jeriomina
26.01.13, 17:21
Zakładam ten wątek na podstawie rozmaitych doświadczeń. Mam na myśli traktowanie kobiet przez mężczyzn w sytuacjach zawodowych. Nie chodzi mi tylko o moją osobę (zaznaczam, bo zaraz znajdzie się stado domorosłych psychologów z Bożej łaski, którzy mi będą wmawiać, że to ja czegoś nie potrafię ;-)). Zauważyłam, w jaki sposób traktowane są np. słowa zwierzchników płci męskiej u mnie w pracy, a w jaki słowa zwierzchników płci żeńskiej. Otóż szef mężczyzna może być kompletnym ignorantem, nie znać przepisów, wypowiadać się merytorycznie jak ostatni debil ale zawsze się znajdzie grono samic-kretynek, które będą go słuchać jakby to było objawienie z nieba oraz bez sprzeciwu wykonywać za niego wszelką robotę - którą wcześniej taki sam zwierzchnik-kobieta wykonywała osobiście. Jej słowa często spotykały się z dyskusją, podważaniem i wrogością, zwłaszcza ze strony mężczyzn podwładnych.
Kolejna sprawa. Gram w różnych zespołach, oczywiście głównie z facetami (większość kobiet w tym wieku jest obarczona obowiązkami rodzinnymi i muzykowanie im nie w głowie:)). Właściwie we wszystkich przypadkach miałam do tej pory najlepsze doświadczenie i wykształcenie jako muzyk spośród nich (wszyscy są amatorami-muzykami - mnie to nie przeszkadza, bo mają często świeższe spojrzenie i większą radość z muzykowania niż zawodowcy, wielu rzeczy też mogę się od nich nauczyć, np. o aranżowaniu, improwizowaniu, czy sprawach techniczno-akustycznych). Mimo to spotykam się często z pobłażliwym traktowaniem moich umiejętności, czasem z wyśmiewaniem wprost (amatorzy muzycy często twierdzą, że zawodowcy są "zaklapkowani", nie umieją sie otworzyć na tworzenie muzyki). Radzę sobie z tym, udowadniając im, że nie mają się z czego śmiać. Ale czasem mnie to dziwi - w jednym zespole współpracujemy już długo i sporo razem przeszliśmy a wystarczył jeden koncert, na który przyszedł jakiś kolega mojego gitarzysty i zaczął mu wmawiać, że ja coś gram źle w jakimś utworze. Oczywiście mylił się, jednak mój gitarzysta w pierwszej chwili był bardziej skłonny wierzyć jemu niż mnie.
Już o swoich wizytach u mechaników samochodowych nie wspomnę, cieszę się, że teraz nie mam samochodu i nie muszę mieć z tym gatunkiem do czynienia...
Też tak macie czy się czepiam? :D