Gość: koka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
23.07.04, 11:22
Byliśmy wczoraj na imprezie. Troszkę się popiło...
Odprowadzał mnie do domu, rezygnując z taksówki, którą mógł wracać z kumplem.
Cos jednak w tej drodze powrotnej było nie tak (przyznam sie , że nie bardzo
wiem co, nie pamietam, jakieś głupoty mi się włączyły, niby fochy, choć tak
naprawdę byłam na tyle nietrzeźwa, że mi się mówić i myśleć nie chciało,no i
z mową nie było ok- język sie plątał... ups, zaczynam przynudzać).
Pod bramą jakiś mały konflikt, nie pamiętam, o jaką pierdołę. W każdym razie
w końcu do bramy weszłam, popłakałam się i stwierdziłam, że... Wyjdę sobie.
Zapalić. Wyszłam i zaczęłam iść.
Zauważył to mój facet, który nie zdażył sie oddalić. Podbiegł, chwycił za
ramię, szarpnął. Kazał wracać do domu, a nie samej łazić po nocy po ulicach.
Kłótnia. Szarpanina (tzn. on mnie mocno trzyma za ramię i szarpie, ja się
wyrywam). W końcu tak mna szarpnął, że upadłam. Podniosłam sie i uderzyłam go
w twarz. Nie mocno, tak "dla zasady". No i... On mi oddał. Pięścią w brzuch.
też nie mocno, też "dla zasady". Zaczął mnie ciągnąć za ramie do domu.
Awantura. mówienie, jaka to jestem głupia, na mój tekst, że mnie troche
wcięło po alkoholu, stwierdził: "To trzeba było nie pić", spojrzał mi prosto
w oczy, wycedził: "Pijaczko". Trzymał mocno. Bolało. Zaczęłam mówić "Zostaw
mnie. Puszczaj!" itp. Wyrwałam sie (a może nie? nie pamietam). On mnie złapał
za włosy i zaczął ciągnąc do najbliższej bramy (tuż obok mojej). Szarpał,
ciągnął. Zostałam nazwana głupią suką i popierdoloną dziwką. Kurwa, aniołem
wczoraj nie byłam, ale żeby aż tak mnie traktować... Wyobraźcie sobie, jak
może wyglądać taka szarpanina, nie da się tu wszystkiego opisać. Tyle tylko,
że on jest dużo silniejszy.
Dotarłam w końcu do domu.
I tyle.
I niby nic sie nie stało(normalne sms-y rano od niego).
A może rzeczywiście nic się nie stało?
:(