Gość: apple33
IP: 66.189.0.*
20.07.04, 06:04
Witam serdecznie wszytkich!
Glownie pisze do tych co pamietaja moja historie sprzed kilku miesiecy.
Dostalam tyle emaili od was co u mnie slychac, ze wreszcie musze cos
napisac ;)
Otoz faktycznie rozstalam sie ze swoim mezem. Wyprowadzil sie, a ja zostalam
sama z dziecmi.Tak naprawde nie wiedzialam co mi zycie przyniesie, czy
zrobilam dobrze czy zle. Podjelam decyzje i zaczelam nowe zycie. I wtedy
dostalam jakiegos niesamowitego powera, jakbym odkryla sie na nowo, jakby
narodzila sie zupelnie nowa kobieta.Wiedzialam ze mam dwojke dzieci i musze
byc silna. Do tej pory zylam w cieniu swojego faceta - bardzo zaradnego
finansowo czlowieka, ktory jednak z roznych powodow mnie dolowal, nie dasz
sobie rady, nic nie potrafisz jestes taka jestes sraka, co bys beze mne
zrobila, gdyby nie ja itd. A tu nagle pasmo malutkich sukcesow: awans w
pracy, wywalczylam sobie prestizowe stypendium na studiach, do tej pory nie
osiagalne dla mnie nawet w marzeniach i poznalam faceta. Wszystko stalo sie
tak nagle..Nie jestem wybitnie zakompleksiona ani niedowartosciowana, ale
czasami wydawalo mi sie dziwne, ze facet taki jak on, naprawde ustawiony
chlopak, inteligentny, chce zwiazac sie z kobieta starsza od niego, z dwojka
dzieci i w sumie jeszcze mezatka.
i gdzies w tym wszytskim byl moj maz, z ktorym spotylkalam sie co weekend, i
ktory nagle wbrew pozorom mi strasznie zaimponowal. On po prostu o mnie
walczyl. Ten czlowiek, ktory strasznie mocno mnie zranil, bardzo sie zmienil.
I powiem wam ze sa rzeczy po krorych mozna rozpoznac zmiane. Taka rzecza jest
np. stosunek do dzieci. Jemu zaczelo sprawiac autentyczna radosc przebywanie
ze swoimi dziecmi, zabawa czytanie ksiazek czy cokolwiek innego.Ten zapyzialy
materialista, ktoremu podczas urlopu (jesli w ogole mielismy jakies urlopy)
kiedys przewalala sie mysl jak najszybciej wrocic do domu, teraz organizuje
wycieczki piesze na szlaki, wstaje rano i robi kanapki na cala wyprawe,
cieszy sie jak dziecko kiedy wnosi swojego synka na barana na sam szczyt,
jest innym czlowiekiem. wiem ze to sa drobnostki, ale mnie wprawialy w szok.
Zaczelam rozumiec ze oszukuje siebie, nowo poznanego faceta i byc moze moge
stracic czlowieka, ktory(choc brzmi to paradoksalnie) naprawde mnie kocha.
Z nowym skonczylam kiedy zaprosil mnie z dzieciakami na rodzinna impreze, na
roczek swojej chrzesniaczki. Nie moglam pojechac do obcych ludzi, ciagnac na
dodatek swoje dzieci i miec jakies watpliwosci. szczerze powiem ze czulam sie
paskudnie, ale wolalm to skonczyc zanim ktos z nas mocniej by sie
zaangazowal.
A co z nami? Jestesmy razem. Wrocilismy do siebie choc jestesmy zupelnie inna
para. Zupelnie inaczej ze soba rozmawiamy, inaczej spedzamy czas.odkrylismy,
ze tak naprawde nic o sobie nie wiedzielismy. Po prostu teraz dopiero my sie
ze soba zaprzyjazniamy. Czasami mysle o jego zdradzie, ale nie sprawia mi to
takiego bolu jak kiedys, patrze na to zupelnie inaczej. Ja jestem zupelnie
inna.
Wbrew pozorom to nie jest historia z happyendem bo tak naprawde zostalo nam
jeszcze do przezycia z 40, 50 lat. Wiem tylko jedno ze moj maz okazal sie
facetem, ktoremu warto bylo dac druga szanse. A co bedzie dalej odezwe sie za
40, 50 lat ;)
Pzdr serdecznie
Ania