuki i to by było na tyle. stare budownictwo też się rozwala, bo kto ma środki na renowację zabytków? państwo i koścół albo bardzo bogaci ludzie.
          • kseniainc Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 14:14
            sixa a ser?(z pokolenia na pokolenie-cóż za wartośc niepojęta i niepoliczalna) Teraz inaczej dzielimy społeczeństwo;-p
            Na tych co lubia ser, albo ich nie stac;-p
          • 2szarozielone Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 15:00
            Mieszkam w kamienicy, która ma prawie 120 lat - jest w lepszym stanie niż mieszkania z lat 60-ych, to na pewno ;) I wiekszość współczesnego budownictwa. Inne materiały, inny sposób budowania, inne założenie od samego początku. Do tego jeszcze kwestia estetyki (no ale to też kwestia gustu, a ja mam taki trochę niedzisiejszy ;) )
            Meble z twardego drewna żyją dłużej niż te z płyty meblarskiej, czy komorowej (de facto tektury). I starzeja się nabierając szlachetnego uroku... Można się cieszyć z postępu, ze jest szybciej, taniej, lżej, wygodniej. Też często doceniam. Ale z drugiej strony szlag człowieka trafia, że kupuje rzeczy, które z góry skazane są na krótki żywot i śmietnik. Wiesz, mam w domu stuletnią maszynę do szycia. Szyje bez problemu, nawet skórę przeszyje. Nowe maszyny tyle przetrwają? Fajnie jest mieć samochód (jak ktoś lubi czy potrzebuje, bo ja akurat nie), ale obecnie nowy samochód traci na wartości błyskawicznie, a po paru latach jest do wymiany. Jechałam niedawno fordem mustangiem z 62 roku... Jestem ciekawa, jak współcześnie produkowane samochody będą sobie radzić jako 50-latkowie. Jak ktoś ma kolekcję starych aparatów fotograficznych - to wie, że zazwyczaj nadal nadają się do użytku. Ja już kilka nowych wywaliłam, bo je zajechałam... Zresztą obecnie produkowane aparaty już na etapie produkcji są nastawione na ściśle określony okres użytkowania i liczbę zdjęć. Potem je szlag trafia. więc taki sobie zwykły człowiek jeśli chce korzystać z określonych dóbr, musi bez przerwy i cały czas na nie zapieprzać, szybko zużywać i kupować nowe - a nie stale, choć powoli, zwiększać stan posiadania. Wkłada więc w wymianę dóbr to wszystko, co wypracował, a co w innym przypadku mógłby wlożyć w rzeczone wartosci - nieruchomości, złoto, czy inne inwestycje. Zapewnić sobie z tego spokojna starość i przyszłość swoich dzieci. Taki koszt postępu, tempa rozwoju. Przez jakiś czas pewnie gra warta świeczki. Ale od jakiegoś czasu to szaleńcze tempo rozwoju skupia się przede wszystkim na rozrywce, gadżetach elektronicznych, owszem, fajnych - ale służących przede wszystkim zabijaniu tych resztek wolnego czasu, które zostają po zapracowaniu na nie ;)
            • grassant Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 15:18
              Zgadzam się z Twoimi wywodami. To są śmieciowe/tandetne czasy, w których żyjemy.
              Takie też są towary, czy np. umowy o pracę, bankowe itd. To chyba cena tzw. powszechnej dostępności do dóbr i urawnilowki. Tylko nieliczni w niektórych państwach nie muszą kupować domów, czy mebli. Oni je po prostu mają od poprzednich pokoleń.
            • sootball Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 15:34
              Niestety. W tej chwili rzeczy są specjalnie tak produkowane, żeby przetrwały okres gwarancji, ale zepsuły się niedługo potem, żeby trzeba było kupić nowe. Brzmi jak teoria spiskowa :) ale takie są wytyczne, bo tak się najbardziej opłaca firmom.
              Chłam jest produkowany nie w wyniku niedbalstwa, ale z premedytacją.
            • six_a Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 15:40
              > Mieszkam w kamienicy, która ma prawie 120 lat
              a ile jest takich kamienic i przede wszystkim, kto nimi zarządza?

              co do trwałości. nie musisz kupować rzeczy nietrwałych, bo nie jest tak, że wyłącznie badziewie się produkuje. możesz kupić jedno łóżko drewniane i spać na nim dłużej, ale też musisz na nie sporo więcej wydać niż na trzy łóżka z płyty czy czego tam. drewno wymaga też odpowiedniej pielęgnacji, więc będzie to dodatkowy koszt, którego jakoś nie liczysz:) i uważasz, że tylko na rzeczy tanie człowiek haruje, a te drogie to co? jeszcze więcej kasy wymagają;)

              piszesz, że masz maszynę do szycia, a wiesz, ile ktoś musiał w nią kasy wpakować, to było pewnie inwestycja życia;). nie że ludzie nie gromadzili. gromadziliby, gdyby ich było stać.

              nie musisz kupować dziesięciu kiepskich aparatów, kup sobie jeden profesjonalny w cenie pewnie niezłej fury i raczej go nie wyrzucisz po dwóch miesiącach. rzeczy trwałe i ekskluzywne nadal są dostępne z tego, co się orientuję. ale jeśli chcesz mieć tanio i z masowej produkcji, to wybierasz też krótką żywotność, to jest oczywiste. i to jest Twój wybór.

              >Ale od jakiegoś czasu to szaleńcze tempo rozwoju skupia się przede wszystkim na rozrywce, gadżetach elektronicznych, owszem, fajnych
              ale teraz to już nie wiem, bo szybko zmieniające się technologie to jedno, a spędzanie czasu w uzależnieniu od tych technologii to drugie i nadal jednak WYBÓR, a nie mus.

              jak tak chwalisz dawne czasy, zastanów się, czy oddałabyś dzisiejszy komfort życia za trwałość tamtych rzeczy, na które ledwo by Cię było pewnie stać.
              • 2szarozielone Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 16:14
                Wiesz, ja na swoje życie nie narzekam, wybieram po prostu inaczej. Przynajmniej tam, gdzie mogę. Wkurza mnie tylko to, że mogę coraz mniej ;) Meble np. robi mój facet, tak z zamiłowania, więc to nie jest tak, że marudzę na to, z czym mam do czynienia - ale trzeba przyznać, że nawet sam zakup dobrej jakości drewna to jest pewne wyzwanie... Nie lubię gadżetów, nie lubię tego, co niskiej jakości i nietrwałe. Jakoś sobie żyję w tym swoim skansenie ;) Moje rozważania sa bardziej ogólnej natury - wyszły w końcu od kwestii przekazywania majątku dzieciom, akumulacji majątku itd. A ja nawet nie zamierzam mieć dzieci ;)
                I to też nie jest tak, że ja sobie nie zdaję sprawy z tego, dlaczego teraz jest tak, jak jest. Przede wszystkim dlatego, że w ciągu 200 lat na Ziemi liczba ludzi zwiększyła się siedmiokrotnie. I dlatego, że kapitalizm pognał w takim kierunku, w jakim pognał - rzeczywiście rzeczy teraz produkuje się tak, żeby się psuły. Celowo. Nie podoba mi się to - ale co zrobię? Zarabia się głównie na sprzedaży i pośrednictwie (oraz pewnie przede wszystkim udzielaniu kredytów i spekulacji), a nie na samej produkcji. Jej jakość akurat staje się coraz mniej ważna i ceniona. Więc musi być tak, jak jest.
                W efekcie przeciętny człowiek zarabiający powiedzmy średnią krajową - nie ma praktycznie nic. Pół życia spłaca kredyt na kilkukrotnie przepłacone mieszkanie w bloku i otacza się przedmiotami, które po 2 latach musi wymienić. Może kiedyś na taką powiedzmy maszynę do szycia czy aparat fotograficzny, czy stół do jadalni musiałby oszczędzać kilka lat - ale miałby to już prawdopodobnie do końca życia. I działałoby i spełniało swoją funkcję także po jego śmierci.
                No i zdaję sobie sprawę z pewnych zalet obecnych czasów, doceniam komfort. Ale zdaję sobie też sprawę z tego, że w globalnej skali to jest droga donikąd. Po mnie choćby potop... i tego się trzymam. Ale to gorzka myśl jednak.
                • six_a Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 16:36
                  >Nie podoba mi się to - ale co zrobię?

                  ale czemu Ci się nie podoba, że więcej ludzi jest stać na taki komfort życia, jakiego nie mieliby te 200 lat temu? środowisko jest zaśmiecone nie tylko przez skalę rozwoju (więcej ludzi, więcej przemysłu, więcej śmieci), ale też przez to, że stary przemysł nie zawracał sobie specjalnie głowy dbaniem o czystość produkcji, niskie zużycie surowców czy tam odzysk tego, co się da odzyskać - ten właśnie stary, dobry przemysł, produkujące trwałe rzeczy, które się nie psuły, a jak się psuły to lądowały na górze śmieci, którą nikt się nie interesował.

                  gdybyśmy dziś mieli samochody sprzed 60 lat w takiej ilości jak teraz, to byśmy chyba jak muchy padali od spalin. więc akurat postęp, krótsza żywotność i krótkie serie, czyli zastępowanie dobrego lepszym wcale nie są całym złem.

                  meble drewniane fajna rzecz, ale przy dzisiejszej masie ludzi ile lasu by na to poszło, a las rośnie niestety wciąż w takim samym tempie jak dawniej. za to technologie zmieniają się szybko i zwykle na lepsze, co jakąś tam nadzieję jednak daje:)
                  • pinto-overo Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 20:00
                    Obecnie produkcję przenosi się tam, gdzie taniej. A taniej jest tam, gdzie nikt sobie nie zawraca głowy ochroną środowiska... Stąd m.in. taki skok w Chinach. Ochrona srodowiska - ważna rzecz. Ale podczas samej produkcji wytwarza się tyle spalin i toksyn, i zużywa się tyle energii, ze nie jestem pewna, czy każda kolejna generacja każdego sprzętu nadrabia to swoją energooszczędnością i ekologicznością. Zwłaszcza, że dla żadnego prducenta nie jest to priorytetem :)
                    Samochodów w ogóle nie lubię i też jestem przerażona, co by się stało, jakby tak na przykład każdego Chińczyka było stać na samochód. Nie tylko ja zresztą, bo w Chinach wprowadzono ograniczenia liczby wydawanych rocznie tablic rejestracyjnych - właśnie ze względu na to, że uwolnienie tego rynku byłoby u nich katastrofą...
                    Ale żeby było jasne - ja nie mam ochoty cofać się w czasie w XIX wiek (zwłaszcza jako kobieta... jako bogaty facet-arystokrata to może bym i chciała), chyba że odwracalnie, z biletem powrotnym i z ciekawości. Myslę tylko, że to wszystko zmierza w złym kierunku. No jakoś nie jestem entuzjastką postępu w dzisiejszym kształcie, w wielu jego wymiarach, na które chyba nie ma tu miejsca, żeby się bardziej porozwodzić.
                    I nie, nie jestem z tym wszystkim nieszczęśliwa, jakoś tak lawiruję, że życie sobie układam tak, jak chcę. tylko trochę wychodzę na dziwaczkę ;)

                    • 2szarozielone Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 20:02
                      zalogowałam się z innego maila ;) cholera jasna... ;)
      • light_in_august Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 14:08
        Ale jakie wnioski mam wyciągnąć po przeczytaniu?
        W jednym akapicie potępiasz wyżebrywanie od rodziców, w drugim pochwalasz, a potępiasz żerowanie na facecie. Rozjaśnij, bo sie pogubiłam.
        • allatatevi1 Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 19:30
          To nie o to chodzi czy pochwalam czy potępiam.
          Każdy na tyle korzysta z pieniędzy/ze wsparcia rodziców lub partnera na ile mu pozwala własne subiektywne poczucie przyzwoitości i poczucie godności.

          Myślę natomiast że łatwo jest rzucać epitetami - ten rozrzutny, tamten nieudaczny, a trudniej zauważyć że to nie kwestia rozrzutności lub nieudaczności tylko tego że niektórzy mają pewne wsparcie ze strony rodziny lub partnera a inni nie.
          Ci którzy takiego wsparcia nie mają czasem popadają w biedę, choć wcale nie są rozrzutni czy nieudaczni.
          • light_in_august Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 19:45
            Ok, rozumiem, co masz na myśli. Ale kwestia polegania na kimś finansowo to tylko jakaś część, ktora składa się na określenie "nieudacznik". Swoją drogą, nienawidzę tego określenia.
    • mirtillo25 Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 14:07
      Według mnie to kwestia zaburzeń, które powstały w okresie dzieciństwa. Ludzie silni, obrotni, pewni siebie i swojej wartości, ambitni i odważni, nie pozwolą na to, aby ktoś traktował ich jak śmiecia, poniżał albo wykorzystywał. A na pewno w końcu wyzwolą się z takiego stanu.
      Natomiast ludzie naiwni, niesamodzielni, o niskim poczuciu własnej wartości, będą tkwić w beznadziejnych związkach z wygody lub w obawie przed samodzielnym życiem. Najgorsze jednak jest to, że Ci ludzie będą wychować kolejne niesamodzielne istoty...
      • light_in_august Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 14:28
        Nie jestem odważna, obrotna ani specjalnie silna, ale też jestem dorosłą osobą z wolną wolą, a nie marionetką w rękach złych ludzi i złego losu. I jeśli wpakuję się w niekorzystną sytuacje, to mam swiadomość, że sama się w nią wpakowałam. A jeśli nie do końca sama, to wiem, że sama muszę się z niej "wypakować".

        Jeśli np. ktoś przez x lat mieszka z toksyczną matką i obwinia ją o swój zły los, to warto by było nie głaskac po głowie i razem chlipać, tylko wyłożyć, że dorosły człowiek jest kowalem swego losu i nikt go na siłę do niczego nie zmusza i że ta matka do kaloryfera nie przykuwa, zeby z nią mieszkać. Więc albo się coś zmienia, albo się sobie uświadamia "ok, muszę to znosić, bo to mój wybór". Zawsze jest wyjście, tylko wygodniej jest narzekać i zrzucić winę na innych, bo wtedy nie trzeba samemu nic robić.

        Słabość i uwikłanie to jedno, a drugie to że trzeba z nimi walczyć, a nie szukać winnych.
        • sootball Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 15:29
          "wygodniej" kolejne zamykająca dyskusję określenie.
          "Jest jej wygodniej" - koniec rozmowy, wiemy kogo mamy potępić i możemy spokojnie iść na kawę i nie myśleć dalej.
          Tymczasem w większości przypadków to jest dużo bardziej skomplikowane niż "wygodniej".
          Dla przykładu (na podstawie przykładu z mojego najbliższego otoczenia):
          Gdyby od dziecka przejawy Twojej wolnej woli były karane wpędzaniem Cię w poczucie winy, a miłość była Ci wydzielana tylko kiedy coś osiągnęłaś, wtedy Twoja psychika ukształtowałaby się inaczej. Robiąc coś dla siebie, a uwalniając się spod wpływu rodziców, czułabyś ogromne wyrzuty sumienia że ich ranisz, ogromne poczucie winy, a zupełnie nie miałabyś poczucia że masz prawo to zrobić dla siebie. Nauczono Cię, że masz się realizować spełniając potrzeby rodziców, Twoje własne potrzeby to fanaberie i zasługują na karę.
          To nie jest coś, że się to nagle dostrzega, stwierdza że niefajnie i po kilku przykrych rozmowach ma się to z głowy. Tak sobie to wyobrażają osoby, które nie miały takich doświadczeń i są zupełnie inaczej ukształtowane.
          Nie, po pierwsze potrzeba lat i określonej dojrzałości emocjonalnej żeby w ogóle zdać sobie sprawę że się ma problem, trzeba wywalczyć sobie drogę (z poczuciem winy) żeby w ogóle UMIEĆ obwinić w tym przypadku rodziców, a na koniec (czy właściwie na początek) trzeba znaleźć w sobie siłę, żeby się tego problemu zacząć pozbywać. Co zajmuje lata. Lata walki i psychicznego bólu i wysiłku.
          • good_morning Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 15:58
            > Nie, po pierwsze potrzeba lat i określonej dojrzałości emocjonalnej żeby w ogól
            > e zdać sobie sprawę że się ma problem, trzeba wywalczyć sobie drogę (z poczucie
            > m winy) żeby w ogóle UMIEĆ obwinić w tym przypadku rodziców,

            to jest cos, co obserwuje u dosc sporej liczby kobiet, ktore znam blizej. znam tez, niestety, z autopsji (rozwiazane z pozytywnym skutkiem ale dopiero, gdy bylam w wieku 30+). z calej tej grupy jednej udalo sie zaczac stawiac granice i otwarcie powiedziec matce, w czym problem, w wieku 30+). jedna osoba, wydaje mi sie (i nie tylko mi, bo jeszcze paru innym blisko z nia zwiazanym), caly czas albo nie dostrzega problemu, albo jest na etapie wypierania go, bo po pierwsze - boli, po drugie: nalezaloby wtedy podjac jakies kroki, a to niechybnie, choc na jakis czas zburzyloby pozornie dobre relacje (wtedy wlacza sie poczucie winy itd itp). pare innych kobiet wie, probuje, z roznym skutkiem, albo wie i cierpi ale nie probuje.
            jak mowi sootball, to jest cholernie trudny i dlugi proces. a nie kazdy ma wsparcie i zrozumienie ze strony np rodzenstwa, malzonkow, przyjaciol.

            -
            • light_in_august Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 17:12
              Ale ja to rozumiem! Doskonale znam to z własnego doświadczenia - jeszcze 10 lat temu byłam nadwrazliwym, niesamodzielnym, neurotycznym stworzeniem, zupełnie nieprzygotowanym do życia, wpadającym w toksyczne związki, uwieszonym na innych itd. Droga jest długa i trudna, ale TRZEBA ją przejść, po prostu. I można. To jest nasze życie i możemy oczywiście siedzieć na tyłku i jojczyć, że ktoś nas kiedyś skrzywił, stało sie i trudno, ale możemy (musimy!) też zrobić ze sobą porządek. Tylko my jesteśmy odpowiedzialni za to, czy jest nam dobrze. Nie rodzice, nie rodzeństwo, nie mąż, ale wyłącznie my (pomijając oczywiście choroby, wypadki, zdarzenia losowe itp.). Tego sie trzymam, bo żyje mi się o wiele łatwiej odkąd zrozumiełam, że nie jestem marionetką w czyichś rękach, tylko rozumnym czlowiekiem, który za siebie odpowiada.
    • krytyk-systemu-edukacji Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 14:09
      > NIE PO TO STUDIOWALAM

      O, to jest moja ulubiona kwestia. :)

      Pozwoliłem sobie ją nawet kilka razy sparafrazować: kiedy ten czy ów miłośnik systemu edukacji dziwił się, że nie mam większych kłopotów ze znalezieniem pracy mimo braku tzw. wyższego wykształcenia (w Polsce, niestety, tego rodzaju niewłaściwe komentarze są powszechne), to odpowiadałem, że nie po to rzucałem studia, żeby teraz być na bezrobociu. Ha! ha! :D

      Ale ani razu się nie zdarzyło, żeby ktoś zrozumiał ten dowcip. Mówili, że to bez sensu i że się kupy nie trzyma. :(
      • good_morning Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 15:32
        krytyk-systemu-edukacji napisał:

        > > NIE PO TO STUDIOWALAM
        >
        > O, to jest moja ulubiona kwestia. :)


        100% racji
        zamiast zaczac to, co mozna i z czego mozna zyc, a swoje w tym czasie robic dozac do zmian, to jasniepanstwo 'nie schodzi ponizej godnosci' ;)
        ja, co prawda, studiow nie rzucilam ;) ale np na etacie pracuje bez jakichkowiek kwalifikacji papierkowych. musialam sie wykazac praktycznie, poczawszy juz od opisania doswiadczenia, skladajac podanie o te prace. jako freelancer zas pracuje zgodnie z kwalifikacjami papierkowymi czesciowo, a czesciowo tez jeszcze nie mam reszty papierkow, wiec tylko udokumentowana praktyka dala mi mozliwosc pracy :)
        rownolegle robie swoje w celu zdobycia odpowiednich kwalifikacji=papierkow (akurat w moich zawodach papierki te sa przydatne ;)), co jest akurat w tym roku nudne, ale innego wyjscia nie ma.

        w trudniejszych sytuacjach zyciowych dobrze jest sobie wyznaczac okresy, nie za dlugie, do konca ktorych jestesmy w stanie wytrzymac i ponosic konsekwencje podjetych decyzji, majac na wzgledzie pozniejsza poprawe sytuacji, lub np dobro dzieci czy cos w tym rodzaju. poprzez ten niedogodny i trudny stan aktualny osiagamy cos dla nas korzystnego, choc sami sie w tym momencie niejako poswiecamy=cos za cos. dla mnie to ok 2-3 lata, ale to indywidualna kwestia danej osoby.
      • simply_z Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 20:06
        Pozwoliłem sobie ją nawet kilka razy sparafrazować: kiedy ten czy ów miłośnik s
        > ystemu edukacji dziwił się, że nie mam większych kłopotów ze znalezieniem pracy
        > mimo braku tzw. wyższego wykształcenia (w Polsce, niestety, tego rodzaju niewł
        > aściwe komentarze są powszechne), to odpowiadałem, że nie po to rzucałem studia
        > , żeby teraz b
        ale kasy chyba nie trzaskasz rewelacyjnej ,skoro mieszkasz w wynajętym pokoju w znienawidzonym przez ciebie mieście z ludzmi ,którzy mówią dziwną gwara ,a swoj wolny czas spedzasz glownie na FK...
        ahm....
        • krytyk-systemu-edukacji Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 21:33
          > ale kasy chyba nie trzaskasz rewelacyjnej

          Rewelacyjnej może nie, ale zarabiam powyżej średniej krajowej. Natomiast nie bardzo widzę przesłanki, by sądzić, że zarabiałbym więcej z racji skończenia studiów: nie ma zawodu, który chciałbym uprawiać, a do którego drogę blokuje mi brak dyplomu.

          > mieszkasz w wynajętym pokoju w
          > znienawidzonym przez ciebie mieście

          Różne względy za tym stoją, długo by opowiadać.
      • nie.mam.20 dodam inne przyklady - wywozka smieci domowych 09.12.12, 07:22
        oraz sciaganie rozbitych samochodow. Duza konkurencja, dostac taka prace trudno, a wyksztalcenie wrecz przeszkadza. Trzeba miec inne predyspozycje.
        Zalezy, chce sie przezyc, czy chce sie zyc.
        Jeslisz programista, to nawet bez formalnego wyksztalcenia, jestes wyksztalciuchem. Po prostu, sam sie nauczyles. System moze jest i byle jaki, ale wiedza zawsze jest pozyteczna.
        • krytyk-systemu-edukacji Re: dodam inne przyklady - wywozka smieci domowyc 09.12.12, 13:07
          > Jeslisz programista, to nawet bez formalnego wyksztalcenia, jestes wyksztalciuchem.
          > Po prostu, sam sie nauczyles.

          To prawda, jestem samoukiem. Natomiast kłopot polega na tym, że sołżenicynowskie słowo wykształciuch (w Polsce zawłaszczone niestety przez pewną niezbyt sympatyczną formację polityczną) oznacza kogoś, kto koniecznie ma formalne wykształcenie, ale nie idzie za tym w parze ani kultura (w tym umysłowa), ani – mówiąc górnolotnie – etos.

          Pojęcie to zresztą jest bezpośrednio związane z zanikaniem zjawiska tradycyjnie pojętej inteligencji w takich krajach jak Rosja czy Polska.

          > System moze jest i byle jaki, ale wiedza zawsze jest pozyteczna.

          Nigdy nie twierdziłem inaczej! Moje poglądy na edukację są właśnie często w ten sposób opacznie rozumiane. Otóż nie jestem przeciwnikiem zdobywania wiedzy – wręcz przeciwnie! I mało tego, sam bardzo lubię uczyć się nowych rzeczy, mam dość liczne choć nieco może chaotyczne zainteresowania, trochę czytam itd.

          Problem jednak polega na tym, że system edukacji zajmuje się wszystkim, tylko nie przekazywaniem wiedzy i edukacją z prawdziwego zdarzenia. Zrobił się z tego dzisiaj właściwie czysty biznes, i to zupełnie analogiczny do biznesu religijnego: otóż szkoły wyższe sprzedają ludziom złudne nadzieje w postaci nic niewartych „dyplomów”, a klientelę naganiają im takie zjawiska, jak konformizm, presja społeczna czy po prostu zwykła naiwność itd. W każdym razie, to jest pewne, żadna rzeczywista wartość za tym nie stoi.
    • bez_przekazu dobrze kolezanko kombinujecie, ale... 08.12.12, 16:58
      ...ludzie (czytaj:baby) sa rozne i nic na to nie poradzisz.
    • thelma.333 Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 17:11
      troche Cie rozumiem;
      jak czytam takie watki, to dla mnie jest to porownywalne do 'jestem narkomanka, co mam zrobic?'
      ja nie mam zielonego pojecia, bo po prostu dla mnie jest to abstrakcyjny swiat; sytuacje do ktorych ja bym w zyciu nie dopuscila;
      ale - daleka bym byla od oceny, bo to nie jest takie czarno biale, co jest dobre, a co zle;
      nawet jesli ktos sie znajdzie w takiej sytuacji, w koncu ta sytuacja JAKOS sie rozwiaze; i tak naprawde dopiero przed smiercia mozna robic ew. rachunek kto ostatecznie lepiej wyszedl na swoich decyzjach w zyciu; bo nawet jak ktos podejmuje kompletnie popieprzone decyzje, to wiesz co, wcale nie jest wiadome, ze ta wlasnie osoba w ostatecznym rozrachunku nie wyjdzie na tym lepiej; teraz moze miec kiepsko, zle i beznadziejnie; ale za 5, 10, 20 lat, nie wiesz jak bedzie zyc ona i nie wiesz jak bedziesz zyc Ty;
      poza tym poczucie szczescia jest bardzo subiektywnym odczuciem, i kto wie, czy te osoby, ktore Twoim zdaniem zyja tak beznadziejnie, i tak w ogolnym rozrachunku nawet obecnie nie sa bardziej zadowolone ze swojego zycia niz Ty; wiec, wypij winko i wyluzuj;
      • banksia Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 09.12.12, 02:08
        kto wie, czy te osoby, ktore Twoim zdaniem zyja tak beznadziejnie, i tak w ogolnym rozrachunku nawet obecnie nie sa bardziej zadowolone ze swojego zycia niz Ty;

        to po xuj w takim razie lamentuja na forum, skoro takie zadowolone....?
        to ja juz nie wiem, czy to u mnie z logika kiepsko...;)
        • thelma.333 Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 09.12.12, 12:13
          moze maja gorszy dzien? kazdemu sie zdarza
          myslisz, ze jakby uwazaly swoje zycie i sytuacje za az tak beznadziejna to by latami w niej tkwily?
          nie zdarzylo ci sie nigdy wysluchiwac kolezanki, ktora narzeka jaki to jej facet taki i owaki, a chocbys nie wiem co radzila, to ona i tak go nie zostawi?
          albo ile ludzi narzeka jaka maja kiepska robote, a sprobuj doradzic, zeby przekwalifikowali sie i poszukali nowej;
          w gruncie rzeczy kazdy ma to z czym mu dobrze, po prostu; a dlaczego niektorym jest dobrze w -z naszego punktu widzenia beznadziejnej - sytuacji, to juz zupelnie inna kwestia;
    • kora3 W zasadzie sie Banksiu zgadzam 08.12.12, 20:00
      - też mnie irytują takie wątki - też mnie powala, że można do tego stopnia być niefrasobliwym, nieprzewidującym, pozbawionym instynktu samozachowawczego.

      Z drugiej strony wiem, że w życiu bywają sytuacje, w których konkretny człowiek jest tak zahukany, tak wyprany z wiary w siebie, że na moment kiedy takie coś pisze nie widzi po prostu wyjścia z sytuacji.

      Zrozum mnie dobrze - nie mówię o kimś kto decyduje sie na kolejne dziecko z jakimś ćwokiem (bo akurat niechcianej ciąży dośc łatwo uniknąć relatywnie), tylko raczej o kims, kto może nie pogarsza swej sytuacji w taki sposób, ale nie widzi mozliwosci polepszenia, choć całej reszcie swiata wydają się one oczywiste.

      Przyznam, że najbardziej nie pojmuję bab, które trzymają się jakichś obleśnych typów narzekając na nich dzień w dzień. Znam takie i po prostu mnie trafia, jak słyszę ich "żale", że nie kocha taki, wyzywa, lekceważy, zdradza. Nawet nie mają "usprawiedliwienia", że nie dadzą sobie bez nich rady - to są kobiety niezalezne od tych typów, nie mają z nimi dzieci, nie mieszkają nawet. To już jest debilizm w najczystszej postaci !
    • ursyda Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 08.12.12, 20:18
      Bagno wciąga, nie wiedziałaś?
    • headvig Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 09.12.12, 07:16
      piszesz tak, bo ten szit jeszcze ciebie nie spotkał, a najwyraźniej nie wszyscy ludzie na świecie są tak przebojowi, by trzymać się od niego z daleka.
    • twojabogini Re: do zagubionych, nieporadnych i sfrustrowanych 10.12.12, 16:04
      Niektóre kobiety w ramach wychowania są uczone bezradności. Wynoszą złe wzorce z domów. Pakują się z jednego kanału w drugi. A mimo to niektóre z nich mają siłę, żeby się z tego g. wydostać i kiedyś powiedzieć dość, przebudować swoje życie, a przede wszystkim zmienić siebie - wzmocnić, uodpornić. Nie wkurzają mnie takie wątki, raczej cieszą. Uświadomienie sobie chorej sytuacji, nazwanie tego i odczucie własnej bezradności to często pierwszy krok do zmiany. Podziwiam osoby, które potrafią z takim bagażem się uporać.
      Nie czuję się w niczym lepsza, tylko dlatego, że nawet jeśli pakuję się w kłopoty, to jakoś w miarę szybko udaje mi się z nich wydostać. Ja taką zdolność dostałam w prezencie od rodziców, którzy uczyli mnie samodzielności, myślenia, odpowiedzialności. Byłam wzmacniana, wspierana, kochana. Dostałam też od nich i od kochających dziadków tradycyjne wychowanie "na dziewczynkę" - i wiem jak trudno jest się uporać z takim bagażem.
      Mogę tylko domyślać się jak trudno jest uporać się z prawdziwymi traumami, wyuczoną bezradnością, zaniżonym poczuciem wartości - czyli z tym, z czym borykają się autorki tego rodzaju wątków z serii - czuję się bezradna i nie wiem co robić.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja