pomóżcie

IP: 80.51.247.* 21.07.04, 10:10
mam problem. Mieszkam kilka m-cy z chłopakiem. Bardzo mi zależy na tym
związku. Przez długi czas miałam problem z zaufaniem mu i przyznam szczerze ,
że nie ułatwiałam mu życia. Zrozumiałam ,że muszę się zmienić i bardzo się
staram. On od jakiegoś czasu twierdzi, że on się starał przez rok czasu , aby
w naszym związku było dobrze i teraz starania należą tylko do mnie, a on nie
będzie robił już nic w tym kierunku. Bardzo się zmienił. Jest nerwowy, ciągle
się obraża.Staram się z nim rozmawiać i tłumaczyć , że mnie rani, żeby się
powstrzymał przed krzykiem na mnie i obrażaniem , ale on wtedy powtarza , że
on się już wystarał i nie zwraca uwagi na to że ja robię wszystko w mojej
mocy żeby było dobrze, a on nie chce już robić nić. Potrafi się obrazić o coś
na pozór nieistotnego i chociaż wyciągam rękę na zgodę on jest obrażony i
koniec. Potrafi tak nawet przez pół dnia i obrażony idzie spać.jeżeli się
zdenerwuje na mnie w miejscu publicznym potrafi roztrząsać to przy ludziach i
mówi ze ma to gdzies ze inni slysza. Co mogę zrobić aby pomógł mi w
staraniach budowania szczęśliwego związku?czy on mnie jeszcze kocha?
    • blanchet Re: pomóżcie 21.07.04, 10:23
      mam wrażenie że jeszcze nie jesteś świadoma tego że to właśnie on jest
      burzycielem waszego szczęścia a nie twórcą który to niby tyle się natworzył,
      związek to proces a nie coś co można postawić jak rzeźbę i uszczęśliwiać się
      jej widokiem. Twój facet przypomina mi górnika czy hutnika z Solidarności który
      uważa że Polska jest mu winna pokłony i wysokie renty/emerytury za "zasługi"
      • lukrecja8 Re: pomóżcie 21.07.04, 12:32
        z tym górnikiem hutnikiem to dobre porównanie, bo mam wrażenie że wasz związek
        to niezła harówa, jak urabianie rudy kilofem. jeśli w związku jest prawdziwe
        uczucie, to normą jest szczęście a nie ciężka na nie praca. jasne, że zdarzają
        się problemy i wtedy trzeba zakasać rękawy i coś z tym zrobić, ale to się
        zdarza a nie jest stanem permanentnym.
    • Gość: ona Re: pomóżcie IP: 80.51.247.* 21.07.04, 10:35
      biorę tez częsciowo winę na siebie z tego powodu, że może to moja zaborczość
      zabiła w nim chęci starania się. tylko w tej sytuacji ja nie jestem w stanie
      budować to sama w pojedynkę,przecież nie moge tworzyc zwiazku sama. nie
      powiem , często mówi mi że mnie kocha i jest kochany ale za chwile jeden moj
      blad ( np. wymiana zdań na temat , na który mamy przeciwne poglądy) powoduje ze
      jest zły i daje mi ultimatum : albo będziemy dalej rozmawiać i się pokłócimy
      albo zamilczmy ,i milczy, milczy, milczy...
      Więc co mam zrobić? Proszę o rady, bo ja już nie mam pomysłów.
      • default Re: pomóżcie 21.07.04, 11:14
        Nic nie rób. Tzn. nie staraj się, nie zabiegaj, nie zaglądaj mu nieustannie w
        oczy, wypatrując oznak miłości. Spróbuj przez jakiś czas odpuścić, zachowywać
        się jak koleżanka, a nie dziewczyna. Czyli - nie wyniosłe obrażanie się, ale
        pogodne podejście na luzie, jak widzisz, że zanosi się na awanturę - zmień
        temat rozmowy, zajmij się czym innym, a potem przejdź nad tym do porządku jakby
        nigdy nic. I zobaczysz jak to się dalej potoczy.
        Bo może być tak, że on naprawdę ma dość, nie kocha Cię - i wtedy klapa tak czy
        owak. Ale może po prostu sama, swoją zaborczością i natręctwem zmęczyłaś go,
        czuję spętany, z kamieniem u szyi i kiedy dasz mu trochę luzu, odpręży się i
        przestanie być taki nerwowy i obrażalski.
Pełna wersja