banksia
08.12.12, 04:07
czytam tu od jakiegos czasu i juz kurde nie moge zniesc kolejnych watkow w rodzaju:
"... maz wydziela mi kase i traktuje jak smiecia, mamy 2 dzieci, musialam zrezygnowac z pracy bo dojazd zajmuje 2 godziny...."
"... psulo sie miedzy nami od roku teraz okazalo sie ze jestem w drugiej ciazy co robic..."
"...matka mnie terroryzuje ale sie mie wyprowadzam bo mnie nie stac od 2 lat po doktoracie szukam pracy a zaoferowali my tylko przedstawiciela handlowego a NIE PO TO STUDIOWALAM.."
"...jestesmy iod 5 lat malzenstwem, maz nie pracuje, mieszkamy u moich rodzicow, nie wiem czy sie wyprowadzac bo jak bedziemy miec dziecko to mama sie zajmie..."
"... wzielismy razem kredyt na 30 lat, on mnie zdradza i mowi ze to koniec..."
itp, itd.
no i nie rozumiem. naprawde nie rozumiem.
zeby nie bylo, sama w zyciu podejmowalam glupie decyzje, bylam w zlych zwiazkach i robilam rozne dziwne rzeczy, ale nigdy nie przyszlo mi do glowy zeby:
- brac slub kiedy nie jestem niezalezna finansowo i "bawic sie w dom" u rodzicow
- fundowac sobie dziecko (a co dopiero drugie!!) z kims komu do konca nie ufam/kiedy nie ma na to warunkow/zeby naprawic nieudany zwiazek.
- klepac biede i popadac w frustracje z powodu pracy/jej braku - zawsze sa inne opcje, jak zmiana miasta, wyjazd za granice (i nie zaczynajcie mi prosze ze "zmywakami"...), branie kazdej pracy jaka sie trafi chowajac dyplom i ambicje w kieszeni. (ale rozumiem ze jesli ma sie juz 2 dzieci z nieodpowiedzialnym palantem to moze nie byc takie proste, dlatego patrz pkt powyzej)
- mieszkac z matka po skonczeniu studiow i skonczyc w psychiatryku bo mnie "nie stac" na samodzielne zycie (wyjechalam, wybieram wolnosc)
- podejmowac dlugfalowe zobowiazania (kredyt, budowa, przeprowadzka w nowe miejsce) z kims kogo nie jestem pewna ale wierze ze "jakos to bedzie"...
podsumowujac - wiem ze "shit happens", nic nie jest czarno-biale, nie mozna przewidziec wszystkiego, nikt nie jest idealny (a juz ja napewno nie).
ale moim zdaniem wiele z tych dramatow dzieje sie, bo bohaterka sama, na wlasne zyczenie wpakowala sie w taka sytuacje (albo w niej po protu tkwi nie probujac nic zmieniac).
czy to jest tak, ze pewnie osoby poprostu nie potrafia racjonalnie myslec i podejmuja decyzje w oparciu o emocje, impulsy i leki?
gdzie instynkt samozachowawczy, jakis zdrowy egoizm, wewnetrzny glos ktory przestrzega was przed wpakowaniem sie g..no?