Szczepionka na zaangażowanie? :)

16.02.13, 18:58
Dzisiaj takie czasy, że kryzys rodziny, kryzys związków, kryzys relacji międzyludzkich.
Czytam, podczytuję. Wnioski mam takie - nie potrafię zgłębić istoty wynalazku takiego jak FF lub F&B. Jak można tworzyć z kimś układ, w którym ludzie jednak się lubią, zależy im na sobie, potrafią okazać sobie troskę i życzliwość + uprawiają seks a jednak NIE CHCĄ lub NIE POTRAFIĄ być ze sobą jako para i nie chcą nazwać tego miłością? I to zarówno kobiety jak i mężczyźni. Prędzej rozumiem seks bez uczuć, załatwienie swoich potrzeb jak w kiblu. Ale tego, że ktoś może się o mnie martwić, pamiętać o moich ważnych sprawach, kibicować mi z życzliwością, wspierać, a jednocześnie NIE KOCHAĆ i nie chcieć niczego ze mną tworzyć na poważnie - nie pojmuję.
Wiem z całą pewnością, że ja się do takiego układu nie nadaję. Albo wszystko, albo nic.
    • jeriomina zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 18:59
      Nawiązując do tytułu wątku, bo zapomniałam o tym napisać - jak zaszczepić się przeciwko zaangazowaniu uczuciowemu? Wie ktoś?
      • jan_hus_na_stosie2 Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:07
        jeriomina napisała:

        > Nawiązując do tytułu wątku, bo zapomniałam o tym napisać - jak zaszczepić się p
        > rzeciwko zaangazowaniu uczuciowemu? Wie ktoś?

        ale po co? uczucia to emocje, człowiek pozbawiony emocji jest jak ciepłe piwo z którego uleciały bąbelki, od biedy da się wypić..., ale wolimy zimne i z pianką :)




        • jeriomina Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:10
          A propos piwa, jest taka piosenka - po co pić to samo piwo kiedy uleciał gaz, czy jakoś tak. Nie lubię tego tekstu.
          • jan_hus_na_stosie2 Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:12
            no jest taka piosenka, taka trochę nawet dołująca ona jest
        • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:41
          jan_hus_na_stosie2 napisał:

          > jeriomina napisała:
          >
          > > Nawiązując do tytułu wątku, bo zapomniałam o tym napisać - jak zaszczepić
          > się p
          > > rzeciwko zaangazowaniu uczuciowemu? Wie ktoś?
          >
          > ale po co? uczucia to emocje, człowiek pozbawiony emocji jest jak ciepłe piwo z
          > którego uleciały bąbelki, od biedy da się wypić..., ale wolimy zimne i z piank
          > ą :)
          >
          > ja lubię grzane z sokiem malinowym
          >
          >
          • jan_hus_na_stosie2 Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:46
            gr.eenka napisał:

            > ja lubię grzane z sokiem malinowym

            a ja za pół godziny wychodzę do kina na "Szklaną pułapkę 5" :)

            • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:48
              kurcze, fajnie masz. ech
              • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:49
                jak wrócisz to opowiedz , czy momenty były.
              • mila2712 Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 22:00
                Greenko zrób sobie nocne kino domowe
                dzisiaj o 23.35 na CANAL + będzie "Wymyk" - dramat. Zapowaiada się ciekawie
                zarwę nockę a obejrzę :p
                • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 22:20
                  jaka szkoda, że nie mam Canal+
                • swiete.jeze Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 22:20
                  > zarwę nockę a obejrzę :p

                  Myślałam, że te czasy się skończyły gdy internet dotarł pod strzechy.
                • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 22:40
                  oglądam obcego - wygląda zabawnie. niby kosmos, obcy a monitory takie przemysłowe, widziałam takie w warsztacie samochodowym podczas przegladu :)
                  • jan_hus_na_stosie2 Re: zapomniałam o swoim tytule :P 17.02.13, 00:14
                    no to streszczenie "Szklanej pułapki 5":

                    Bruce Willis leci do Moskwy bo jego syn z którym się nie dogaduje i który pracujące jako szpieg (o czym Bruce nie wie) wpada podczas akcji i ma być sądzony w rosyjskim sądzie. Ale do rozprawy nie dochodzi bo rosyjskie bandziory wysadzają sąd, syn z jeszcze jednym skazańcem (który gra dobrego, ale okazuje się potem zły) ucieka ulicami Moskwy furgonetką marki Mercedes, gonią go bandziory opancerzonym samochodem marki Mercedes, a za nimi gna Bruce Willis w terenówce marki Mercedes... oczywiście rozpierducha wszystkiego na całego... pomijając kilka nieważnych aspektów akcji w końcu Bruce Willis z synem dojeżdżają nocą do Czarnobyla limuzyną marki Mercedes skradzioną czeczeńskim bojownikom... Na końcu zabijają wszystkich zbirów, ojciec pojednuje się z synem i wracają do USA.

                    END

                    • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 17.02.13, 01:06
                      jan_hus_na_stosie2 napisał:

                      > no to streszczenie "Szklanej pułapki 5":
                      >
                      > Bruce Willis leci do Moskwy bo jego syn z którym się nie dogaduje i który pracu
                      > jące jako szpieg (o czym Bruce nie wie) wpada podczas akcji i ma być sądzony w
                      > rosyjskim sądzie. Ale do rozprawy nie dochodzi bo rosyjskie bandziory wysadzają
                      > sąd, syn z jeszcze jednym skazańcem (który gra dobrego, ale okazuje się potem
                      > zły) ucieka ulicami Moskwy furgonetką marki Mercedes, gonią go bandziory opance
                      > rzonym samochodem marki Mercedes, a za nimi gna Bruce Willis w terenówce marki
                      > Mercedes... oczywiście rozpierducha wszystkiego na całego... pomijając kilka ni
                      > eważnych aspektów akcji w końcu Bruce Willis z synem dojeżdżają nocą do Czarnob
                      > yla limuzyną marki Mercedes skradzioną czeczeńskim bojownikom... Na końcu zabi
                      > jają wszystkich zbirów, ojciec pojednuje się z synem i wracają do USA.
                      tez mercedesem?
                      >
                      > END
                      >
                      • jan_hus_na_stosie2 Re: zapomniałam o swoim tytule :P 17.02.13, 01:09
                        gr.eenka napisał:

                        > tez mercedesem?

                        mercedes nie produkuje chyba samolotów, nie jestem pewien czy nie produkuje silników samolotowych :)

                        • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 17.02.13, 01:13
                          jan_hus_na_stosie2 napisał:

                          > gr.eenka napisał:
                          >
                          > > tez mercedesem?
                          >
                          > mercedes nie produkuje chyba samolotów, nie jestem pewien czy nie produkuje sil
                          > ników samolotowych :)
                          >
                          jeszcze amerykanie pomysla ze mercedes to rosyjski samochod
                        • jeriomina Re: zapomniałam o swoim tytule :P 17.02.13, 08:17
                          Janku, a na pewno to mercedes? Bo w Rosji któreś auto, chyba wołga, było robione na wzór. Zresztą tam chyba wszystko na swoje podrabiali.
                  • senseiek Re: zapomniałam o swoim tytule :P 18.02.13, 15:28
                    > oglądam obcego - wygląda zabawnie. niby kosmos, obcy a monitory takie przemysł
                    > owe, widziałam takie w warsztacie samochodowym podczas przegladu :)

                    Aliens 2 to moj ulubiony odcinek obcego.

                    Moge cytowac text z wyprzedzeniem 3 sekundowym co powiedza aktorzy.. :P
                    • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 18.02.13, 15:52
                      senseiek napisał:

                      > > oglądam obcego - wygląda zabawnie. niby kosmos, obcy a monitory takie pr
                      > zemysł
                      > > owe, widziałam takie w warsztacie samochodowym podczas przegladu :)
                      >
                      > Aliens 2 to moj ulubiony odcinek obcego.
                      >
                      > Moge cytowac text z wyprzedzeniem 3 sekundowym co powiedza aktorzy.. :P
                      >
                      Obejrzałam dwa, to są jeszcze jakieś??
                      nie wiem czy dam radę obejrzeć następne :)
                      • senseiek Re: zapomniałam o swoim tytule :P 18.02.13, 16:22
                        > Obejrzałam dwa, to są jeszcze jakieś??

                        4

                        > nie wiem czy dam radę obejrzeć następne :)

                        Pewnie beda za tydzien i dwa tygodni (1 odcinek byl tydzien temu)
                        • gr.eenka Re: zapomniałam o swoim tytule :P 18.02.13, 17:18
                          w pierwszym odcinku, ten obcy był groźniejszy, bardziej straszny.
                          W drugim obcy pokazany był w zwielokrotnieniu i jakby w etapach rozwoju. To już nie było takie straszne :) , nieznane i groźne.
                          Zupełnie nie rozumiem, czemu tę bohaterkę na koniec ubierają w majtki i koszulkę - kiedy w takiej sytuacji facet jest w luźnych szortach. W pierwszej częsci rozbierała się przed kamerą i aby pozostać naturalna i jako sama chodziła w takich obciągniętych majtkach z widoczną szparą pośladkową. Czy wszyscy w domu chodzą w majtkach?

                          straszne - słowo wytrych.
                          • senseiek Re: zapomniałam o swoim tytule :P 18.02.13, 18:51
                            > Zupełnie nie rozumiem, czemu tę bohaterkę na koniec ubierają w majtki i koszulk
                            > ę - kiedy w takiej sytuacji facet jest w luźnych szortach.

                            Jaki facet? Wszyscy faceci w 2 czesci gina.
                            Na koncu chodzi z ta mala dziewczynka w majtkach, bo sie klada spac... do lodowek..
                            Ty sie ubierasz w garnitur i dopiero sie kladziesz do lozka? :>

                            > W pierwszej częsci r
                            > ozbierała się przed kamerą i aby pozostać naturalna i jako sama chodziła w taki
                            > ch obciągniętych majtkach z widoczną szparą pośladkową. Czy wszyscy w domu chodzą w majtkach?

                            LOL! Wlasnie siedze przed kompem w samych majtkach... :D
      • simply_z Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:07
        on cię nie kocha?
        • jeriomina Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 19:09
          Nie będę się wypowiadać na ten temat. Nie jest to celem tego wątku.
      • stephanie.plum Re: zapomniałam o swoim tytule :P 16.02.13, 22:08
        ale dlaczego chcesz to zmienić?

        lepiej byś się czuła, równając w dół?
      • mila2712 Re: zapomniałam o swoim tytule :P 17.02.13, 22:42
        Niestety nie można
        serce nie sługa
        często serce ważniejsze niż rozum
    • maly.jasio Ty sie nie nadajesz , inni sie nadaja. 16.02.13, 19:19
      jeriomina napisała:
      Wiem z całą pewnością, że ja się do takiego układu nie nadaję. Albo wszystko, a lbo nic.

      Ty sie nie nadajesz , inni sie nadaja.
      prosze tu wyjasniam i to wcale nie zartem:
      forum.gazeta.pl/forum/w,150,142516814,142516814,Milosc_z_Wolnej_Stopy_.html
      • jeriomina Re: Ty sie nie nadajesz , inni sie nadaja. 16.02.13, 19:22
        Tak jasiu, wszyscy na obydwu forach już wiedzą, jakim rodzajem humanoida jesteś, nie musisz tego tak nachalnie podkreślać :P
        • maly.jasio Re: Ty sie nie nadajesz , inni sie nadaja. 17.02.13, 04:46
          jeriomina napisała:
          > Tak jasiu, wszyscy na obydwu forach już wiedzą, jakim rodzajem humanoida jesteś
          > , nie musisz tego tak nachalnie podkreślać :P

          uwaga ad personam. jestes bliska kosza.
          • jeriomina Re: Ty sie nie nadajesz , inni sie nadaja. 17.02.13, 08:18
            Ciekawe, na razie to Ty tam wylądowałeś :D
            • maly.jasio dobrze wiesz... 17.02.13, 18:18
              jeriomina napisała:
              > Ciekawe, na razie to Ty tam wylądowałeś :D

              dobrze wiesz, ze mam tu taka zaprzyjazniona cenzorke.
              wyglada na to, ze zaangazowala sie emocjonalnie.
    • blond_suflerka Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 19:20
      Właściwie mogę się podpisać pod tym co napisałaś bo też nie rozumiem tego fenomenu. Moja teoria jest taka, że dotyczy to ludzi, którzy panicznie boją się zaanagażowania więc grają w tę grę, że pomimo zainteresowania, troski, tęsknoty, itd to wciąż nie jest miłość. Druga opcja, że to ludzie, którzy mają dziwne pojęcie o tym czy jest miłość-w sensie, że miłość to na pewno musi być coś więcej niż to co oni czują;) Inne opcje nie przychodzą mi do głowy.
      Szczepionki o którą pytasz nie znam a jakbym znała to bym i tak Ci nie sprzedała przepisu bo nie lubię ludzi-robotów;)
      • maly.jasio Jest jeszcze trzecia opcja 16.02.13, 19:33
        sa ludzie, ktorzy niezwykle cenia sobie wlasna wolnosc i nie chca jej za nic oddac,
        nawet za cene Milosci.
        I lubienie, sympatia do drugiego czlowieka zupelnie im do zycia wystarcza.
        • jeriomina Re: Jest jeszcze trzecia opcja 16.02.13, 19:35
          Co nie zmienia faktu, że jest to kalectwo emocjonalne.
          • triismegistos Re: Jest jeszcze trzecia opcja 16.02.13, 19:40
            Bo?
          • maly.jasio nie potwierdzam i nie zaprzeczam :) 16.02.13, 19:44
            jeriomina napisała:
            > Co nie zmienia faktu, że jest to kalectwo emocjonalne.

            Dla ostudzenia (jak widze) rozgrzanych emocji dodam tylko, ze "okaleczony" zapewne swego kalectwa nie dostrzega, skoro nie czuje dyskomfortu :)

            A jedyna dobra rada, to taka, ze "nieokaleczeni" we wlasnym Interesie powinni takiego omijac, chyba , ze rola Dra. Judyma & Matki Teresy z Kalkutty im mila :)
            • karielcia Re: nie potwierdzam i nie zaprzeczam :) 16.02.13, 20:28
              A jedyna dobra rada, to taka, ze "nieokaleczeni" we wlasnym Interesie powinni takiego omijac, chyba , ze rola Dra. Judyma & Matki Teresy z Kalkutty im mila :


              Na szczescie dla takich s.....synow nie brak kobiet, co to chca takich naprawiac i sie dla nich poswiecac.
              eehh...
          • sumire Re: Jest jeszcze trzecia opcja 16.02.13, 20:10
            zbyt śmiały osąd.
          • princess_yo_yo Re: Jest jeszcze trzecia opcja 16.02.13, 20:52
            kalectwo, blogoslawienstwo - jak zwykle punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia

            ja akurat sytuacje odwrotna uwazam za duzo bardziej niewygodne podejscie do codziennego zycia, ale co kto lubi
    • slottka.ja Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 20:42
      jeriomina napisała:


      NIE KOCHAĆ i nie chcieć niczego ze mną tworzyć na po
      > ważnie - nie pojmuję.
      > Wiem z całą pewnością, że ja się do takiego układu nie nadaję. Albo wszystko, a
      > lbo nic.
      Minko,
      wszystko racja co piszesz
      u facetów ośrodek odpowiadający za kochanie znajduje się w innym miejscu niż u kobiet, dlatego czasem nie potrafią kochać.
      powodzenia w dalszych poszukiwaniach misterarighta
      • stokrotka_a Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 18.02.13, 12:35
        slottka.ja napisała:

        > u facetów ośrodek odpowiadający za kochanie znajduje się w innym miejscu niż u
        > kobiet, dlatego czasem nie potrafią kochać.

        Ciekawa jestem, gdzie te ośrodki się znajdują?
    • kombinerki.pinocheta Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 20:46
      To jestem w stanie zrozumiec. Zapewne najczesciej jest tak, ze jedna osoba nie ma na to ochoty i jest to facet. Gdyby seks nie byl dobry to kobieta by zrezygnowala, a ze jest dobry to kobieta sie angazuje i sie meczy. I dobrze im tak. :))

      Wracajac do tematu.

      Nie chca brac odpowiedzialnosci za siebie, bo to za duzo kosztuje. Moze chca odpoczac, a tylko sie bzykac, bawic, a zamiast obciagu po prostu czasami poprzytulac badz wesprzec.

      Nie rozumiem za to jak mozna dac sobie wlozyc przez zupelnie obcego faceta tylko dla sportu. Latwa droga do jakieejs kamerunskiej zarazy, obicia twarzy, kradziezy czy innych nieprzyjemnosci.
      • alienka20 Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 19:42
        Też się nad tym zastanawiałam w odniesieniu do swojego gospodarza. Koleś podawał adres jakimś laskom z czata bez obawy, że może któraś kiedyś pisnąć coś swojemu "opiekunowi" albo kolegom i obrobią całą chatę, w tym pokoje, w których mieszkaliśmy. I o ile jego wścibstwo dało się powstrzymać zamknięciem drzwi na klucz, to złodzieje poradziliby sobie z tym inaczej.
        No ale jeśli ktoś jest sekso- i alkoholikiem w jednym, to trudno się po nim czegoś normalnego spodziewać.
      • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 19:46
        Typowy przykład tego jak kombi - o czym by nie była mowa - prezentuje swoje spaczone poglądy.
        W założonym przeze mnie wątku nie ma ani słowa nt. "wkładania dla sportu", o kameruńskiej zarazie nie wspomnę. Ani o budowaniu relacji na seksie. No ale różne dziwne rzeczy na FK bywają :)
        • kombinerki.pinocheta Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 22:24
          Czytaj siebie uwaznie.

          > W założonym przeze mnie wątku nie ma ani słowa nt. "wkładania dla sportu"

          "Prędzej rozumiem seks bez uczuć, załatwienie swoich potrzeb jak w kiblu"

          Ja podkreslam, ze u mnie jest odwrotnie. Moge zrozumiec, ze dwojka ludzi ma potrzeby, ale ma tez do siebie zaufanie, zna sie i wie, ze jeden drugiego nie oleje w problematycznej sytuacji (wpadka). Seksu dla sportu z zupelnie obcymi osobami nie rozumiem.
          • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 22:34
            Rozumiem to w wykonaniu faceta, rozumiem pójście do prostytutki, zapłacenie za "spuszczenie". Oczywiście to nie znaczy, że pochwalam.
            Nie rozumiem natomiast faceta, który chce bliskości, czułości, który podtrzymuje "parazwiązek" ale związkiem go nazwać nie chce i w żadnym kierunku rozwijać czy zmierzać.
            PS. Zmęczona już jestem.
            • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 22:38
              jeriomina napisała:

              > Rozumiem to w wykonaniu faceta, rozumiem pójście do prostytutki, zapłacenie za
              > "spuszczenie". Oczywiście to nie znaczy, że pochwalam.

              Pierwsze pytanie, co w tym złego? :)
              Ale do rzeczy - u prostytutki zaspokaja potrzebę seksualną.

              > Nie rozumiem natomiast faceta, który chce bliskości, czułości, który podtrzymuj
              > e "parazwiązek" ale związkiem go nazwać nie chce i w żadnym kierunku rozwijać c
              > zy zmierzać.

              A tutaj zaspokaja potrzebę seksualną, oraz naturalne potrzeby bliskości, czułości itp.
              I nie potrzebuje więcej. Nie mówię przy tym że on daje za mało, że wykorzystuje. Mówię tylko że ten poziom go zaspokaja. To jak "zostańmy przyjaciółmi" tylko o jeden poziom wyżej.
              • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 22:40
                A mnie nie. Dlatego wyautowałam, choć nie mam żadnej alternatywy i nie zapowiada się, bym miała mieć. Czuję niechęć i zmęczenie relacjami męsko damskimi.
          • fuzja.jadrowa Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 20.02.13, 14:01
            > Moge zrozumiec, ze dwojka ludzi ma pot
            > rzeby, ale ma tez do siebie zaufanie, zna sie i wie, ze jeden drugiego nie olej
            > e w problematycznej sytuacji (wpadka). Seksu dla sportu z zupelnie obcymi osoba
            > mi nie rozumiem.

            Podzielam opinie.

            Gorzej natomiast, jesli taki przyjaciel z benefitem, ma rowniez kilka innych kobiet, ktore obraca rownolegle do mnie (w koncu uklad ff, to nie zwiazek - nie jestes w zwiazku, nie masz prawa oczekiwac wylacznosci). W takim wypadku, pojawia sie pewien element sportu - tak na dobra sprawe, nie wiem w kim taki gosc byl dzien przed wejsciem we mnie albo czyja ci.pke lizal godzine przed pocalowaniem mnie. Niby nie obcy, ale swoj tez nie. Ble.
    • light_in_august Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 22:12
      Dużo nad tym myślałam swego czasu - byłam w takim quasi-związku z facetem, z którym było mi świetnie w łóżku, bardzo się lubiliśmy, rozumieliśmy, ufaliśmy sobie, troszczyliśmy się o siebie, próbowaliśmy zbudować coś więcej parę razy i nie wychodziło. Miłości zabrakło, zaangażowania na poważnie, czegoś jeszcze innego? Nie wiem do tej pory. Niby super, ale jednak nie to, mimo usilnych prób. To może funkcjonowac w czasie, kiedy ludzie są samotni ,ale kiedy jedno lub oboje spotkają kogoś, w kim się zakochają, to taki układ przestaje mieć rację bytu. To tylko taka zapchajdziura imho. Bo samą przyjaźnią i łóżkiem człowiek nie wyżyje ;)
      • obrotowy wyzyje spokojnie :) 16.02.13, 22:49
        light_in_august napisała:
        Bo samą przyjaźnią i łóżkiem człowiek nie wyżyje ;)

        wyzyje spokojnie, gdy ma dobra prace, zainteresowania, dobrych znajomych i do tego np. dzieci
        z poprzedniego malzenstwa :)
        • light_in_august Re: wyzyje spokojnie :) 16.02.13, 23:01
          No tak, nie można powiedzieć, że nikt nie wyżyje, bo pewnie się zdarzają takie "cudy" ;)
          Ale znałam wielu takich twardzieli, co to się zarzekali, że miłość nie, nigdy w zyciu, "ja się nie zakochuję", a potem trrrach! i po temacie :) Żadna ff się nie ostała po takim zdarzeniu.
    • krytyk-systemu-edukacji Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 22:15
      > Dzisiaj takie czasy, że kryzys rodziny, kryzys związków, kryzys relacji
      > międzyludzkich.

      Kryzys to może jest małżeństwa i związków, bo „relacje” akurat kwitną w najlepsze.

      > Wiem z całą pewnością, że ja się do takiego układu nie nadaję. Albo wszystko,
      > albo nic.

      Szkoda, że sobie to uświadomiłaś dopiero po roku, byłoby łatwiej. :)

      PS Ponieważ małżeństwo (rozumiane jako monogamiczny związek jeśli nie na całe życie, to przynajmniej znaczniejszą jego część) przeżywa obecnie kryzys, natomiast Internet wręcz przeciwnie – postanowiłem się skupić na tym drugim. Wszyscy chcą być w internecie, wszyscy chcą mieć strony WWW, to pewne. A związki? Dzisiaj jesteśmy razem, jutro nie, pojutrze może znowu. W każdym razie jeśli chcesz czegoś pewnego w tym niepewnych czasach, to tylko online. :)

      • gr.eenka Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 22:42
        małżeństwo przechodzi kryzys może dlatego, ze zawierane sa zbyt wczesnie.
    • to.niemozliwe Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 22:27
      To odpowiada narcystycznej osobowosci naszych czasow.
      Robisz wszystko dla siebie, bierzesz tylko najlepsze, bo jestes kims - to takie myslenie. Dobre auto, praca, wakacje, to i seks tez ma byc.
      • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 22:28
        Możesz sprecyzować co masz na myśli i jak to się odnosi do mojego wątku? :)
        • krytyk-systemu-edukacji Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 16.02.13, 23:28
          > Możesz sprecyzować co masz na myśli i jak to się odnosi do mojego wątku? :)

          To.niemozliwe odniósł się to Twojego wątku, i to akurat dosyć sensownie. Chyba interesują Cię jedynie porady, jak się nie angażować.

          Kłopot w tym, że takie porady nie istnieją, również dobrze można by mnie udzielać porad, jak być wysokim brunetem. Może jeszcze jakiś kurs zrobię? Ha! ha! :D
          • blond_suflerka Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 00:01
            Ale to.niemozliwe pisał tylko o seksie a autorka wątku o seksie z opcją: martwię się o ciebie, tęsknię, interesuje się co słychać, pomagam, rozmawiam, przytulam tylko nie kocham i nie jesteśmy w związku, To trochę zmienia postać rzeczy, tak?;)
            • to.niemozliwe Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 06:51
              Chodzilo mi o to, ze wspolczesnie dominujaca statystycznie postawa staje sie zachowwnie majace zrodlo w cechach narcystycznych, autocentrycznych. Wiekszosc ludzi stawia na calkowite zaspokojenie jedynie swoich potrzeb, ale karmia jedynie swoj wizerunek, odcinaja sie od autentycznych, wartosciowych relacji, ktore w istocie polegaja na zrownowazonym wzbogacaniu zycia innych i czerpaniu. Jest tylko czerpanie. Ale to odcina od autentycznosci i od tozsamosci, wiec udaja, ze sie troszcza o partnera, uprawiaja seks, symuluja zwiazek. Narcyz nie zna siebie prawdziwego, ale trzyma sie wizerunku, jak pijany plota. :-)
              Dlatego tez nie wezmie wspolodpowiedzialnosci za zwiazek, o oczekiwaniu ktorej pisze Jariomina, owej autentycznosci.
              Normalne, zdrowe emocjonalnie relacje opieraja sie na braniu odpowiedzialnosci za swoje uczucia i rownoczesnym rozumieniu, jakie nastepstwa wobec innych wywoluje wlasne postepowanie. To jest fundament tego, czego oczekiwalaby Jeriomina (tak to rozumiem). Osobowosci paranarcystyczne normalnie funkcjonuja zawodowo, otaczaja sie przedmiotami, wchodza w zwiazki z pelnym wachlarzem procedur, w tym seksu. Ale wlasnych autentycznych emocji nie akceptuja, a cudzych nie chca uszanowac.
              Przy koniecznosci zaangazowania sie uciekna, byc moze z leku przed prawda o sobie?
              • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 08:27
                > Normalne, zdrowe emocjonalnie relacje opieraja sie na braniu odpowiedzialnosci
                > za swoje uczucia i rownoczesnym rozumieniu, jakie nastepstwa wobec innych wywol
                > uje wlasne postepowanie. To jest fundament tego, czego oczekiwalaby Jeriomina (
                > tak to rozumiem). Osobowosci paranarcystyczne normalnie funkcjonuja zawodowo, o
                > taczaja sie przedmiotami, wchodza w zwiazki z pelnym wachlarzem procedur, w tym
                > seksu. Ale wlasnych autentycznych emocji nie akceptuja, a cudzych nie chca usz
                > anowac.

                To jest dokładnie to. Niechęć do odpowiedzialności za uczucia drugiej osoby, które to uczucia powstają przecież naturalnie w czasie trwania takiej relacji.

                > Przy koniecznosci zaangazowania sie uciekna, byc moze z leku przed prawda o sob
                > ie?

                Może niektórzy uciekną, a inni nie uciekną, tylko będą korzystać, bo im dobrze. Dopóki druga strona sobie nie uświadomi, że jest ofiarą tego układu. Wtedy to ona ucieknie. Ale jak widać w sąsiednim wątku ("poświęca mi 3 godziny..." itd.) nie każda ofiara ma na tyle sił w sobie, by to uciąć.
                • princess_yo_yo Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 11:23
                  ah jakie to piekne wymagac od kogos zeby byl odpowiedzialny za uczucia swoje i partnera, samemu za to byc odpowiedzialnym za nic.

                  jak to wygodnie byc wrazliwym i uczuciowym, rzeczywiscie trudno sie nie zgodzic z teza o egoizmie jako znaku czasu.
                  • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 11:33
                    Możesz rozwinąć? Bo nie bardzo wiem, na jakiej podstawie wysnułaś wniosek, który skłonił Cie do takiej a nie innej wypowiedzi...?
                    • princess_yo_yo Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 12:27
                      watek wydaje sie byc napisany z punktu widzenia: ja jestem uczuciowy(a), emocjonalny(a) i potrzebuje bliskosci i osoby z ktorymi wchodze w bliskie lub dalsze relacje powinny sobie z tego zdawac sprawe i zaspokajac moje potrzeby.

                      bardzo wygodne i ludzkie ale to nie tak dziala. swiat nie ma obowiazku brania odpowiedzialnosci za nasza konstrukcje emocjonalna, co wiecej swiat ma prawo nie odwzajemniac naszych uczuc a emocje uwazac za przesadzone i nieadekwatne. i niszczace zwiazek, relacje czy cokolwiek to jest o czym tutuj rozmawiamu.

                      poczatek jest zawsze ten sam, najpierw trzeba wziac odpowiedzialnosc za siebie w pelnym tego slowa znaczeniu, dopiero potem mozna odpowiedzialnosc dzielic i tylko za obopolnym przyzwoleniem.
                      • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 12:35
                        Nie zrozumiałaś, przykro mi.
                        • princess_yo_yo Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 12:45
                          oczywiscie ze nie. tak wlasnie myslalam, racja jest tylko jedna i tylko po 'mojej' stronie.
                        • chinski_czosnek Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 12:59
                          Jeriomino a jeśli jedna strona szczerze mówi, że, z różnych powodów, nie chce wchodzić
                          w to na full, stawia sprawę jasno, nie oszukuje, to czy druga strona na pewno jest ofiarą,
                          mając możliwość wyboru ?
                          Sporo racji ma Princess - nasze uczucia, nasze emocje to nasza sprawa, inni nie mają
                          obowiązku ich odwzajemniać. Jedyne co powinni to być szczerzy, wszystko inne zależy od nas -
                          życie złudzeniami, przyjęcie rzeczywistości taką jaka jest, czy ucieczka.
                          • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 13:04
                            Ale ja nie neguję prawa do nie odwzajemniania uczuć. Chodzi mi tylko o to w tym wątku, że nie rozumiem granicy i nie wiem, jak to możliwe, żeby te wszystkie cechy były spełnione a jednak dalszego ciągu brak.
                            Ja zrezygnowałam z tego, mając pełną świadomość, że tracę bliską osobę. Miałam prawo dokonać takiego wyboru, podobnie jak inni mają prawo do tego, by kontynuować taki układ.
                            • chinski_czosnek Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 13:24
                              Rozumiem Cię, bo mam chyba podobną emocjonalność i gdy się w coś angażuję to mocno i
                              glęboko. Ale zaczynam rozumiec, że nie każdy jest taki jak ja, a nawet, że to może być
                              dla drugiej strony męczące, bo moja nademocjonalność i moje "chcę" może sprawiać, że
                              czuje się przyciśnięta do ściany nadmiarem i bezmiarem moich uczuć i oczekiwań ;)
                              • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 13:47
                                Twoim zdaniem uczucie miłości i chęć bycia z kimś to "nadmiar i bezmiar"? do tej pory sądziłam, że raczej coś normalnego. No ale warto poznać różne opinie.
                                • chinski_czosnek Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 14:43
                                  To było z przymrużeniem oka, choć wiele zależy od tego w jaki sposób okazujemy te chęci.
                                  Niedawno bylam w sytuacji, gdy to męzczyzna tak bardzo chciał, że im bardziej chciał
                                  tym silniejszy miałam odruch ucieczki. Tylko dlatego, że tak wielką czułam presję tego jego "chcenia". I był to nacisk na zdeklarowanie się w kwestii uczuciowej a nie chęć szybkiego wylądowania razem w łóżku.
                            • princess_yo_yo Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 13:32
                              granica jest w tak roznych miejscach dla osob i zwiazkow - regula jest brak regul.

                              bardzo dobrze ze zrezygnowalas z czegos co nie daje ci tego czego oczekujesz, nie daje szczescia. wielu ludzi nie ma odwagi zeby zyc w zgodzie ze soba.

                              wcale nie tak latwo spotkac kogos kto pasuje jak rekawiczka i wychodzi z tego instant przyjazn /milosc i wszystko w jednym. nie zmienia to faktu ze sie to zdarza i to czasem bardzo niespodziewanie. wiekszosc ludzi nawet nie potrzebuje do tego refleksji wywolanej zmierzeniem sie z wlasna smiertelnoscia tak jak ja. ale brak zrozumienia dla innego podejscia do tematu tak jak w tym watku tez nie pomaga.
                            • krytyk-systemu-edukacji Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 14:19
                              > Chodzi mi tylko o to w tym wątku, że nie rozumiem granicy i nie wiem, jak to
                              > możliwe, żeby te wszystkie cechy były spełnione a jednak dalszego ciągu brak.

                              Możliwych powodów jest kilka: może facet po prostu uznał, że nie chce związku; może się nie nadawał z powodu typu osobowości; może też akurat z Tobą nie wiązał przyszłości? Lubił Cię, cenił, interesowałaś go, pociągałaś, a jednak coś nie grało?

                              Natomiast wg mnie roztrząsanie, analizowanie tego, co się stało, na gorąco – tylko Ci zaszkodzi. Odpuść. I nie próbuj pisać, że to dla Ciebie jedynie rozrywka intelektualna i że wątek stworzyłaś z przyczyn poznawczych, bo ja trochę za stary jestem na takie numery. :P

                              Cóż, z Twojego punktu widzenia rozpadł się związek czy w każdym razie nadzieje na „takowy” (jak mawiają studentki europeistyki, politologii itp.), masz złamane serce, po prostu. Na przemyślenia, analizy i wyciąganie wniosków przyjdzie czas, teraz idź na basen, spacer, obejrzyj sobie film, poczytaj, zjedz coś dobrego… :)
                              • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 14:21
                                Nie mam złamanego serca :P
                                W ogóle nie mam serca :P
                                Mam tylko mięsień pompujący krew :P
                                I nie wmawiaj mi nic na siłę :P
                            • maly.jasio gdzie problem ? 17.02.13, 18:32
                              jeriomina napisała:
                              Miałam prawo dokonać takiego wyboru, podobnie jak inni mają prawo do tego,
                              by kontynuować taki układ.


                              Tosz kutwa pisze, ze jedni maja tak, a drudzy inaczej

                              gdzie problem ?
                            • mammetlikwglowie Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 21.02.13, 20:04
                              mam podobna sytuację i zastanawiam się jak mozna kogoś lubić, mieć swietny seks, podobny swiatopoglad, podobne wartości, sietnie sie dogadywac i miło sedzac czas, podobac sie sobie i pociagać a mimo to nie kochać
                              to czym ku...ncka jest miłość
    • akle2 Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 00:18
      Mało jest wątków na tym forum, które dają do myślenia. Zwykle sieczka i piep.rzenie trzy po trzy. To jest chlubny wyjątek. Jesteś niesamowita, jeriomina.
      • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 08:22
        Wiem, że jestem niesamowita ale pod innymi względami :D
        To, co skłoniło mnie do założenia tego wątku to raczej wnioski płynące z mojej własnej naiwności, która została skonfrontowana z rzeczywistością. Ale ja się przynajmniej umiem przyznać (to rzadkie na tym forum), że naiwna byłam.
    • fiigo-fago u mnie 17.02.13, 12:56
      Sam miałem kilka przyjaźni FF (F&B), i to nie było tak że któraś ze stron nie chciała się angażować w związek w ogóle. W większości wypadków to różnice charakterów będące tak znaczne że w związku byłoby to nie do zniesienia. Przykłady: jedna osoba lubi się przytulać, druga jest niedotykalska niemal; jedna strona ma strasznie wysokie IQ i dużą wiedzę ogólną a druga jest głupiutka i mało bystra choć miła; jednej wystarczy żabka zamiast księcia, a druga szuka niedoścignionego ideału (i go nie znajduje); czy inne rzeczy. Więc można się o siebie troszczyć, a i pewien rodzaj miłości też jest (w końcu nawet przyjaźń także jest odmianą miłości), a i seks może być fajny bo można dawać a nie tylko brać, gdy zależy takim ludziom na sobie. Tylko nie ma budowania wspólnego przyszłości, i jest spore prawdopodobieństwo że to się kiedyś skończy gdy jedna ze stron poza kogoś z kim zechce budować związek.
      Sam mając do wybory związek a FF wybieram związek, ale czasami jednak związek jest niewykonalny, i wtedy można się cieszyć tym co się uda nawiązać z relacji. :)
      • prima_sorta Re: u mnie 17.02.13, 14:20
        fiigo-fago napisał:

        > Sam mając do wybory związek a FF wybieram związek, ale czasami jednak związek j
        > est niewykonalny, i wtedy można się cieszyć tym co się uda nawiązać z relacji.

        jest to dla mnie dużo bardziej zrozumiała postawa niż 'wszystko albo nic'
        całkowicie zgadzam się, że można miło spędzać czas z kimś, z kim nie wyobrażamy sobie życia na co dzień, jest to dużo lepsza alternatywa dla samotnych wieczorów i narzekania, że 'nikt mnie nie kocha';)
        obawiam się tylko, że nie pocieszy to autorki wątku, takiego podejścia nie można się nauczyć, albo się to ma, albo ewentualnie przychodzi wraz z wiekiem i doświadczeniem życiowym;)

        • zegnaj_kotku Re: u mnie 17.02.13, 14:33
          Wg mnie w takiej relacji wchodzi się na śliski grunt, bo jeśli obu stronom wystarcza taki układ i nie szukają miłości to ok. Ale jeśli jedna ze stron wolałaby związek z zaangażowaniem to czy to nie oznacza, że ona bedzie ciągle szukać - takie trochę tkwienie w danej relacji dla wygody, aż do znalezienia osoby bardziej odpowiedniej, takiej, którą pokochamy.
          • prima_sorta Re: u mnie 17.02.13, 14:55
            zegnaj_kotku napisała:

            > Wg mnie w takiej relacji wchodzi się na śliski grunt, bo jeśli obu stronom wyst
            > arcza taki układ i nie szukają miłości to ok. Ale jeśli jedna ze stron wolałaby
            > związek z zaangażowaniem to czy to nie oznacza, że ona bedzie ciągle szukać -
            > takie trochę tkwienie w danej relacji dla wygody, aż do znalezienia osoby bardz
            > iej odpowiedniej, takiej, którą pokochamy.

            założenie jest takie, że obu stronom odpowiada taki układ, jeśli jedna strona kłamie, to jej sprawa i jej problem
            generalnie relacje damsko-męskie to 'śliski grunt' ;) ryzyko jest zawsze a gwarancji nie ma żadnych...

    • g.r.a.f.z.e.r.o Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 19:17
      > Czytam, podczytuję. Wnioski mam takie - nie potrafię zgłębić istoty wynalazku t
      > akiego jak FF lub F&B. Jak można tworzyć z kimś układ, w którym ludzie jednak s
      > ię lubią, zależy im na sobie, potrafią okazać sobie troskę i życzliwość + upraw
      > iają seks a jednak NIE CHCĄ lub NIE POTRAFIĄ być ze sobą jako para i nie chcą n
      > azwać tego miłością? I

      To proste - bycie miłym dla osoby bliskiej w sensie fizycznym jest reakcją niemal chemiczną.
      Dlatego jak z kimś często przebywasz i dzielisz łożę, to niemal zawsze powstaną ciepłe uczucia względem siebie.
      A "miłość"? "Miłość" i "tworzenie na poważnie" kosztuje dużo więcej...
      To jest ryzyko, to jest poświęcenie, przemeblowanie życia często i głęboka intymność.
      A to wszystko wymaga świadomej decyzji.
      • chinski_czosnek Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 20:15
        Łatwo pomylić te ciepłe uczucia z czymś więcej, zwlaszcza gdy tak bardzo się tej miłości oczekuje i obudzić się rok po ślubie obok obcego czlowieka. Dziecko jest, mieszkanie jest, samochód jest, a jakaś pustka w duszy ;)
    • pollarek Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 17.02.13, 22:12
      jeriomina napisała:


      > Wiem z całą pewnością, że ja się do takiego układu nie nadaję. Albo wszystko, a
      > lbo nic.

      Mam podobnie. I 'dzielenia się' też bym nie zniosła:>

      A instytucja FF wywodzi się z lęku przed miłością, albo przed związkiem, IMO. Bo z jakichś powodów wywołują skojarzenia bolesne, czy trudne. Bo w domu rodzinnym tatuś krzywdził mamusię i vice versa. Bo chłopak/dziewczyna deptał... Różnie bywa, co ludź to przypadek:>
      • maly.jasio I w kolo Macieju... 17.02.13, 22:49
        pollarek napisała:

        > A instytucja FF wywodzi się z lęku przed miłością, albo przed związkiem, IMO.

        nie mowilem o FF - i prawde mowiac - nie znam czegos takiego.

        Bo z jakichś powodów wywołują skojarzenia bolesne, czy trudne. Bo w domu rodzinn
        > ym tatuś krzywdził mamusię i vice versa. Bo chłopak/dziewczyna deptał... Różnie
        > bywa, co ludź to przypadek:>

        Czy nie dotarlo, ze bez zadnych negatywnych doswiadczen rodzinnych - sa ludzie, ktorzy "ciasnych zwiazkow" nie potrzebuja , a wystarczaja im stale, ale luzne ?

        • pollarek Re: I w kolo Macieju... 17.02.13, 22:58
          maly.jasio napisał:


          > nie mowilem o FF - i prawde mowiac - nie znam czegos takiego.
          >
          Polecam bloga Furii, tam się jeden FF przewija:DD


          > Czy nie dotarlo, ze bez zadnych negatywnych doswiadczen rodzinnych - sa ludzie,
          > ktorzy "ciasnych zwiazkow" nie potrzebuja , a wystarczaja im stale, ale luzne
          > ?

          No mówię, że co ludź to przypadek:> Aczkolwiek osoby, które bez negatywnych doświadczeń nie wykazują chęci do "ciasnych związków", zazwyczaj wykazują się zaburzeniami rozwoju społecznego czy emocjonalnego. Z naciskiem na 'zazwyczaj':> Bo cokolwiek byś tu Jasieńq usiłował przeforsować, to na całym świecie, w każdej kulturze, ludzie dążą do stworzenia sobie owej prywatnej ciasnoty. Ergo: jest to potrzeba ogólnoludzka i na krzywej Gaussa mieści się w granicach tzw normy:>

          P.S. Inny nie znaczy gorszy, żebyś mi tu zaraz nie impucił czego:D
          • maly.jasio Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 02:14
            pollarek napisała:
            P.S. Inny nie znaczy gorszy, żebyś mi tu zaraz nie impucił czego:

            milo, ze chwytasz w lot, ale poviedz to autorce wontku ?
            a coby jasniej: sa ludzie, ktorzy lubie luzne (ale stale) zwiazki, a nie scisle.
            • pollarek Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 08:40
              maly.jasio napisał:

              > milo, ze chwytasz w lot, ale poviedz to autorce wontku ?
              > a coby jasniej: sa ludzie, ktorzy lubie luzne (ale stale) zwiazki, a nie scisle
              > .

              Ok, przyznam się uczciwie, że nie przeleciałam tu wszystkiego, ale wydaje mi się, że Jerio twierdzi, że ona tego nie rozumie. Istoty takiego związku, znaczy się:>
              Ale, ale... od nierozumienia do prześladowania daleka droga:DD

              Nikt nie mówi, że takich ludzi nie ma. Pytanie, co nimi kieruje?:)
              • princess_yo_yo Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 12:55
                blah blah blah, ona nie rozumie jak skoro ona kocha to ktos moze nie kochac jej z powrotem dokladnie tak samo. na tym polega problem, i niestety jest on nierozwiazywalny zwlaszcza tak szybko po rozstaniu.

                to nie jest rownanie pt warunki do milosci tak ja milosc rozumiem sa spelnione wiec oczywistym jest ze druga strona mysli dokladnie tak samo i chce ze mna spedzic reszte zycia w szczesliwym zwiazku o niezmiennej sumie milosci i zaangazowania. a jak nie kocha tak samo to niech sie zmusi bo ja juz kocham i chce miec moje happy forever after i to nie ja sama jestem odpowiedzialna za moje niespelnione nadzieje tylko on.
                • jeriomina Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 14:43
                  blah blah blah, ona nie rozumie jak skoro ona kocha to ktos moze nie kochac jej
                  > z powrotem dokladnie tak samo. na tym polega problem, i niestety jest on niero
                  > zwiazywalny zwlaszcza tak szybko po rozstaniu.

                  Nie. Nie o o chodzi. Ten pan w ogóle kochać nie potrafi.
                  Princess_yo_yo - prezentujesz typowe czytanie bez zrozumienia z a to z filtrem przez mocne "ja i moje poglądy". Dlatego nie rozumiesz ani mnie ani mojego zdziwienia, ani powodów założenia tego wątku.
                  • princess_yo_yo Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 14:49
                    nie potrafi kochac? a jak sie taki stan niepotrafienia diagnozuje? nie potrafi teraz? nie potrafi po twojemu? nigdy nie bedzie potrafil?
                    • jeriomina Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 14:51
                      Trochę go znam przecież :) nie będę się w szczegóły wdawać. Wiem o nim dużo. Jak już wspominałam, byłam naiwna i wcale się tego nie wypieram.
                      • princess_yo_yo Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 15:20
                        mantra o naiwnosci to takie troche samobiczowanie chyba.

                        za-angazowanie to ryzyko i wymaga w pewnym momencie postawienia wszystkiego (prawie) na jedna karte. i nie da sie przewidziec co z tego wyjdzie nawet jak sie ma nalepsze checi i cale dostepne info swiata. ludzie sa nieprzewidywalni a dynamika kazdego zwiazku sie zmienia z dnia na dzien, czy to przyjazn, czy malzenstwo czy cokolwiek innego.
                        to nie jest tak ze ludzie teraz nie potrafia kochac i im nie zalezy, a wczesniej to pracowali nad zwiazkami i bardziej sie starali i zyli dlugo i szczesliwie.

                        nic tak nie laczy jak wspolne aktywa (dzieci, hipoteka, wspolzaleznosc, obopolny strach przed samotnoscia), presja otoczenia i brak innych mozliwosci. ale bynajmniej nie oznacza ze to milosc chociaz tejze nie wyklucza. do tego jeszcze dolozmy slogan ze kazdy definiuje milosc inaczej i sama milosc to nie wszystko co niestety tez jest prawda i okaze sie ze szukanie winy w osobach 'emocjonalnie / uczuciowo uposledzonych' tak czy inaczej nie ma sensu, bo to nie jest sedno 'problemu'.

                        rozumiem podejscie wszystko albo nic, rozumiem ze nie wyobrazasz sobie bycia z kims kogo nie kochasz wg swojej definicji milosci. tylko zeby byc szczesliwym z takim podejsciem najpierw trzeba sie nauczyc byc szczesliwym/spelnionym majac 'nic', wtedy moze sie okazac ze 'wszystko' wyglada inaczej niz teraz.
                        • maly.jasio no i zdolowalismy kobite... 18.02.13, 15:32
                          ja jej podstawilem noge - zaznaczajac, ze sa ludzie , ktorym Milosc do zycia jest niepotrzebna,
                          bo wystarcza im nieco mniej, czyli np. przyjazn - a Ty padajacej nie podalas pomocnej dloni, sugerujac, by szukala winy w sobie...

                          Czarno to widze... :)
                          • princess_yo_yo Re: no i zdolowalismy kobite... 18.02.13, 15:46
                            nie ma szukac winy w sobie, bo to nie jest jej wina ze spotyka ludzi ktorzy nie spelniaja jej oczekiwan. to sie zdarza kazdemu i to na codzien, ale poniewaz jedyna osoba na ktora mamy wplyw jestesmy my sami, to szukanie winy w innych tez w niczym nie pomaga.
                          • jeriomina Re: no i zdolowalismy kobite... 18.02.13, 19:05
                            Masz zbyt wysokie mniemanie o sobie. Żaden wpis na forum nie jest w stanie ani mnie zdołować ani wprowadzić na szczyt euforii :)
                            Czytam z ciekawością i raczej potwierdza się to, co sama też uważa. A Twoja filozofia czy filozofia prezentowana przez inne osoby na tym forum ani mnie ziębi ani grzeje, bo nie spotkamy się nie nie będę narażona na wątpliwą przyjemność znoszenia tych poglądów na żywo :)
                            • maly.jasio dziewcze... 18.02.13, 20:34
                              jeriomina napisała:
                              ani mnie ziębi ani grzeje,

                              i wzajemnie.
                              tylko to ty masz problemy (zasluzone)
                              a nie JA :)
                            • maly.jasio dziewcze... 18.02.13, 20:37
                              jeriomina napisała:
                              ani mnie ziębi ani grzeje,

                              i wzajemnie.
                              tylko to ty masz problemy (zasluzone, lub nie, kto wie)
                              a nie JA :)
                              • jeriomina Re: dziewcze... 18.02.13, 20:48
                                Ale mnie nie interesuje Twoje manie lub nie-manie. Z jakiegoś powodu upierasz się wypowiadać w tym wątku, co nie świadczy o Twojej obojętności. Tylko o jakimś zboczeniu, chyba.
                                • maly.jasio dziewcze... i wzajemnie... 18.02.13, 21:46
                                  jeriomina napisała:

                                  > Ale mnie nie interesuje Twoje manie lub nie-manie.

                                  i wzajemnie.
                                  ile razy mam to powtarzac ?

                                  mam alergie na glupote.
                                  wystarczy?

                                  • jeriomina Re: dziewcze... i wzajemnie... 18.02.13, 21:58
                                    No toś się popisał, nie ma co :)
                                    Ale nie dziwne to, jesteś przewidywalny :P
                                    • maly.jasio czlek musi sie napracowac... 18.02.13, 22:18
                                      jeriomina napisała:
                                      > Ale nie dziwne to, jesteś przewidywalny :P

                                      czlek musi sie napracowac...
                                      by go wreszcie docenili...
                                      pozdrovienia od Severyna :
                                      www.youtube.com/watch?v=kAhZokCk5w8
                                      • jeriomina Re: czlek musi sie napracowac... 18.02.13, 22:21
                                        Zieeeeeew. I zlew przy okazji.
                                        • maly.jasio czekam na full Ignora. 20.02.13, 15:38
                                          jeriomina napisała:
                                          > Zieeeeeew. I zlew przy okazji.

                                          czekam na full Ignora.
                                          dopiero wtedy, mi sie, dziewcze, sprawdzisz.
                        • stokrotka_a Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 15:34
                          princess_yo_yo napisała:

                          > tylko zeby byc szczesliwym z
                          > takim podejsciem najpierw trzeba sie nauczyc byc szczesliwym/spelnionym majac
                          > 'nic', wtedy moze sie okazac ze 'wszystko' wyglada inaczej niz teraz.

                          Trafiłaś w sedno. :-)
                • pollarek Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 16:46
                  Nu, nu, Ty mówisz o miłości nieodwzajemnionej chyba:)) A tu raczej chodzi o ludzi, którzy w ogóle nie zamierzają się zakochać i związać, czy to z Jerio, czy z kimkolwiek innym:>
                  • princess_yo_yo Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 17:14
                    serio? jak to sobie wyobrazasz?
                    wlasnie postanowilam sie nigdy nie zakochac i z nikim nie zwiazac, nie zamierzam i juz,
                    moja samokontrola jest niezmierzona, juz jestem z siebie dumna
                    • pollarek Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 19:05
                      princess_yo_yo napisała:

                      > serio? jak to sobie wyobrazasz?
                      > wlasnie postanowilam sie nigdy nie zakochac i z nikim nie zwiazac, nie zamierza
                      > m i juz,
                      > moja samokontrola jest niezmierzona, juz jestem z siebie dumna

                      Postanowienia a rzeczywistość... najlepiej chyba wiedzą ci, którzy kiedykolwiek próbowali się odchudzać:DD
                      • princess_yo_yo Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 19:11
                        ha, dokladnie. chociaz odchudzanie jest duzo latwiejsze niz przewidzenie swoich wlasnych reakcji w teoretycznych sytuacjach smiem twierdzic.
                        • pollarek Re: I w kolo Macieju... 18.02.13, 19:29
                          princess_yo_yo napisała:

                          > ha, dokladnie. chociaz odchudzanie jest duzo latwiejsze niz przewidzenie swoich
                          > wlasnych reakcji w teoretycznych sytuacjach smiem twierdzic.

                          Jak to Szymborska pisała: "Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono":>
                          No, ale ogólne tendencje swoich reakcji to na pewno znasz:))
              • maly.jasio a co to za roznica ? 18.02.13, 15:08
                > Nikt nie mówi, że takich ludzi nie ma. Pytanie, co nimi kieruje?:)

                a co to za roznica ?
                czy nie potrafia - przypadek z jakim zetknela sie autorka watku,
                (moze sie da leczyc te traume z dziecinstwa np. ??? :),
                czy dlatego , ze nie chca, bo m. przez duze M. jest im niepotrzebne i odczuwanie lubienia
                i sympatii zupelnie wystarcza im do zycia ?

                efekt koncowy jest taki sam : - nie, bo nie :)
                • pollarek Re: a co to za roznica ? 18.02.13, 16:51
                  maly.jasio napisał:


                  > a co to za roznica ?
                  > czy nie potrafia - przypadek z jakim zetknela sie autorka watku,
                  > (moze sie da leczyc te traume z dziecinstwa np. ??? :),
                  > czy dlatego , ze nie chca, bo m. przez duze M. jest im niepotrzebne i odczuwani
                  > e lubienia
                  > i sympatii zupelnie wystarcza im do zycia ?
                  >
                  > efekt koncowy jest taki sam : - nie, bo nie :)

                  True:> Ale łatwiej (przynajmniej mnie) pogodzić się z czymkolwiek, jeśli rozumiem motywy, przyczyny, uwarunkowania. Nic tak nie rozwala, jak błądzenie we mgle i rozbijanie się o ściany...
                  • maly.jasio mam dla Ciebie dobra wiadomosc :) 18.02.13, 17:11
                    pollarek napisała:
                    True:> Ale łatwiej (przynajmniej mnie) pogodzić się z czymkolwiek, jeśli ro
                    > zumiem motywy, przyczyny, uwarunkowania.

                    mam dla Ciebie dobra wiadomosc :)
                    To (naturalne przeciez) pragnienie poznania przyczyn slabnie z wiekiem.
                    Bo jak je nawet poznasz to przewaznie i tak nic sie nie zmieni...
                    jezeli te przyczyny nie lezaly w Tobie...
                    Natomiast, rzeczywiscie, przyczyn istniejacych w sobie szukac mozna, bo to jedyne co (teoretycznie) zmienic mozna :)

                    - Nic tak nie rozwala, jak błądzenie we mgle i rozbijanie się o ściany...

                    Jasne. Ale reszta jak powyzej.
                    • pollarek Re: mam dla Ciebie dobra wiadomosc :) 18.02.13, 19:08
                      maly.jasio napisał:

                      > mam dla Ciebie dobra wiadomosc :)
                      > To (naturalne przeciez) pragnienie poznania przyczyn slabnie z wiekiem.
                      > Bo jak je nawet poznasz to przewaznie i tak nic sie nie zmieni...
                      > jezeli te przyczyny nie lezaly w Tobie...

                      Zmieni, zmieni:> Świat stanie się ciut bardziej zrozumiały, a to już mi robi dobrze:>


                      > Natomiast, rzeczywiscie, przyczyn istniejacych w sobie szukac mozna, bo to jedy
                      > ne co (teoretycznie) zmienic mozna :)
                      >
                      True:)) A to, czego zmienić nie mogę, to olewam. Jedna z kilku zasad, które czynią mnie szczęśliwym misiem:DD
                      • maly.jasio Re: mam dla Ciebie dobra wiadomosc :) 21.02.13, 20:14
                        pollarek napisała:
                        A to, czego zmienić nie mogę, to olewam.
                        Jedna z kilku zasad, które czynią mnie szczęśliwym misiem:DD

                        Chyba Z MISIEM ?
                        • pollarek Pfff... 21.02.13, 21:01
                          maly.jasio napisał:

                          > Chyba Z MISIEM ?

                          Chyba żartujesz. Jeden MIŚ był w moim życiu i starczy tego dobrego:>
    • stokrotka_a Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 18.02.13, 12:25
      jeriomina napisała:

      > Wiem z całą pewnością, że ja się do takiego układu nie nadaję. Albo wszystko, a
      > lbo nic.


      Wszystko to jest możliwe tylko w teorii, a ponieważ żyjemy w świecie realnym, to zostaje ci tylko nic. ;-)
    • po-trafie Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 18.02.13, 15:22
      Widzac ile wkolo jest rozwodow i par srednio dobranych, unieszczesliwiajacych sie, traktuje zwiazek jako cos bardzo powaznego.
      Duzo powazniejszego niz to ze moze mi z kims byc przyjemnie w lozku.
      Powazniejszego niz to, ze ktos jest sympatyczny, nieglupi, dobrze sie dogadujemy i wykazujemy wobec siebie zyczliwoscia.
      Taki zestaw cieplych emocji moke okazac wiecej niz jednej osobie. Mam spory krag przyjaciol, czyjas bliskosc emocjonalna to nie jest cos zarezerowanego dla jednej osoby, gdy dzieje sie w moim zyciu cos waznego kibicuje mi conajmniej 5 osob (z wzajemnoscia) itp.

      Natomiast byc z kims razem, tworzyc zwiazek, nazywac to miloscia czy na milosc dawac szanse - to duzo wiecej. To dopuszczanie wizji mieszkania razem, spedzania razem kazdej nocy.
      To umiejetnosc wyobrazenie sobie wspolnie starosci, rozwiazywania problemow, zgody finansowej, brak wstydu za druga osobe czy zazenowania jej zachowaniami, brak 'ale', brak oporow przed kolejnymi szczeblami zaangazowania, brak nudy w perspektywie 10 lat.
      Czlowieka, z ktorym dopuszczalabym taka bliskosc spotykam moze z raz na rok, moze z raz na dwa lata.

      Jesli wiec byly sytuacje, ze bylam sama, a pojawial sie na horyzoncie sympatyczny, troskliwy, atrakcyjny ktos kto nie rokowal na zadne dluzsze zaangazowania (bo np widac bylo, ze tematy do rozmow wyczerpia sie po opowiedzeniu sobie wszystkich ciekawych historii z zycia, albo bo nie umialabym sobie wyobrazic mieszkania z nim bo po 10h byl irytujacy, albo nieco nieodpowiedzialny) - to to jest wlasnie idealna osoba na FB.

      Serio kazdy kogo polubisz, bedziesz w stosunku do niego troskliwa i chcialabys z nim isc do lozka, to ktos kogo kochasz? Brzmi bardzo.. prosto.
      • grassant Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 18.02.13, 18:10
        Czlowieka, z ktorym dopuszczalabym taka bliskosc spotykam moze z raz na rok,...

        Szczęśliwaś :))
        • princess_yo_yo Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 18.02.13, 18:23
          nawet przy mizernej sredniej przypadajacej na statystycznego czlowieka jest teoretycznie mozliwe ze ktos tak ma :D
          mi sie do tej pory nie zdarzylo chociaz niby nadzieja jest :P
        • po-trafie Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 18.02.13, 18:31
          Jestem raczej monogamiczna wiec jak juz spotkam i sie dobrze ulozy to 4-5 lat z glowy (a jednoczesnie 4-5 potencjalnych nastepcow, ktorzy nie sa werfikowani). Wiec moze tylko mi sie zdaje, ze to ktos rokujacy ;-)
      • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 18.02.13, 19:09
        Kolejna, która nie potrafi czytać ze zrozumieniem.
        A mnie się już nie chce tego wałkować po raz nty. EOT.
    • fuzja.jadrowa Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 20.02.13, 11:45
      Rozumiem twoj punkt widzenia. Nie kazdemu chcialoby sie wkladac energie w cos, co do niczego nie prowadzi. To taki uklad w zawieszeniu, ktory moze byc bardzo meczacy. Bo z jednej strony - niby komus na nas zalezy, ale tak naprawde, nie ma sie poczucia, ze jest sie najwazniejszym, ze ktos skoczylby za nami w ogien. Wielu ludziom trudno funkcjonowac w czyms takim.
      • jeriomina Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 20.02.13, 12:10
        No nareszcie... :)
      • princess_yo_yo Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 20.02.13, 13:49
        ale to jest jak najbardziej zrozumiale, chyba nikt tego w tym watku nie negowal. tylko trzeba sobie znalezc osobe ktora chce dokladnie tego samego.
      • lena_80 Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 24.02.13, 16:48
        fuzja.jadrowa napisała:

        > Rozumiem twoj punkt widzenia. Nie kazdemu chcialoby sie wkladac energie w cos,
        > co do niczego nie prowadzi. To taki uklad w zawieszeniu, ktory moze byc bardzo
        > meczacy. Bo z jednej strony - niby komus na nas zalezy, ale tak naprawde, nie m
        > a sie poczucia, ze jest sie najwazniejszym,
        ze ktos skoczylby za nami w ogien.
        > Wielu ludziom trudno funkcjonowac w czyms takim.

        Dokładnie... Wydaje mi się, że dla wielu mężczyzn taki brak większego zaangażowania jest po prostu wygodny.
    • samuela_vimes Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 20.02.13, 12:40
      kwestia skrzywienia
    • mam.kaszel Re: Szczepionka na zaangażowanie? :) 20.02.13, 22:38
      Moim zdaniem układy tego typu powstają w 90% na podstawie zaangażowania z jednej strony. Jedna osoba liczy na coś więcej, ale uważa podświadomie,że na to nie zasługuje, albo nawet sobie nie uświadamia, czego pragnie.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja