rota83
06.02.13, 18:37
Jestem zalamana niesprawiedliwoscia swiata. Rozstaje sie z narzeczonym, ktory zdradzal mnie z nasza wspolna znajoma przez ostatnie pol roku zwiazku. Zdradzal mnie, kiedy ja robilam dodatkowe zlecenia, zeby splacic kredyt na wykonczenie mieszkania. Wladowalam w ten zwiazek tyle uczucia, tyle pracy i zaangazowania, ze czuje sie calkowicie wyponpowana. Okolicznosci w jakich przebieglo rozstanie i sama przyczyna dobijaja mnie. Jest we mnie tyle zalu i goryczy, jestem wsciekla i rozczarowana. Dlatego zadaje pytanie, moze ktos bedzie w stanie mi to wytlumaczyc, dlaczego mezczyzni kochaja zolzy, jedze, suki? Dlaczego dobra kobieta, ktora sie stara dostaje tylko nozem w plecy? Dla mnie bycie z drugim czlowiekiem oznacza wspolne budowanie czegos, jest dla mnie sprawa oczywista, ze chce dla ukochanego jak najlepiej. Zwiazek to jest dobrowolna decyzja, nikt nikogo nie zmusza do wiazania sie z druga osoba. Ale skoro juz wybralismy sie, chcemy byc razem, to dlaczego tak strasznie sie ranimy? Dlaczego naszemu partnerowi, czyli osobie teoretycznie najblizszej na swiecie wyrzadzamy swinstwa, zlo, mowimy okropne rzeczy jakich wstydzilibysmy sie powiedziec obcej osobie? Gdzie jest szacunek, zasady, moralnosc? Zeby nie bylo, ze wyciagam wnioski na podstawie mojego nieudanego zwiazku, nie, ja to widze na codzien. Widze wspaniale, starajace sie kobiety, ktore nie otrzymuja w zamian nic i wredne, egoistyczne, wyrachowane panny, uwielbiane przez facetow. Znajomego dziewczyna zdradzila z facetem poznanym na wspolnym urlopie, zaszla z nim w ciaze i owego kolege opuscila, a ten kilka miesiecy pil i wyplakiwal sobie oczy z milosci do niej. Moja kolezanka ma meza alkoholika, ktorego motywowala do leczenia, wspierala, a on po terapii wygarnal jej, ze to przez nia pije. Pytam raz jeszcze, czemu to takie okrutne, gdzie tu logika?